poniedziałek, 9 stycznia 2012

Oud Immortel Byredo


Brawo. Wreszcie udało się Byredo wypuścić coś, co nie jest "w sam raz". Zapach wyjątkowy, z charakterem. Trwały. O mocnej projekcji.

Tyle, że wyjątkowość ta jest wyjątkowością idioty, trwałość nie jest zaletą, a wyraźna projekcja sprawia, że po godzinie żebrzę o litość i niższy wymiar kary. Czy to na pewno Olivia Giacobetti stoi za tą kompozycją?



Czy to żart?

 

Po zaaplikowaniu płynu na skórę od razu zaczęłam podejrzewać, że pomyliłam próbki. Potem zaś, po sprawdzeniu etykietki zaczęłam rozważać, czy Jaroslav przypadkiem nie pomylił się przy pakowaniu przesyłki. Nie pomylił się. Ale przyznał, że też podejrzewał działalność jakiegoś chochlika, kiedy testował.



Słodki, owocowy zapaszek. Milusi, landrynkowy nieomal, kompletnie nie drzewny, nie kadzidlany, nie agarowy... W ogóle nie, nie i jeszcze raz nie!

Cholerny likier Limoncello!


Zapach brzmi jak bardziej cukierkowe, bardziej syntetyczne, lecz równie śliczniusie Pulp tej samej firmy. Nawet żywotny papirus na drugim planie, nawet pojawiający się po jakimś czasie ślad pikantnego, świeżego kardamonu u szczytu spektrum i cień paczuli w dolnych rejestrach nie na wiele się zdały.

Zaprawdę powiadam Wam, trudno jest bez wpadania w rozpacz przetrwać tę słodką, głupią fazę, która ciągnie się niemiłosiernie i daje mi radość porównywalną do dysputy z jakąś Frytką, Kluską czy inną orlicą intelektualną. 

Jeśli to jest uniseks, to Justin Bieber mogłaby być twarzą zapachu jak nic. :]


Po wielu, wielu godzinach, podczas których zamiast czujnie i z ekscytacją tropić nuty i śledzić ewolucję zapachu na skórze po prostu udawałam, że to nie ja tak żałośnie walę cytrynowymi cukierkami, zauważyłam zmianę. Na lepsze. Ale o to doprawdy nie było trudno.

Dojrzałe, ośmio - dziesięciogodzinne Oud Immortel pachnie bardzo delikatnym kadzidłem, miękkim palisandrem, śladem perfumowanego fajkowego tytoniu.

Cóż mi jednak z tego, że moja "blind date" na odchodnym oświadczyła, że lubi zwierzęta i czasem czyta poezję, skoro wcześniej przez bite osiem godzin rżnęła idiotkę?



Data powstania: 2010

Nuty zapachowe:
Nyty głowy: likier Limoncello, kadzidło, kardamon
Nuty serca: paczula, papirus, brazylijskie drewno różane
Nuty bazy: liście tytoniu, mech



Kostium "Lemon Tart Girl" ze strony LaLaLingerie.com    
Na zdjęciu nr 2 Oczywiście Danny de Vito reklamujący likier Limoncello. Więcej na www.dannyslimoncello.com
Na trzecim jeszcze bardziej oczywiście: Justin Bieber
Śliczna pani Barbie z: Rhetoric of Gender & Sexuality  

17 komentarzy:

  1. Umarłam! "udawałam, że to nie ja tak żałośnie walę cytrynowymi cukierkami"... Jesteś po prostu moim guru, kobieto!!! Ściskam, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapach poszedł w niepamięć
    Dzięki za recenzję:)
    Klaudio oczekuj listonosza:)
    pozdr
    J.

    OdpowiedzUsuń
  3. :D I znowu zaśmiałam się serdecznie przy ostatniej, celnej ripoście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Katlino, no bo jakże tak? Słitaśnie i cytrynowo? Toż to rujnuje mój mroczny image! ^^


    Polu, no pech. Czuję się zniechęcona.


    Jarku, ale jakiego listonosza?! Przecież my się jeszcze na nic konkretnie nie umówiliśmy!


    Madzik, a zwróciłaś uwagę na ostatnie zdanie w poprzedniej sekcji? Jestem prawie oszołomiona własną "słośliwością".

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehe mojemu nosowi możliwie ,że przypadłby do gustu, tak się domyślam po tych cytrynowych cukieraskach:D. Ale ja nie mam tak wyrobionego nosa (gustu?), choć teraz i tak jest lepiej niż kiedyś :D.
    Opis jak zwykle genialny i bardzo trafne zdjęcia:D. Moja siostra zapewne by wybuchła agresją na widok Biebera, tak go luuubi ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Sabbath dosłownie dopadł Cię cukierkowy potwór :) świetna recenzja a końcówka genialna :D nawet nie pytaj co mi w pierwszym momencie przyszło do głowy :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Taki to żart, jak ze złotym Bondem no.9, gdzie ktoś podstępnie ukradł oud i zastąpił go znów landrynkami :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sabb - jestem wielce zaniepokojona wzrostem tej suoślifości;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobór zdjęć wymiata!

    Dobór słów zresztą też, ale do tego u Ciebie zdążyłam się już przyzwyczaić. Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kleopatre, no proszę Cię. Nie chodzi o wyrobiony czy niewyrobiony nos, tylko o dziwny gust.
    Nie chcę, żebyś pisała, ze jeśli podoba Ci się coś innego, to z powodu braku wyrobienia. Jedni lubią paprykę, inni czekoladę. A jeszcze inni jedno i drugie.
    Do Biebera nie mam nic. To znaczy - jest mi artystycznie obojętny. Żal mi go jako dzieciaka wpuszczonego w tryby machiny marketingowej: przemielonego i wyplutego w postaci produktu. Nie takie powinien mieć dzieciństwo.



    Reniu, jak nie pytaj? Teraz już muszę zapytać! :>


    Madzik, e tam wzrostem. ^^



    Katarzyno, dziękuję bardzo. :)
    Danny trochę nie w temacie, ale mnie urzekł. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba znów muszę Cię zacytować: "wyjątkowość ta jest wyjątkowością idioty, trwałość nie jest zaletą, a wyraźna projekcja sprawia, że po godzinie żebrzę o litość i niższy wymiar kary. Czy to na pewno Olivia Giacobetti stoi za tą kompozycją?"
    Cóż, z doświadczenia własnego i wnioskując z ciągu dalszego Twojej recenzji wynika jasno, że tak. :P Jak najbardziej. Jak zawsze. ;>
    Jakoś tak mam, że te kompozycje OG, które mogłabym nosić (czyli w zasadzie tylko Idole) znikają w rekordowym tempie. Dlatego też z napięciem oczekuję próbki eau de parfum. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. "Z doświadczenia mojego własnego" miało być..

    OdpowiedzUsuń
  13. Idole też ze mnie zwiewa. Kupiłam po jednym teście - zauroczona po uszy (lata temu to było), a potem się pozbyłam, bo znikał po niespełna godzinie. Teraz czekam na flakon edp.
    Nosiłam kiedyś Safran Troublant. Długo i namiętnie. Teraz jest dla mnie zbyt intensywny i nie daję mu rady. Jest na wylocie. Razem z Elixirem. I Jour de Fete. Ale, jak widać, jakąś Olivię muszę mieć na stanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jasne, owocowe cukierki, tak, ale zatrute! W każdym zrobiono dziurkę i wpuszczono odrobinkę (więcej nie trzeba) czegoś arszenikowego. Cieszę się, że jednak w końcu przetestowałam - bo pierwszy raz po przeczytaniu tej recenzji nawet nie miałam na to ochoty.
    A więc tak, jak trudno mówić o piękności, jeśli ma pryszcz na nosie, tak samo tu szczypta trutki wystarcza, żeby zburzyć biberowski wizerunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieber teraz w wieku, kiedy pryszcz mu się może przydarzyć. :)

      Usuń
  15. Ty to wiesz jak zachęcić do testów :D
    Zupełnie nie tego się spodziewałam po zapachu, ale często warto się tak zdziwić ;)Ciekawe emocje się wtedy pojawiają.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...