czwartek, 8 marca 2012

Być kobietą...


Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie


Założę się, że znacie ten tekst Magdy Czapińskiej, świetnie niegdyś zaśpiewany przez Alicję Majewską. 

Dziś, z okazji dnia kobiet, tag, który spadł mi z nieba na tę okazję. W sumie... Sama go sobie wyżebrałam, bo Reniakicia, autorka uroczego, pełnego ciepła i bardzo kobiecego (choć nie całkiem w sposób, o jakim opowiada tekst cytowanej piosenki) bloga "Szminką po Lustrze" najpierw wcale mnie nie tagowała. :) 
Dopiero po moim komentarzu pod jej inspirującymi "Siedmioma Grzechami" dorzuciła mnie do pęczka nominantek. Jeśli wiec na Jej blogu nie widzicie, żem wskazana "z palca", to zerknijcie w komentarze - nie oszukuję. :)

A na taga miałam chrapkę, bo grzechy to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Z siedmiu topowych przewinień niemiłe mi jest wyłącznie grzeszenie zawiścią - to grzech, który nie tylko nie jest przyjemny, ale wręcz pogarsza nam samopoczucie. Nawet gniew da się pozytywnie wykorzystać. Reszta grzechów to czysta radość życia. O ile, oczywiście, nie zadręczamy się aktualnie żadną dietą czy życiowymi postanowieniami.

Taga pozwolę sobie potraktować nieco ogólniej... Ale o kosmetykach też będzie. Słowo! :)



A! I jeszcze jedno: wrócę do klasycznego układu i nazewnictwa obowiązującego w polskim tłumaczeniu Katechizmu Kościoła Katolickiego. Osadzenie kulturowe Siedmiu Grzechów Głównych jest tak silne, że nie widzę sensu zmieniania pychy w dumę, a nieumiarkowania w jedzeniu i piciu na obżarstwo. 
To chyba określenia z tłumaczenia filmu "Siedem" Davida Finchera, który to film polecam szczerze na Dzień Kobiet i każdy inny dzień. W mojej prywatnej skali oceniania dzieł filmowych, w której (stanowiący swoistą pierwotną skalę punktacji) film "12 Małp" dostaje zasłużone 12 małp, "Siedem" dostaje małp 14. :)



Siedem Grzechów Głównych


Pycha

Który kosmetyk daje Ci najwięcej pewności siebie?


Narażę się.

Pasta do zębów.

Używana zarówno przeze mnie, jak i przez moich rozmówców.

Poza pastą nitka i płyn do płukania jamy ustnej.

Polacy są narodem ludzi z brzydkimi zębami. Pamiętające czasy komunizmu pokolenie trzydziestoparolatków i starszych wciąż nie wyzbyło się lęku przed dentystą. Ludzie po czterdziestce - młodzi przecież jeszcze i w pełni aktywni - straszą cmentarzyskami w ustach. Powiedzmy sobie jasno: opieka stomatologiczna w Polsce nie jest zachwycająca. Nie jest może nawet zadowalająca, jak na europejskie standardy, ale podstawowe usługi, w tym rwanie, pobranie wycisku i  "szuflada" powyżej siedmiu (chyba) ubytków w jednej szczęce są za darmo! Nikt nie musi straszyć gołymi dziąsłami.


Chciwość

Najdroższy kosmetyk jaki kupiłaś?
Najtańszy jaki posiadasz?


Nie sadzę, by udało mi się zaskoczyć Was wyznaniem, że są to perfumy. Zarówno jako "sekcja" kosmetyczna reprezentowana najobficiej, jak i w detalu - per sztuka.

Najtańszym używanym przeze mnie z upodobaniem kosmetykiem jest olej kokosowy. Czysty, zwykły olej kokosowy.
Pięknie pachnie, świetnie natłuszcza skórę i jego skład jest zachwycająco prosty.



Nieczystość

Jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?


Najbardziej erotyczną częścią ludzkiego ciała jest mózg.

Kiedy byłam nastolatką twierdziłam, że mój idealny chłopak (wówczas chłopak, teraz na miejscu byłby raczej mężczyzna) powinien mieć trzy cechy: powinien być inteligentny, mieć poczucie humoru i mnie kochać.

Wiem, że to nie do końca odpowiedź na zadane pytanie, dlatego poprawię się: nie uważam za atrakcyjnych wyłącznie mężczyzn adorujących mnie. Jednak uczciwie pisząc: miło wiedzieć, że facet ma dobry gust.*



Zazdrość

Jakie kosmetyki lubisz dostawać w prezencie?

 

Żadne.

Lubię dostawać wyłącznie prezenty, które sama umieszczę na liście albo wskażę palcem. A na moich listach prezentów zwykle królują książki i płyty. Poza nimi "kobiece drobiazgi" w typie nowego multitoola (z konkretnym wskazaniem marki i typu), latarki, manierki, tarczy do strzelania etc.

Bardzo starannie wybieram kosmetyki, które kupuję i właściwie nie ma szans trafić z prezentem w ciemno, szczególnie, że unikam robienia zapasów i dublowania kremów, pomadek, cieni czy błyszczyków. Z perfumami sprawa wcale nie jest łatwiejsza, bo jeśli chcę mieć flakon - zwykle jest to flakon bardzo konkretny.



Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

Jakie produkty są Twoim zdaniem najpyszniejsze?


Yyyyy...? Maseczka z rozgniecionych truskawek?

Ja rozumiem, że pewnie chodzi o takie, które "aż chciałoby się zjeść", ale spróbuję podejść do tematu z innej strony.

Miód, mili Państwo!
Używany w formie balsamu na usta (takiego balsamu potrafię zlizać pół słoika czytając książkę), wlewany do wanny (potem trzeba się dokładnie spłukać), pity na ciepło i na zimno w formie wody z cytryną i miodem, stosowany do słodzenia herbaty (przestudzonej) zamiast cukru i do słodzenia słodkich potraw. Miód prawdziwy, pszczeli, najlepiej z "zaprzyjaźnionej" pasieki lub firmy z eko certyfikatem.

Miód jest miodny. :)



Gniew

Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz?
Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?


Najtrudniejszy (z tych, które są dla mnie interesujące) byłby zapewne Amouage Tribute Attar: czyste perfumy kosztujące bagatela - 1260 zł za 12 ml.
Czemu użyłam trybu przypuszczającego? Bo, mimo iż zapach zachwycił mnie szczerze, nawet nie próbuję sadzić się na flakonik. Moje upodobanie do pięknych perfum ma swoje granice - takich pieniędzy nie wydam.
I nie budzi to we mnie złości, ani gniewu. Szczerze - nawet nieszczególnie czuję żal. Gdybym zarżnęła się, oszczędzała przez lata (a potrafię ze spokojem odkładać na flaszkę lub czekać na okazję do zakupu nie tylko miesiącami, ale nawet latami), pewnie w końcu byłoby mnie stać na własne 12 ml. Tyle, że w tym przypadku cena przekroczyła granicę komfortu: nie czułabym się dobrze wydając taką kwotę na perfumy.

Nie odczuwam nienawiści w stosunku do kosmetyków. Nienawiść to wielkie słowo. Straszne słowo opisujące straszne, niszczące uczucie.

Odczuwam niechęć do firm testujących na zwierzętach i po prostu staram się ich kosmetyków nie kupować.

Myślę, że w ogóle nie odczuwam nienawiści. Czasem czuję niechęć, częściej żal. Nienawiść niszczy. Zwykle bardziej nawet nienawidzącego, niż nienawidzonego.



Lenistwo

Których kosmetyków nie używasz z lenistwa?

 

Nie używam mnóstwa kosmetyków. Kiedy czytam blogi kosmetyczne do głowy mi przychodzi myśl przewrotna, że więcej nie używam, niż używam. :) Tyle, że większości z premedytacją. Albo wyjątkowo skutecznie wmawiam sobie, że moje lenistwo nie jest lenistwem. :)

Z lenistwa naprawdę i uczciwie nie używam czarnej rzepy (zwanej także czarną rzodkwią) na włosy, a raczej na skórę głowy.
To fenomenalny naturalny kosmetyk, znakomicie pobudzający cebulki do wzrostu, poprawiający ukrwienie skóry głowy i, co za tym idzie, gęstość i wygląd włosów.

Rzepę stosuje się tak:
Należy obrać pół sporej albo jedną niewielką rzepkę, zetrzeć na najdrobniejszych oczkach tarki, wycisnąć sok, po czym nanieść go na skórę głowy za pomocą kłębka waty. Można z taką "odżywką" pochodzić parę godzin, można iść spać. 

Obie wersje mają swoje wady. W pierwszym przypadku włosy robią się szare, matowe, sztywne i, jeśli nie mieszkamy sami, zapewniamy innym domownikom kilkugodzinną wycieczkę do "domu wiedźmy". W drugim przypadku efekt wizualny jest taki sam, tyle że w nocy go nie widać - w łóżku natomiast we znaki daje się nam drugi efekt uboczny stosowania rzepowego soku, a mianowicie potężny, ostry smród... to znaczy... Specyficzny zapach. :]

Niegdyś używałam rzepy systematycznie, raz w tygodniu.
Nota bene, użyłam jej również wieczorem, w przeddzień własnego ślubu. Rano obudziłam się, na ostatnią chwilę oczywiście, godzinę przed ceremonią, ze zmierzwionym kołtunem na głowie i poszłam umyć włosy. Jakże niemile zaskoczył mnie wówczas brak wody!


***

Teraz najtrudniejsze: komu przekazać taga.

Jako pierwsza do głowy przyszła mi Maus z Bloga "Co sroce w oko wpadnie". Maus ma w posiadaniu takie kosmetyczne cudeńka, że nader ciekawa jestem, tego, co nam pokaże i co nam opowie. No i Maus jest z zagranicy. Wielki świat i tak dalej... :)))

Z wielką radością taguję Cammie, z "No to pięknie!". Cammie jest zwykle w tagowej awangardzie i cud doprawdy, że udało mi się trafić ją tagiem którego u Niej jeszcze nie było.

Zapraszam do zabawy Iwetto z "Black Beauty Bag". Tagi Iwetto są często takie "moje". Odpowiada rzeczowo i na temat - po moich rozwlekłych rozważaniach będzie to miła odmiana.

Urban Warrior z bloga "Urban State of Mind". Urban Warrior ma najpiękniejsze zaproszenie do komentowania, jakie widziałam. Niestety, zwykle nie bardzo potrafię wypowiedzieć się na temat kosmetyków, o których z pasją i zajmująco opowiada, komentarze zostawiam więc sporadycznie. Żałuję. :)

Barwy Wojenne piszącą bloga "Barwy Wojenne", bo szalenie (to dobre słowo) lubię jej zamiłowanie do zwariowanych stylizacji i spodziewam się przynajmniej jednaj odpowiedzi, która wyrwie mnie z papci. :)

Viollet z "Na obcasach", bo Jej blog jest osobisty, pełen polotu i o wszystkim. Także o jedzeniu i o perfumach. A ostatnio nawet o butach na obcasach. :)))

Tagowałabym jeszcze Wiedźmę z Podgórza gospodarzącą w "Pracowni alchemicznej", ale się boję. Chyba, ze Wiedźma chce, to niech się czuje zaproszona. Choć... nie sądzę, by chciała. :)


 

Dziękuję za cierpliwość i z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim Paniom, by zgodnie ze słowami piosenki wybranej przeze mnie na motto posta, były kobietami niebanalnymi i w dobrym stylu (jakikolwiek dobry styl sobie upodobają) , a ich czas upływał w rytmie walca... Albo innym rytmie miłym ich uszom. :)



* To żart! Żart, oczywiście. Ale w temacie grzechów głównych, warto czasem symulować pychę i nie pokazywać swoich kompleksów. Wówczas spore są szanse, że wad, które spędzają nam sen z powiek inni nie zauważą. :)


Zdjęcia w kolejności:

  • "Seven Deadly Sins" czyli "Siedem Grzechów Głównych" autorstwa Marty Dahlig, której galerię na Deviantarcie znajdziecie tu: KLIK
  • Pycha:
Uśmiech wraz zębami ze strony poświęcenej wybielaniu zębów w Wielkiej Brytanii: KLIK 
  • Chciwość:
Olej kokosowy znalazłam (wraz z artykułem o kokosie dla urody" w Mieście Kobiet: KLIK 
  • Nieczystość:
Rozjarzony mózg pochodzi z bloga (świetnego, nota bene) Speak Schmeak: KLIK 
  • Zazdrość:
Zdjęcie jednego z moich ostatnich marzeń: Skeletoola firmy Leathermann wykonał użytkownik thelightgatherer, którego galerię na serwisie Flickr znajdziecie tu: KLIK 
  • Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu:
Miód naturalny (piękne zdjęcie, czyż nie?) z artykułu o miedzie w kostkach na stronie SuperBiznes.eu 
  • Gniew:
Ty jako ilustracja posłużyło mi zdjęcie Attaru Amouage znalezione na forum Basenotes: KLIK
  • Lenistwo:
Czarna rzepa ze strony Naturalne Oczyszczanie: KLIK  
  • Róża znaleziona na blogu Projecto Adolescerpne: KLIK

50 komentarzy:

  1. buhahhaaa bomba!
    " atrakcyjność intelektualna" to również zawsze było moje główne kryterium :) Stąd mam faceta, z którym nigdy się nie nudzę i jestem w stanie wytrzymać dłużej niż z kimkolwiek innym nawet z mojej rodziny ( to fenomen)

    A historia z rzepą jest cudowna poprawiła mi nieco nastrój w całym stresie jaki przeżywam od popołudnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu, historia z rzepą w chili obecnej i mnie bawi, jednak wówczas... Przyznam się: w życiu chyba nie mówiłam tak brzydko, jak wtedy w łazience. :/

      Usuń
  2. Usmialam sie :)

    z tego wielkiego mausowego swiata tez, pomijajac ze maus mieszka w dziurze bez kiosku i pociagow z iloscia mieszkancow nie przekraczajaca 200 osob :D ... no dobrze, moja wies ma 1000 lat i mieszkam w zamku ale to doprawdy drobnostka ;P


    a wracajac do tematu... maus odpowiedziala na ten tag pare dobrych dni temu i zeby bylo weselej, polecam spojrzec na glowny obrazek, ktory mi sie wydal najbardziej pasujacy do tego taga -> http://www.cosrocewokowpadnie.blogspot.com/2012/03/tag-7-grzechow-gownych.html

    i polecam takze obejrzenie prac Marty (link jest u mnie pod obrazkiem), jak dla mnie sa genialne... aaaaaa... i dziekuje za otagowanie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, a mnie się wydawało, że to nowy tag i przejrzałam tylko pierwszą stronę. Przepraszam. Naprawdę czytam Cię systematycznie, choć faktycznie czasem czas nie pozwala na czytanie niczego.
      Informację o autorce uzupełniłam. Dziękuję.
      Praca znajduje się na dziesiątkach stron, w tym na stronach z darmowymi tapetami i na stronach zawirusowanych - na żadnej nie znalazłam informacji i Autorce.

      Usuń
    2. Wychodzi na to, ze jestem zbyt produktywna hehe... ale nic sie nie stalo, zawsze sluze linkami do moich postow, ktore sie zagubily w czasie i przestrzeni ;D

      Ja trafilam od razu na strone gdzie bylo podane i do tego dziewczyna jest z Polski, wiec jak najbardziej nalezy jej sie reklama, prace ma cudne... ja lubie takie klimaty :P

      Staram sie w przypadku gdy korzystam z tego typu "obrazkow" zlokalizowac autora, bo jak juz wykorzystuje jego prace to przynajmniej mu sie nalezy zeby byly podpisane :)

      Usuń
    3. Ja też. Ta jednak grafika pojawia się na tylu stronach, że się poddałam. Szczególnie, ze jedna z najwyżej wyszukiwanych stron trzykrotnie zawiesiła mi komputer i bałam się otwierać po raz kolejny.

      Usuń
    4. uuuuu... wychodzi na to, ze mialam szczescie :]

      ja czesto szukam od razu na deviantarcie, to mi pozwala omijac rozne nieprzyjemne strony.

      Vanity i Wrath z checia bym kupila i powiesila na scianie :D tym bardziej, ze autorka gdzies napisala o inspiracjach pracami Muchy, ktore ja bardzo lubie :)

      Usuń
    5. Ja bym sobie nie powiesiła, bo to nie moja estetyka jednak. Ale galerię ma dziewczyna bardzo stylową. Dziękuję Ci za podrzucenie. Tak sobie dumam, że jeśli będę jeszcze kiedyś chciała skorzystać z jej prac, będę już miała gotowe źródło. Dzięki, Maus!

      Usuń
    6. Aktualnie tez by mi raczej do niczego nie pasowaly ale na tyle mi sie podobaja, ze moglabym je powiesic ;)

      Jakis czas temu do jednego makijazu natchnela mnie praca Eireen, tez mi sie podobaja -> http://eireen.deviantart.com/gallery/

      Usuń
    7. A która? Czyżby syrena? Jest najbardziej chyba w Twoim stylu...
      Eireen też nie całkiem moja estetyka. Ja bym sobie raczej reprodukcję Gigera powiesiła. Ale też nie ukrywam, że nienormalna jestem. :)
      Z resztą - w praktyce nie wieszam niczego. Jestem minimalistą. Mam na ścianach półki z książkami albo nic. :)

      Usuń
    8. Oooo... widze wieksze zaleglosci na moim blogu hehe -> http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/2012/02/look-jakby-nie-bylo-niedzielny.html

      ja mam dwa obrazki :D oba na plotnie, jeden wisi bez ramy bo zadna nie pasuje... jest banalnie prosty ale mnie urzekl, bo jest taki inny, kupiony w Tajlandii... musialam go miec.

      Drugi namalowany przez jakiegos malarza z zamilowania, kupiony na molo w Miedzyzdrojach jakies 15 lat temu, przedstawia ulice ze starymi kamienicami, namalowany jest ciekawa technika, bo nie jest to wyrazny "rysunek" tylko rozne odcienie bialych, szarych i czarnych plamek i kresek :)

      Usuń
    9. uuuu... no tak... reprodukcje tego Gigera to takie dla mnie za bardzo "alien" sa ;D

      Usuń
    10. Ach! Ten widziałam! Tylko w galerii nie dotarłam do tego obrazka! Piękny!
      Obrazek z Tajlandii to może być coś. Niezwykłą mają tę okołodrzewną sztukę.
      A Alien... To mój filmowy konik. Oglądam namiętnie, wielokrotnie, wciąż od nowa. Ze swoim mężem pierwszy raz umówiłam się dlatego, ze przyznał się, ze Sigourney Weaver jest jego ulubioną aktorką. Dla mnie Sig to Alieny przede wszystkim.

      Usuń
  3. "Brainy is the new sexy"? Łoj, taak! ;) O ile nie wygląda przy tym, jak Diogenes u schyłku życia, to jak najbardziej. :)

    Sabbath, czy ja naprawdę ostrzę sobie na Ciebie siekierę za tagi, czy jak? Bo czasami odnoszę takie wrażenie. ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy ostrzysz, ale tagując Cię czuję się jak molestator. I jak molestator prawdziwy - i tak nie umiem się powstrzymać. Tylko tak ściemniam i owijam w bawełnę, żebym była kryta w razie jakby Ci się tak nie spodobał. Bo wiem, że ogólnie nie lubisz. Ale to jest silniejsze ode mnie, no! :)))

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. przepraszam za usunięcia,jak wiesz zawsze wypatrzę chochlika:)
    Świetny post.Uśmiałem się co niemiara:))
    Pokazałaś,że jesteś mistrzynią w poprawianiu humoru:D
    Bez pasty i płynu ani rusz,i to minimum 4 razy dziennie,więc witaj w klubie:)
    Czy ja dobrze przeczytałem? olej kokosowy? Ten tradycyjny do wypieków?
    W sumie to fajna sprawa.Naturalnie,bez sztucznych dodatków i rakotwórczych parabenów,lecz za to w ilości zużytego miodu (wyłącznie doustnie;D
    ze mną nie wygrasz:)
    Preferuję spadziowe,lipowe,wielokwiatowe.Omijam gryczane.Zaskoczyła mnie ta rzepa.Co to wogóle jest ta czarna rzepa?Czyt o jest jadalne?bo brzmi strasznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarna rzepa jest jak najbardziej jadalna, zdrowa i nawet relatywnie smaczna, ale tylko natychmiast po przyrządzeniu. Rychło zaczyna zmieniać zapach i pachnieć niezbyt atrakcyjnie. A zapach ma mocny i ostry. W zetknięciu z ciepłą skórą zmienia go jeszcze szybciej, niż na talerzu.

      Olej kokosowy ten to pieczenia, choć piec na nim nigdy nie piekłam. Można na nim uskutecznić racuchy, tak normalnie?

      I jeszcze miód: może i nie wygram, ale nie będę zbyt zażarcie walczyła. Jednak miód w kuper idzie. :)
      Mój ulubiony to spadziowy. Lubię też zapach lipowego. A gryczany relatywnie najlepiej nadaje się do kawy, bo jest niesłodki, a ja nie lubię słodkiej kawy. Tylko czasem potrzebuję połączenia cukru z kofeiną, a ciastko nie zawsze mam pod ręką. :)

      Usuń
    2. Jasne, że można na nim uskuteczniać racuchy :) i naleśniki nawet też można ;))

      Usuń
    3. Viollet, a czy możesz zdradzić, gdzie kupujesz taki do smażenia? Nie na Biochemii Urody chyba?

      Usuń
  7. Sabbath, dziękuję za miłe słowa! I za otagowanie oczywiście :) Skorzystam. Twoje odpowiedzi są naprawdę interesujące :)) Miód! Genialne w swej prostocie. A brak wody w dniu ślubu... nawet mi nie mów ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłe słowa w pełni zasłużone. Niczego nie nazmyślałam. :)
      A brak wody... Tylko nie mów, ze i tobie coś takiego się zdarzyło. Nie życzę nikomu. :/

      Usuń
  8. Potwierdzam.Kaloryczność miodu poraża, więc jednemu może iść w kuper,a drugiemu zapewne w co innego:))
    Także nie słodzę kawy,a już dodatek wszelkej chemii typu zagęszczacze,śmietanki itp uważam za barbarzyństwo
    pozdr,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym co innego, niż kuper. :)Zagęszczacze i śmietanki sypkie to pomyłka - w ogóle nie smakują jak mleko. Ja nic w sumie nie smakują. A;lbo smakują jak coś, czego nigdy nie jadłam i za czego kosztowaniem nie tęsknię.
      Za to mlekiem nie pogardzę... W żadnej postaci i do niczego. Potrafię zapijać czereśnie mlekiem. :)

      Usuń
    2. Czereśnie i mleko? Świetna kombinacja! Jak mawia moja Mama - "i tak wszystko sie wymiesza", a wiec robisz sobie świeżutką porcje smoothie, albo po naszemu koktajlu i to bez zuzywania prądu :D

      Usuń
    3. Moja mama zapowiadała mi wielokrotnie, ze umrę w męczarniach na skręt kiszek po takim jedzeniu. Kiedyś, jak byłam dzieckiem i usłyszałam to po popiciu jabłka wodą strasznie się bałam i płakałam całą noc czekając aż umrę. Naprawdę nieprzyjemne wspomnienie.

      Ale potem okazało się, że mam żołądek jak Alf i mogę pożreć wszystko w dowolnej kombinacji. Koni z kopytami i uprzężą (i wozem) nie jadam wyłącznie z powodów ideologicznych. :)

      Usuń
  9. No usmiałam sie, ale jak widze nie ja jedna :D
    Opis stanu uzebienia narodu rozbrajający, ale i zapewne prawdziwy. A pasta to chyba faktycznie kosmetyka najbardziej pasujący do tego podpunktu, jakby komus zadać pytanie - czy czuli by sie pewniej wychodzac do ludzi z różem na policzkach i nieumytymi zebami czy odwrotnie to zapewne wybrali by opcje pierwszą.

    Historia z rzepą i brakiem wody w dniu ślubu to jakiś majstersztyk, Ty chyba masz wyjątkową zdolnosc do przyciągania anegdotycznych sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja działam jak katalizator chaosu. :) Przystosowałam się i nauczyłam dobrze tym bawić. Cóż innego mogę zrobić?
      Kiedy człowiek śmieje się z siebie, to przecież także jest śmiech. :)

      Usuń
    2. I tak trzymać, bo i my czytelnicy mamy dzięki Tobie porcje świetnej jakości humoru :)

      Usuń
    3. A ja mam dzięki Wam mnóstwo radości życia i chęci do wszystkiego. :)

      Usuń
  10. Sabbath dziękuję za miłe słowa :* Muszę to napisać :D Jesteś niesamowita :))

    Ja uwielbiam mojego dentystę :D i kiedy mam umówioną wizytę kontrolną za pół roku to za nim wręcz tęsknię ;-)

    Miodek i olej kokosowy to jest to co tygryski lubią :D

    A historia z rzepą rewelacyjna, uśmiałam się :)) choć brak wody w dniu ślubu to raczej traumatyczne przeżycie ;)

    rzepy choć zdrowa ze względu na wyjątkową smrodliwość nie odważyłam się używać ;)

    Sabbath życzę Ci wszystkiego najpiękniejszego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem postrzelona. :)))

      Ja również mam szczęście - mam dentystkę, której ufam bez zastrzeżeń. Jest naprawdę fenomenalna w swoim fachu. Poza tym uczciwa i życzliwa. Poznałam ją pozazawodowo, kiedy jeszcze studiowała. Teraz prywatny kontakt nam się urwał, ale w życiu nie zamienię jej na inną. :)

      A rzepa to przykład na to, ze bycie piękną czasem wymaga wielkich poświęceń. :)

      Wszystkiego wzajemnie. :*

      Usuń
  11. Sabbath, chwała ci za tę pastę! I nici... I płyn... Bo zawsze, gdy myślę o kosmetykach, bez których naprawdę nie potrafiłabym żyć, to właśnie natychmiast przychodzi mi do głowy ten zestaw. Sama pasta nie wystarczy. Wiem coś o tym i do dziś w duchu dziękuję światu, że postawił na mojej drodze prawdziwego dentystę-sadystę, który, uwaga, nauczył mnie dbać o zęby. I nie rozumiem, nie chcę rozumieć, jak mogą funkcjonować osoby zaniedbujące tę część, bądź co bądź, urody (zdrowia również).
    Co do dentystów w Polsce... no cóż. Nieraz mnie dentyści skrzywdzili (ba, ortodonta również). Ale potem miałam szczęście trafić na dentystę z powołania, człowieka, któremu naprawdę nie boję się powierzać moich zębów. I wszystkim życzę tego samego, bo opieka dentystyczna ma sens w momencie, gdy specjalista chce po pierwsze nauczyć pacjenta, co i jak robić, aby zęby były w najlepszej kondycji, a dopiero potem brać pieniądze (często niemałe) za to, że musi coś naprawić.

    wszystkiego naj w dniu kobiet :*
    Dżo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, ze za tę pastę zbiorę po łbie. Ale naprawdę uważam, że to najważniejszy element higieny osobistej: Straty wynikające z zaniedbania są wyjątkowo bolesne i nie do nadrobienia...

      O swojej najwspanialszej dentystce pisałam wyżej Reni. Dobry dentysta to skarb. Ja mam niesamowite szczęście w tym (i nie tylko tym) względzie.
      I masz rację: dentysta powinien instruować nas, jak dbać o zęby. Mnie moja kazała zmienić pastę i używać płynu do płukania (na nici sama wpadłam). Chwała jej za to. Za to też. :)

      Wszystkiego naj w każdym dniu, Dżo. :*

      Usuń
  12. Lata mnie nie było w sekcji komentarzy (choć regularnie czytam), zawsze jakoś brakuje mi siły (czy czegokolwiek innego) na sklecenie jakiejś sensownej wypowiedzi.
    Z rzepą miałam (wątpliwą) przyjemność obcować raz, skończyło się średnio przyjemnym uczuleniem. Za to podzielam miłość do oleju kokosowego, który zużywam w ilościach (prawie) hurtowych na większość możliwych powierzchni;) I całkowicie zgadzam się w kwestii mózgu (w tej kwesti uważam jakikolwiek dodatkowy komentarz za zbędny:))
    A Siedem to jeden z tych kilku filmów które kocham (mocno i szczerze), widziałam kilkanaście razy i z pewnością obejrzę kilkanaście kolejnych (co najmniej). Choć dziś będę raczyć się Fight Club i niesamowitym głosem Nortona. W ramach prezentu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fight Club to jeden z moich absolutnie najulubieńszych filmów ever. Obok Alienów (wszystkich), Wejścia smoka i paru innych.
      Aż się chce napisać, że masz świetny gust. ;)

      Zawsze mi miło Cię widzieć. Zaglądam do Ciebie systematycznie zachwycać się Twoimi dziełami (zamieszczanymi zbyt rzadko - bo dobrego zawsze za mało). Ale też nie zawsze komentuję.

      A aktywne mózgi lubią towarzystwo innych aktywnych mózgów, czyż nie?

      Usuń
  13. Miód to zdecydowanie najpyszniejszy kosmetyk. A przedtem oczywiście najlepiej peeling cukrowy i mamy festiwal słodkości ;) Szczególnie polecam stosować taki miszmasz na usta. ;-)
    Rzepowa historia powala na kolana. Godzinę przed ceremonią? Szalona jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szalona, tylko leniwa. Wstawanie rano to dla mnie koszmar, a wtedy termin w urzędzie najpóźniejszy był chyba na 12:30. Bo też decydowaliśmy się jakiś miesiąc z hakiem przed ślubem. :)
      Ale ostatecznie było fajnie, choć włosy miałam jak kopa siana. W kiecce chadzam do dziś z różnych ciekawych okazji. :)

      Usuń
  14. Dżizas, same perły! Małpy, Alieny i jeszcze filmy Finchera, które uwielbiam! Powinnam chyba komentować tag , prawda? Ale tak mało na tych blogach o naszych kinomaniackich zapędach :P

    Mi też się ten TAG bardzo spodobał, ktoś miał dobry pomysł :D I tutaj wtrącę, że rzepy nie znoszę. Chociaż leci do mnie pocztą kuracja z czarnej rzepy właśnie :P

    A jeszcze pytanie? Jaka jest maksymalna małpia skala?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kino to temat na osobnego bloga. Czasem korci mnie wrzucanie postów nie na temat - szczególnie kiedy widzę, jak życzliwie ludzie przyjmują moje odpowiedzi na tagi.

      Małpia skala najwyżej doszła chyba do 16 czy 17 małp, ale to ewenementy. "Amadeusz" bardzo wysoko się plasował. "Fight Club", "12 gniewnych ludzi" i parę innych pozycji.

      Fincher jest w ogóle w moim rankingu bardzo, bardzo wysoko. Nie tylko za trzeciego Aliena, Fight Club, Siedem, Zodiak czy Grę, ale też za plany. Szalenie jestem ciekawa, ile wyciśnie ze Spotkania z Ramą - to klasyka klasyków. No i kolejny Heavy Metal... Moje oczekiwania są wielkie. :)

      Usuń
  15. Ale ja lubię Twoje tagowanie :D i zawsze jakiś skrawek prywaty padnie - nie wiedziałam, żeś mężatka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby żadem wstyd, ale rzeczywiście, nie przyznawałam się dotychczas. Pewnie dalej bym się nie przyznała, ale anegdota taka smakowita... Żal nie błysnąć. :)
      Dziękuję, Penny. :)

      Usuń
  16. Sabb, dziękuję :*
    Cena perfum, o których wspomniałaś, zwala z nóg! Rozumiem Twój punkt widzenia, nawet dla pragnień musi być jakaś granica rozsądku.

    Co do miodu, to mam to szczęście, że są w rodzinie pszczelarze :DDD Podzielam Twój zachwyt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie tak to widzę: o pewnych rzeczach nawet nie należy marzyć. Dla własnego spokoju.
      Najciekawsze jest to, że po zachłystnięciu się zapachewm naprawde wyluzowałam i naprawdę mi to nie doskwiera. Odczuwam nawet pewne zadowolenie z poznania, dotknięcia granic. Jak Galadriela w LOTR: I passed the test. :)))

      Pszczelarzy w rodzinie zazdroszczę, choć tylko troszkę, bo ja mam pszczelarza (syna pszczelarza) wśród życzliwych, uczynnych znajomych. To prawie tak samo dobrze. :)

      Czekam na twoje odpowiedzi. Wiem, ze będą niezwykłe i że znów mnie zaskoczysz i zainspirujesz. Zwykle Twoje tagi zostają ze mną na dłużej - myślę o nich nawet kiedy zamknę stronę "No to pięknie".

      Usuń
  17. świetna odpowiedz na TAG ,zwykle odpowiedzi powtarzaja sie , sa podobne a Twoje sa wrecz unikatowe;)
    historia z rzepa rzeczywiscie ciekawa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za użycie określenie "unikatowe", a nie "dziwaczne". Miło mi niezmiernie.
      A historia z rzepą... Uwierz, zabawna jest dopiero teraz. Wtedy nie było mi do śmiechu. :)

      Usuń
  18. Słońce, dziękuję Ci za tak piękną i "obszerną" nominację do taga :* Już go wcześniej robiłam, więc nie będę się powtarzać, ale naprawdę zrobiło mi się baaardzo miło jak przeczytałam co napisałaś :* Buźka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak to jest, jak ktoś robi taga po okresie niezaglądania na blogi. :/ Starałam się nadrobić zaległości, ale widocznie nie dotarłam. Przepraszam.

      Usuń
  19. Hmm, ja się na własny ślub (cywilny tylko) spóźniłam - byłam pewna, że przy ustalaniu terminu usłyszałam "sala ślubów, pierwsze piętro" (w domyśle - w urzędzie miasta), a okazało się, że to był "pałac ślubów". Pół godziny przed uroczystością goście dzwonią zmarznięci sprzed urzędu, że pozamykane, ja z przyszłym mężem w panice - dzwonimy po taksówkarzach, gdzie tu może być ślub w sobotę...Spóźniliśmy się, ciotka się śmiertelnie obraziła, nie zdążyłam zmienić kozaków na szpilki ani dziurawych rajstop na całe. Teraz opowiadamy w ramach anegdoty, ale byłam przerażona.

    I niestety, nie lubię skomplikowanych zabiegów kosmetycznych - jakieś wcieranie w skalp, babranie się z olejem - nie dla mnie. Dlatego włosy mam niezbyt tego, ale zbyt leniwa jestem. Za to dobrego stomatologa mi po wyprowadzce mi brakuje - tak samo jak dobrego fryzjera, któremu nie ma warsztatu rodem z lat 80-tych...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...