środa, 14 marca 2012

Rochas Pour Lui


Dziś pachnidło ani niszowe, ani nowe, ani szczególnie niedostępne. Za to z nutą trawy żubrowej, znanej doskonale wszystkim miłośnikom Żubrówki i bazującego na niej drinka zwanego poufale szarlotką.

 

Twórcą Rochas Lui jest Michel Almairac, o którym pisałam nie dalej jak tydzień temu przy okazji recenzji Sklepu Weneckiego. Tym razem obcować nam przyjdzie z zupełnie inną kompozycją: zmienną, rozplanowaną wedle klasycznego nutowego trójpodziału, klasyczną - wręcz retro.



Obietnice składane szeptem


O otwarciu czytałam opinie niepochlebne. Że zbyt cytrusowo, świeżo i nijako. Tymczasem mnie zapach zauroczył od pierwszego wdechu.

Niejednoznaczne, stymulujące połączenie charakterystycznego, przyjemnie słodkawego aromatu żubrowej trawy (Czy zdarza Wam się rozgryzać wyłuskane z butelki źdźbło?), ziołowej eteryczności listków melisy i świeżego cedru z niesamowicie, obłędnie wręcz w tym kontekście brzmiącym, aksamitnym, gęstym akordem kwiatowym złożonym nie tylko z pięknie owocowego neroli, lecz także z jaśminu i tajemniczego składnika nasuwającego mi skojarzenie z kremową miękkością zapachu orchidei waniliowej.

Jakże się nie zachwycić?



Drugi akord pojawia się łagodnie, płynnie, bez gwałtownych zwrotów akcji.

Najpierw wyczuwamy zmianę temperatury kompozycji - dyskretną jak spokojny oddech. Potem pojawiają się dojrzałe, lekko dymne, zmysłowe nuty drzewne. Nie nakładają cię na jasne otwarcie, nie splatają z nim, lecz wsuwają pod spód, jak ciepła dłoń błądząca po skórze pod szorstką materię ubrania. Dotyk jest delikatny, lecz zmienia wszystko. 
Tu akord drzewny także nie wali się na skórę z mocą i impetem, lecz dyskretnie przesuwa zapach w stronę nietypowego, oszczędnego orientu.

Otwarcie zdaje się coraz bardziej transparentne. Trwa w tle do końca: zarówno dająca zapachowi wyjątkowość żubrowa trawa, jak i kremowy, podbity słodyczą akord kwiatowy - jednak nuty te nie skupiają już naszej uwagi. Jak zsuwające się z ramion odzienie stanowiące ledwie tło dla ukazującego się naszym oczom ciała - ciepłego serca kompozycji.


Subtelnie dymne, otulone wytrawną wanilią nuty drzewne zyskują w bazie dodatkowe, żywiczne podbicie: akord niejednoznacznie ambrowy, utkany z niezwykle czystego, pachnącego nieomal kwiatowo labdanum, szczypty piżmianu i pozbawionego zieloności złożenia paczuli z wetiwerem.

Szczególnie nuta paczuli zasługuje tu na uwagę: pogłębia się w charakterystyczny sposób rozwijając w bazie orzechowo - kakaowe tony przypominajace Patchouli Reminiscence lub (z bliższego podwórka) wytrawną wersję bazy A*Men Thierry'ego Muglera.

Lui jest zapachem złożonym, jednak wszystkie te niezwykłe nuty poskładane zostały tak, by zabrzmiały moderato: z umiarem i elegancko.


Proszę, nie oczekujcie ode mnie (ani od Almairaca) dalszego ciągu tej opowieści.

Lui jest ledwie obietnicą. Wyszeptanym do ucha zaproszeniem, wizją pocałunków, dopieszczanym wieczorami w wyobraźni marzeniem. Spokojny i idealny. I zmysłowy, choć w sposób inny, niż modne perfumy epatujące erotyzmem rodem z MTV.

 

Projekcję też ma Lui niezwykłą. Im bliżej skóry, tym zapach wydaje się cieplejszy i ciemniejszy.

Z dystansu wyczuwalna jest trawa żubrowa i delikatny akord kwiatowy. Wąchany przy skórze Lui staje się drzewny i zmysłowy. I zadziwiająco podobny do Pardon Nasomatto, który swego czasu tak wielkie na mnie zrobił wrażenie. Choć mocy i trwałości porównywać nie sposób: dzieło Gualtieriego bije Lui o kilka długości. W obu kategoriach.

***

Zastanawiam się, dlaczego dopiero dziewięć lat po premierze poznaję ten zapach. A właściwie... nie zastanawiam się. Wiem: wystraszyło mnie nieroli. Gdyby nie osobista sympatia do pewnego ceniącego ten zapach Pana, pewnie do dziś unikałabym schadzki z Lui. Ze szkodą wielką., bo to naprawdę kawał dobrej, perfumiarskiej roboty.
Lucho, dziękuję!


Data powstania: 2003
Twórca: Michel Almairac
Projekt flakonu: Agence Love

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: cedr, neroli
Nuty serca: drewno sykomory, turówka wonna (czyli trawa żubrowa), cedr
Nuty bazy: paczula, wanilia

Ilustracje do tekstu:
  • Pierwsze zdjęcie z bloga o ekskluzywnych alkoholach: eluxo.blogspot.com
  • Drugie reklamowe.
  • Trzecie stanowi problem: wrzucone przez Sabę Paare tu: KLIK bez informacji, skąd pochodzi, opisane jej nazwiskiem. Tyle, że na tym profilu zdjęć jest zatrzęsienie i nie wydają się mieć żadnych cech wspólnych.
  • Trzy ostatnie ilustracje to kadry z filmu Jane Campion "Jaśniejsza strona gwiazd" ("Bright Star)" z 2009 roku.

14 komentarzy:

  1. wart przetestowania powiadasz...? Dobrze będziemy testować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wart. Choć ja zostanę przy Pardon. Wolę zapachy z większym "wykopem". Jak Ghislain: kiedy pachnę, wszyscy muszą wiedzieć, ze pachnę. :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ładna. Ale (choć może zabrzmi to dwuznacznie), mnie się podoba od szyi w dół. Ciało ma ten pan ładne, ale jego dłonie mi się nie podobają. Szczególnie prawa, z krzywymi palcami. Ta część fryzury i twarzy, którą widać także nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Jakieś takie ma brwi jak Dziadek Mróz... ;)

      Usuń
  3. Kompozycja jest rzeczywiście bardzo ładna i wyważona, ale raczej nie z rodzaju 'must have':)
    A propos : czy miałaś już okazję sprawdzić JPG Kokorico?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Kokorico nie znam jeszcze. Czasem bywam do tyłu z mainstreamem. nie lubię chodzić do sklepów - w tym do perfumerii, stąd testuję głownie to, co kupię lub dostanę i mam w domu.

      Usuń
  4. Służę próbką ,jak chcesz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest w perfumeriach? Bo jeśli jest to po prostu powącham. Nie chcę Ci robić kłopotów, Jarku. I tak okazałeś mi już furę życzliwości, którą bardzo cenię. :)

      Usuń
    2. Słońce jaki to kłopot.Oczekuj listonosza:)

      Usuń
  5. no proszę, cóż za podwójna niespodzianka :)
    oto Sabb spotyka niby przypadkiem Lui i zaiskrzyło ;)
    cieszę się, że pochyliłaś się nad Lui, bo naprawdę na to zasługuje... sam w życiu bym się nie spodziewał, że doświadczę zaskoczenia tam, gdzie zupełnie się go nie spodziewałem... w dodatku tak wymuskanego zaskoczenia...
    pozdrawiam pirath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piracie, ja się z przyjemnością "pochylam" :) nad każdym zapachem, który daje mi nadzieję na przyjemność z wąchania. Albo przynajmniej niezwykłe wrażenia. Nie mam zasady nakazującej mi unikanie perfumeryjnego mainstreamu. Ale nie mam też potrzeby skupiania się na perfumach popularnych.
      Jeśli mnie kto zachęca do poznania jakiegoś zapachu pisząc (albo mówiąc), że wart jest uwagi - staram się poznać. I czasem coś napisać, w miarę możliwości.

      Co to znaczy "wymuskane zaskoczenie"? ^^

      Usuń
  6. w kontekście niezwykle pieczołowicie, wręcz wykwintnie skomponowanego zapachu... Lui niby nie wnosi nic nowego do tematu który opowiada, ale sposób i forma podania zniewala...
    tym niemniej niezwykle mi miło że poświęciłaś Lui swój cenny czas i miło było przeczytać jak ten zapach Ci się objawił...

    OdpowiedzUsuń
  7. neroli mnie także nieco odstrasza, ale trawa żubrowa może być ciekawa - sprawdzę, jeśli trafi się okazja

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam po raz pierwszy tutaj:)
    Podobają mi się Twoje (zbliżone do moich) odczucia zwiazane z tą jakże znakomitą kompozycją. Napisałaś, że "Lui jest ledwie obietnicą. Wyszeptanym do ucha zaproszeniem..."-wg mnie jest to zaproszenie Almairaca do jego późniejszej znakomitej kompozycji ze stajni Gucci-ego. Lui jest szkieletem, czymś na czym pewnie znakomity "Michał" bazował tworząc GPH. Ja tam włąsnie wyczuwam nutki, które później wśród gęstego dymu występują w GPH. Takie własnie me wrażenia i nie potrafię ich się pozbyć...wąchajac nadgarstek lewy(LUI) i porównując go do prawego (Gucci Pour Homme). Dla mnie Lui to znakomity zapach. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...