czwartek, 31 maja 2012

Asmar SoOud


Czy pisałam już, że pożądam perfum pachnących kawą?
Tak, wiem, pisałam. Jakiś gazylion razy. A jednak powtórzę po raz gazylion i pierwszy: nadal szukam i wciąż nie jestem usatysfakcjonowana. Choć kawowych kompozycji kilkanaście już tu opisałam.

Dziś pora na kawę, której opis podniósł mi ciśnienie jak łyk espresso:
Mroczny zapach ziemi i słońca, opalonej skóry i ciepłego piasku. Skoncentrowana, lecz przyjemna ambrowa kompozycja, mocna lecz delikatna dzięki z wyczuciem połączonym ciepłym nutom. Wyprawa w samo serce snów tysiąca i jednej nocy. Gdy Dorian Gray spotyka Szeherezadę.
Dorian Gray! Gdyby w perfumach udało się oddać nastrój książki Oscara Wilde'a, nawet gaduła Szeherezada by mi nie przeszkadzała. :)



Opowieść tysiąca i jednej kropli


Pierwszy, otwierający akord nie rozczarował: aromat waniliowego tytoniu, złocista ambra, woń szlachetnego trunku, subtelny dymek w tle. Po chwili w tle pojawia się jasny, kremowy miód. Niebacznie pomyślałam, że niespotykanie wręcz łagodna i miła jest ta słodycz...

Jednak to, co serwowane z umiarem zdaje się miłym, w ilości zbyt wielkiej może męczyć. Tu miły i ładny miód zaczyna dominować kompozycję już kilkanaście minut po aplikacji perfum na skórę. Po pół godzinie otrzymujemy względnie statycznego, lekko dymnego, lekko dekadenckiego słodziaka.

środa, 30 maja 2012

Fam SoOud


Do Polski trafiły perfumy SoOud. Szanse na to, że ktokolwiek uwierzyłby w mój brak zainteresowania marką z oud w nazwie wydają mi się marne. Nawet jeśli oud w SoOud niekoniecznie oznacza aromatyczne, agarowe drewno.

Na blogu 1000 Fragrances Octavian Coifan spekuluje, że nazwa pochodzić może od środkowowschodniej dynastii królewskiej Saoud/Sooud (obie wersje występują wymiennie). Przyznaję, ma to dla mnie sens - wszak nie wszystkie kompozycje SoOud zawierają agar. Dziwnym byłoby tworzenie "marki jednego składnika". Tak więc mamy tu grę słów, zabawę znaczeniami: z jednej strony nawiązanie do wschodniego przepychu i królewskiego majestatu, z drugiej zaś jeden z najbardziej charakterystycznych dla perfumeryjnego orientu (i szalenie modny) składnik jako przynętę zwracającą na markę uwagę miłośników woni bogatych. I jeszcze to niesamowite brzmienie nazwy... Spróbujcie wymówić ją na głos. Brzmi egzotycznie, prawda?

 

Firma zadebiutowała w 2010 roku ośmioma zapachami stworzonymi przez Stephana Humbert Lucasa - perfumiarza pracującego wcześniej, między innymi, dla Nez a Nez (Hiroshima mon Amour i L’Hetre Reve).
Fam (usta), Asmar (ciemny brąz), Burqa (burka), Nůr (światło), Hajj (mądrość), Kanz (skarb), Al Jana (ogród) i Ouris (uniesienie) występują w dwóch wersjach: Parfume Nektar o koncentracji zbliżonej do perfum oraz Eau Fine określana jako woda perfumowana.

Dzięki uprzejmości Perfumerii Quality od pewnego czasu cieszyć się mogę kompletnym zestawem próbek SoOud - marki, która wchodzi właśnie do oferty Quality. Niestety, dostępna będzie wyłącznie w nowej filii firmy: w perfumerii Quality w warszawskim Klifie.

Nie zamierzam kryć, że nadzieje mam wielkie. Pojemność próbek nie pozwala szafować cennym płynem, zamierzam więc do testów podejść metodycznie i kolejno, na spokojnie oswajać orientalne dzieła Stephana Humbert Lucasa. 
Macie ochotę na podróż na Bliski Wschód? To zapraszam. :)


Zacznę od opisanego na blogu Quality jako "uroki drzewa agarowego" Fam. Z powodów oczywistych.



It's chilli in here*

 

poniedziałek, 28 maja 2012

The Scent of Departure - VIE


Dziś zapraszam do Wiednia - miasta muzyki. Tym razem bez zagajenia, bez przygrywki. :)


Dlaczego? Bo na klawiaturę ciśnie mi się powtórne WOW. 
Tym razem źródłem mojego zachwytu jest kawa - moje niespełnione perfumeryjne marzenie. Duuużo kawy.

Wyraźny aromat mielonych kawowych ziaren pojawia się już w otwarciu. Choć, aby oddać istotę rzeczy powinnam napisać raczej, że na mojej skórze, przy tej pogodzie VIE w ogóle nie ma otwarcia. Zapach jest relatywnie linearny, co zaskoczyło mnie szalenie, gdyż w sieci jedna ze stron opisujących serię wymienia w nutach głowy cytrynę, bergamotę, miętę i trawę. Wyznaję, że dla mnie wizja takiego preludium była wysoce nieatrakcyjna.

Tymczasem VIE to głównie kawa, wanilia i paczula. Akord przypominający łagodniejszą i mniej słodką wersję A*Mena Thierry'ego Muglera. 

wtorek, 22 maja 2012

The Scent of Departure - BUD


Budapeszt to jedna z największych europejskich metropolii, miasto, którego historia sięga starożytności. W legendach o założeniu Budy i Pesztu wspomina się o Hunach, Celtach, Rzymianach, Gotach, Słowianach i wielu innych plemionach. W X wieku miasto przejęli Wegrzy i tak pozostało do dziś. Choć także najnowsza historia miasta do nudnych nie należy (wspomnieć warto chociażby o krwawo stłumionym powstaniu przeciw władzy komunistycznej w 1956 roku czy zamieszkach w 2006).
Tym razem oszczędzę Wam jednak długich wstępów. Informacje te są łatwo dostępne, Budapesztu odkrywać nie trzeba. Za to zapach, za pomogą którego Gerald Ghislain opowiada nam Budapeszt odkryć warto.

 

"Nie tego się spodziewałam" to fraza dwuznaczna. Czasem oznacza rozczarowanie - gdy na podstawie lektury nut stworzę sobie w wyobraźni perfumeryjnego tytana albo przynajmniej cacko misterne jak szwajcarski zegarek. Czasem bywa wyrazem pełnego zachwytu niedowierzania, kiedy nie mając wielkich oczekiwań odkrywam perłę; albo przynajmniej jakiś fascynujący perfumeryjny obrazek. I tym razem z ogromną przyjemnością użyję "nie tego się spodziewałam" w wersji drugiej.

Czegóż więc się spodziewałam? Miłego, zachowawczego zapaszku zdatnego do sprzedawania w sklepie z pamiątkami. Zapowiadanego opisem "spokojnego budapesztańskiego wieczoru" - pogodnego i nieco nudnego. I co dostałam? Ano, budapesztański wieczór. Spokojny, pogodny, nieco chłodny, lecz bynajmniej nie nudny.


piątek, 18 maja 2012

The Scent of Departure


Pamiętacie mój wywiad z Geraldem Ghislain z października 2010 roku? W rozmowie tej założyciel Histoires de Parfums wspominał o swoim najnowszym (wówczas najnowszym) pomyśle: serii zapachów "miejskich", opowiadających o konkretnym mieście i wyłącznie na lotnisku w owym mieście dostępnych.

To już się dzieje, to już się stało!

 

Perfumy The Scent of Departure - projekt Geralda Ghishlain i francuskiej projektantki Megali Senequier będącej także dyrektorem artystycznym w firmie Histoires de Parfums ujrzał światło dzienne. A raczej światło jarzeniówek na lotniskach.
Seria obejmuje na razie 20 zapachów podzielonych na cztery perfumeryjno - geograficzne kategorie: Europę, Azję, Stany Zjednoczone i Środkowy Wschód.
Dziś tłumaczenie materiałów prasowych. Wybrane recenzje wkrótce.

 


środa, 16 maja 2012

Asian Tales by Kilian: Bamboo Harmony i Water Calligraphy


Perfumeryjny orient zwykle kojarzy się nam dość jednoznacznie, z bogatymi zapachami Arabii: ambrą, różą, jaśminem czy agarem. Tymczasem geograficzny Orient, pojmowany jako przeciwieństwo Okcydentu, to niezwykłe bogactwo kultur rozsianych na ogromnej przestrzeni na wschód od Europy. Nie tylko Wschód Bliski, obejmujący kraje, których kultura zdefiniowała pojęcie "perfum orientalnych", lecz także kraje Środkowego Wschodu oraz Wschód Daleki, czyli Japonię, Chiny, Obie Koree, Tajwan... O ten właśnie Orient Daleki upomniał się Kilian Hennesy najnowszą serią perfumeryjnych opowieści by Kilian: Asian Tales.


Z Azją wiążemy aromaty lekkie, subtelne, wodne nieomal: zapach herbaty, bambusa, lotosu, kwitnącej wiśni czy śliwy. Niezasłużenie, bo przecież Azja to także jurty mongolskich nomadów, księżycowe krajobrazy Gobi, pikantna koreańska kuchnia, kadzidła buddyjskich i konfucjańskich świątyń. Nawet "sztandarowe" kultury wschodu - Chiny i Japonia to nie tylko spokój i harmonia. Dzikie, głośne chińskie święta, bezwzględne zasady kodeksu Bushido, wyrafinowana erotyka podniesiona do rangi sztuki i wiele, wiele innych aspektów nie korespondujących z wizją podsuwaną nam przez pierwsze, najprostsze skojarzenia.
Czemu o tym wspominam? Ano dlatego, że pierwsze dwie opowieści zaproponowane nam przez młodego Hennessy'ego przez swą pastelowość ewidentnie korespondują ze skojarzeniami oczywistymi. Ciekawa jestem, jak rozwinie się ta seria...


Bamboo Harmony
Księżniczka znikąd


Bamboo Harmony to zapach inspirowany, nietłumaczoną niestety na Polski, "Opowieścią o ścinaczu bambusa" - pochodzącą z dziesiątego wieku japońską legendą spisaną i przywróconą kulturze pod koniec XX wieku przez noblistę Yasunari Kawabatę.


środa, 2 maja 2012

Wyjaśnienie

Drodzy moi, przepraszam za milczenie. Nie jestem tymczasowo zdolna skupić się na pisaniu.

Większość z Was nie wie o tym, że mam syna. W ciągu ostatnich miesięcy objawił się poważny problem z jego zdrowiem. Jakiś miesiąc temu lekarze orzekli, że szanse na wyleczenie są znikome i najprawdopodobniej moje dziecko będzie przez całe życie w pewien szczególny sposób niepełnosprawne. 
Możecie sobie wyobrazić, że nie perfumy zaprzątały moją uwagę po tej diagnozie.

Nie wchodząc w niepotrzebne szczegóły: udało nam się znaleźć rozwiązanie, które daje nadzieję. Co prawda kuracji nie sfinansuje nam NFZ, ale wiecie sami, że nie ma takiej rzeczy, której nie sprzedadzą rodzice, by dać swojemu dziecku szansę na normalne życie. Damy radę.
Mój synek jeszcze w tym miesiącu wyląduje po raz pierwszy w klinice. Lekarze są ostrożni, ale szanse na wyleczenie są spore. W ciągu dwóch lat wszystko powinno się wyjaśnić.

Ja osobiście jestem na etapie poruszania nieba i ziemi. Energia wróciła, jestem pełna nadziei. Uspokajam się, odreagowuję, raduję się wsparciem przyjaciół, których mam szczęście posiadać wspaniałych.

Przepraszam raz jeszcze. Szczególnie tych, którzy czekają. Wrócę do pisania. Obiecuję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...