piątek, 29 czerwca 2012

Jeszcze jedna dobra wiadomość


...Tym razem dla Ślązaków i osób mieszkających w pobliżu Katowic.

W perfumerii Douglas w katowickim Silesia City Center (Katowice, ul. ul. Chorzowska 109) od jakiegoś czasu dostępne są perfumy marki Serge Lutens

Znajdziecie je po lewej, męskiej stronie, umiarkowanie wyraźnie wyeksponowane. Brakuje kilku zapachów, między innymi Rousse, ale nowości są wszystkie. 


W asortymencie także bogata oferta Hermes, Lalique i Balenciaga. Oraz, tradycyjnie już, nowości (i starości) Toma Forda
Czekam na serię Armani Prive. :)

czwartek, 28 czerwca 2012

Perfumy dla miłośników książek


Moja znajoma założyła ostatnio na Facebooku grupę "Wącham książki", do której, rzecz jasna, natychmiast się wklikałam. Bo wącham. 
W mojej ostatniej recenzji nawet trochę mi się typologii zapachów druku wymsknęło. :)

Zapach, o którym dziś słów kilka to spełnienie marzeń wąchaczy książek. przynajmniej takie jest założenie.


 

Paper Passion to pomysł, za którym stoi niezwykłe trio: wydawca, kreator mody i perfumiarz. 


Kote Slumberhouse


Recenzowanie perfum Slumberhouse to ciężka robota. Zwykle zaczynają się dziwacznie - trzeba więc kombinować nad tym, jakby tu swoje wrażenia zebrać do kupy i ubrać w jakieś relatywnie składne zdania. Potem Slumbarhouse'y wyczyniają różne sztuki po to, by skończyć się zupełnie nie tak, jak tego oczekujemy. Po prostu nie można ich spuścić z oka!
A na dodatek nie są to pachnidełka szybkie, jak błysk ciupagi, tylko prawdziwi perfumeryjni długodystansowcy. Nawet koncentracja EDC nieznużona hasa po skórze przez kilkanaście godzin.

Mówię Wam - orka na ugorze. Ale jakież to malownicze ugory...

Nie inaczej jest z Kote.
Kote chadza własnymi drogami. A ja za nim. :)


A ty płotem, kociugo, hej!*


Obserwowany z daleka Kote przypomina połączenie Wonderwwod z A New Perfume Comme des Garcons. Pierwszy, trącący jeszcze spirytusem akord jest ostry, przyprawowo - iglasty, syntetycznie kadzidlany. Intrygujący raczej, niż ładny.

wtorek, 26 czerwca 2012

Verg Slumberhouse


Wracam dziś do jednej z moich ulubionych marek - do amerykańskiej grupy "facetów maszerujących we własnym rytmie". Recenzowałam dotychczas pięć ich wód perfumowanych, dziś zmierzę się z drugą dostępną u Slumberhouse koncentracją: wodą kolońską. Trzy z zapachów tej marki - Verg, Kote i Mur - występują w tej właśnie postaci. Tak się (zupełnie nieprzypadkowo) składa, że jestem w posiadaniu próbek wszystkich trzech. W krótkiej serii recenzji postaram się wszystkie je Wam przybliżyć.



Ogród półcieni*


Otwarcie kpi z listy nut: zamiast w miseczkę pysznych malin wpadam w skrzynkę tytoniu. Na tyle świeżego, że jego drobno pocięte listki wciąż zawierają ślad wilgoci dającej im elastyczność i wyraźnie roślinny aromat. Wrażenie pewnej niezwykłej dla tej rośliny eteryczności podkreśla dodatek delikatnie ostrego imbiru oraz złocistego szafranu. Niszowo.

Scent of Departure na wyciągnięcie ręki


Ręka nie musi być szczególnie długa, wystarczy, że sięga po kartę kredytową.


Pełna kolekcja zapachów Scent of Departure, którą przedstawiałam w maju dostępna jest nie tylko na lotniskach. Już wcześniej zapachy SoD dostępne były na stronie firmowej Thescentofdeparture.com, ostatnio zaś pojawiły się także na Indiescents.com.

Czemu uznałam to za wieść wartą osobnego posta? 
Bo w przeciwieństwie do sklepu firmowego, Indiescents udostępnia próbki. Standardowa fiolka 0,7 ml kosztuje 3$. Moje doświadczenie pokazuje, że jeśli zamawiamy same próbki, nie łapie ich cło - przychodzą normalną pocztą. Nic, tylko testować!

niedziela, 24 czerwca 2012

#3 Nota di Viaggio (Ciavuru d'Amuri) Meo Fusciuni


Na podstawie lektury nut Trzecia Notka z Podróży zdała mi się najbardziej intrygująca. Figa w głowie i kadzidło w bazie. A do tego jaśminowe serce. Ciekawy koncept.

Ciavuru d'Amuri (Perfumy Miłości) - zapach, który poświęcił Imprezzabile wyspie, na której się wychował: Sycylii. Mają w nim być zaklęte wspomnienia i nastrój dzieciństwa.



Jaśmin kremowy
Krem jaśminowy


Figa w otwarciu jest lekka, perfumeryjna, łącząca nutki zielone z delikatną słodyczą owocu (który formalnie nie jest owocem, ale kogo to obchodzi, skoro pomidor jest owocem). Towarzyszący jej jaśmin najpierw brzmi subtelnie i przyjemnie dając kompozycji miękką kremowość, potem zaczyna dominować nuty owocowe. Zapach sukcesywnie zyskuje na wadze, zagęszcza się, staje kremowy, kosmetyczny. I jest to zarazem zaleta i wada.

piątek, 22 czerwca 2012

#2 Nota di Viaggio (Shukran) Meo Fusciuni


Shukran znaczy po arabsku "Dziękuję". Notka z podróży opatrzona tym podtytułem opowiada o Maroku - kraju zachodzącego słońca. Narodowym przysmakiem jest tam zielona herbata z listkami świeżej mięty - pita  zwykle na gorąco, rzadziej na zimno, słodzona cukrem lub miodem.

Przyznaję, wielką miałam nadzieję, że po klęsce Istambułu, Maroko będzie tym zapachem, który przekona mnie do kompozycji przystojnego Giuseppe. Niestety, złożenie mięty z tytoniem, choć intrygujące i nietypowe, nie powiodło mnie na pokuszenie.



Druga szklanka atai*



Pierwsze nuty otwarcia dosłownie mnie odrzuciły. Kwiatowa i ostra zarazem mięta pachnie jak zalana wodą brzozową mocno miętowa guma do żucia. Gdybym nie uparła się na pisanie recenzji, moja przygoda z drugą Notką z Podróży skończyłaby się w tym momencie.
Na szczęście naniesionych na skórę perfum nie sposób odrzucić jak niewygodnych pantofli, czy nietwarzowego kapelusza. Muszą zostać.

czwartek, 21 czerwca 2012

#1 Nota di Viaggio (Rites de Passage) Meo Fusciuni


Plany miałam inne. Miały na SoS pojawić się kolejne ciężkie, dymne orienty. Mam nawet kilka "rozgrzebanych" recenzji. Jednak pogoda skłoniła mnie do poszukania inspiracji wśród zapachów lżejszych nieco.
Nie dlatego, że temperatury powyżej 30 stopni zniechęcają mnie do czegokolwiek. Raczej z obawy, by aura nie wpłynęła na odbiór zapachu i moją o nim opinię. Są kadzidła i dymy, które latem noszą się fantastycznie, są jednak i takie, które upałów nie lubią.

Dziś inauguruję mini serię zapachów stworzonych przez farmaceutę (techniki ziołolecznictwa), antropologa i etnobotanika zarazem. Człowieka, którego Silvio Levi, jeden z dyrektorów mediolańskich targów Esxence określił mianem jednego z największych artystów nowoczesnego włoskiego perfumiarstwa.


Giuseppe Imprezzabile jest nosem powstałej w 2009 roku marki Meo Fusciuni. Współzałożycielami marki są: pełniąca funkcję dyrektora artystycznego Daria Stuefer oraz konsultant kreatywny Franco Briguglio.
Meo Fusciuni oznacza po sycylijsku Moje Obfite Źródło, a trzy pierwsze zapachy marki, 1,2 i 3 Nota di Viaggio (czyli zapiski z podróży) związane są z wyprawami Giuseppe do trzech miejsc: Istambułu, Maroka i na Sycylię właśnie.

Zaczynamy po kolei. Dziś notka z podróży pierwszej.



#1 Nota di Viaggio (Rites de Passage)




Rites de Passage to, w tym kontekście, rytuały podróżne, jednak podstawowe znaczenie oznacza obrzędy przejścia, związane z narodzinami, wejściem w wiek dojrzały, ślubem czy śmiercią. Obecne w nutach kadzidło skłania mnie ku skupieniu się na tym drugim znaczeniu.


niedziela, 17 czerwca 2012

Ruba'iyat Dawn Spencer Hurwitz


Właśnie udało mi się ostatecznie potwierdzić teorię względności Einsteina.

Fakt, że napisałam cokolwiek w okresie, kiedy dzień w dzień spędzam bite sześć godzin przed telewizorem najdobitniej dowodzi tego, że jeśli zapiernicza się wystarczająco szybko, można zwolnić upływ czasu i dołożyć dobie godzin. :)


Najpierw słówko zagajenia. 
Kompozycja Rubaiyat (lub inaczej Ruba'iyat) inspirowana jest poezją pana, który nazywał się Ghiyath al-Din Abu'l-Fath Omar ibn Ibrahim Al-Nisaburi Chajjam, znany zaś jest jako Omar Chajjam  - z arabska fabrykant namiotów
Był Omar Chajjam człowiekiem wyjątkowym: astronomem, matematykiem, lekarzem i filozofem. A filozofię swoją przybliżał ludziom pisząc rubajaty.

Zbiór dowcipnych, nieraz cynicznych czterowierszy sławiących uroki życia i jednocześnie będących świadectwem egzystencjalnych rozterek autora to znakomita lektura. Właśnie się zorientowałam, że nie pamiętam komu pożyczyłam swój egzemplarz... :/


A którzy tu przed nami przyszli i szaleli
Oszołomieni pięknem i winem weseli,
Spełnili swoją czarę i milczeniem zdjęci
Pokładli się w pyle ziemnym na wiecznej pościeli.*


Rubajat stworzony przez Dawn Spencer Hurwitz jest niezwykły od pierwszego wersu.

Wiecie, jak składa się rubajaty. Cztery wersy, każdy złożony z dwóch dopełniających się części. Razem stworzyć mają swego rodzaju poetycki aforyzm, obrazek z przesłaniem.
Spróbuję wedle tego schematu rozłożyć zapach. Nie dlatego, że to metoda najlepsza, tylko dla podtrzymania nastroju.

czwartek, 14 czerwca 2012

Norne Slumberhouse


Było ładnie przez dwa posty. Basta. Chce mi się zachwycać. 
Człowiek, który traci zdolność zachwycania się światem, żyje tylko w połowie. Gotowa jestem wyrabiać normę za tych wszystkich, którzy zachwytem pogardzają. Bo mnie zachwyca mnóstwo rzeczy. Perfumy też. :)

Dlatego dziś w menu miły dar od Dominkib - gospodyni Pachnącego Blogowania, prywatnie zaś uroczej, tryskającej pozytywną energią i niesamowicie życzliwej różowowłosej babeczki: kompozycja charakteryzowana jako leśno - kadzidlana. Las i kadzidło zachwycają mnie ponadprzeciętnie.

Domi, dziękuję. :)



Noc zapadła w grodzie
gdy nadeszły Norny
co przędą życie*

 

Las jest tu dziwny: pełen magicznych ziół i niesamowitych szelestów. Liście i igły, paprocie, krzewinki i mech - wszystko jest suche i szeleści przy najlżejszym poruszeniu. Z całą pewnością jest to las w środku suchego lata.

Kadzidło natomiast jest żywe, bogate, złożone. Tlą się w nim nie tylko żywice, lecz także eteryczne zioła, drewienka i podsuszone jagody jałowca i borówki. Dym jest gęsty, tłusty nieomal. Bezszelestnie plecie się między suchymi gałązkami, leniwie pełza w mchu, z namysłem opływa pnie drzew i karpy.

Jest noc: sucha i gorąca, bez lśniących w bladym świetle księżyca kropel rosy. Bez pieśni świerszczy, bez pohukiwania nocnych ptaków - słychać tylko szelest suchych liści i ciche trzaskanie przysypanych kadzidlaną mieszanką tlących się gałązek.


środa, 13 czerwca 2012

Paper & Cotton Tokyo Milk


Zapachem, który miał przekonać Was, że nie będę fujać na wszystkie perfumy z Azją w tle jest oparty na zapachu brzozy (tadam!) Paper & Cotton. Starałam się.



Teatrzyk zielony kot(on)


Pierwszy wdech: ładnie. Drugi wdech: już nie aż TAK ładnie. To dobrze...

Delikatny w pierwszym momencie, czysty, kwiatowy nieomal aromat po ledwie kilkunastu sekundach dostaje kolendrowy zastrzyk mocy. Eteryczny, wyrazisty zapach świeżego zioła łamie łagodny akord złożony z szałwiowych kwiatków, śladu świeżej, owocowej słodyczy i delikatnego aromatu kwitnącej śliwy. 


poniedziałek, 11 czerwca 2012

Lotus Sake Tokyo Milk


Niełaskawie ostatnio potraktowałam dwie pierwsze Azjatyckie Opowieści by Kilian, postanowiłam więc zadośćuczynić miłośnikom kultury Wschodu recenzując zapachy Amerykańskiej firmy przyznającej się do produkowania perfumeryjnych kuriozów (ja wiem,  że ciekawostek, ale tak brzmi lepiej): Tokyo Milk.
Tok myślenia pokrętny, bo Tokyo Milk do Dalekiego Wschodu ma się jak tureckie kazanie do orientu, ale zapachy wybrałam tak, żeby jakoś podeprzeć to skojarzenie.

Inna kwestia, że nie wiem, czy to, co napiszę mnie nie pogrąży... Wyjdę na perfumeryjnego ksenofoba.



Lotus Sake


Lotus Sake ewidentnie nie jest zapachem w moim klimacie. Liczyłam na sake, dostałam lotos. Totalnie kwiatowy, ciężki i upojny. W klimacie "white flowers", jeśli wiecie, co mam na myśli.
Dodatkowo lotos ten podparty jest słodką śliwką. Świeżą, chrupką nieomal, jasną - bardzo ładną, lecz ginącą pod naręczami pudrowych kwiatów.

Dopiero po chwili udaje mi się zauważyć, że całkiem spora część zapachowego spektrum Lotus Sake to zielenina. Przyjemne, pełne życia akcenty zielone pachnące jak młode gałązki w środku dnia. Jakoś dojrzałą wiosną, powiedzmy w maju. 


czwartek, 7 czerwca 2012

Mississippi Medicine D.S. & Durga


Drugim znanym mi zapachem D.S. & Durga, który zasługuje, w moim odczuciu, na słów więcej, niż kilka jest "zapach inspirowany rytuałami związanymi z kultem śmierci praktykowanymi ok. 1200 roku n.e. przez rdzenne ludy zamieszkujące dolinę Missisippi". Ale nie kult śmierci mnie skusił, tylko brzozowa żywica jako główny składnik.


Z resztą opis przedstawiający budowniczych kopców jako wyznawców "kultu śmierci" to, w moim odczuciu, dość tani chwyt marketingowy. Bo czymże jest kult śmierci? Ano w sumie niczym konkretnym. Określenie to obejmuje nie tylko ofiary z ludzi i zwierząt, ale też wszelkie rytuały pogrzebowe, obrzędy związane z przejściem do innego życia i zapewnieniem zmarłym możliwie wygodnej egzystencji na tamtym świecie, kult przodków i święta zmarłych... Kult śmierci w tej, czy innej postaci obecny jest w każdej kulturze.

 

Wielkie, budowane przez lata grobowce w kształcie kopców, bogate dary grobowe, nawet grzebanie władców wraz z pocztem niewolników - na tle kultury Egipcjan, Azteków, czy chociażby zdarzających się po dziś dzień przypadków dokonania ofiary Sati, nie są wcale aż tak niezwykłe.

Interesujący i oryginalny jest natomiast charakterystyczny dla ludu Caddo obrzęd polegający na rytualnym paleniu świątyń i grobowców.
Caddo wyznawali kult ziemi, jednak niektórzy naukowcy twierdzą, że kluczowym elementem kultu nie były same wzniesione z ziemi kopce, lecz to, co znajdowało się pod nimi. Zgliszcza.

I to dopiero pasuje mi do  tej kompozycji!


środa, 6 czerwca 2012

Burning Barbershop D.S. & Durga


Co powstanie w wyniku współpracy architekta i muzyka? 
Jak opowiedzieć historię Ameryki Północnej zapachem? Nie tę wielką pełną polityki i wojen, lecz tę prawdziwą, codzienną? 
Jak za pomocą perfum namalować dawno minione wydarzenia? 
Jak wreszcie, przywrócić do życia zapomniane panacea i magiczne mikstury indiańskich szamanów?

David Seth Moltz i Kavi Moltz - założyciele marki D.S. & Durga znaleźli odpowiedź na te pytania.


Debiutujący w 2008 roku duet tworzy zapachy dziwne, mistyczne, czasem z przymrużeniem oka. Nie mogłam się oprzeć testom! Tylko czasu na spisanie wrażeń brakowało dotychczas. Ale postaram się, przynajmniej częściowo nadrobić. Myślę, ze szkoda by było, gdyby ta (dostępna w Polsce, w Perfumerii Lu'Lua) marka została niezauważona.


Na pierwszy ogień (sic!) pójdzie obrazek iście szalony: Burning Barbershop.
Tak. Dobrze przeczytaliście: Płonący Zakład Fryzjerski. :D


Pożar w zakładzie braci Curling w Westlake!
Nowy York, rok 1891.
Spłonęły całe zapasy toników: miętowych, limonkowych i waniliowo - lawendowe.
Na dymiących zgliszczach znaleziono zwęglony flakon. Pachniał właśnie tak.

wtorek, 5 czerwca 2012

Kanz SoOud


Nie znudził Was jeszcze cykl SoOudowy?

Ja przyznaję, że mnie już trochę ta własna przewidywalność męczy. Ale zanim zacznę robić skoki w bok, jeden jeszcze zapach opowiem szczegółowo. Perfumy czarne, jak węgiel. Oparte na najbardziej klasycznym (i modnym) duecie nut orientalnych: na agarze i róży. 

Kanz - Skarb. Jak bardzo okaże się cenny?


Miłość banalnie niebanalna


Oczywiście, to już było. Róża z agarem nikogo nie zaskoczy. I raczej nie taki był plan Stèphane Humberta Lucasa. Cóż bowiem można jeszcze z róży z agarem wyciągnąć?

Ano, wyciągnąć można bardzo piękną, aksamitną, zmysłową różę z bardzo ciemnym, ciężkim jak czarna dziura agarem. Jeśli wciąż Was historia tego mariażu zajmuje, to proszę, posłuchacie.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Nur SoOud


 Nur, czyli światło


Pierwsze wrażenie: przyjemne, europejskie cytrusy, świeża zieloność i subtelna, owocowa słodycz. Ładnie.
Drugie wrażenie: delikatna, łagodna nutka kwiatowa i jasne nutki drzewne. Bardzo ładnie.
Trzecie wrażenie: światło jest, ale gdzie podział się orient?

Na szczęście perfumy mają tę fenomenalną właściwość, że się rozwijają. Po kilkunastu minutach miła i ładna kompozycja zaczyna ewoluować. Ale też nie w sposób, którego oczekiwałam.

 

Łagodną, akuratną słodycz cytrusów łamie nam obecność petitgrain, zielone gałązki zaczynają dziko piąć się do słońca, jasne drewienka puszczają gorzką, stymulującą dla zmysłów żywicę, morela obnaża delikatnie orzechową pestkę. I oto... Po kwadransie, może dwóch mamy na skórze bliźniacze nieomal rodzeństwo Ninfeo Mio Annick Goutal. 
Zapach balansujący między normalną, przyzwoitą urodą, a niszową naturalnością. 

piątek, 1 czerwca 2012

Burqa SoOud


Czym jest burka nikomu wyjaśniać nie trzeba.


Kontrowersyjny element garderoby uznawany jest przez przeciwników za czynnik izolujący kobietę z życia społecznego i ograniczający jej wolność osobistą. Zwolennicy purdah argumentują, że dzięki strojowi uniemożliwiającemu dostrzeżenie kształtów i rysów twarzy kobieta zyskuje wolność - nie jest bowiem oceniana na podstawie wyglądu. 

Wyznaję, że do mnie argument ten nie trafia. Skoro burka nie jest wyrazem dyskryminacji kobiet, skoro status kobiety i mężczyzny jest równy (co często podkreślają Muzułmanie będący zwolennikami purdah) i zakrywanie twarzy nie ma żadnego związku z pozycją społeczną, to czemuż ocena na podstawie wyglądu ma być tak istotna wyłącznie dla jednej płci? Jeśli rzeczywiście zakrycie twarzy daje wolność, to czemuż burek nie wdzieją także muzułmańscy mężczyźni? Czemu dobrowolnie rezygnują z takiego przywileju?

 

Czytałam Koran, czytałam fragmenty hadisów Sahih al-Bukhariego (i ostrzę sobie zęby na powstające tłumaczenie Elżbiety Al-Saleh), znam genezę zjawiska, znam religijną wykładnię i społeczny kontekst. Staram się zrozumieć i uszanować fakt, że zasłanianie twarzy jest przez Koran i interpretatorów Pisma traktowany jak swego rodzaju przywilej*, a przez większość Muzułmanów uznawane za dobrowolne, nie obowiązkowe. Jak to się jednak ma do obowiązującego w rządzonym przez Talibów Afganistanie do 2001 roku państwowego nakazu noszenia burki i do zdarzających się do dziś przypadków oblewania kwasem twarzy kobiet burek lub nikabów nie noszących? Czy takimi środkami egzekwuje się przywileje?

Nie zamierzam rozpętywać burzy. Po prostu kulturowy kontekst i kontrowersje wokół tego elementu garderoby sprawiają, że nazwanie perfum "Burqa" wydaje mi się ryzykowne. Bo jakże uniknąć skojarzeń? 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...