wtorek, 31 lipca 2012

Lava Nobile Mad et Len


Mad et Len to druga polska premiera, która zrobiła na mnie ostatnio wrażenie większe, niż duże. Pierwszej się pewnie domyślacie...

Kiedy dotarł do mnie zestaw próbek, najpierw nie wiedziałam, co testować jako pierwsze, potem zaś zlałam się wszystkim po kolei, co skutecznie uniemożliwiło wszelkie miarodajne testy. Teraz ochłonęłam już i zamierzam zainaugurować dziś mini cykl recenzji dość tajemniczej marki Mad et Len, o której wiadomo niewiele. A raczej nic, bo czymże jest w przypadku perfum niszowych informacja, że "zapachy oparte są na naturalnych składnikach"? Wiemy jeszcze, że "wszystkie produkty jak i ich opakowania są ręcznie wykonywane według tradycyjnej metody" ale to już w ogóle niewiele znaczy, a dla zapachu znaczenie ma zerowe.
Swoją drogą, to dziwne, że większość kompozycji marki datowana jest na rok 2010, a strona firmowa ciągle w budowie...

Na pierwszy ogień (sic!) poszła kompozycja o nazwie, która działa na wyobraźnię. Szczególnie osobom, które miały wątpliwą przyjemność poznać Lava Rock Demeter. :)



Krajobraz po ogniu


Lava Nobile opisywana jest jako kompozycja dymna i to się w sumie zgadza, jednak otwarcie wcale nie jest dymne, tylko chemiczno - cytrusowe. Chemiczne nie w sensie syntetyczne, lecz w znaczeniu skutków reakcji chemicznej. Konkretnie gwałtownego utleniania substancji różnych.

piątek, 27 lipca 2012

Bardzo dobre wieści - odsłona druga


Drodzy moi,  mam dziś dla Was post będący kontynuacją "Bardzo dobrych wieści" sprzed kilku dni. Informowałam wówczas, że w ramach moich starań o zapewnienie Wam możliwości testowania zapachów, o których piszę skontaktowałam się z perfumeriami, które wydały mi się na tyle życzliwe miłośnikom perfum niezwykłych, by zechciały ufundować dla Was comiesięczny zestaw próbek i coroczny flakonik.

Pierwsza odpowiedziała Perfumeria Quality, o której pięknym geście informowałam we wspomnianym poście. Dziś mam dla Was nowinę, w którą sama nie mogę uwierzyć.

 

czwartek, 26 lipca 2012

Bowmakers D.S. & Durga



Miał być dziś wpis o Justice Bodan, ale wczoraj dotarły do mnie próbki, o których marzyłam. A pośród nich zapach, w którym pociąga mnie wszystko...



Łuk to konstrukcja olśniewająco prosta i niewyobrażalnie misterna zarazem.

Łuk prosty można wykonać w 100 minut z jednego kawałka drewna. Jednak wiedza, jaką łuczarz musi posiadać, by wybrać zdrowe, elastyczne drewno bez sęków wystarczająco mocne i sprężyste by wytrzymało potężne siły, które będą na nie działały i czas potrzebny na przekształcenie świeżego drewna w materiał na dobrej jakości łuk w tych 100 minutach się nie mieści.

Łuki jednowarstwowe to rzadkość. Nawet proste łuki często wykonuje się z dwóch warstw drewna: brzuśca i naklejonego na grzbiet pasa, który zwiększa elastyczność i moc, a także wpływa na naciąg łuku.

 

Łuki, których łęczysko składało się w z wielu warstw zaczęto wyrabiać już 2 000 lat przed naszą erą. Mogły to być warstwy drewna o różnej twardości i sprężystości, ścięgien i rogu. Przygotowanie tych materiałów (sezonowanie drewna, rozbijanie ścięgien, nasączanie jednego i drugiego żywicami i klejami w celu zwiększenia elestyczności i trwałości), łączenie elementów metodą na rybi ogon lub listewkową, klejenie (często zimą ze względu na niższe temperatury), opcjonalnie gięcie, wreszcie konserwacja zapobiegająca łamaniu i rozwarstwianiu...
Dobry łuk to dzieło sztuki. Łuczniczej, rzecz jasna.

Nie dziwcie się, że Bowmakers tkwiło na samym szczycie mojej listy zapachów do powąchania. Mam za szafą longbow i kilka kompletów strzał, a za łóżkiem słomianą tarczę i stojak na nią. Bowmakers ma u mnie plusa za samą nazwę. I za opis, wedle którego pachnieć ma siedliskiem rzemieślnika wyrabiającego łuki "nasyconym zapachem mahoniu, wiórów klonu, żywicą sosny, sędziwym drewnem orzecha i lakierów opartych na unikatowych, sekretnych recepturach". Dodatkowo siedlisko to znajduje się w lesie. :)




wtorek, 24 lipca 2012

Pachnijmy pięknie i mówmy pięknie


Dziś wpis bardzo nietypowy.  Całkiem wyjątkowo, będzie o języku.

Nie o języku, jako części ciała, lecz o systemie budowania wypowiedzi w procesie komunikacji interpersonalnej. Konkretnie zaś o języku, którym posługujemy się pisząc o perfumach.

Nie jestem radykalną purystką. Nie prześladuję znajomych poprawiając ich podczas rozmowy i wytykając im stylistyczne i ortograficzne wpadki w statusach na Facebooku. A znam takie osoby, oj znam... :)



Nie czepiam się także wpadek na blogach. Zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek popełnia błędy i na blogu, który jest zbiorem zapisków wrzucanych na gorąco, nie poddawanych zewnętrznej redakcji, błędów uniknąć nie sposób. Faktem jest, że czytam i obserwuję zwykle blogi pisane ładnym językiem, ale to moje prawo. Uznajmy, że jako miłośniczka piękna we wszelkich postaciach i urodę języka także cenię.

Inną kwestią są strony komercyjne i teksty pisane za pieniądze. Tu błędy są (w moim odczuciu) wyrazem braku szacunku dla klienta i lekceważenia jego intelektu. Ale to już temat na inną notkę. I byłaby to notka bardzo, bardzo długa...

Dziś pozwolę sobie wyłuszczyć trzy kwestie związane z językiem, jakim posługujemy się pisząc i mówiąc o perfumach. Kwestie, które wydają mi się istotne.


poniedziałek, 23 lipca 2012

Mam dla Was prezent. :)


Zbliżamy się do 400 obserwatorów. To obłędnie dużo, jak na blog poświęcony głównie zapachom niszowym i trudnym.
Bardzo Wam dziękuję, że że mną jesteście. Dziękuję za każdy komentarz, każde "Lubię to" na Facebooku, każdy sygnał, że czytacie.

 

Zanim dogram akcję z zestawami próbek od perfumerii, o której pisałam ostatnio, mam dla Was prezent od siebie: zestaw rarytasów, ciekawostek perfumeryjnych i okołoperfumeryjnych.
Set jest jeden, ale za to duży.

niedziela, 22 lipca 2012

Interlude Woman i Man Amouage


Mam okropne, karygodne wręcz zaległości w recenzowaniu perfum Amouage. Do opisania dwóch attarów zmobilizował mnie fakt, że ich próbki są bardzo trudno dostępne i recenzji w sieci jak na lekarstwo. Potem zabierałam się za Jubilation XXV (męskie, oczywiście), Homage, Honour, Memoir i wszystkie Opusy. Mam nawet na dysku notatki z testów...
Tym razem także miałam opory przed zabraniem się za recenzje Amouage, bo przecież wcześniej powinnam zrecenzować wszystkie te Honoury, Memoiry, Opusy i inne. Ostatecznie rzekłam: basta! Koniec odkładania, koniec ociągania się, koniec poczucia winy i wielkich planów.
A że od czegoś trzeba zacząć - zacznę od końca. :)


Dwie najnowsze premiery Marki Amouage to zapachy mające obrazować moment zawieszenia i spokoju w chaosie otaczającego nas świata. Interlude moment - moment przerwy...
Zapraszam na przerwę. :)


Zaczniemy od pań. Z powodów kilku, z których najważniejszy jest taki, że damskie kompozycja Amouage robią na mnie zwykle znacznie mniejsze wrażenie, niż męskie. A w tym przypadku jest odwrotnie.

***

Zapachy Amouage są bogate. Bogate nie w sensie ciężkości czy klocowatości, lecz w sensie stopnie komplikacji, bogactwa nut. W męskich wychodzi to wyraźniej, bo damskie Amouage często są ukłonem stronę kobiecości pojmowanej klasycznie. A Interlude Woman stereotypom się nie kłania.


środa, 18 lipca 2012

Bardzo dobre wieści. :)


Sabbath of Senses jest blogiem o zapachach niezwykłych, nietuzinkowych, czasem dziwnych. Tak się składa, że często są to zapachy niszowe, dostępne w ograniczonej ilości punktów. 
Niestety, taki los miłośników sztuki wykraczającej poza szeroko pojęty pop - radujące nas dzieła rzadko dostępne są w masowej dystrybucji, publicznych mediach czy jako wkładki kolorowych magazynów.

Wielokrotnie w komentarzach wspominaliście o tym, że niszowe próbki są trudne do zdobycia i drogie. Zdaję sobie z tego sprawę - zdarza mi się stawać przed wyborem: kolejny flakonik czy kolejna porcja próbek. I wyznam szczerze, że często wygrywają próbki. Żądza poznania jest najsilniejszą z pokus. :)


Od pewnego czasu zastanawiałam się, co mogę zrobić, żeby choć w niewielkim stopniu ułatwić Wam poznawanie zapachów, o których piszę. I perfum niszowych w ogóle.

wtorek, 17 lipca 2012

Mango Manga i Pretty Fruity - Montale



...A teraz samoobrona. Dziś zademonstruję Wam, jak bronić się przed napastnikiem atakującym świeżymi owocami.



Czy przerabialiśmy już mango w syropie? Grupa treningowa Johna Cleese przerabiała. Pan Pierre Montale też przerabiał. W 2005 roku.



Gumo Guma



Mango Manga od pierwszych nut pachnie dokładnie tak, jak zapowiada opis: jak owocowy koktajl albo guma do żucia. Albo jedno i drugie. W syropie. Z kremem. A na to zasmażka.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Banery Roberta Rajszczaka


Pierwsza porcja autorskich banerków SoS, którą mam przyjemność Wam zaprezentować przygotowana została przez mojego znajomego, zdolnego grafika i zdolnego muzyka, Roberta Rajszczaka.

Robert jest rysownikiem i grafikiem. Pracuje techniką digital painting, tworzy prace związane z szeroko pojętą fantastyką, a także komercyjne, dla celów reklamowych.

Banerki przygotował na zasadzie przyjacielskiej przysługi. Wytyczne, które otrzymał brzmiały: ma być o perfumach i dymnie, może być drzewnie. Jest? 





Te i inne banery, wraz z kodami umożliwiającymi łatwe zamieszczenie ich w sieci, znajdziecie w zakładce "Pobieralnia".


niedziela, 15 lipca 2012

Réglisse Noire - 1000 Flowers


Réglisse Noire to po prostu Czarna Lukrecja.
Do lukrecji czuję gwałtowną awersję. Do całkowicie czarnych pasków, ślimaczków czy krążków szczególną.

W Réglisse Noire lukrecji jest mnóstwo. Jej charakterystycznemu aromatowi ekspansywności dodaje dodatek mięty (której w perfumach nie lubię) i anyżu (którego nie cierpię dokładnie tak samo, jak lukrecji). I wiecie co? Zapach jest piękny.



Czarny koń na biegunach

 


Początkująca perfumiarka Jessica Buchanan w swojej pierwszej autorskiej kompozycji z wyczuciem połączyła ciężkie, ciemne nuty z akcentami eterycznymi. Réglisse Noire zawieszone jest gdzieś między słodyczą, a goryczką; w pół drogi między kremowością, a pikanterią.

sobota, 14 lipca 2012

FvsS: Composition No. 6 - Joya


Lato sprzyja testowaniu zapachów lekkich. Lub przynajmniej świeżych.

Wcale nie dlatego, że w wysokich temperaturach perfumy kadzidlane i drzewne nie układają się dobrze. Orientalne, dymne nuty nigdy nie brzmią pełniej, niż właśnie w ciepłe dni i noce. Po prostu latem jakoś wszystko jest piękniejsze i łatwiejsze. Piękniejsze są też perfumy - nawet te lekkie. A łatwiejsze od wysupływania się z grubego dresu jest zrzucenie sukienczyny albo szortów i wskoczenie pod prysznic - w razie gdyby jednak nie okazały się piękne wystarczająco.

Dziś nadprogramowego prysznica nie będzie.
Naniesione zgodnie z rytuałem opisanym w "Poradniku dla początkujących wąchaczy" na skórę perfumy o "świeżym, zielonym zapachu" pozostaną ze mną do ostatniej nuty. Ale... Sami zobaczycie.



piątek, 13 lipca 2012

Eight & Bob


Dawno, dawno temu... A może nie aż tak dawno? I wcale nie aż tak bardzo daleko, bo we Francji, zaczyna się historia zapachu, o którym dziś Wam opowiem.

 

Gdzieś w pięknych latach trzydziestych XX wieku w podparyskim zamku swojego ojca młody arystokrata Albert Fouquet miesza esencje zapachowe, plecie nuty, tworzy perfumy. Z pomocą swojego wiernego lokaja Philippe komponuje młody Fouquet zapach mający stać się jego signature scent w paryskiej socjecie.

Woń bez nazwy wzbudziła zainteresowanie na tyle duże, że wiele osób namawiało twórcę do produkowania zapachu na większą skalę i sprzedawania go po godnej cenie. Fouquet był nieustępliwy, zachował swój olfaktoryczny skarb dla siebie. Aż do lata, roku 1937... kiedy to podczas spędzanych na Francuskiej Riwierze wakacji poznał młodego studenta politologii pochodzącego z dalekiej Ameryki - Johna Fitzgeralda Kennedy'ego.

Zmiany, zmiany...


Witajcie,
podejrzewam, że nie umknęły Waszej uwadze zmiany na stronie.

Pasek nawigacyjny pod nagłówkiem to narzędzie, które kusiło mnie od dawna. Chociażby dlatego, bym wyróżnić mogła indeksy i dział FAQ, w którym znajdziecie odpowiedzi na najczęściej zadawane w mailach pytania. 
Dodałam także dział "Współpraca" będący krótkim zbiorem zasad oraz "Polecam", w którym znajdą się perfumerie, fora i strony, które chcę i z czystym sumieniem mogę Wam polecić.

Dziś w nocy zapełniać zaczęła się również zakładka "Pobieralnia", w której znajdziecie różnego kalibru banerki SoS zdatne do umieszczenia na stronie. Pierwsze trzy to proste kolaże mojej własnej produkcji, resztę stworzą moi zdolni znajomi. Ale o tym napiszę, kiedy już zacznę wrzucać...

Starałam się, by zmiany były dyskretne i nie wpłynęły na charakter tego miejsca. Mam nadzieję, że uznacie je za przydatne.

Jeśli ktoś z blogujących ma chrapkę na dodanie takiego paska, polecam poradnik na blogu Hexxany "1001 pasji", z którego to poradnika ja skorzystałam.


Za wszelkie opinie i sugestie będę wdzięczna.
Pozdrawiam ciepło i obiecuję wkrótce kolejne recenzje. I niespodzianki! :)



Pobieralnia


Jeśli macie ochotę zalinkować Sabbath of Senses na swojej stronie, będzie mi niezwykle miło.

Zapraszam serdecznie do korzystania z banerków. :)


czwartek, 12 lipca 2012

Indeks FAQ


Odpowiedzi na następujące pytania możecie znaleźć na Sabbath of Senses:


Jeśli macie propozycje kolejnych tematów z serii Najczęściej Zadawane Pytania (Frequently Asked Questoins), proszę o komentarze.

Polecam



Współpraca



Sabbath of Senses jest blogiem - nie komercyjnym magazynem. Recenzje publikowane na łamach Sabbath of Senses są opiniami niezależnymi, nie reklamami. 
Są również opiniami subiektywnymi - staram się doceniać piękno kompozycji i kunszt ich Twórców, ale w przypadku perfum trudno mówić o ostrym, pozbawionym emocji obiektywizmie.

Wszystkie teksty publikowane na blogu są mojego autorstwa (chyba, że zaznaczono inaczej), jeśli więc korzystasz z nich i zamieszczasz ich fragmenty w innym miejscu w celu popularyzacji wiedzy o perfumach, proszę uszanuj moją pracę i podaj źródło.

Podmioty komercyjne chcące skorzystać z zamieszczonych na stronie treści proszę o kontakt w celu uzgodnienia warunków współpracy.


Współpraca:

Sabbath of Senses jest blogiem otwartym na współpracę zarówno z twórcami, jak i z dystrybutorami perfum.

Otrzymanie próbki produktu, czy produktu do testów nie wpływa na treść zamieszczanych na Sabbath of Senses recenzji. Każda z nich jest popartą rzetelnymi testami, uczciwą opinią - bez względu na pochodzenie próbek czy produktów.

Niestety, w przypadku otrzymywania próbek, nie jestem w stanie zagwarantować recenzji każdego z otrzymanych zapachów.

Perfumy do recenzji wybieram samodzielnie, dokładając starań by poświęcać uwagę najbardziej, z mojego punktu widzenia, interesującym kompozycjom.

Specyfika procedury testowania perfum uniemożliwia rzetelne zrecenzowanie więcej, niż jednego zapachu dziennie.


Teksty zlecone:

Poza recenzjami i tekstami zamieszczonymi na blogu oferuję również artykuły o perfumach i recenzje na zamówienie. W przypadku tekstu zleconego, zleceniodawca ma wpływ na tematykę, formę i objętość tekstu. Fakty oraz uczciwość moich opinii nie podlegają negocjacji.


Prelekcje i warsztaty:

Istnieje możliwość zamówienia warsztatów lub prelekcji o perfumach. Poza wiedzą perfumeryjną posiadam także wykształcenie i praktykę umożliwiającą prowadzenie zajęć.

Proponowana tematyka:
- Indywidualny dobór perfum oraz wybór perfum na prezent (forma warsztatowa polecana dla perfumerii)
- Indywidualny dobór perfum oraz sztuka uwodzenia zapachem
- Historia perfum oraz zapach jako element sztuki uwodzenia
- Poszukiwanie tożsamości zapachowej (możliwe rozszerzenie warsztatowe: tworzenie prostych kompozycji)

Po wcześniejszym uzgodnieniu możliwe jest zamówienie warsztatów perfumeryjnych dla dzieci.


Konsultacje:

Prowadzę również konsultacje dotyczące osobistego doboru perfum na poziomie podstawowym i zaawansowanym. Aby uniknąć nieporozumień zaznaczę, że konsultacje te nie są przewodnikiem po zapachach najpopularniejszych i najpowszechniej używanych. Współpracę w tym zakresie proponuję ludziom pragnącym za pomocą zapachu wyrazić i podkreślić własną osobowość, poszukującym zapachów oryginalnych, wykraczających poza nurt popularnego perfumiarstwa.

Proponuję dobór zapachu uwzględniający nie tylko modę, lecz przede wszystkim osobiste preferencje, chemię skóry oraz wizerunek (obecny lub kreowany) osoby zamawiającej poradę.

Dodatkowo konsultacje prowadzone są w sposób umożliwiający w przyszłości samodzielne, świadome poruszanie się w świecie perfum.


Patronaty:

Blog Sabbath of Senses obejmuje patronatem:
- konferencje dotyczące perfum, kosmetyki i marketingu zapachowego
- imprezy i wydarzenia związane z perfumami, stylizacją, kreowaniem wizerunku.

Istnieje możliwość umieszczenia na Sabbath of Senses relacji z wydarzenia.
 

Kontakt:

W sprawie współpracy i nie tylko proszę o kontakt na adres: blog@sabbathofsenses.com.





środa, 11 lipca 2012

Lumiere Blanche Olfactive Studio


Kiedy recenzowałam poprzednie zapachy Olfactive Studio pytaliście, czy będzie Lumiere Blanche. Napisałam, że nie wiem. Ale teraz już wiem. :)

Lumiere Blanche zapowiadane jest jako otulający zapach zawieszony między mleczną łagodnością, a chłodem nut przyprawowych. W nutach znajdziemy kardamon, cynamon, anyż, irys, (nieistniejące - przypominam) drewno kaszmirowe, migdały, sandałowiec, cedr, bób tonka i piżmo.
Ostatecznie skusiło mnie nazwisko twórcy zapachu: Sidonie Lancesseur. Ta sama, która stworzyła Incense Oud i Straight to Heaven by Kilian. O ile Celine Verleure raczej nie ufam, o tyle pani Lancesseur ma u mnie kredyt zaufania, który na dziwniejsze spółki wystarczy.


Autorem rozświetlonej fotografii będącej inspiracją dla zapachu jest Massimo Vitali.
Przyznaję, jest pewien związek pomiędzy zapachem, a zdjęciem, ale moim zdaniem prześwietlona (prawdopodobnie za pomocą przesuniętego balansu jasności i koloru, nie prześwietlenia matrycy) fotka grupki ludzi w kąpielówkach nie zasługuje na taki zapach... 



Dotyk światła



wtorek, 10 lipca 2012

Deeply, Madly, Truly yours - MariaLux


Miały dziś być recenzje Micallef Art Collection Vanille, ale przyznaję, że cztery przyzwoicie ładne wanilie na raz mnie przerosły. Poszukałam więc czegoś innego. I oto dziś na tapecie marka, której marketing powoduje u mnie ból zębów.

Najdroższa,
Wszystko, co posiadam pachnie Tobą.
Projekt ten został stworzony z całej mojej miłości:
To ja, to moja miłosna historia.
Gdzie transcendentne i nieskończone
Staje się tak małe w Twoich rękach.
Możesz zatrzymać mnie, użyć i porzucić,
Usunąć mnie za swoich marzeń.
Wziąć mnie, nosić, ubierać.
Aby ponownie mnie odłożyć.
Chcesz poczuć mnie, a będę należeć do Ciebie.
To Ty, Twoja historia miłosna.
Twoja Truly, Madly, Deeply,
                                                  MariaLux*

Firma założona przez kobietę reklamująca się zdjęciem gołej kobiety z wystawionym językiem? Także wiodącej notce ze strony firmowej (przytoczonej wyżej w tłumaczeniu ze strony Prefumerii Quality) nijakości zarzucić nie sposób. Ale czy to, w tym przypadku, zaleta? Co myślicie?


sobota, 7 lipca 2012

Hunter MCMC Fragrances


Dziś mam dla Was coś wyjątkowego.

Najpierw krótko przedstawię markę perfumeryjną, która wzbudza u mnie sporą sympatię. A potem opowiem Wam zapach, który zaparł mi dech. Dosłownie.

***

Znajomość z MCMC Fragrances zaczęłam jak wszystkie tego typu spotkania: od lektury opisu perfum. Zaintrygowało mnie złożenie wanilii, tytoniu i balsamu jodły. Dla lepszego efektu nazwane Hunter.

Gdy trafiłam na Huntera na stronie Indiescents, mój umysł skupił się na nutach drzewnych i nazwie, a moja skażona mitologiami wyobraźnia natychmiast dokonała fuzji tych danych i podsunęła mi obraz Rogatego Boga zwanego Herne the Hunter. 
Plum! Wpadłam. Zamówiłam próbkę.


piątek, 6 lipca 2012

Still Life Olfactive Studio


Bez suspensu. Porównajcie nuty:

1. Yuzu, elemi, różowy pieprz, czarny pieprz, pieprz seczuański, anyż gwiaździsty, galbanum, ciemny rum, cedr, ambroxan
2. Czerwony pieprz, imbir, limetka, absolut rumu, czarny pieprz, kadzidło, anyż gwiaździsty, jałowiec, cedr, gwajak

Widzicie podobieństwo? Punkty styczne? Krytyczne nuty tworzące zapach i dające mu charakter?
W obu zapachach pozbawione słodyczy cytrusy w otwarciu, w obu sporo różnorakiego pieprzu, w obu szalenie charakterystyczny anyż i równie niezwykły w tym zestawieniu rum, w obu chłodna żywica (kadzidło albo elemi) i wreszcie zmiękczona ciepłym dodatkiem (który nie jest sandałowcem) cedrowa baza. Baza akurat najmniej jest charakterystyczna.



Still loving you(zu)


Testowane na skórze Still Life robi przyjemne wrażenie. Świeża, żywa nuta cytrusowa ślicznie uzupełniona została jasnym aromatem elemi i zielonym galbanum. Subtelnej, niedosłownej pikanterii dodaje kompozycji zestawiony z musującym imbirem pieprz.
Całość jest rześka, przyjemnie stymulująca. Zapach jest lekki, lecz nie transparentny i nie banalny.

czwartek, 5 lipca 2012

Chambre Noire Olfactive Studio


Zdjęcie wykonała Clemence Rene-Bazin - fotograf i podróżniczka, miłośniczka plakatów Romana Cieślewicza.

Céline Verleure podała jej tylko tytuł: Chambre Noire - Ciemna Komnata. Interpretacja była wyborem Cemence. Wybrała Kair i widok na Nil z okna ciemnego, hotelowego pokoju.

 

Koncepcja zdjęcia jest przewrotna i nawiązuje do camera obscura - kamery otworkowej zwanej po francusku chambre noire właśnie.

Nie mamy tu zdjęcia pokoju. Pokój staje się ciemną komnatą - camera obscura, z wnętrza której obserwujemy świat. Widzimy tylko skąpe źródło światła odbijające się w szybie i świat poza pudełkiem, w którym tkwimy.

Z gotową fotografią udała się Céline Verleure do pracującej dla Robertet Dorothée Piot. Jedynym ograniczeniem, jakie postawiła Verleure perfumiarce był przykaz unikania nut kwiatowych. Jak widać, Piot i tak zrobiła po swojemu.


Wspomnień czar?

 

Wchodząc do Ciemnej Komnaty mam przejmujące odczucie deja vu: byłam tu już. Znam to piękne połączenie nut przyprawowych i drzewnych ze śliwką i fiołkiem. Znam je tak dobrze, że niewiele czasu potrzebuję, by rozpoznać znajomy widok, znajome wnętrze, znajomy zapach.

Garść wieści i plotek z dworu Mistrza Serge'a


Mnożą mi się ostatnio posty informacyjne. Mam nadzieję, że Was w ten sposób nie nudzę.
Wiem, że nie zawsze mamy czas śledzić wszelkie źródełka perfumeryjnych wieści, mnie samej także często coś umyka, więc jeśli znajduję coś, co wyda mi się warte kilku słów i kilku chwil poświęconych na czytanie, dzielę się tym z Wami.

Dziś kolejne wieści z podwórka mistrza Lutensa.




W ofercie marki Serge Lutens pojawił się kolejny zapach i kolejny perfumeryjny sandałowiec zarazem.

środa, 4 lipca 2012

Czysta Krew dla pań


Ciekawostek perfumeryjnych ciąg dalszy.
Tym razem ucieszą się miłośniczki wampirycznej fantastyki.

Kojarzycie serial telewizji HBO "True Blood" wyświetlany w Polsce jako "Czysta krew"?
Stworzona na podstawia cyklu powieściowego Charlaine Harris seria liczy już pięć sezonów (piąty właśnie trwa) i cieszy się niesłabnącą popularnością. szczególnie wśród płci uważanej powszechnie za piękną. Jak wszelkie wampiryczne sagi.

Nie będę jednak pisała o serialu  - szczególnie, że nie oglądałam i na razie oglądać nie zamierzam (lektura przeczytanych z obowiązku trzech tomów powieści Harris mi wystarcza). O perfumach będzie.


 

Na rynku pojawiła się seria kosmetyków Forsaken True Blood. W skład serii wchodzą także perfumy damskie. Oraz świece zapachowe i dyfuzor. A zbieżność nazw nie jest tu przypadkiem.


Autoportrait Olfactive Studio


Dotarła do mnie ostatnio prośba, która rozbawiła mnie (sorry), ale też skłoniła do zastanowienia:
"Sabb, napisz czasem recenzję czegoś, co można powąchać w naszym pięknym kraju, bo czytając Twojego bloga czuję się, jakbym mieszkała na Księżycu albo przynajmniej w amazońskiej dżungli".
Faktycznie, zdarzają mi się okresy, kiedy ciurkiem recenzuję rzeczy niedostępne w Polsce, ale pula marek i zapachów, które obecne są na naszym rynku wciąż się zwiększa. Kiedy zaczynałam zachwycać się zapachami Oliviera Durbano czy Kiliana - próbki sprowadzałam z zagranicy i naprawdę nie przypuszczałam, że będą tak rychło dostępne w Polsce. Frederic Malle, Heeley, Serge Lutens, Odin, Balmain, Tom Ford czy debiutujące ostatnio na polskim rynku Biehl Parfumkunstwerke - to wszystko są marki, które kiedyś były trudno dostępne. A teraz są (relatywnie) łatwo dostępne. Oby ta tendencja się utrzymywała!

Mam w zanadrzu sporo dziwaków w Polsce niedostępnych i od razu przyznaję, że zamierzam do nich wrócić. Dziś jednak spełniam życzenia. :)


Marka Olfactive Studio to mariaż fotografii i perfumiarstwa. Każdej z kompozycji towarzyszy zdjęcie będące ilustracją i uzupełnieniem zapachu.

Kompozytorów i fotografów w pary dobrała twórczyni marki Céline Verleure - założycielka „Bloga o zapachu, który (jeszcze) nie istnieje!”, na którym dokonała swego rodzaju marketingowego pomiaru preferencji zapachowych swoich czytelników. Badania te stały się zalążkiem Olfactive Studio - firmy, która stworzona została w oparciu o narzędzia marketingowe i potrafi zrobić z tego swój atut.
Nie chcę powielać informacji powszechnie dostępnych: na stronie polskiego dystrybutora marki - perfumerii Quality wszystko już napisano. Ja dodam tylko, że zapachy są na razie cztery (w Polsce dostępne trzy), zdjęcia utrzymane w różnych klimatach i stylach, a kompozycje, choć zgodnie z przewidywaniami nie rewolucyjne, niebanalne są i miłe dla nosa.

No to jedziemy. Alfabetycznie i zarazem zaczynając od zdjęcia, które zrobiło na mnie najlepsze wrażenie (widocznego powyżej).



Portret poety 
w dobrym stylu


Stworzony przez Nathalie Lorson Autoportrait jest autopotrtretem pogodnego, atrakcyjnego młodzieńca, który konsekwentnie snobuje się na poetę fatalnego.

niedziela, 1 lipca 2012

Mur Slumberhouse


Mur zapowiadany jest jako zapach stworzony z czysto rolniczych (rolnych) ingrediencji. Miodek, sianko, listki czarnej porzeczki. Zgoda. Wetiwer to w sumie trawsko, też zgoda. Mate? Może w krajach, które miały zamorskie kolonie rolnicy pijali mate od wieków. Odnoszę wrażenie, że u nas to jednak rzadkość. Ale jeśli mam być uczciwa, poziom mojej wiedzy o trybie życia współczesnego rolnika nie predestynuje mnie do wygłaszania jakichkolwiek sądów w tej materii. Niech będzie mate.

Bardziej zaintrygował mnie sam fakt, że panowie przyznający się do fascynacji hip - hopem i ulicznym graffiti, programowo koncentrujący swoją uwagę na życiu nowoczesnej metropolii sięgnęli po inspirację daleko poza miasto. Bardzo byłam ciekawa, co też z tych rustykalnych elementów poskładali.



Zapach ogrzewający od środka*


Pierwszy wdech rzeczywiście przeniósł mnie na wieś. Ale raczej nie tam, gdzie planowali Twórcy.

Jako dziecię jeździłam na wieś do posiadłości, w której urodziła się moja babcia. I tym razem rzeczywiście tam wróciłam.
Leżę znów na ogromnym łożu w wielkiej sypialni wypełnionej trofeami myśliwskimi pradziadów: spreparowanymi jelenimi i dziczymi głowami, zaścielającymi podłogę futrami lisów, a także całymi zwierzętami poustawianymi jak popadnie wzdłuż ścian i pomiędzy ciężkimi, starymi meblami.
Nade mną pochyla się ciocia z łyżką kropelek na ból brzuszka. Pewnie znów najadłam się niedojrzałego agrestu...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...