piątek, 31 sierpnia 2012

Rose Anonyme i Vétiver Fatal Atelier Cologne


Do tego, że czekam na kolejne propozycje Atelier Cologne przyznałam się już przy okazji recenzji Vanille Insensée. Tego, że warto było czekać jeszcze Wam nie napisałam. Napiszę dziś. :)

Najpierw urzekła mnie reklama. Wstyd się przyznać, ale historia, którą duet Rose Anonyme i Vétiver Fatal anonsują strony o perfumach jest tak niespotykanie nieperfumeryjna, że rusza mnie przez sam efekt zaskoczenia.
Dwa zapachy, dwa rzetelne, niekłamane uniseksy, dwie kompozycje niejednoznaczne i historia, która łączy je w pełną napięcia relację.


Rose Anonyme

 

Obracała pokrętłem szyfrowego zamka, póki sejf nie otworzył się ukazując diament. Nie raz już kradła klejnoty, ale żaden nie mógł równać się z tym.
Na jego miejscu pozostawiła jedną różę i zapach swych perfum, by On mógł ją odnaleźć. Za chwilę ona będzie w połowie podróży dookoła świata a On będzie ją ścigał. Gra zaczyna się od nowa...


Vétiver Fatal

 
Zawiadomiono go natychmiast: kolejny diament został skradziony przez tajemniczego sprawcę. W momencie kiedy otworzył akta sprawy uśmiech pojawił się w jego ciemnych oczach. Rozpoznał znak, to ona.
Zabrał jeden ze swoich paszportów, spalił akta i rozpoczął pościg. Tym razem mu nie umknie.

Ona jest kasiarką, on gliną. I czują do siebie sprzeczny z "zawodowymi" interesami pociąg.

Powiadacie, że banał? Lecz uroczy, czyż nie?


środa, 29 sierpnia 2012

Trzy zestawy próbek z perfumerii Lu'Lua dla Was!


Z przyjemnością zapraszam Was do udziału w kolejnym już konkursie organizowanym wspólnie przez perfumerię Lu'Lua i Sabbath of Senses. W poprzednim nagrodą był flakon dowolnie wybranych perfum Comme des Garcons i dziś już obiecać Wam mogę, że nim skończy się lato kolejny flakonik z oferty tej życzliwej miłośnikom zapachów niezwykłych perfumerii trafi w Wasze ręce. 


Dziś mam dla Was konkurs, w którym nagrodami są trzy zestawy pięciu próbek perfum z oferty perfumerii Lu'Lua.

Let's Play!


Czego oczekuje człowiek od perfum, które nazwano "Zabawa", "Gra"?


Pytanie nie jest przypadkowe, spotykam bowiem w sieci sporo opinii, w których rzetelni recenzenci i przypadkowi niuchacze skarżą się, że Play nie umywa się do monumentalnych, wielkich kreacji Comme des Garcons takich jak seria Incense, Red, czy nawet Monocle czy Luxe. No... Nie umywa się, ale moim zdaniem nie o to chodzi. Sherbety CdG też się nie umywają, ale też wcale nie muszą. Nie takie jest ich zadanie.

Pierwszy Play z roku 2007 przeszedł bez większego echa. Jest ładny i fajnie się go nosi, ale nisza z niego żadna.


Nowe Play to zabawa konwencją, kolorem, skojarzeniami. Trzy zapachy poskładane tak, by kojarzyły się z konkretną barwą: klimatem, temperaturą zapachu, temperamentem i nawet kolorami użytych ingrediencji. Tylko Black jest trochę pomieszany, bo zawiera czerwoną paprykę i tymianek. Żywicę brzozy od biedy można uznać za czarną przez skojarzenia z dziegciem, a mech... schnie na szaro. Obleci. 

Zapraszam Was dziś do zabawy z serią Play. Cztery kompozycje bezwstydnie ładne, cztery recenzje bezwstydnie wyluzowane. Let's Play! 


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozstrzygnięcie konkursu Yasmeen


Wybaczcie proszę prawie trzydniowe opóźnienie, dopiero wczoraj wieczorem dotarłam do domu i natychmiast padłam. Dziś jednak jestem już żwawa i chętna do pisania. Dlatego od razu odgrażam się (albo obiecuję, jeśli kto na moje literki czeka), że kolejnego przestoju na SoS w najbliższym czasie nie będzie. Recenzje będą sypały się jak z rękawa, a i następny konkurs lada moment. Tym razem do wygrania będą trzy zestawy próbek z perfumerii Lu'lua

Ale do rzeczy, do rzeczy. :)


wtorek, 21 sierpnia 2012

Przypomnienie o konkursie z perfumerią Yasmeen

Moi drodzy, przypominam o trwającym do piątku włącznie konkursie, w którym zdobyć można zestawy próbek perfum z orientalnej perfumerii Yasmeen.
Każdy zestaw to pięć dowolnie wybranych próbek.

 
Ogłoszenie wyników nastąpi prawdopodobnie w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano. Do tego czasu jestem bowiem w rozjazdach.



Czym Pachnie Sabbath na krótkich wakacjach? Mam ze sobą Harrisę, Atlas Cedar i Carbone. W czwartek wrócę do domu, przepakuję się i wymienię te miłe zapachy na ciężką artylerię: Arso, Royal Oud i Black Afgano.
Czy mówi Wam coś termin Polcon? :)

sobota, 18 sierpnia 2012

Siberian Snow D.S. & Durga


Ten zapach nie miał prawa mi się spodobać.
Jaśmin i mięta. Dwa składniki, którymi można mnie egzorcyzmować. Po globalnym użyciu Siberian Snow ewidentnie powinnam skurczyć się i zczernieć. Tymczasem nie tylko mam się dobrze, ale wręcz jestem tym eksperymentem ukontentowana. :)

 

Od pierwszej chwili nie mam wątpliwości: to nie są perfumy kwiatowe. To ambra. Przybrana niejednoznacznym akordem kwiatowym złożonym nie tylko z jaśminu. Wystudzona oczyszczonym ze spożywczych skojarzeń, rozbielonym akcentem miętowym i dopełniona akordem drzewnym ewoluującym od wyraźnie iglastego cedru w kierunku kremowego sandałowca. Ambra niezwykła, lecz wyrazista.

Skąd skojarzenie ambry z Syberią, nie pytajcie. Nie mnie w każdym razie. Wedle mojej wiedzy chłodne wody oblewające Syberię nie należą do ulubionych akwenów kaszalotów (w odróżnieniu od narwali czy wielorybów grenlandzkich). Ale czepiać się nie będę, podobnie jak nie czepiałam się rosyjskich kaszalotów w Ambre Russe

Dzisiejsza opowieść, zgodnie z zamysłem twórców zapachu, będzie syberyjska. Nie obowiązkowo. Ale miejscem akcji mogłaby być Syberia.


piątek, 17 sierpnia 2012

Vanille Insensée Atelier Cologne


Kiep ze mnie, moi mili.

Czas temu jakiś, czytając na Fragrantice zapowiedzi nowych premier Atelier Cologne: Vetiver Fatal i Rose Anonyme pomyślałam, że warto byłoby wrócić do recenzowania zapachów firmowanych nazwiskami Sylvie Ganter i Christophera Cervasel. Wszak poznałam pięć ich kompozycji i żadna mnie nie rozczarowała, a to niewielu markom się udaje.
Pomyślałam... i odłożyłam zakup próbek na później. Tymczasem ostatnio, grzebiąc w pudle z pachnącymi skarbami w poszukiwaniu inspiracji, znalazłam próbkę Vanille Insensée, które premierę miały prawie dokładnie rok temu i pewnie gniją w nim od dobrych kilku miesięcy.

No kiep. Powiadam Wam.

 


Wyznać też muszę, że mam ochotę na coś po prostu ładnego i przyjemnego dla nosa. Nie ładnego w sposób, w jaki ładna jest Coco Noir, bo to jak gdybym w ramach relaksu usiłowała słuchać Britney Spears, która podoba się milionom, ale niekoniecznie mnie. Ja mam ochotę na Ellę Fitzgerald. To jest ładne. I Vanille Insensée też są ładne.


czwartek, 16 sierpnia 2012

Orient na wyciągnięcie ręki - perfumeria orientalna Yasmeen dla czytelników Sabbath of Senses


Zgodnie z obietnicą, dziś jeszcze zapraszam Was do udziału w konkursie przygotowanym przez Sabbath of Senses we współpracy z orientalną perfumerią Yasmeen.


Krakowska perfumeria Yasmeen to owoc szczerzej pasji. Założycielka i właścielka perfumerii, Pani Justyna, od lat zafascynowana jest kulturą wschodu i charakterystycznymi, głębokimi zapachami orientu. Yasmeen to próba otworzenia przed Polakami wrót krainy tych niezwykłych woni. Miejsce stylizowane jest na arabską perfumerię: wystrój wnętrza, charakterystyczna dla takich miejsc sofa, na której spocząć można testując pachnidła, stolik zastawiony niewielkimi naczyniami na herbatę, miła atmosfera, indywidualne podejście do klienta. I nie - nie są to opinie zasugerowane przez Panią Justynę, lecz uzyskane od odwiedzających perfumerię klientek. :)

Pani Justyna ze szczerym entuzjazmem przyjęła mój pomysł konkursów, w których nagrodą będą próbki perfum z oferty Jej perfumerii. Bo czyż istnieje lepszy sposób zapoznania miłośników woni niezwykłych z zapachami orientu, niż podarowanie im zestawu próbek? A ponieważ oferta jest dość bogata i wciąż się poszerza, uznałyśmy z Panią Justyną, że najlepiej będzie pozwolić zwycięzcy samemu zdecydować, które orientalne perfumy z Yasmeen najbardziecj chciałby poznać.

Rozstrzygnięcie konkursu z Quality Missala


Zapraszam na rozstrzygnięcie konkursu, w którym nagrodą jest zestaw próbek ufundowany przez Perfumerię Quality.


Zgodnie ze stworzonym w celu uniknięcia nieporozumień związanych z traktowaniem loterii jako odmiany gier hazardowych regulaminem, nagrody przyznaje komisja w składzie: ja.
Tuszę, że startujący ufają komisji. Komisja zaś obiecuje solennie, że jej osobiste sympatie i preferencje nie wpływają na wyniki organizowanych na SoS konkursów.


niedziela, 12 sierpnia 2012

Coco Noir Chanel - znów w szerokim kontekście



Kiedy pojawiły się w sieci informacje o nowym zapachu Chanel odczułam pokusę, by podzielić się tą wieścią na blogu. Nie dlatego, że Chanel, lecz dlatego, że Noir.
Czerń w tytule sugeruje kompozycję głęboką, tajemniczą, niebagatelną, ale też niełatwą. Są oczywiście wyjątki, ale ogólna tendencja jest taka, że wszelkie Blacki i Noiry mają szansę trafić w moje zapachowe serce bardziej, niż jakikolwiek inny perfumeryjny kolor.

 

Po udanym sequelu legendarnej Piątki (o którym pisałam relatywnie niedawno) i równie dobrze pomyślanej wariacji na temat Chanel No.19 (które do momentu poznania serii Exclusives były moimi ulubionymi perfumami tej marki i których recenzję obiecuję sobie od lat) Chanel sięga po kolejną legendę. Tym razem nazwa daje nadzieję, że celem nie jest odświeżenie i unowocześnienie (czytaj: ułatwienie) kompozycji, jak to było w przypadku pierwszej pochodnej Coco: Coco Mademoiselle, lecz właśnie po to, by uczynić zapach głębszym, ciemniejszym, bardziej niszowym.
Kompozytor Coco Noir Jacques Polge w jednym z wywiadów obwieścił, że tworząc Coco Noir zmierzał w kierunku wyznaczanym przez Bois-des-Iles i Cuir de Russie, oraz że nowa selektywna propozycja Chanel przypominała będzie przyprawowo - paczulowego Coromandela. Przyznaję, że wszystko to razem sprawiło, że na Coco Noir czekałam z niecierpliwością i skwapliwie skorzystałam z szansy na przedpremierowe testy.

sobota, 11 sierpnia 2012

Dobre wieści po raz kolejny oraz aktualności blogowe



Z przyjemnością zapowiadam, że kolejną firmą, która zdecydowała się za pośrednictwem bloga Sabbath of Senses obdarowywać Was próbkami perfum ze swojej oferty jest krakowska perfumeria Yasmeen. W ofercie Yasmeen znajdują się tradycyjne perfumy orientalne w formie olejków i wód perfumowanych.


Zapraszam Was do odwiedzenia strony yasmeen.pl i zapoznania się z asortymentem perfumerii, bo rozdania z Yasmeen będą nieco inne, niż pozostałe.

piątek, 10 sierpnia 2012

Black Oud LM Parfums


Nie lubię marudzić. Źle się czuję jako zrzęda. Dlatego przed (ewentualnym) kolejnym pęczkiem zapachów Mad et Len postanowiłam sprawić sobie przyjemność. Przyjemność drogą, niedostępną i potencjalnie niebezpieczną dla mojego portfela...


Pamiętam czas, gdy wytropiłam pierwszy porządny, mocarny* oud w perfumach. Był to oczywiście Aoud Micallef zwany dziś, z przyczyn dla mnie niepojmowalnych, Man albo Homme. Dawno temu to było, ale do dziś pamiętam dochodzenia, które uskuteczniałyśmy z dziewczynami z wizażowych Perfum, żeby dociec, czymże jest ów tajemniczy, nikomu nie znany składnik: aoud. Wytropiłyśmy wówczas wydany przez wydawnictwo Schimmer "Kleines Lexikon der Räucherstoffe (Buch vom Räuchern)", którego na przetłumaczony chybcika fragment poświęcony agarowi wrzuciłam w któryś z wątków, a później, kiedy już stworzyłam Sabbath of Senses, także na bloga. To dopiero było odkrycie! Zgrzybiałe drewno! Ciężkie jak kamień i cenniejsze od złota...

Czemu o tym piszę?
Bo teraz oud w perfumach nikogo nie dziwi. Jest go mnogość wszędy. Ale czysty olejek agarowy to wciąż rarytas. Miałam okazję wąchać zarówno mieszanki zwane oud blendami, jak i prawdziwą esencję. I wiecie co? Black Oud pachnie oudem. Prawdziwym, wygrzanym, kilkugodzinnym oudem. Tyle, że pachnie nim od początku, bez "grzania".


Opowiem Wam dziś historię niezwykłą, jak kino Tima Burtona. Tylko lepszą.
Opowieść o samotnym bohaterze: mrocznym i obcym. A jednak ciepłym i pięknym... Na swój nieludzki sposób.


czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozstrzygnięcie rozdania próbek od firmy Szmaragd i Diament


Dziś rozstrzygnięcie rozdania sprzed tygodnia. Przypominam, ze próbki przygotowała dla Was firma Szmaragd i Diament - wyłączny polski dystrybutor perfum Ramon Molvizar, Cuarzo Signature i Vibrational.





10 pytań


Lubię tagi. Każdy odbieram jako wielkie wyróżnienie i przyjmuję ze szczerym wzruszeniem.

Kiedyś okropnie się ich bałam. Obawiałam się, że zmniejszają wartość bloga, że nie tylko nikt nie zechce marnować czasu na czytanie o tym, czego o mnie nie wiecie i czego słucham, ale że uznacie fakt, że piszę o sobie za przejaw narcyzmu. A potem, kiedy uporałam się z pierwszym, zauważyłam, że przyjmujecie te interludy bardzo życzliwie. I że dzięki temu poznajemy się bliżej, bo w odpowiedzi otrzymuję od Was okruchy osobistych opowieści.
Bardzo Wam za to dziękuję i niniejszym zapraszam na kolejną zabawę.

 

Tym razem jest to dziesięć pytań, które przywędrowały na SoS z bardzo miłego Bloga Moniszona, czyli Tovy1, która od pewnego czasu często gości na moich pachnących śmieciach i której komentarze bardzo mnie cieszą.


Moniko, dziękuję za taga, za komentarze i za wszystkie pozytywne emocje, jakie od Ciebie otrzymuję. :*

 ***

Zasady zabawy są proste.
Odpowiadasz na dziesięć pytań zadane przez poprzednią uczestniczkę łańcuszka, wymyślasz własne dziesięć pytań i zadajesz je kolejnym dziesięciu bloggerkom lub bloggerom.
Jazda!

środa, 8 sierpnia 2012

Quality Missala dla Sabbath of Senses - próbki dla Was


Wyniki zakończonego o północy rozdania próbek ufundowanych przez firmę Szmaragd i Diament pojawią się na blogu dziś w nocy lub jutro wczesnym rankiem. 



Tymczasem z przyjemnością anonsuję pierwszy zestaw próbek, jaki przygotowała dla Was perfumeria Quality Missala. W jego skład wejdzie sześć propozycji perfum z najnowszej oferty perfumerii.

Mad et Len: Santalum, Poivre, Lotus & Ambre


Tak, jak zapowiadałam, zapachy Mad et Len zaczynam zbierać w pęczki.
Trudno mi przewidzieć, ile tych pęczków będzie, bo przyznaję, że nie wiem na ile jeszcze rozczarowań starczy mi zacięcia. Tym bardziej, że mam w domu totalną Sodomę i Gomorę - remont łazienki, po którym nastąpi remont kuchni.

Niestety, moje podejrzenia w stosunku do Mad et Len powoli przechodzą w pewność. Marka ta dostaje ode mnie wysokie noty za pomysły i bardzo niskie za realizację. Nie chciałabym wyjść na snoba, ale w moim odczuciu "trójka przyjaciół" założycieli firmy po prostu pojęcia nie ma o perfumiarstwie. Pomysł, koncepcja i fajny styl nie wystarczą. Oczywiście, to miło, że troje ludzi spełnia swoje piękne marzenia, ale jeszcze milej byłoby, gdyby poparli te marzenia rzetelną wiedzą - przynajmniej w sytuacji, gdy życzą sobie 350 zł za owych marzeń flakonik.

Skrajnie proste kompozycje, czyste nuty, naturalnie brzmiące esencje - to wszystko stanowiłoby niewątpliwą zaletę, gdyby udało się zapach jakoś uporządkować i utrwalić. Tymczasem perfumy Mad et Len robią na mnie wrażenie kompletnie amatorskich.


Znacie zasadę sześciu stopni oddalenia? Tak się składa, że od twórców marki Mad et Len dzieli mnie mniej stopni. W odbytej ostatnio miłej rozmowie zasugerowałam przekazanie im życzliwej rady, by zatrudnili chemika - perfumiarza, który uzupełni ich kompozycje o składniki utrwalające i wzmacniające zapach. Nie wiem, czy przyjmą radę, ale mam nadzieję, że tak, bo pomysły na zapachy mają naprawdę fajne.

Dziś cztery zapachy programowe: Sandałowiec, Pieprz, Lotos i Ambra.

sobota, 4 sierpnia 2012

Poivre Sichuan Mad et Len


Pieprz to jedna z tych substancji, których zapach jest mi miły, a smak nie bardzo. I  nie byłoby to wcale dziwne, bo dotyczy to wielu innych pachnących obiektów (że posłużę się przykładem smoły, palonej gumy czy chociażby drewna i żywic), różnica polega jednak na tym, że smoły ani gumy zazwyczaj nie sypiemy do jedzenia. 


Z pieprzem syczuańskim kłopot jest dodatkowo taki, że owa chińska przyprawa wcale nie jest pieprzem. Należy do rodziny rutowatych, do której należą także cytryna, pomarańcza, grejpfrut, kumkwat czy limetka. Kiedy powąchacie Sichuan Pepper Mad et Len doskonale to poczujecie.


piątek, 3 sierpnia 2012

Black Afghan Mad et Len


Z pewnym skrępowaniem zapraszam Was na kolejną recenzję perfum, których nazwa bezczelnie nawiązuje do narkotyków. Wcześniej były to kompozycje przeżywającego lekko żałosną fascynację dragami Alessandro Gualtieriego, dziś Black Afghan od Mad et Len.

 

I nie, nie będzie to wpis z serii pogadanek antynakotykowych. Narkotyki są dla ludzi. Jak alkohol. Jedni piją, inni biorą, jeszcze inni nie robią ani jednego, ani drugiego. Ci, co piją i biorą robią to z umiarem, albo bez. Przynajmniej większość narkotyków daje tę możliwość. Metaamfetamina to inna kwestia. Tu bym nader chętnie pogadankę walnęła, bo sam opis działania tego świństwa może przyprawić o dreszcz zgrozy.
Ogólnie jednak chodzi mi o to, że takie popisy i pokazowe "jaranie się" dragami trąci zwyczajną gówniarzerią. I nie imponuje mi.


czwartek, 2 sierpnia 2012

Wiem już, komu wyślę prezent!


...I Wy także za chwilę będziecie wiedzieli. :)

Po pierwsze dziękuję Wam za udział w zabawie. Jak zawsze przykro mi, że nie mogę nagrodzić więcej osób. Najlepiej wszystkich. :)

Po drugie obiecuję, że będę o Was dbała. Postaram się,  ułatwiać Wam poznawanie niszowych perfum przez systematyczne rozdania. Jeśli uda się utrzymać współpracę z firmami, z którymi zawarłam gentlemańskie umowy, będzie to kilka zestawów próbek miesięcznie i kilka flakoników w roku.

Chciałabym zaznaczyć, że sama nie mam z tego żadnych korzyści. Poza ponoszeniem kosztów wysyłek i furą radości z obdarowywania Was. :)

Jeszcze raz dziękuję, że ze mną jesteście.
I przechodzę do rzeczy.

Przedmiotem rozdania jest pakiet pachnących atrakcji częściowo zakupionych specjalnie na tę okazję, częściowo pochodzących z mojego własnego pachnącego skarbca.
Szczegółowa lista i zdjęcia nagród tu: KLIK.



środa, 1 sierpnia 2012

Szmaragd i Diament dla Sabbath of Senses: próbki Ramon Molvizar i Cuarzo Signature


Moi drodzy, wyniki losowania szczęśliwego właściciela sabbathowego prezentu z rozdania, które zakończyło się w nocy z wczoraj na dziś pojawią się jutro. Wynotowanie wszystkich nicków wraz z podwójnymi szansami trochę trwa.

Już dziś natomiast ogłaszam pierwsze z serii rozdań próbek, jakie specjalnie dla Was co miesiąc przygotowywać będzie firma Szmaragd i Diament - wyłączny polski dystrybutor perfum Ramon Molvizar, Cuarzo Signature i Vibrational.

Specjalnie na moje życzenie w pierwszym zestawie znajdzie się próbka fenomenalnego Black Cube, będącego jednym z moich zapachowych marzeń od dawna.



Zestaw wartości 300 złotych zawiera:

3 oryginalne, 3 ml próbki zapachów Ramon Molvizar:
- Black Cube
- White Goldskin
- Luna Moon
Komplet oryginalnych 2 ml próbek perfum Quarzo Signature (których recenzje postaram się napisać wkrótce):
- Ruby
- Emerald
- Sapphire
Oraz, jak zawsze w przypadku firmy Szmaragd i Diament - plik eleganckich firmowych bloterków dla uprzyjemnienia testów.

Ja przyznaję, że nie marnuję zawartości cennych próbek na testy blotterowe, a eleganckich, czarnych kartoników używam jako zakładek do książek. Ale wybór należy do Was. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...