piątek, 10 sierpnia 2012

Black Oud LM Parfums


Nie lubię marudzić. Źle się czuję jako zrzęda. Dlatego przed (ewentualnym) kolejnym pęczkiem zapachów Mad et Len postanowiłam sprawić sobie przyjemność. Przyjemność drogą, niedostępną i potencjalnie niebezpieczną dla mojego portfela...


Pamiętam czas, gdy wytropiłam pierwszy porządny, mocarny* oud w perfumach. Był to oczywiście Aoud Micallef zwany dziś, z przyczyn dla mnie niepojmowalnych, Man albo Homme. Dawno temu to było, ale do dziś pamiętam dochodzenia, które uskuteczniałyśmy z dziewczynami z wizażowych Perfum, żeby dociec, czymże jest ów tajemniczy, nikomu nie znany składnik: aoud. Wytropiłyśmy wówczas wydany przez wydawnictwo Schimmer "Kleines Lexikon der Räucherstoffe (Buch vom Räuchern)", którego na przetłumaczony chybcika fragment poświęcony agarowi wrzuciłam w któryś z wątków, a później, kiedy już stworzyłam Sabbath of Senses, także na bloga. To dopiero było odkrycie! Zgrzybiałe drewno! Ciężkie jak kamień i cenniejsze od złota...

Czemu o tym piszę?
Bo teraz oud w perfumach nikogo nie dziwi. Jest go mnogość wszędy. Ale czysty olejek agarowy to wciąż rarytas. Miałam okazję wąchać zarówno mieszanki zwane oud blendami, jak i prawdziwą esencję. I wiecie co? Black Oud pachnie oudem. Prawdziwym, wygrzanym, kilkugodzinnym oudem. Tyle, że pachnie nim od początku, bez "grzania".


Opowiem Wam dziś historię niezwykłą, jak kino Tima Burtona. Tylko lepszą.
Opowieść o samotnym bohaterze: mrocznym i obcym. A jednak ciepłym i pięknym... Na swój nieludzki sposób.




 Imię naszej Samotności**

 

Oud w kompozycji Laurenta Mazzone jest samotny. Nie sam. Towarzyszą mu nuty wyraziste i piękne. Takie, które w każdej innej kompozycji zabrzmiałyby potężnie i wygłaszałyby swoje kwestie pełnymi mocy głosami.
Korzenne, pikantne nuty przyprawowe. Popieliste, gorzkie kadzidło. Brudne, trudne labdanum. Zmysłowe, cielesne, słodko spocone nuty zwierzęce. Kremowy, senny sandałowiec. Wszystkie te niezwykłe osobowości wchodzą na scenę już w pierwszym akcie; wszystkie grają swe role z sercem i kunsztem.... Ale w tej opowieści, głównym bohaterem jest oud.

Głęboki, gęsty, lekko skórzasty oud. Zmysłowo ciepły, lekko wilgotny, lepki, słodko - gorzki oud. Upojny, magiczny, nieludzki... Oud.


Wyobraźcie sobie mężczyznę o zniewalającym uroku Mortycji Addams***. Niepojmowalnego i obcego jak Edward Nożycoręki. Wyobraźcie sobie, że mężczyzna ten mówi głosem Pastora Galswellsa z "Gnijącej Panny Młodej". I mieszka w Sleepy Hollow. Że wieczorami znika z domu i włóczy się samotnie po lasach i ciemnych zaułkach. I nikt nie wie, czy morduje on dziewice, czy oddaje się rozpuście w domach schadzek, odwiedza palarnie opium, czy może pod osłoną nocy ratuje świat.

Wyobraziliście sobie?
To jest bohater tej opowieści.


Przynajmniej przez pierwsze dwie - trzy godziny. Po tym czasie scenariusz zaczyna się rozwijać. Czyli psuć. Bo tym razem liczy się nastrój, nie akcja.

Rola grana przez przyodzianą w drzewne nuty ambrę staje się kluczowa. Nie główna, lecz jej wpływu na opowieść nie sposób przecenić. Albowiem nasz bohater zakochuje się.

Łagodnieje, wysładza się i wydawałoby się - pięknieje. Nutom ambrowym towarzyszy wyraźny zapach muszkatu i miękkie, waniliowe nuty drzewne. Na tle bezkompromisowo agarowego otwarcia i serca brzmią one nieomal czule. Zwierzęca, skórzasta część zapachu rozjaśnia się, pojawiają się tony kremowe, śmietankowe nieomal, miękkie jak w Black Afgano Nasomatto. I jest to piękna zmiana. Piękna, choć dla miłośnika czystego agaru niekoniecznie wymarzona.

Bo miłość naszemu bohaterowi nie służy. Osłabia go.


Ale miłość nie jest wieczna. W każdym razie nie miłość oudu i ambry. Nie w tej historii.

Po kilku godzinach zostaje tylko oud. Introwertyczny i samotny. Mniej obcy, ale wciąż daleki od oczywistości. Zapach jest ciepły i otulający, ale wciąż ani "miły", ani "przytulny". Doprawdy trudno dziwić się, że przez wieki woń agarowego olejku uznawano za zapach bogów.

Teraz, kiedy nasz bohater stał się rozpoznawalny i "znajomy", kiedy ludziska w miasteczku wiedzą już, że serce ma złamane lub wystygłe, lecz czujące - jego nocne wędrówki nie budzą takiego niepokoju. A on, zostawiony sam sobie wędruje po naszej skórze godzinami; opowiadając swym głębokim, ciepłym głosem historie, które brzmią jak najbardziej zmysłowe sny, najmroczniejsze baśnie, najtęskniejsze melodie...


 

Data powstania: 2011
Twórcy:
Jerome Epinette (zapach) Laurent Mazzone (koncepcja)
Nuty zapachowe:
Nuty głowy: gałka muszkatołowa, kminek, kadzidło frankońskie (olibanum)
Nuty serca: labdanum, oud
Nuty bazy: sandałowiec, cedr, cywet, kastoreum, wanilia, ambra

Trwałość:
- intensywna projekcja: 4-5 godzin
- wyraźny, choć bliskoskórny zapach 10, 12, nawet 14 godzin




* Wcześniej był, oczywiście, M7 YSL stworzony przez Alberto Morillasa i Jacquesa Cavalliera, ale przyznajcie sami, że w M7 nuta ta brzmi mniej ekstremalnie. Choć także piękne.
** "Zawsze chcemy nadać imię naszej samotności." - Jonathan Carroll: "Śpiąc w płomieniu"
*** W 2014 roku wejdzie na ekrany kin "Rodzina Addamsów" w rezyserii Tima Burtona. Ciekawa jestem, czy Mortycję zagra Helena Bonham Carter...


  • Na wszystkich ilustracjach do tekstu: Johnny Depp w "The Legend of Sleepy Hollow" - filmie Tima Burtona nakręconym na podstawie "Legendy o Sennej Dolinie" Washingtona Irvinga.

50 komentarzy:

  1. Bardzo ładna recenzja.

    I do tego bardzo wnikliwa analiza mistrza Burtona i jego bohaterów. Mroczni, ale niewątpliwie dający się lubić. Dżentelmen pachnący czasem tytoniem, czasem opium... I agar:)Nauczony doświadczeniem wiem, że gdy przy recenzji Sabbath są zdjęcia z filmów, podróż do krainy zmysłów będzie naprawdę niezapomniana. I tak jest i tym razem:)

    Serdecznie Cię pozdrawiam

    Zielony Drań (TM)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Nie jest to mój ulubiony film i nie jest to mój ulubiony aktor, ale skoro nawiązałam do Burtona, to wybrałam jego ulubieńca, nie swojego. :)

      Usuń
  2. Urzekło mnie odniesienie do Deppa w Sleppy Hollow... niestety w stosunku do przytoczonej postaci mam zgoła odmienne skojarzenia i przyznam, że zaburza mi to wczuwanie się w klimat opowiadany zapachem. Przy okazji chciałam dopytać - spotkałaś się może z zjawiskiem synestezji? Czytając Twoje opisy niezmiennie urzeka mnie owe połączenie zapachu z stroną wyjątkowo wizualnej opowieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że nie przepadam za Deppem. Wizualnie, bo aktorsko jest świetny. I jego rola nie jest moją ulubioną w Sleepy Hollow. Alternatywą były zdjęcia Petera Steele, ze względu na urok w stylu Mortycji Addams, ale uznałam, ze skoro nawiązuję do Burtona - należy zachować konsekwencję i "użyć" jego ulubionego aktora. :)

      Synestezja to klucz do tego bloga. Używam określeń opisujących doznania wizualne, smakowe, wzrokowe, a nawet emocje do opisania zapachu. Mam wrażenie, ze to mi poszerza aparat pojęciowy i daje szansę dotarcia do czytelnika, który zwykle zapachu opisywanego nie zna. Bo też wybieram raczej zapachy ciekawe, niż popularne. :)

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o to, czy synestezję stosujesz wyłącznie jako środek literacki, czy może jesteś synestetką i "cierpisz" na takie pomieszanie zmysłów w rzeczywistości.

      Usuń
  3. o jesuuuuuu, chyba najlepsza Twoja recenzja w moim mniemaniu, idealna, w moim guście... <3 <3 <3 KOCHAM !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angel, dziękuję. Zapach naprawdę mnie ruszył. Jest "idealnie w moim guście" - stąd i słowa przyszły takie... W guście. Widocznie mamy podobne upodobania. przynajmniej jeśli chodzi o nastrój. :)

      Usuń
    2. Pewnie trochę tak jest :) a to cudownie spotkać taką osobę, nawet gadać wiele nie trzeba, byle by klimat do milczenia był :D

      Usuń
  4. Hmmm aż w moim nosie się coś zakręciło jakby od zapachu choć nic mi nie pachnie ;) tak mam dobrą wyobraźnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. I to jest źródłem mojej nieustającej uciechy. :)

      Usuń
  5. Kobieto porwę Cię kiedyś i bezlitośnie każę mówić do siebie takimi słówkami.
    Opis jak zwykle wspaniały, porywający, przemawiający słowami do wszystkich zmysłów. Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mów do mnie po francusku." ;)
      Mogę się umówić na "audycję". Tylko paliwa potrzebuję. Pachnącego. Albo muzyki...

      Usuń
    2. Oj pachnącego paliwa nie posiadam a co do muzyki to nie wiem jak z naszymi gustami;) Może kulinarnie bym Cię jakoś zainspirowała?

      Usuń
    3. Z pachnącym paliwem jakoś sobie poradzimy. Możesz mnie przecież porwać razem z flaszkami. :)
      A kulinarnie zainspirować dam się z przyjemnością, albowiem bardzo lubię jeść i zdecydowanie nie bardzo lubię gotować. Mogę pozmywać. :)

      Usuń
  6. Sabbath mistrzu bajecznych recenzji również pokochałam ten zapach od pierwszego "psik" :D co za cudo!!!

    chyba pójdę pod kościół z kapelusikiem :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz musimy tylko uzgodnić, czy idziemy pod dwa różne kościoły, żeby sobie nawzajem w paradę nie wchodzić, czy wolimy stać pod tym samym: dwa razy dłużej, ale za to w dobrym towarzystwie. :)

      Usuń
  7. Sabbath zdecydowanie odpowiada mi druga opcja :D tylko musimy wybrać, pod który kościół idziemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Tobą - pod którykolwiek! I mogłabym siedzieć tam dłuuuugo.:)

      Usuń
    2. W sumie, perspektywa wspólnego kwestowania staje się bardziej atrakcyjna, niż flaszka mająca być owej akcji zwieńczeniem. :)))

      Usuń
  8. Nooo... jestem pod wrażeniem, Sabbath. Uwielbiam Twoje jakże zmysłowe a zarazem precyzyjne opisy ale ten mnie po prostu powalił. Postanowiłem zatem, z oudem na nadgarstku, podziękować za recenzję, której przyjemność czytania dorównuje upajaniu się pierwowzorem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Czyli znasz! I, jak rozumiem, też się zachwycasz. :)

      Usuń
  9. Sabb, jesteś mistrzynią. Ja jako łakomy pochłaniacz oudowych nut nie mogę się doczekać(jakby to miało się stać, hehe) i wymyslić sposobu, w jaki sposób powąchać wszystkie oudy naraz- znaczy nie jednocześnie, oczywiście, ale żeby np mieć - ja wiem? 20, 30, 40 solidnych próbek a wszystkie oudowe, wysłać rodzinę na wakacje i zagłębić się w zapachach, odpaść na dzień, dwa, trzy, nie odbierać telefonów, tylko malować może ew przy Mortal Coil- to byłyby wakacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień, dwa, tyzt to za mało. Nawet dzień plus dwa dni plus trzy dni to za mało na 40 oudów. :)))
      Słuchasz This Mortal Coil?! Kiedyś pochłaniałam namiętnie. I chyba odkopię. Bardzo dawno nie spędzałam z nimi czasu.

      Chciałabym zobaczyć ten obraz...

      Usuń
  10. To opowieść tak piękna, że się w niej zakochałam. W niej i w samym bohaterze, którego pachnącego i realnego teraz wcale nie chcę poznać.
    Bo oud jest na mnie brzydki. Czasem bardzo brzydki, czasem brzydki tylko trochę, szpitalny, apteczny, aseptyczny, nie ma w nim nic uwodzącego, nic tajemniczego, jego brzydota jest jawna jak widoczne kalectwo, nie ma w niej sekretu, nie ma opowieści.
    Chyba wolę zostać z Twoją opowieścią pachnącą samotnością niż rozczarować się kolejny raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to peszek zaiste. :( Ale jestem przekonana, ze za to układa się na Tobie pięknie mnóstwo perfum, które na mnie są niepiękne wcale. :)

      Ja mam niesamowite szczęście do oudu. Pachnie na mnie nie tylko pięknie, ale często wręcz grzecznie: tajemniczo i występnie. Albo ja mam taki zryty beret, że mi się zapach zgrzybiałych pniaków z grzechami kojarzy. :)

      Usuń
  11. Wiem, że moja wypowiedź będzie niepopularna :P ale testowałam dzisiaj te perfumy dzięki uprzejmości nekot z wizażu i nie jestem w stanie ich przejść, uparcie czuję w nich coś, co zapachem przypomina mi naftalinę. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. W sumie bardziej mnie to chyba śmieszy niż zasmuca tak w sumie straszne by to było jakby podobało mi się wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Swoją drogą nekot zapach ten też nie podchodzi i ma 15ml na zbyciu. Mam nadzieję, że nie obrazi się na mnie że jej chętnych naganiam. :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Teraz tak sobie przypomniałam jakie ludzie czuli rzeczy w Undergreen to moje odbiegające (zapewne) od założenia skojarzenia nie są aż tak dziwne. Swoją drogą ciekawe jak mamy poskładane receptory w nosie, że na naszym micro zlocie wrocławskim wszystkie trzy wąchałyśmy to i tylko ja czułam naftalinę (?) Ciekawe też czy wrażenie to zostałoby na dłużej czy było tylko dzisiaj po solidnie otumaniającej receptory węchowej wizycie w Quality :P.

    OdpowiedzUsuń
  14. W sumie wiesz to mogła być ambra... ona skubana czasem mnie bardzo nie lubi i robi dziwne omamy. Jak teraz jeszcze widzę, że jest cywet i kastoreum to mi się w ogóle podejrzenia rodzą, że to ci bohaterowie zamieszali mi co nieco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widząc skład obawiałam się, ze będzie brzydko i fizjologicznie. Na szczęście oud na mojej skórze układa się pięknie. A ostatnio wręcz obłędnie.

      Zupełnie mi "niepopularne" opinie nie przeszkadzają i nie traktuję osobiście faktu, że ktoś skrytykuje perfumy, które lubię. Z resztą wiesz, Polu. :)

      15 ml to kuszący pomysł, ale chyba jednak będę zbierała na flakon. Na razie mam 4 ml, starczy na to, by się gruntownie zastanowić. :)

      Usuń
  15. I znów masthew, którego nie wiem, skąd wezmę. Znów się znęcasz.
    Recenzja majstersztyk.
    Deppa aktorsko uwielbiam. Gra głównie w bajkach, a ja uwielbiam bajki. Depp, utożsamia się z granymi baśniowymi bohaterami jak chyba żaden inny aktor. Pierwszym filmem, w którym mnie urzekł był Truposz, choć to nie całkiem bajka.
    Oudy poznałam dzięki Tobie i pokochałam, choć nuta ta przez długi czas był dla mnie zbyt trudna. Mimo nachalnego epatowania oudem przez większość twórców, uważam, że to jedna za najpiękniejszych nut. Właśnie nabyłam dwa oudowe Mancery - Sand Aoud i Voyage en Arabie Black Intensive Aoud. Mimo dość niechlubnych porównań do Montale oba się bronią, ale zobaczymy po dłuszczych testach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem Ty piszesz o czymś, czego nie znam. Heh... To chyba dobrze, ze tyle jeszcze przede mną. :)
      Oud to dla mnie niesamowity przypadek losowy. Wcześniej miałam tak z kadzidłem. Nie było, a nagle zrobiło się modne i jest wszędzie. Potem tak samo zdarzyło się z oudem. Świat spełnia moje marzenia. :)
      Teraz oudów jest tyle, ze można sobie wybrać oud na miarę swoich pragnień. To jest fajne. Jasne, ze powstają w tym trendzie pseudoagarowce, które kuszą wyłącznie nazwą. Ale ileż powstaje pięknych zapachów!

      Usuń
    2. Popieram. Moda na Oud czy kadzidło to najlepsze co mogło sie zdarzyć :) Nie rozumiem tego zrzędzenia, ze moda i wszyscy robią swoje oudy, czy to tak źle mieć jak największy wybór? Mnie to jest bardzo na ręke, bo o ile kadzidlaki szybko i łatwo do mnie przemawiają, to z oudami mam problem, intrygują, ale zazwyczaj zawodzą - dopiero Oud Royal zachwycił.

      Usuń
    3. Cieszę się, że obie tak myślicie. Często w sieci czytam opinie, ze ile można, że niektórzy już rzygają oudami, ze to żenada, takie eksploatowanie mody, że niedługo powstanie Adidas sport oud.
      Ja mam już kilka ulubionych oudów i szukam kolejnych, zarówno takich, które powalą mnie swoją mocą, jak i nadających się na codzień do biura. Wszystko to możłiwe dzięki modzie na oud.
      Na modę na kadzidło się nie załapałam, ale zapachy przecież są. Czy kolejna będzie moda na drewno? Byłoby super.

      Usuń
  16. Personifikacja zapachu... ech, Ty zawsze wiesz w jakie nuty uderzyć, aby trafić celnie. Johnny jest tutaj idealny. A zapach w Twojej opowieści jest tak niesamowity, że chyba nie ma takiej osoby, która po przeczytaniu nie zapragnęłaby poczuć go na skórze.

    OdpowiedzUsuń
  17. rewelacja... drugi raz to przeczytałam, od literki początkowej "N" do literki końcowej "E" :) Arcydzieło :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak to się stało, że przegapiłam tego posta? I to o jednym z moich ulubionych zapachów i bardzo żałuję, że mam tylko małą odlewkę :( Trwałość zapachu jest powalająca, gdybym się nie myła, czułabym go jeszcze drugiego dnia. I zapach wyjątkowo ładnie na mnie pachnie: słodko, ale nie mdło, trochę korzennie, trochę aptecznie. Pasuje do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się stało, że przegapiłam ten komentarz?
      Wróciłam do posta, bo LM są w Polsce, są w Polsce, są w Polsce! Jupi!

      Usuń
  19. Wodzisz na pokuszenie. Uległam.
    Zamawiając z Niemiec mój ukochany Midnight Oud, nie mogłam przejść objętnie, chociaż wirtualnie, obok Black. A później, niczym narkoman, niekontrolowanie zwiększający dawkę, sięgnęłam jeszcze po Luxor Oud (Memo), Aoud Ever (Montale) - i jak zawsze po Zagorsk. Zadowoliłam się kilkoma mililitrami, poza Midnight Oud, bo tej róży w agarze zawsze potrzebuję mieć setkę.
    Jeżeli Black Afgano to haszysz, to Juliette to moja morfina.
    Czekam na LM.

    Pozdrawiam ciepło,
    Lu

    OdpowiedzUsuń
  20. Sabbath, czy wąchałaś już Montale Aoud Ever, Memo Luxor Oud, Tiziana Terenzi Gold Rose Oudh? To są tegoroczne nowości i .... nie chcę zdradzić nic więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko Aoud Ever. Luxor Oud za mną chodzi, bo Shams są cudne.

      Usuń
  21. Jeżeli chcesz, to mogę się z Tobą podzielić Luxor Oud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chcę! Namiętnie wręcz. Wystarczy mi 1,5 ml - jeśli będzie trafienie, kupię flaszkę. :)

      Niestety, nie mogę napisać do Ciebie maila przez profil. Proszę, skrobnij na blog@sabbathofsenses.com

      Usuń
    2. napisałam na ten sam adres, co w lipcu! :)
      pozdrawiam,
      Lu

      Usuń
  22. Z tym oudem to jest dopiero historia.
    Nie mogłem się wręcz doczekać aż upragniona próbka kolejnego agaru do mnie dotrze, wyobrażając sobie przy tym te wszystkie wybrzmienia które narodziły się po przeczytaniu wciągającej lektury.I czekałem z odczuciem że oto nadchodzi kolejny genialny OUD mojego życia do tego dochodziła niewiadoma wcześniej przez co ekscytująca możliwość obcowania po raz pierwszy raz z ekstraktem.Przyznam że z taką koncentracją nie miałem jeszcze nigdy do czynienia i moje wyobrażenia były chyba zbyt przerysowane.
    Kiedy w końcu nałożyłem na skórę ten tajemniczy w wyobrażeniu eliksir i zaciągnąłem swoje nozdrza.... No i zacząłem robić się niespokojny, pojawiła się myśl że podczas robienia próbki coś się komuś pomyliło i może przypadkowo przyczepiono etykietę nie tam gdzie miała się znaleźć.Szukam nuty którą jak myślę rozpoznaje bez problemu i jej nie czuje.Gdzie jest oud myślę sobie i co tu tak ciemno,niemrawo,przygaszenie i dlaczego muszę wtulać nos w nadgarstek by coś tam rozpoznać.Gdzie ta ogromna projekcja jakiej się spodziewałem po takim stężeniu.Zaraz zaraz, może z racji swojej gęstości i jakby wypełnieniu po brzegi pewnego niższego spektrum częstotliwości taki właśnie efekt.Jakby ktoś stłumił próbujące się przebić przyprawowe wyższe rejestry a one miały być odpowiedzialne za lotność i pewną oczywistość.No ale czy to miało by tłumaczyć samą moc tej mieszanki,hm... A może fakt testowania w tym dniu zapachu dość wieczorową porą przy osłabionej percepcji mając za sobą inne testy tego dnia lub brak atomizera który nie wątpliwie miałby wpływ na ułożenie się pachnidła na skórze ale to też nie dawało mi poczucia zrozumienia tego nieoczekiwanego doświadczenia.Wąchając dalej mimo to myślę: zapach ładny,tajemniczy taki żywiczny drzewny,czuje kadzidło choć nieco z boku i dość dużo labdanum, na mojej skórze najwięcej ze wszystkich użytych w kompozycji składników,nuty animalistyczne też jakoś szczególnie nie wychodzą mimo że jakby się wydawało powinny mając w pamięci L'Artisan -Al Oudh gdzie nie dało się nie czuć tych kliku zwierzątek a tutaj coś co odczuwam jako dzika słodycz ale możliwe jednak że jeśli nie wiedziałbym o ich istnieniu to w ogóle bym ich tu nie dostrzegł.Czuje pewną pluszowatość i miękkość sandałka i dogrzewającą całość ambre,zaczynam powoli kumać o co tu chodzi.O i widzę nawet pewne oczywiste podobieństwo do ukochanego Oud Royal'a i wtedy nagle paradoks że tym składnikiem jest właśnie agar (również wspomniane labdanum) którego nie czułem na samym początku! Być może w moim numer jeden został on podany bardziej surowiej czyli tak jak się okazało lubię najbardziej dlatego stąd taki wewnętrzny mój niedowład podrasowany na dodatek zbytnim i złudnym wyobrażeniem że ekstrakt z oudu zapewne zmiecie swą mocą EDP.
    W każdym bądź razie dziś już wiem że panie z perfumerii rzetelnie wykonały swoją prace,a ja testując nadal tą mentalną dla mnie zagadkę dojrzewam by móc lepiej zrozumieć fenomen ludzkiego nosa oraz poza muzyką dla mnie najcudowniejszą formę sztuki , sztuki Perfumeryjnej.
    Być może wiele różnego typu błędów i nieścisłości w moim wpisie,no cóż pisarzem jestem kiepskim ale chciałem mimo to oddać jak najwierniej to doświadczenie.Mam nadzieję że ktoś coś z tego zrozumie ;)
    Ciekawe czy jakieś niespodzianki przyniosą testy kolejnych w kolejce "cudeniek" jakimi się mam nadzieje okażą a mam na myśli Black Cube i Bowmakers.

    Pozdrawiam wszystkich i dziękuje tobie Sabbath za to... wszystko :)



    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Z dnia na dzien a bardziej nowym i kolejnym podejsciem do tego zapachu zaczynam czuc coraz to mocniejsza potrzebe jego posiadania.A wiekszosc tych dziwactw napisanych wyzej przestaje miec jakiekolwiek znaczenie...Ta odczuwalna w moim mniemaniu specyficzna balsamicznosc w ujeciu calosci tutaj brzmi esencjonalnie dobitnie.Choc odnalazlem ja tylko w kilku doslownie zapachach jak narazie ze wszystkich poznanych to zdecydowanie jest to cecha ktora dla mnie jest przejawem geniuszu skonczonego i najwyzszej spojnosci tworczej artysty w relacji z zrodlem wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobry wieczór! Sam jestem po dwóch jednomililitrowych próbkach tego zapachu, i chciałbym kupić 100 ml tester, czy ktoś tutaj orientuje się, gdzie dałoby się coś takiego zdobyć? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...