środa, 12 września 2012

Xerjoff Casamorati: Mefisto


Przyznaję się: tanie chwyty też na mnie działają. I tak, jak dałam się skusić Lucyferom i Grzechowi Damiena Basha, tak uległam pokusom Mefistofelesa stworzonego przez Sergio Momo. Ale mam coś na swoje usprawiedliwienie. "Fausta"!

 

"Faust" Goethego to jedno z dzieł, które pochłonięte we wczesnej młodości, zrobiło mi dziurę w duszy. I tę dziurę wypełniłam głębokim, niezłomnym przekonaniem, że żądza poznania jest najpotężniejszą i najczystszą z żądz. I że "zbawiony będzie, kto się dążeniem wiecznym trudzi".

Oczywiście, Mefistofeles to nie tylko "Faust". Zanim Goethe wprowadził legendarnego alchemika na karty wielkiej literatury, postać Johanna Georga Fausta żyła w niemieckich legendach przez stulecia. Istnieją dowody na to, że Goethe znał nie tylko legendy, ale też szesnastowieczną "Tragiczną legendę życia i śmierci doktora Faustusa" Christophera Marlowe'a.

 

Motyw kusiciela wielkich umysłów jest jednym z atrakcyjniejszych dla mnie motywów literackich. Pojawia się u Heinego i Mickiewicza, u Manna, Bułchakowa, Lema i Kossakowskiej. Oraz, w formie urokliwie wypaczonej, u Jana Drdy, oczywiście. :)
Ewidentną fascynację tą postacią przeżywał Ferenc Liszt. O ile jego cztery "Walce Mefisto" są dla mnie dość trudne w odbiorze, o ile "Polka Mefisto" nie robi na mnie wielkiego wrażenia, to "Symfonię Faustowską" lubię bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak pieśń "Faust Goethego" Beethovena.

Parada muzycznych Mefistofelesów nie kończy się na klasyce. Motyw buntu i żądzy charakterystyczny jest dla muzyki metalowej. Diaboliczny kusiciel pojawia się w utworach Behemotha, Kata czy Arch Enemy.


A i na tym nie koniec. Mefistofeles pojawia się w filmie (miłośnikom dobrego, trudnego kina polecam "Mephisto" z Klausem Marią Brandauerem i Krystyną Jandą), komiksie (jako żałosny dość demon drugiej klasy wojujący ze Spidermanem, Srebrnym Surferem czy Daredevilem w superbohaterskich komiksach Marvela), a także w kultowej grze Diablo, jako najstarszy i najbardziej okrutny z Mrocznej Trójcy.

Powiadam Wam: ten motyw ma moc! Czyż godzi się potępić skromną miłośniczkę wiedzy za to, że uległa pokusie?



Ważne jest Jak, nieważne Co*


Mefisto w interpretacji Sergio Momo przyjął postać młodego, szczupłego mężczyzny o androgynicznej nieco urodzie. Jego subtelnym rysom, charakteru dodaje cienki wąsik i ostre łuki ciemnych brwi. W jasnym, świetnie skrojonym ubraniu, z cytrynowym kwiatem w butonierce zupełnie nie wygląda na demona.

Spotykamy go na przechadzce w pachnącym lawendą ogrodzie. Uprzejme powitanie, kilka słów o pogodzie i już jesteśmy po jego urokiem. Pozwalamy wziąć się pod rękę i poczęstować świeżo obdartym z grubej skóry grejpfrutem. 

Słońce skrywa się za chmurą...


Jasne, cytrusowe otwarcie złamane zostaje najpierw wyraźną, skrzypiącą goryczą grejpfruta, potem dociążone różą. Elementem, który ostatecznie mąci sielankowy obraz jest ziemisty, trudny aromat irysowego kłącza.
Spoglądamy w ciemne, mętne oczy naszego gładkiego towarzysza i odczuwamy niepokój. Bagatelizujemy go jednak, nie cofamy ręki, nie przerywamy uperzejmej konwersacji o niczym.

Lekkie serce jest dość złożone. Poza wymienionymi w nutach jasnymi, suchymi cytrusami, wciąż wyraźną lawendą, pogłębiającymi zapach aromatami róży i irysa wyraźnie wyczuwam uzupełniające niepokojąco ziemistą cześć spektrum zapachu wetiwer, geranium i kardamon. Gdzieś w cieniu czai się paczula.

 


Przyzwoita, dobrze wychowana drzewno - piżmowa baza nie zmienia wyrazu kompozycji. Wciąż jest kulturalnie i niezobowiązująco. Lekkiej konwersacji nie szkodzi nawet fakt, że cytrusowe słońce całkowicie już schowało się za kwiatowe chmury.
Pojawiający się po trzech, czterech godzinach dyskretny, rachityczny wręcz akcent ambrowy jest cielesny o tyle, o ile cielesna jest kropla potu wędrująca w dół skroni i wsiąkająca w biały kołniezyk koszuli. Nie bardzo. Wszystko w granicach wyznaczonych etykietą.

Mefisto Sergio Momo nie kusi nas zmysłowymi rozkoszami i w tym aspekcie rzeczywiście wpisuje się w pierwotną wersję legendy, w której oferował badaczowi wiedzę, nie miłość. Kłopot w tym, że wiedza, którą proponuje nam Momo wcale nie jest kusząca. 
Jak gdyby Mefisto, dysponując całym arsenałem mądrości tajemnych, mrocznych i występnych oferował nam wszechwiedzę w dziedzinie savoir vivre'u i higieny. Dopiero po kilku godzinach namawiania daje się sprowadzić na ciekawsze nieco, drzewne tory. 



Mamy więc w kompozycji Momo ducha, który "wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro". A dobro w sztuce zazwyczaj jest nudne, jeśli nie przeciwstawi się mu zła. Tu cień niepokoju wprowadzany przez irysa nie wystarcza, by opowieść porwała, a ciepły, miękki finał historii nie czyni jej emocjonującą. Elegancki czart w tej opowieści nie pokazał swego prawdziwego oblicza.


Data powstania: 2009
Twórca: Sergio Momo (?)

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: cytryna kalabryjska, grejpfrut, bergamotka, lawenda
Nuty serca: róża (absolut), florencki irys
Nuty bazy: sandałowiec, cedr, ambra, piżmo

Trwałość: po raz kolejny świetna. Mefisto trzyma się przez około 10 godzin piękniejąc z czasem. 


* Parafraza cytatu z "Fausta" Johanna Wolfganga von Goethego: "Ważne jest Co, nieważne Jak"


Źródła ilustracji:
  • Pierwszą ilustrację rozpozna każdy: to "Faust" Rembrandta - rysunek pozostający aktualnie w zbiorach amsterdamskiego Rijksmuseum.
  • Rzeźba na drugiej ilustracji do tekstu to "Mefisto" dziewiętnastowiecznego rosyjskiego rzeźbiarza Marka Matwiejewicza Antokolskiego.
  • Trzecia ilustracja została stworzona przez Harry'ego Clarke do angielskiego wydania "Fausta" z 1925 roku. 
  • Wszystkie trzy pierwsze fotografie z zasobów Wikipedii.
  • Zdjęcie flakonu Mefisto wykonał HS3, na którego stronę - He Smells - trafiłam wprost z forum Basenotes, na którym się udziela. Poza recenzjami i wieściami ze świata zapachów znajdziecie na niej przepiękne zdjęcia flakonów. Jak te powyżej. 
  • Młody gentleman z piątej ilustracji pochodzi z artykułu o młodych ludziach w Nowym Yorku na stronie The Collective Review
  • Dwie ostatnie grafiki to ilustracje Eugene Delacroix do książki francuskiej intelektualistki Madame de Staël (1766–1817) o Niemczech, w której to książce Madame zarzuca Goethemu oschłość, władczość, sztywność i intelektualizm będący przeciwieństwem romantyzmu. Pf!

22 komentarze:

  1. Wspaniała recenzja. Też pisana na podstawie testu nadgarstkowego jak Coco Noir?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo jest publikować oszczerstwa, kiedy jest się anonimowym.
      Jesteś tchórzem i kłamcą. Bo gdybyś był po prostu niedoinformowanym głupcem, przyjąłbyś do wiadomości moje uprzejme i wyczerpujące wyjaśnienia pod poprzednimi insynuacjami.
      Moje recenzje bronią się same. Mogą się komuś nie podobać, ale to, że opisywane zapachy uważnie wącham i obserwuję jest w nich widoczne.

      Dość mam już na dziś twojego trollowania. Idź rozładowywać swoje frustracje gdzie indziej.

      Usuń
  2. Demon we flakonie- balabym sie go uzywac:) jesli jest aki jak mowisz- przyciaga tylko 'zlych' chlopcow...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam złych. Chłopców. Takich grzecznych właśnie. :)

      Usuń
  3. Demon we flakonie- balabym sie go uzywac:) jesli jest aki jak mowisz- przyciaga tylko 'zlych' chlopcow...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstęp wcale nie przydługi i bardzo mi się podoba :). Recenzja również, sam opis zapachu nie rozbudza we mnie żądzy posiadania :P z czego się bardzo cieszy mój portfel i resztki zdrowego rozsądku :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu, ja też niesamowicie się cieszę, ze Xerjoffy nie budzą moich żądz. Miałabym zgryz, bo o ile 12 ml za 12 zł nawet mnie nie kusi, to już 100 za 1600 do podziału... mogłoby zaniepokoić. A tak, jest mi lżej na sercu. :)

      Usuń
  5. "A jeżeli Boga nie ma to co z ciebie za Szatan?"
    /"Psy II"/

    Przynajmniej lektura była kusząca. No i w jednym trzeba ci przyznać rację: cóż warta cała wiedza i mądrość bez odrobiny pasji i uczucia? Dobro do przesady bywa okropnie nudne, dlatego może tak lubimy łajdaków...

    Serdecznie pozdrawiam

    Zielony Drań (T.M.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubimy łajdaków i drani (sic!). Ale lubimy też, jak dostają nauczkę, albo przynajmniej nawracają się i pokutują. Żeby nie mieli za dobrze... ;)))

      Usuń
  6. Zapowiada się nieźle, chociaż brakuje mu (sądząc z opisu) pazura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pazurki to ona ma starannie przycięte i opiłowane. Elegancik. :)

      Usuń
    2. Czyli metroseksualny Mefisto :P

      Usuń
  7. Jakieś takie słabe to diablę... Kompletnie nie w takie nuty uderza. Kiedy myślę "demon" mam ochotę na kawał diabła, a okazuje się że zderzamy się z kulturką w bardzo starym, nudnawym i bynajmniej nie ekscytującym stylu :( Za blisko tutaj do XVIII wiecznego gentlemana o wypomadowanych włosach. Tak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kat, a Ty wiesz, że pomada na włosach i mnie po głowie chodziła, kiedy kleciłam opis Mefistofelesa - eleganta? le uznałam ostatecznie, że może się kojarzyć niegustownie, a on gustowny jest. Tyle, że to nie gustowność w moim guście. Ty wiesz, jaki ja mam gust... :)))

      Usuń
    2. Ależ gustowny, gustowny - nawet mimo pomady. Po prostu bardzo staromodny - to miałam na myśli ;) Wiem jaki masz gust i wcale mnie nie dziwi, że androgyniczny pan z cytrynowym kwiatkiem Cię nie urzekł ;)

      Usuń
    3. Ano, znamy się nie od dziś. :)

      Usuń
  8. Po przeczytaniu wstępu miałam niesamowitą nadzieję na to, że zapach będzie niezwykły. Dotarłam do końca opisu, licząc na jakiś niesamowity zwrot akcji, jednak się rozczarowałam... Raczej nie jestem ciekawa poznania uprzejmego elegancika, który śmiał przybrać miano Mefistofelesa. A tak dobrze się zapowiadało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takie nadzieje miałam, kiedy poznałam nazwę. Włoski na rękach dęba mi stanęły na myśl o przewrotnym Mefistofelesie zaklętym w zapach. Ten kulturowy background bywa uciążliwy. :)
      Może na tym polega diaboliczna przewrotność Mefista - że nie spełnia naszych oczekiwań? :)

      Usuń
    2. Podoba mi się ta interpretacja. Cóż, można się było spodziewać takiego obrotu sprawy - tak zazwyczaj kończą się konszachty z diabłem... ;)

      Usuń
    3. I oto mamy morał. :)

      W recenzji Passage d'Enfer pisałam, że każdy ma piekło na miarę własnych potrzeb. Czarta też, jak widać.

      Usuń
    4. To stanowczo nie jest czart dla mnie. Poszukiwania swojego osobistego diabła uważam za rozpoczęte. :)

      Usuń
  9. Uuuuuu, po takim wspaniałym wstępie nastawiałam się na jakieś fajerwery zapachowe.
    Sab, a jaki zapach uważasz za najbardziej mefistyczny?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...