czwartek, 25 października 2012

Ambrarem Edition Rare Histoires de Parfums


Zapowiadałam jesienny worek z ambrami i nie zamierzam się z tej obietnicy wycofywać. Tym razem jednak, do ambrowego wora wpadła mi ambra w towarzystwie. Ale za to jaka ambra! I w jakim towarzystwie!


Edition Rare Histoires de Parfums to perfumeryjne mocne uderzenie. Trzykrotne. Zwierzęce Ambrarem, mineralne Petroleum i roślinne Rosam mają jedną, zasadniczą wspólną cechę. Jest w nich moc. Maksymalnie skoncentrowane, bezpardonowe kompozycje wykrzykują swoje opowieści wprost w twarz odbiorcy. I wyznam Wam, że Ja - Sabbath jestem odbiorcą, który takie pokazy mocy docenia.

Pierwotnie wpis obejmować miał wszystkie trzy kompozycje serii, ale ostatecznie został podzielony. Nie tylko ze względu na objętość tekstów, ale też na to, że po pierwszym teście Ambrarem wcale nie mam ochoty przestać go nosić. Obiecuję więc kolejne zapachy Edition Rare, ale nie dziś... nie dziś.



Salut!



Pierwsze tchnienie Ambrarem jest jak wystrzał z czarnoprochowego działa. Chmura pachnącego jak palony proch pieprzu, nasączone żywicą, kopcące pakuły, wyprażone żelastwo. Woń bardziej przypominająca zdziczałą, żyjącą własnym, mechanicznym życiem technologię, niż jakiekolwiek występujące w naturze zapachy.

Najistotniejsze z punktu widzenia nosiciela jest jednak to, że ta mieszanina woni nie uderza w nas. Owiewa nas tchnieniem eterycznym i zadziwiająco łagodnym. Działo wycelowane jest w olfaktoryczną przestrzeń, w której tworzy kompozycję nienaturalną, niebanalną i fascynującą.


Po chwili, która potrzebna jest na to, by otrząsnąć się z pierwszego wrażenia, umysł zaczyna pracować i rozbierać kompozycję na elementy składowe. 
Poza sukcesywnie wyzłacającymi się nutami przyprawowymi, złożonym ze świeżych i podpalanych żywic akordem kadzidlanym i ciemnym akcentem agarowym wyraźnie wyczuwalny jest "pakułowy" irys pokazany tu w sposób fantastycznie wielowymiarowy, ukazujący szerokie spektrum możliwości tej rośliny: naturalistycznie bagnisty (kłącze) i tłusty, kremowy zarazem (masło). 

A w głębokiej bazie spotkamy się z irysem raz jeszcze...

 

Akcent ambrowy wtopiony w pozostałe nuty zdaje się początkowo stłumiony i nieco mało wyrazisty, jednak to on decyduje o ostatecznym kształcie tej kompozycji. Złożona z mokrym irysem ambra osadza nasze działo w kontekście, maluje obraz. I oto widzimy, że łoże działa ustawione zostało na trawiastym, nadmorskim wzgórzu. Krzątający się wokół ludzie owiewani słoną bryzą szczelnie otulają się bogatymi, miękkimi płaszczami, a zmarzniętymi dłońmi przytrzymują fantazyjne kapelusze. Nie szykują się do wojny. To salwa na powitanie. Wraca król.

I gdybym na podstawie rozwoju zapachu dociekać miała, skąd wraca, powiedziałabym, iż na pokładzie studziałowego galeonu władca przywozi sobie nową żonę. Jasnoskórą i smukłą jak irys.


Ambrarem gaśnie w sposób zachwycający. Oswojone już, ogarnięte zmysłem i umysłem zasypia na skórze subtelną, miękką, delikatnie słoną ambrą przybraną zapowiadanym wcześniej, zadziwiająco w tym kontekście kwiatowym irysem.

Przez producenta perfumy określone zostały jako orientalne, co zgadzałoby się o tyle, że czarny proch wynaleziono w Chinach. W moim odczuciu Ambrarem szczególnie orientalne nie są. Przypominają mi złagodzoną Butną Wodę Annick Goutal i chociażby dla tego skojarzenia poznać je warto. Bo na Butną Wodę szanse marne...

A o tym, co się wydarzy, kiedy król, wraz z młoda królową zejdą na ląd, przeczytacie tu: KLIK. :)


Data powstania: 2011
Twórca: Gerald Ghislain
Trwałość: 10 godzin plus powidok

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: różowy pieprz, żywica elemi
Nuty serca: irys, oud, szafran
Nuty bazy: kastoreum, wanilia burbońska, sandałowiec, ambra


Źródła ilustracji:
  • Pierwsze zdjęcie reklamowe.
  • Autorem drugiego jest Amerykański fotograf Kenton Elliot, na którego stronę zparaszam tu: KLIK.
  • Wystrzał w stronę jeziora sfotografował Jim  Baer w Bear Valley Springs, a oryginalne źródło znajdziecie tu: KLIK.
  • Ilustracja czwarta pochodzi z ok. 1560 roku i przedstawia galeon La Santa Trinidad, którym pływał niemiecki konkwistador Philipp von Hutten. Zdjęcie z zasobów Wikipedii.
  • Ostatnia ilustracja to obraz holenderskiego malarza Willema van de Velde II "Wystrzał armatni". Obraz znajduje się aktualnie w Amsterdamskim Rijksmuseum. Zdjęcie ponownie z zasobów Wikipedii.



15 komentarzy:

  1. Ciekawy kontrast! Proch i irys jakoś nigdy nie współbrzmiały mi ze sobą, a tu proszę :) Irysy lubię, choć w ograniczonych ilościach. Co do prochu to przyznam szczerze, że mam kłopot z wyobrażeniem go sobie w wersji aromatycznej i może dlatego czuję się zaciekawiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny proch pachnie zadziwiająco ładnie. Palonym drewnem trochę. Sama byłam zdziwiona tym, jak miłe doznania węchowe towarzyszą strzelaniu z prochowego działa.
      Gdybyś kiedyś była zdeterminowana, proch czarny zrobić łatwo. Ja za czasów młodości, kiedy przeżywałam silne fascynacje pirotechniczne ucierałam węgiel do grilla w maminym moździerzu... :)))

      Usuń
    2. Proch strzelniczy kojarzy mi się tylko z jednym zapachem:Blue Musk Gianfranco Ferre:)

      Usuń
    3. Nie znam! Ale proch strzelniczy pachnie tak ładnie, ze aż powącham. Jaki to proch w tym Niebieskim Musku?

      Usuń
    4. Sabb Blue Musk jest po prostu wystrzałowy:))

      Usuń
    5. Ok, ok, ok... Znów pokusiłeś. :)))

      Usuń
  2. Jej ja znam tylko Petroleum ( miłość od pierwszego niucha- tutaj macham w podzięce do Wiedzmy:)) jeżeli Ambrarem jest równie ciekawe to muszę go przetestować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Petroleum też jest cudne. chciałabym obie flaszki. Gdybyż jeszcze miały ceny jak regularne HdP... :(

      Usuń
    2. Jak coś to pierwsza ustawię się w kolejce do rozbiórki.

      Usuń
    3. Ok, w razie czego zostaniesz szefową komitetu kolejkowego. :)

      Usuń
  3. Petroleum też mnie zainteresował. Rosam takoż ;)
    Ale Ambrarem... rany, nawiązując do facebookowego stwierdzenia o senności - gdyby mi go rano ktoś podetkał pod nos, uciekałabym z wrzaskiem z łóżka ;P
    Koszmarny zwierz to na mnie, niestety, duszący i mdły ;( Mam jeszcze resztkę próbki, ale po tym, co mi zaserwowała ostatnio aż się boję użyć po raz kolejny... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na mnie eteryczny raczej. Pięknie chemiczny, brudny i... I cudny. Lubię takie zapachy. :)

      Usuń
  4. Bardzo tu ambrowo ostatnio. To u Ciebie chyba dość nowy trend. Bardzo mi się podoba - poszerza horyzonty. Dopiero zaprzyjaźniam się z ambrami i mało ich znam - tej jeszcze nie.
    Ale ciekawa jestem Twojej recenzji Petroleum - ja chemik, a nie zmogłam. Pachniał pawiogennie. Może przy okazji wrócę do testów.

    Się mi zdaje, że wyszukiwarka nie hula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja się uczę. Ambr, róż, piżma... Staram się (jak napisałaś) poszerzać horyzonty. Nie samym drewnem żyje Sabbath. :)
      Co do Petroleum - ja już od dawna wiem, że go uwielbiam. Piękny jest. Żadnych kolorowych ptaków. :)
      Wyszukiwarkę sprawdzę zaraz. może trzeba będzie od nowa zainstalować. Dzięki.

      Usuń
    2. Nie hula. Reinstalacja nie pomaga. Będę myśleć. :(

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...