środa, 24 października 2012

Ambre Antique Ava Luxe


Do zakupów na stronie firmowej Ava Luxe dojrzewam już parę lat. I od paru lat jestem na etapie "trochę odkopię się z zaległych recenzji i zamówię górę próbek". Tyle, że odkopywanie idzie mi opornie. Opisane w tym (wyjątkowo obfitującym w recenzje) miesiącu 17 zapachów to ledwie ułamek tego, co w tym samym czasie przyszło. O zaległościach nie wspominam...

A jednak kilka próbek Axa Luxe w łapki mi wpadło. Ta konkretnie dzięki Agnieszce zwanej Agnyską. Na perfumeryjnym zlocie zauważyłam Ambre Antique dopiero kiedy już naprawdę każdy odkryty (lub łatwo odkrywalny) fragment mojego ciała czymś pachniał. Zostałam więc z cenną fiolką w ręku, nieruchoma jak żona Lota i minę musiałam mieć bardzo nieszczęśliwą... I wówczas usłyszałam to, o czym każdy maniak w tej sytuacji marzy:
- Chcesz? Weź sobie.
Usiłowałam jakoś poszyć sytuację proponując Agnieszce, że może kiedy już przetestuje, to na następnym zlocie odda mi resztkę próbki, albo jakoś tak...
- Już testowałam. No weź - usłyszałam. I wzięłam. :)

Agnieszko, wiem, że czytasz. Jeszcze raz dziękuję. :)


Zapachy Axa Luxe występują w trzech koncentracjach: jako ekstrakty, olejki (o mocy bliskiej ekstraktu) i także bardzo intensywne spirytusowe edp. Tak się składa, że Incense Noir mam zarówno olejek, jak i edp i przyznać muszę, że pachną bardzo konsekwentnie. Tym razem testuję edp, ale zakładam, że różnica także będzie nieznaczna. głównie wynikająca ze sposobu sublimacji olejków, niż z różnicy składu.

Tyle formalnych wstępów. Do rzeczy.



Zagraj to jeszcze raz, Ava...


 Ambre Antique jest kompozycją klasyczną. W kilku słowach można ją scharakteryzować jako wyraziasty, ambrowo - kwiatowy orient w klimacie vintage.

Otwarcie - ciężkie jak gruby, jedwabny sznur uplecione zostało z ekspansywnego, lecz relatywnie ciemnego, postarzonego akcentem przyprawowym akordu cytrusowo - owocowego i przypominającego perfumeryjne klasyki w typie damskich Obsession czy Opium akordu kwiatowego. I celowo rozdzielam tu cytrusy od owoców, gdyż o ile żurawina rzeczywiście przypomina owoc: jest kwaskowa i zachowuje ślad słodyczy, o tyle cytrusy są tu typowo perfumeryjne, lekko skórzaste, wytrawne.

I początkowo zostałam z tym sznurem w dłoniach - przesuwając po nim palcami, badając splot, lecz nie pojmując koncepcji... Bo otwarcie Ambre Antique na swój sposób piękne jest, lecz ani ambrowe, ani szczególnie odkrywcze. Jak podróż w perfumeryjne lata osiemdziesiąte.*


Dopiero po kilku... Po więcej, niż kilku chwilach poszukiwań, odkrywam istotę tej perfumeryjnej zagadki.

Kiedy opadną ciężkie sploty akordu otwierającego, ukazuje nam się obraz jeszcze starszy, jeszcze ciemniejszy i jeszcze cięższy. Cielesna, ciemna, wyrazista ambra. I paradoksalnie - tę starą, przytęchłą, rzeczywiście antyczną nutę łatwiej byłoby odnaleźć w ambrze świeżej, bo przecież ambra im starsza, tym delikatniejsza, ale tym razem Twórczyni kompozycji ukłoniła się skojarzeniom oczywistym. 

A najprostsze skojarzenie jest takie, że tak poskładany akord ambrowy - pogłębiony dodatkiem ziemistego wetiweru, charakterystycznym, bagnistym zapachem kłącza irysa i nutą postarzonego paczulą drewna - właśnie taki pachnie antycznie.


Najprzyjemniejszym etapem rozwoju kompozycji jest to, co następuje po zmieszaniu się na skórze dwóch głównych akordów kompozycji. Ambre Antique rozwija się bowiem tak, jak gdyby Serena Ava Franco najpierw przedstawiła nam dwójkę głównych bohaterów opowieści, a potem dopiero z pozwoliła im zagrać swoje role. I dopiero kiedy oba te trudne akordy zaczną ze sobą "grać", perfumy zaczynają "brzmieć".

Na tle antycznego akordu ambrowego "wintydżowe", jedwabne, perfumowane kwiaty wydają niemal żywe, a skontrastowane z matową, ciężką bazą cytrusy wydają się niemal kwaśne. Całość zaś zdaje się głębsza i bardziej zmysłowa, niż każdy ze składowych akordów osobno. I ma to swój przewrotny urok, powiadam Wam.


Nie sądźcie jednak proszę, że na którymkolwiek etapie stanie się Antyczna Ambra Avy Franco "ślicznymi perfumkami". To taka perfumeryjna ramota w typie "Casablanki" z Ingrid Bergman i Humphreyem Bogartem. Jest w niej nastrój, jest opowieść, są emocje, ale ten typ nastroju i opowieści trzeba lubić, by docenić.



Data powstania: 2008
Twórca: Serena Ava Franco
Trwałość: świetna. Kilkanaście godzin. Projekcja "kulturalna".

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: cytrusy, żurawina
Nuty serca: ylang-ylang, róża, kwiat pomarańczy, irys
Nuty bazy: sandałowiec, wetiwer, ambra i wanilia.


* Wiem, wiem... że damskie Opium jest z lat siedemdziesiątych, ale w latach osiemdziesiątych święciło największe triumfy, stąd skojarzenie. :)


Źródła ilustracji.
  • Pierwsze zdjęcie to fotografia ilustrująca Ambre Antique na stronie Ava Luxe.
  •  Pozostałe ilustracje to kadry z filmu "Casablanca" w reżyserii Michaela Curtiza.

22 komentarze:

  1. "Myślę, że to jest początek pięknej przyjaźni" :)

    "Cassablanca" to chyba najstarszy z moich ulubionych filmów, być może z uwagi na postać tego drania Ricka Blaine'a (H. Bogart). I ciekawa przy okazji jest konkluzja- o uniwersalność filmu czy perfum? Niektóre z nich trzeba po prostu lubić, bo niekoniecznie każdemu muszą odpowiadać... A jak mi ktoś mówi o "starych" filmach z lat '90 czy choćby sprzed kilku lat, to zazwyczaj odsyłam go do Bogarta, Chaplina czy Dymszy. Szkoda, że dziś nie dowiemy się jak pachniały perfumy z szalonych lat dwudziestych czy trzydziestych... Pozostały tylko fotografie w albumach, kurz w muzeach i kilometry taśm filmowych, które nawet w dobie multipleksów i 3D mają swych amatorów :D
    A taki fotoplastykon... Pardon, Sabbath... To już inna bajka :)

    Pozdrawiam

    Zielony Drań (T.M.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "Casablanca" nudzi. Choć doceniam fantastyczne dialogi. Więc może nie nudzi, tylko nie porywa mnie jej nastrój. To jednak romansidło. mam na to antyciała.

      Najstarszym z moich naprawdę ulubionych ulubionych filmów jest Rashomon. Majstersztyk intrygi i studium psychologiczne na poziomie hard. I ten nastrój... Nieco młodszym starym filmem, z gatunku tych, które B. nazywa pułapkami na foki jest "12 gniewnych ludzi" z Fondą. TYM Fondą, nie tą Fondą.

      Usuń
    2. "Rashomon"... A wiesz, że tego nie widziałem...?
      Muszę naprawić, bo Kurosawa to... No, Kurosawa... Nie da się porównać. Klasa sama w sobie... Uwielbiam jego scenariusz do "Straży przybocznej"- wzorowano na nim "Za garść dolarów" i "Ostatniego Sprawiedliwego".

      H. Fonda...? Ten, do którego był podobny Major Major Major Major z "Paragrafu 22"? :) "Pewnego Razu na Dzikim Zachodzie"- tyle mam do dodania a resztę może dograć Bronson (nie więzień, tylko aktor :) ) na harmonijce... :D

      O filmach- pułapkach myślę, że moglibyśmy gadać godzinami...

      Pozdrawiam

      Z. Drań (T.M.)

      Usuń
    3. Haha! Tak, tego Fondy. I tak, tego Majora Majora Majora Majora. Bo przyjście na świat z pewnym podobieństwem do Henry'ego Fondy było tylko jednym z kawałów, jakie spłatał mu los. :)))

      Usuń
  2. Z Twojego opisu wynika, że zapach nie przypadłby mi do gustu - wystarczą mi użyte przez Ciebie określenia, a raczej cały ciąg słów, czyli:" wyrazisty, ambrowo - kwiatowy orient w klimacie vintage" ;-) A szkoda, bo z opisu nut wynikało, że zapach mógłby mi się spodobać.

    PS Wysłałam Ci dzisiaj maila w sprawie niezbyt miłego procederu kopiowania, który niegdyś dotknął Ciebie, a teraz również i mnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na maila odpisałam, o czym wiesz. Smutna bardzo sprawa.

      Co do zapachu, jest bardzo niedzisiejszy. Na Sephorowej półce zostałby uznany za śmierdziela nie lada. Bo to nie tylko Obsession i Opium, ale STARE Obeession i Opium. Nie to, co na półkach Sepohor znajdziemy dziś pod tą nazwą.

      Usuń
  3. :) Jakbym czytała o ostatnim "egzotycznym" swoim nabytku tej firmy. Też miałam skojarzenia z Opium. Ma to swój urok choć nie wiem czy na tyle duży, że zachowam flaszkę, ciągle się waham. Pisałam Ci już o swoich zakupach w ciemno buhahhaaa zuoooooo.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mokhsa? :)))
      Ja mam mały flakonik starego Obsession. I żałuję, że mały. Bo nosi mi się ostatnio cudnie.
      A najciekawsze jest to, że zauważam u swojego mężczyzny rozpoznawanie zapachu i napady sentymentalizmu, kiedy noszę takie cuda...

      Usuń
    2. Nie, Bois Exotique mogłabym go opisać bardzo podobnie jak Ty Antyczną Ambre.

      Usuń
    3. Moksha to zupełnie inna bajka:)

      Usuń
    4. Jeszcze nie testowałam. Ale miałam nadzieję, że Bois będzie jednak drzewne... Testy przede mną. Na razie głupieję z nadmiaru wąchania.

      Usuń
    5. Sama wiesz co skóra to odczucia, na stronie Ava Luxe Bois E. jest zaliczane na raz do kategorii drzewnej, żywicznej i ambrowej właśnie.

      Usuń
    6. Obawiam się, ze nasze odczucia aż tak się nie różnią. :)

      Usuń
  4. Nawiązanie do Opium i Obsession czytam na plus. Może i to swoisty krok w tył, ale Czasami lubię klasykę ;) To plus cielesna ambra sprawia, że mam ochotę pozać ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zdecydowany plus. Dla mnie. i dla tych, którzy lubią takie wyraziste zapachy.
      Co do ambry - zaznaczam, ze ciemna znaczy w tym przypadku fizjologiczna. Ale nie fekalna. :)))

      Usuń
  5. Wyrazistość, orient, vintage...słowa-klucze:) Czuję się zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgłaszam się jako kolejna zafrapowana recenzją. Vintage, Obsession, Opium i ambra to słowa -klucze, można w każdych okolicznościach kupić nimi moją uwagę.
    No i lubię Casablankę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Casablanki akurat nie. Lubię dialogi. Ale wątek romansowy mnie nudzi. Jak zwykle. Mam chyba przeciwciała na romanse. :)))

      Usuń
    2. Jakie to niekobiece ;)
      W sumie Cię rozumiem, wolę horrory lub thrillery, ale te "bezmięsne" ;)

      Usuń
    3. OJ tam, niekobiece. Jestem dość kobieca razem z moją niechęcią do romansów. I tej opcji zamierzam się trzymać. :)

      Też lubię horrory i thrillery "bezmięsne". Wszelkie "Piły" i "Hostele" są dla mnie jednoznacznie odpychające. Lubię, kiedy strach dzieje się w ludzkich głowach...

      Usuń
    4. Ja też :)
      Bebechów i litrów krwi nie cierpię.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...