czwartek, 18 października 2012

Flakon perfum Rasasi od perfumerii Yasmeen dla Was


Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Rozdanie rusza, a Wy dokonaliście wyboru.


Nagrodą w konkursie
jest flakon skoncentrowanego olejku 
Rasha Rasasi


Flakon ufundowany został przez perfumerię orientalną Yasmeen.



Zasady konkursu:

Aby wziąć udział w konkursie, spełnić należy następujące wymagania:

1. Jawnie obserwować bloga sabbathofsenses.blogspot.com.

2. Udzielić w komentarzu pod postem informującym o rozdaniu (czyli pod tym postem) odpowiedzi na pytanie konkursowe.
A ponieważ okazją do wspólnej zabawy jest tym razem arabskie Święto Ofiarowania Eid al-Adha, które obchodzone bywa, między innymi, przy zastawionych smakołykami stołach (lubimy świętować w ten sposób, prawda?), pytania konkursowe związane będą tym razem z arabską kuchnią.

Pytanie konkursowe:
Opisz wybraną potrawę arabską, podając jej nazwę, kraj pochodzenia, składniki i opcjonalnie sposób przyrządzenia. 
3. Polubić Sabbath of Senses na Facebooku i udostępnić zdjęcie konkursowe w swoim profilu. Pod zdjęciem proszę wpisać nicka, pod którym obserwujecie bloga i bierzecie udział w konkursie.


Zwycięzcę wyłoni komisja konkursowa w składzie: 
- Anna Kańtoch, pisarka, trzykrotna laureatka Nagrody Literackiej imienia Janusza A. Zajdla, z wykształcenia arabistka
- Justyna Nyczyk , właścicielka perfumerii orientalnej Yasmeen, fundator nagrody
- Klaudia Heintze, autorka bloga Sabbath of Senses i organizatorka konkursu. 

Zgłoszenia niekompletne nie będą brane pod uwagę.


Termin zakończenia zabawy: 

Konkurs trwa do końca października. Wyniki ogłoszone zostaną ostatniego dnia dnia festiwalu „Eid w Dubaju”, czyli 2 listopada. W ten sposób uda nam się obdarować kogoś jeszcze w czasie trwania świąt. :)


Zapraszam także do lektury artykułu pani Justyny Nyczyk o święcie Eid al-Adha.


***

Udział w rozdaniu jest jednoznaczny z przeczytaniem i zaakceptowaniem regulaminu.


------------------------------------------


REGULAMIN KONKURSU
  1. Konkurs trwa od 18 października do 31 października 2012. 
  2. Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w konkursie jest udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe. Wśród osób, które wezmą udział w Konkursie w terminie 18 października do 31 października 2012 komisja wyłoni osobę, która otrzyma nagrodę. 
  3. Osoby nagrodzone wyłania komisja konkursowa. 
  4. Pseudonim laureata, pod którym wziął on udział w konkursie zostanie opublikowany na blogu sabbathofsenses.blogspot.com w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu.
  5. Laureat proszony jest o wysłanie adresu do wysyłki nagrody na adres komandofoki@gmail.com w terminie do trzech dni od ogłoszenia wyników na blogu. W razie niedopełnienia tego warunku, komisja przyzna nagrodę ponownie.  
  6. Nagroda zostanie wysłana do zwycięzcy w ciągu tygodnia od otrzymania danych adresowych laureata.
  7. Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach związanych z organizacją konkursu. 
  8. Zgłoszenie udziału w konkursie jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu.
  9. Każdy uczestnik Konkursu ma prawo do złożenia reklamacji, w zakresie niezgodności przeprowadzenia Konkursu z Regulaminem w ciągu 7 dni od daty wyłonienia jego laureatów. 
  10. Reklamacje składać można mailem na adres komandofoki@gmail.com. 
  11. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do dokonywania zmian w regulaminie. Konkurs nie podlega Ustawie o Grach i Zakładach /Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn/zm z dn. 29/07/1992  

88 komentarzy:

  1. Konkurs trwa od 18 października do 31 października 2012.
    Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w konkursie jest udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe. Wśród osób, które wezmą udział w Konkursie w terminie od 1 września do 9 września 2012 komisja wyłoni osobę, która otrzyma nagrodę.

    Konkurs trwa do końca listopada. Wyniki ogłoszone zostaną ostatniego dnia dnia festiwalu „Eid w Dubaju”, czyli 2 listopada.

    Czy potrawa uzbecka, jako orientalna ale nie kraju arabskiego będzie się liczyła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Hahaha! Przepraszam, ale... Ómaruam! I leżę. :)))
      Dziękuję Ci bardzo za czujność i pomoc. Zrobiłam totalny groch z kapustą. Dziękuję raz jeszcze.
      Widać, że dwie noce zarwałam. Ledwo kontaktuję. Ale poprawiłam. Przynajmniej sądzę, że poprawiłam.

      Potrawa uzbecka może być - 83% Uzbeków to muzułmanie.

      Usuń
    2. Najgorsze tylko, że połowa mojego "pseudo eseju" została wykasowana - komp mi padł. Zaraz wyskrobię nową odpowiedź na pyt. konkursowe ^^

      Błędem się nie przejmuj, ważne że ktoś czuwa ^^

      Usuń
    3. Normalnie się strasznie przejmuję, ale tym razem wyszedł taki bajzel, że aż parsknęłam śmiechem. Szczególnie efektowne wrażenie zrobiło to pozbierane do kupy w Twoim wpisie. Po prostu nie mogłam. Sama z siebie się śmiałam.
      Jestem okrutnie śpiąca.

      Odpowiedzi jestem bardzo ciekawa. :)

      Usuń
    4. Dobra Robaczki, zaczynami nim komp znowu padnie :D
      Moja wypowiedź nie będzie wybitnie poetycka czy pełna malowniczych opisów przyrody, ponieważ zwyczajnie się na tym nie znam. Postaram się skupić na konkretach.
      Najłatwiej oczywiście byłoby skopiować jakiś arabski przepis z google bo na tej kuchni zupełnie się nie znam. Ale jak już wiesz sięgnę do bardziej znanych mi stron czyli Uzbekistanu.
      Tak więc będzie dziś o OSH, chyba wręcz narodowej potrawie, zwanej też pilaw. Osh to potrawa głównie mięsna z ryżem. Każdy region Uzbekistanu ma swój przepis. W Samarkandzie według jednej z moich książek w Osh króluje marchewka - jak mniemam różowa. Tak tak, tam mają różowe marchewki :D Podobno są pyszniejsze niż popularne u nas - pomarańczowe.
      W Taszkencie; z opowiadań mojego byłego partnera i filmików na youtube, wynika że jako dodatek do Osh prym wiedzie cała łupina nieobranego czosnku. Podobno prawdziwy przysmak (a o dziwo jak mu kazałam jeść czosnek na przeziębienie to się bronił jak mógł).
      Osh nie może zabraknąć na tradycyjnym samarkandzkim weselu. Jest przygotowywany głównie przez mężczyzn w ogromnych ilościach - ale co się dziwić jak tyle gości?

      A z czego składa się to danie? Jeden z przepisów jakie posiadam wylicza:
      1 kg ryżu
      1 kg marchwi
      30-50 dkg mięsa (najlepiej baraniny lub wołowiny)
      15-20 dkg oleju (dkg? a nie w litrach? :) )
      2-3 cebule
      1 czosnek
      żółty groch (w książce podają, że to ma być samarkandzki.. tak tak, z pewnością taki znajdziemy w polskim zieleniaku)
      garść rodzynek
      no i przyprawy.
      Groch oczywiście jest wcześniej moczony. Marchew krojona w paseczki - wyobraźcie sobie, że przed tamtejszym weselem mężczyźni babrają się w kilogramach takich paseczków!
      Osh jest przygotowywany warstwowo w głębokich, żeliwnych garnkach z grubym dnem by uniknąć przypalenia.
      Myślę, że najlepiej cały "rytuał" przedstawia ten filmik, którym kiedyś podzielił się mój Ex:
      http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=_71Q1pOKMnM
      Niestety jest on w języku rosyjskim więc nie każdy zrozumie. Ale lepszy rosyjski niż uzbecki ;)
      Filmik podobno prezentuje sposób wykonania Osh z Tashkentu. Ogółem jaki to by nie był, przyrządzamy go podobnie. :)

      Usuń
    5. Chyba zapomniałam dopisać, że jakby co to na Fejsie jestem jako Eme Mems.To moje prawdziwe konto, ale jak widać wszystko poukrywane. Jedynie jeże na widoku ^^.

      Usuń
    6. Jadłam to. Albo coś podobnego, tylko dziewczyna mojego kumpla nazywała to płow. Była ze Wschodu i robiła też pyszne, maleńkie pierożki, które nazywała pielmieni. Dziewczyna w ogóle gotowała tak, że klękajcie narody.

      Usuń
    7. Zauważyłam, że wszelkie pierożki czy inne nadziewane ciasta, ciasteczka, sakiewki to chyba ich narodowa specjalność. Na pewnej uzbecko-rosyjskiej stronie jest pełno przepisów, z których chyba większość to jakieś ciasto z mięsnym lub warzywnym nadzieniem :)

      Usuń
    8. Bardzo lubię wszelkie pierożki i sakiewki. niestety, nie potrafię przyrządzić żadnego ciasta, które wymaga konsystencji umożliwiającej formowanie go. Nie umiem robić pierogów, klusek, ciasteczek. Za to świetnie umiem jeść...

      Usuń
  2. Jawnie Cię obserwuję (i się tego nie wstydzę ;) )

    A co do potrawy. To co opiszę ciężko nazwać potrawą, ale w moich wspomnieniach mieści się cała masa dobrego arabskiego jedzenia (mmm, pikantne bułeczki z harissą mrrr), ale właśnie to, co opiszę wywarło na mnie największe wrażenie.

    Zaraz po maturze wybraliśmy się z moim mężczyzną na wakacje do Tunezji. Było cudownie. Jedliśmy w hotelu (ahh te pyszne naleśniki, ale to spadek po Francuzach) ale także lubowaliśmy się w miejscach, gdzie tylko my byliśmy turytami. Trafiliśmy na początek ramadanu, więc i z jedzeniem pyszności poza hotelem czekaliśmy aż nadejdzie noc. Gdy noc nadchodziła chodziśmy tam gdzie reszta lokalnych mieszkańców. Któregoś dnia weszliśmy w małą, głuchą uliczkę. Było pusto, ale nie zrezygnowaliśmy z wędrówki. Nagle zobaczyliśmy pokaźną kolejkę. Więc też tam przystaneliśmy. Okazało się, że to lokalna piekarnia. Chcieliśmy zjeść wszystko, jednak wiedzieliśmy, że nie damy rady. O poradę poprosiliśmy Tunezyjczyka ubranego w polską bluzę wojskową. Zaproponował nam malutkie ciasteczka. Skusiliśmy się. Miały kształt stożków, były złocistego koloru. A smak! Oj, do dziś go doskonale pamiętam. Migdały, sezam i chrupkie ciasto. Zjedliśmy po dwa maleństwa i słodyczy mieliśmy dość. Resztę ciastek zostawiliśmy na później. Niestety, później nie nadeszło. Nasze ciastka skonsumowały ze smakiem mrówki... Niestety, następnego dnia nie udało nam się odnaleźć powrotnej drogi do tej piekarni. ALe ten doskonały, słodki smak pamiętamy i wspominamy do dziś, a to już tyle lat minęło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arabskie słodycze to faktycznie "słodycz totalna". Ale te wszystkie smażone w głębokim tłuszczu migdały, pistacje, chrupiące, złociste nitki "czegoś" sprasowane w prostokąciki lub romby, mielony sezam... Uwielbiam.

      Usuń
    2. Aż poszłam przez Ciebie do kuchni po pistacje... Resztę sobie powyobrażam.

      Usuń
    3. Mnie mój eks opychał pistacjami w takim galaretowatym ale ciężkim do przegryzienia czymś - podobno żurawina. Lokum to chyba ogólna nazwa. Pyyyszne :D Ale idzie pogubić zęby.

      O to jest to:
      http://turcjawsandalach.pl/content/lokum
      tylko moje wyglądało inaczej ale opis dokładnie ten sam :D

      Usuń
    4. Jadłam to w Afryce. Lubię. Lubię wszystko z orzechami...

      Usuń
    5. Jadłam też. I nie każdy wariant mi smakował. Ale do kawki w sam raz :)

      Usuń
    6. Prawda, nie każdy. Ale tych "odpowiadających" było wystarczająco wiele. :)

      Usuń
  3. no więc zgłaszam się do konkursu :) wszystkie niezbędne aktywności już podjęłam.

    moja odpowiedź na pytanie konkursowe:
    mogłabym wyszukać pierwszą lepszą potrawę arabską w internecie, ale postanowiłam opisać moje ulubione ciasteczka (wg mnie to najpyszniejsze słodycze na świecie), co wcale nie jest takie proste. ciasteczek tych w Polsce nie sposób dostać i nie są też popularne we wszystkich arabskich krajach (nie ma ich ani w Egipcie ani a Turcji). z tego co wiem nie mają konkretnej nazwy w postaci jednego arabskiego słowa (mam nadzieję że z tego powodu moja odpowiedź nie zostanie zdyskwalifikowana?). nazywają się ciasteczka daktylowe w miodzie. jest to rodzaj ciasteczek ramadanowych. pochodzą z Tunezji. pozwolę sobie zamieścić link do przepisu w którym jest też ich zdjęcie: http://lawendowydom.com.pl/ciastka-daktylowe-w-syropie-miodowym-eko-pod-lupa/
    główne składniki to mąka, kasza manna, oliwa, daktyle, miód i sezam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... A takich akurat nie jadłam, choć w Tunezji byłam. A że daktyle uwielbiam, zapamiętam sobie i spróbuję przy okazji. Jeśli się zdarzy. :)

      Swoją droga w Tunezji jadłam obłędnie pyszne figi daktyle właśnie nadziewane połówkami (figi) lub ćwiartkami (daktyle) włoskich orzechów...

      Usuń
    2. polecam! jadłam różne arabskie ciastka, ale te naprawdę są najlepsze :)
      są dwa powody dla których planuję kiedyś jeszcze pojechać do Tunezji, pierwszy to te ciastka a drugi, to wyjątkowo dobry tytoń do sziszy (kupiony nie w sklepie dla turystów, tylko na medinie)

      Usuń
    3. czułam, po prostu czułam... intuicyjnie zakupiłam dziś kilo daktyli w sklepie arabskim. a szłam tylko po tahinę bo mi już "wyszła". no i będą ciacha :-)

      Usuń
  4. Ołki dołki, co mi tam, będę pazerna. Ewentualnie podbiję frekwencję ;)
    Oczywiście obserwuje jawnie - i bloga i facebooka, bo i czemu miałabym się z tym ukrywać ;)

    Potrawa, którą wybrałam pochodzi z Iraku i nazywa się Kubba, są to placuszki ryżowe.
    Aby je przygotować potrzebne są takie oto składniki:
    1 kg ryżu
    1/2 kg mielonego mięsa wołowego
    2 cebule
    2-3 ząbki czosnku
    1 jajko
    bułka tarta

    Sposób przyrządzenia:
    Ryż ugotować na kleistą papkę i ugnieść jak na ciasto. Dodać sól i pieprz do smaku. Podsmażyć na patelni grubo mielone mięso wołowe z dodatkiem posiekanej cebuli i czosnku. Papkę ryżową przestudzić i ulepić z niej nieduże placki. Nałożyć na każdy placek łyżeczkę mięsnego farszu i zalepić jak pieróg.
    Zamoczyć w jajku, posypać bułką tartą i usmażyć z obu stron na gorącej oliwie. Danie gotowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az chyba zmienię plany obiadowe na jutro...

      Usuń
    2. Ślinka leci od samego czytania, prawda? ;)

      Usuń
    3. Ależ pomysł świetny! Takie placuszki można w sumie nadziać różnościami. Mniam.

      Usuń
  5. Ponieważ nie miałam zbyt wiele styczności z kuchnią arabską, miałam w ogóle nie brać udziału w konkursie.
    Przypomniało mi się jednak, że kiedyś przy okazji jednej ( z wielu) diet mojego małżonka robiłam domowy humus który bardzo nam smakował i który co jakiś czas pojawia się u nas na stole. Jako, że nie wiedziałam gdzie kupić do niego pastę tahini robię ją sama :P Dla wszystkich niezorientwanych: humus to takie paćkate coś, co tak jak meksykańskie guacamole może nie wygląda zachęcająco ale za to bardzo szybko znika z miseczki. W dodatku jest bardzo pożywne nadaje się do jedzenia tak, jak najbardziej lubię - czyli jedzenia rękami ze wspólnej miski. Jest świetnym pomysłem na codzień jak i na imprezy.

    Przepis na hummus pochodzi z książki Gillian McKeith ( wspominałam o dietach? ech...:P):

    1 puszka (40 dag) ciecierzycy (osączonej i przepłukanej), może też być namoczona wcześniej zwykła ciecierzyca
    1 ząbek czosnku (obrany i rozgnieciony)
    3 łyżki pasty tahini
    sok z połowy cytryny
    2 łyżki posiekanej świeżej kolendry
    1 łyżka oliwy z oliwek
    Sposób przygotowania:
    1. Umieść wszystkie składniki w naczyniu miksera lub blendera i zmiksuj do gładkości.
    2. Przełóż pastę do małej miski i nakryj. Przechowaj w lodówce do czasu spożycia.


    Pastę tahini robię tak: trzeba zrumienić ziarna sezamu połączyć z małą ilością oliwy zmiskować to w takich proporcjach, żeby uzyskać gęstą oleistą konsystencję.

    Chlebki pita żadko robię bom leniwa ale jak już korzystam z przepisu z bloga filozofia smaku oto on:

    Składniki (na 8 chlebków):
    • 3 szklanki mąki pszennej chlebowej (dałam typ 650)
    • 1 i 1/4-1 i 1/2 szklanki letniej wody
    • 14 g świeżych drożdży
    • 2 łyżki oliwy
    • 2 łyżeczki cukru
    • 1 i 1/4 łyżeczki soli
    Drożdże kruszymy do miseczki. Zasypujemy cukrem i mieszamy z kilkoma łyżkami wody. Odstawiamy na 15 minut. Mąkę łączymy z solą, wlewamy rozczyn z drożdży. Stopniowo dolewamy wodę i wyrabiamy ciasto.    Pod koniec dodajemy oliwę (kilka razy z rozpędu dodałam ją na początku i też było ok). Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Wkładamy je do miski, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na około 1-1,5 godziny. Ciasto odgazowujemy uderzając je pięścią. Dzielimy je na 8 części, z każdej formujemy kulki, układamy na wysypanej lekko mąką desce i przykrywamy na 25 minut. W tym czasie blachę do pieczenia wkładamy do piekarnika i nagrzewamy go do 230 stopni. 
    Kulki ciasta cienko wałkujemy na grubość około 3-4 mm. Wkładamy do gorącego piekarnika i pieczemy 3 do 5 minut ( u mnie z zegarkiem w ręku dokładnie 3 minuty). Ważne jest by placki były stosunkowo cienkie. Nie mogą jednak być zbyt cieniutkie, ponieważ będą się rozwalać przy przekrajaniu. Upieczone pity będą jasne, napuchnięte, pełne bąbli powietrza. 

    Tutaj dodam że w domu moich rodziców jest piec z tzw blachą i tam takie chlebki można piec na tej blasze naturalnie po uprzednim porządnym rozhajcowaniu owego pieca. To jest dopiero wypas i rodzinne przedsięwzięcie.


    To by było na tyle :) Lubię udostępniam, obserwuję i co nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hummus, oczywiście, jadłam, ale nie przyszło mi do głowy, że można go tak łatwo przygotować. Skuszę się na pewno. Ale pity nie zrobię. Sporządzenie jakiegokolwiek ciasta, które wymaga konkretnej konsystencji mnie przerasta. Nawet klusek zrobić nie umiem. :(

      Usuń
    2. Ja robienia ciasta wszelakiej maści nauczyłam się jak byłam w sumie... jeszcze dziewczynką ( prawie jak za dawnych czasów) przerobiłam dziesiątki ciast drożdżowych i nie tylko, moja mama pokazywała mi jak powinna wyglądać konsystencja i sprężystość ciasta. W sumie u mnie w domu to był cały rytuał ponieważ moja rodzicielka to perfekcjonistka więc wszystko musiało być tak jak trzeba. Ja chyba w ramach odreagowania teraz sama większość ciast na sposób teściowej: na oko i talent. Nie chce mi się tak spinać.

      Usuń
    3. Moja mama nie lubiła gotować. Cokolwiek szykowała był na wpół surowe. :) Ciasta drożdżowe były zawsze z zakalcem. W sumie... bardzo lubię zakalec. :) Najlepszą piekła szarlotkę, bowiem oszczędzając czasu wsadzała w nią surowej jabłka i dzięki temu w już gotowej były jędrne i nie zmieniały się w ciapę. :)))

      Co do ciast: nie mam ani oka, ani talentu. Świątecznym piernikiem kiedyś połamałam stół. :)

      Usuń
  6. AAAA zapomniałam dodać Hummus ponoć pochodzi z Libanu ale jest popularny na bliskim wschodzie w kuchni arabskiej, żydowskiej oraz w kuchni kaukaskiej. Może kiedyś uda mi się popróbować oryginalnych wyrobów z tych regionów.

    OdpowiedzUsuń
  7. cholera no a ja się nie znam na potrawach z kuchni arabskiej nic a nic (chyba, że o czymś zapomniałam puf...).

    No nic, flakon nie dla mnie widocznie - powodzenia dla pozostałych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam każdy z nas zna pewnie. niestety, ja umiem głównie jeść. Z gotowaniem gorzej.
      Pomysłodawczynią pytania jest pani Justyna. Ale myślę, ze jest dobre. Tyle się dowiem!

      Usuń
    2. Jeżeli o mnie chodzi, to ja jestem bardzo zadowolona z tego pytania- zaglądam tu w poszukiwaniu inspiracji, a jeden z przepisów przyrządzę w niedzielę :)

      Usuń
    3. Zdradź jaki? Ja już dawno miałam zrobić Osh ale boję się, że zmarnuję mięso. Więc może jakieś sakiewki albo arabskie słodkości. Hmmm..

      Usuń
  8. No to ja jako wielbicielka wszelkiego rodzaju pierogów i Indii wtrące swoje 3 grosze:)
    Pierożki Samosa to są takie małe lub wieksze ( jak kto lubi) trójkąciki z bezmięsnym farszem. Dobre dla wegetarian a także dla osób lubiących kuchnie " inne niż wszystkie"

    Składniki na ciasto do samosy
    - szklanka mąki
    - 2 łyżki masła
    - pół łyżeczki proszku do pieczenia
    - odrobina soli
    - łyżka kminku
    ( niektórzy dodają jeszcze jogurt naturalny)
    -woda
    Nadzienie:

    -kalafior
    -1/2 szklanki groszku
    -3 ziemniaki
    -olej do smażenia
    - 1 lub więcej cebula
    - łyżeczka soli
    -oraz Garam Masala ( chociaż da się to obejść)

    Garam Masala:

    -2 łyżki oleju
    -łyżeczka kurkumy
    -1/2 łyżeczki cynamonu
    -1/2 łyżeczki kolendry
    -szczypta imbiru
    -szczypta pieprzu i soli
    ( chili do smaku ale nie każdy lubi)

    Ciasto:
    Mąkę wymieszać z solą, dodać masło, kminek,jogurt i szklankę wody. Ugnieść ciasto na gładko , a następnie odstawić je na 30 minut. Ciasto podzielić na kawałki o podobnej wielkości (jak na zwykłe pierogi). Następnie rozwałkować i podzielić tak aby z każdegj zlepionej części tworzyły rożek do którego będziemy ładować nadzienie, . Nałożyć do środka nadzienie. Zlepić. Tak przygotowane pierogi smażyć na gorącym oleju do czasu, aż osiągną złotobrązowy kolor.

    Nadzienie:
    Ziemniaki myjemy obieramy i kroimyw małą kostkę, Następnie kalafior rozbieramy na mniejsze części i smażymy na oleju razem z ziemniakami.Odsączyć groszek, pokroić cebule wrzucić na patelnie i smażyć . Następnie na rozgrzany tłuszcz wrzucamy przyprawy trzymamy na patelni ok 30 sec i zdejmujemy.Mieszamy z nadzieniem i następnie wkładamy do pierożków. Pierożki smazymy aż do złotego koloru/

    Ps. kminek mozna dodac do farszu ale ja lubie jak ciasto jest kolorowe:)



    Obserwuje cie i udostępniłam zdjęcie oraz Lubie cię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps lubie cie jako Oktawia Bojko ale pod zdjeciem Farizah

      Usuń
    2. Jadłam coś podobnego w indyjskiej restauracji. Pyszności.
      I mnie osobiście cieszy bezmięsność tego dania. Ale zrobić i tak bym nie umiała. :)

      Usuń
    3. Bardzo prosciutkie warto wypróbować:) Albo zapraszam na obiadek u siebie:P

      Usuń
    4. Byłoby cudownie kiedyś się spotkać. Przyniosę wino. :)

      Usuń
    5. tak dokładnie, poznać się na żywo:) aż się rozmazyłam:P

      Usuń
    6. Może kiedyś się zdarzy? :)

      Usuń
  9. Cudowna nagroda :) Zerknęłam na skład komisji konkursowej... jednak są zbiegi okoliczności na tym świecie - właśnie czytam "Trzynastego anioła" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rincewind, a "Czarne" znasz? Jak dla mnie objawienie. Pozornie nie mój typ literatury, ale dawno mnie żadna książka tak nie urzekła nastrojem. I ogólnie nie zachwyciła. Po przeczytaniu przez parę dni nie potrafiłam przestać o niej mówić.

      Usuń
    2. Nie czytałam! Dodałam do mojej listy książek koniecznie do przeczytania :) Bardzo lubię tę autorkę, choć znam ją głównie z publikowanych w rozmaitych miejscach opowiadań.

      Usuń
  10. Nie wiem co na to moje biodra, ale ja nie wyobrażam już sobie życia bez dwóch przysmaków: po pierwsze baklava - ciasto filo przełożone nadzieniem z orzechami włoskimi, migdałami, pistacjami, cynamonem, goździkami, upieczone, a potem zatopione doszczętnie w syropie na bazie miodu - poezja w każdym kęsie. Po drugie: pochwałą prostoty (bo przy pierwszym się narobiłam wystarczająco ;-) - tahina zmieszana w równych proporcjach z melasą, np. daktylową - na porannym toście nie do zastąpienia. Krajów pochodzenia nie znam, przyznaję bez bicia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłum skanduje: PRZE-PIS, PRZE-PIS! :)

      Usuń
    2. :-) nie-mój ci on, więc usłużnie linka podaję http://tylkosprobuj.blogspot.com/2010/07/baklava.html a jedyną modyfikacją są pistacje, którymi zastępuję część orzechów włoskich i migdałów.
      linkuję, nie kradnę.

      Usuń
    3. Dziękuję. :)
      Czy możesz mi tylko zdradzić, gdzie można nabyć Ciasto filo?

      Usuń
    4. a w necie widziałam na arabskie.pl

      Usuń
    5. No to niniejszym masz moje biodra na sumieniu. Za co Ci szczerze (i bez krztyny sarkazmu) dziękuję. :)

      Usuń
    6. :) w końcu "kobieca" nie oznacza wąskich bioder, tylko odpowiedniej proporcji między nimi a talią, oraz talią a biustem. walczymy zatem o wąską talię! :D masz w domu hula hop?

      Usuń
    7. Napisałaś dokładnie to, co myślę o kobiecej figurze. Liczą się proporcje. :)

      Hula hop nie mam, ale mam 56 cm w talii, więc nie bardzo narzekam. :)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Obserwuję jako Amara Kira Ravrain i tak też jestem na FB gdzie zamieściłam zdjęcie :) o lubieniu SOS już nie wspominam bo to od jakiegoś czasu jest niezmienne :)

    Falafel - popularna potrawa kuchni arabskiej – to kulki z mielonej ciecierzycy smażone na głębokim oleju. Stanowią jedną z najpopularniejszych wegetariańskich potraw arabskich i takie kulki z ciecierzycy podaje się z różnymi sosami, z pitą, sałatkami, pastami, jako dodatek do szałarmy (sharmy, shoarmy). Ciecierzyca ma naprawdę szerokie zastosowanie w krajach Bliskiego Wschodu, a także w kuchni żydowskiej i kuchniach kaukaskich. Oto przepis na falafel - jedną z najsłynniejszych potraw arabskich:

    Składniki (na około 18 kuleczek):
    1 puszka ciecierzycy (400 g);
    1 nieduża cebula;
    1 ząbek czosnku;
    6 łyżek mąki;
    1/3 łyżeczki cynamonu;
    1/2 łyżeczki kolendry;
    1/2 łyżeczki kuminu;
    1/2 łyżeczki soli;
    1/3 łyżeczki sody oczyszczonej;
    szczypta pieprzu cayenne;
    1-2 łyżki natki pietruszki;
    olej do smażenia,
    sezam (niekoniecznie).

    Przygotowanie: Odsączamy ciecierzycę. Wszystkie składniki ucieramy w blenderze, dodajemy następnie mąkę i wyrabiamy jednolitą masę. Z gotowej masy formujemy kuleczki o wielkości orzecha włoskiego. W każdej kulce robimy dziurkę przy pomocy trzonka drewnianej łyżki lub palcem. Kulki możemy obtoczyć w sezamie, ale nie jest to konieczne. W niedużym rondlu rozgrzewamy olej o wysokości co najmniej 2 cm. Kulki smażymy na kolor złoty i odsączamy je na papierowym ręczniku. Falafel podajemy z sosem czosnkowym, jogurtowym lub ostrym pomidorowym. Można spożywać je z warzywami lub jaki nadzienie chlebka pita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie proste? Na kolejny maraton alienowy jak znalazł. Do tego sosy...

      Usuń
  15. To i ja się przyłączę do zabawy :)

    Oczywiście jawnię obserwuję, na facebooku również zaraz udostępnię :)

    A jeśli chodzi o kuchnię arabską pierwsze co przychodzi mi do głowy to ogromne ilości aromatów przypraw. Potrawą w zasadzie popularną w Polsce (ale nie zawsze kojarzoną z arabską) jest Tabbouleh czyli sałatka na bazie kaszy bulgur (ewentualnie kuskusu). Tak jak w Polsce funkcjonują różne przepisy na bigos, tak na Bliskim Wschodzie jest wiele odmian Tabbouleh. Podstawą tego dania są jednak - wspomniana kasza bulgur, pomidory, duuużo siekanej pietruszki, mięta, cebula, oliwa oliwek, sok z cytryny i sól.

    Tabbouleh oryginalnie pochodzi z gór pomiędzy Syrią i Libanem. Zyskała popularność w całym świecie arabskim, a także poza nim.

    Przygotowanie polega na wymieszaniu drobno posiekanych składników z kaszą. A potem można już delektować się aromatem i smakiem świeżych warzyw i ziół w sałatce :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz mi, ta kasza ma być najpierw podgotowana/zalana wrzątkiem, czy ma wpić sok z warzyw i na jego bazie zmięknąć?

      Usuń
    2. Powinna być zalana wrzątkiem mniej więcej w proporcji 2:1 (oczywiście dwie części wody) - pod jego wpływem zmięknie po jakichś 5-10 minutach. I po wystygnięciu jest gotowa służyć jako baza sałatki :)

      Usuń
  16. Obserwuję jako ves, udostępniam na FB jako jot te :) Lubię od dawna :)
    Ta zabawa to coś dla mnie :D Pisać o jezeniu na pachnącym blogu... juppi!!
    Na wstępie przyznam się,że w życiu nie byłam w żadnym z krajów arabskich. Ale za to dość często jestem w Amsterdamie pełnym arabskich knajpek, gdzie gotują emigranci. I chociaż mam wrażenia z drugiej ręki, to i tak ta kuchnia do mnie przemawia. W niewielkiej restauracyjce prowadzonej przez Egipcjanina jadłam coś, co chyba najbardziej mi się z arabską kuchnią kojarzy. Były to małe, pyszne, smażone wegetariańskie kuleczki, czyli taamiya (znana chyba bardziej jako falafel). Ta egipska specjalność, do której prawa autorskie roszczą sobie również Sudańczycy i Żydzi pachnie i smakuje niesamowicie. Po prostu czysty orient. Kmin, goździki, różne gatunki pieprzu, szczypta cynamonu, mmmmm...takie jedzonko pochłania się wszystkimi zmysłami. I mogę sobie tylko wyobrażać, że w Egipcie pachną i smakują jeszcze lepiej :)
    Próbowałam w domu odtworzyć ten smak i...pełen sukces :)
    Składniki:
    1 szklanka suszonego obranego bobu
    1 szklanka suszonej ciecierzycy
    1 mała cebula, drobno posiekana
    ½ pęczka kolendry (tak podaje przepis, z którego zazwyczaj korzystam, ale, jako,że kolendrę widziałam na oczy dwa razy w życiu, to używam natki pietruszki)
    4 drobno posiekane ząbki czosnku
    ¼ łyżeczki sody oczyszczonej
    1 łyżeczka soli
    kmin
    szczypta czerwonego pieprzu
    po szczypcie goździków, cynamonu, ziela angielskiego, czarnego, czerwonego i białego pieprzu i gałki muszkatołowej (w sumie ok. 1 łyżeczka)
    3 łyżki wody
    oliwa lub olej - do smażenia
    do podania z sosem: 3 łyżeczki tahiny + jogurt naturalny + czerwona papryka

    Przygotowanie:
    Bób i ciecierzycę moczymy w wodzie przez noc. Osączamy, przepłukujemy i wkładamy do malaksera. Dodajemy cebulę, natkę (lub kolendrę), sodę oczyszczoną, sól, kmin i mieszankę przypraw.Mielimy na niezbyt gładką pastę. Wlewamy wodę i miksujemy, aż mieszanina zrobi się dość gładka i zielona. Przekładamy do miski.
    W dość głębokim rondlu podgrzewamy mocno ok. 5-centymetrową warstwę oleju. Nakładamy po łyżce masę na gorący tłuszcz i smażymy przez ok. 2 minuty, aż zbrązowieją. Smażymy małymi partiami. Osączamy na papierowym ręczniku. Podajemy na gorąco z sosem.
    Popijamy moim drugim ulubionym arabskim specjałem Ajranem:
    Składniki:
    3 duże jogurty greckie
    0,5 l wody gazowanej
    chilli w płatkach
    ½ pęczka kolendry (lub natki pietruszki)
    sól
    Przygotowanie:
    jebut wsjo do blendera, zmiksować, podawać z lodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaale pomysł. Ajran uwielbiam. Nie wiedziałam, ze robi się go z gazowaną wodą. No i pijałam z czosnkiem, nie z chilli.
      Co do samej potrawy, ostatecznie wychodzą z tego placuszki? Tak? jeśli smaży się jak placki, to chyba ogarnę i dam radę zrobić.

      Usuń
    2. Ajran z czosnkiem też lubię, ale wtedy nie daję natki.
      Tak wychodzą takie grubsze placuszki. Nabierasz masę łyżką i na olej, możesz też wilgotną dłonią formować kuleczki, ale mi się zazwyczaj nie chce grzebać rękami w jedzeniu ;)Smażysz podobnie jak pączki :)

      Usuń
    3. Jak gdybym kiedykolwiek smażyła pączki... :D Ale sobie wyobrażam. :DDD Dzięki Ves. :*

      Usuń
  17. :D to prawie jak trochę przerośnięte frytki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz mi jeszcze jedno (bo szykuję się do zakupu składników), ten bób i ciecierzycę miksuję takie całkiem surowe? Tylko moczone?

      Usuń
    2. tak, surowe, tylko namoczone. W końcu i tak się toto usmaży :)
      A, i jakby masa nie była dość gęsta, to możesz dodać trochę mąki.

      Usuń
  18. Obserwuję, lubię i co tam jeszcze:)
    A ja pozwoliłam sobie na odrobinę fantazji. Gdzieś ostatnio wyczytałam, że Tatarzy należą do ludów Tureckich a stąd już niedaleko do arabskiego orientu...
    Jakimś cudem znalazłam (bardzo ciekawą zresztą) książkę o kuchni tatarskiej, dostępna jest pod tym adresem:
    http://www.tatarzy.intermarium.eu/index.php/historia-w-strawie-zawarta.html
    Świetne jest to, że Tatarzy bardzo licznie mieszkają na Podlasiu, czyli tam gdzie ja:) To taki mały orient zupełnie zapomniany, ale jakże ciekawy!(do tego wyznają Islam i zauważyłam, że niektóre potrawy są identyczne jak te arabskie).
    Dosyć tych wstępów, podaję przepis:
    Ryż na słodko (przepis oryginalny, kuchnia tatarska, danie pochodzi z regionu wileszczyzny)
    3l mleka, 1kg ryżu, 400g masła, 1 łyżeczka soli, 200 – 300g rodzynków, 250g cukru(ja użyłam miodu), cynamon do posypania.
    1. Ryż przebrać, przemyć i zaparzyć wrzącą wodą.
    2. Mleko zagotować, posolić, dodać cukier i masło.
    3. Do mleka dodać ryż, wymieszać i na małym ogniu zagotować. Gdy ryż zacznie rozbuchać, dodać przemyte rodzynki, zdjąć z ognia.
    4. Wstawić do piekarnika 200 stopni na 45 minut.
    5. Podawać polane roztopionym masłem i posypane cynamonem zmieszanym z cukrem.

    Wszystkie proporcje zmniejszyłam o co najmniej połowę. Trzy pierwsze punkty zrobiłam według tradycyjnego przepisu. I… dodałam własne modyfikacje :
    - potrzebujemy rolkę ciasta francuskiego
    -garść migdałów
    - 5-6 łyżek miodu
    - przyprawy: cynamon, gałka muszkatołowa, imbir oraz kilka goździków

    Powstały wcześniej farsz nakładamy na placek ciasta francuskiego (zostawiając nieco miejsca po wszystkich brzegach) i zwijamy w roladę. Następnie wstawiamy do piekarnika na ok. 50 min i pieczemy w temperaturze 180 stopni. W tym czasie kroimy na grube kawałki migdały i prażymy je na patelni.
    Sos:
    W małym garnuszku roztapiamy od 5-6 łyżek miodu, gdy cały się rozpuści dodajemy:
    -1 łyżeczkę: cynamonu, imbiru oraz gałki muszkatołowej
    - i kilka goździków
    - na sam koniec wsypujemy uprażone migdały

    Potrawę najlepiej jest podawać na ciepło z dużą ilością smakowitego sosu.
    P.S Nie mogłam się powstrzymać i umiesciłam zdjęcia (taki dodatek estetyczny):
    http://sklepycynamo-nowe.blogspot.com/

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porcje składników jak dla naprawdę duuuużej rodziny. Myślę, ze mogłoby to być danie, które polubię. Halawę indyjską uwielbiam, a "działa" na podobnej zasadzie.
      Na blogu Twoim już byłam. :)

      Usuń
  19. Pozwalam sobie (a co się będę ograniczać!) dorzucić do konkursu jeszcze jedno danie, które od chwili spokojnie leżakuje sobie w moim brzuchu, a mi błogo... Bezczelnie zapijam je kawą, arabicą, żeby nie było ;-)
    Dziś są ósme urodziny mojej córki. Z tej okazji na obiad nie przeszedłby "po prostu kurczak". Zjadłyśmy danie, które ja znam pod nazwą "kurczak po tunezyjsku". Nie jest mojego autorstwa, znalezione "kiedyśtam" w sieci. Dziecku zaserwowałam je jednak po raz pierwszy - PEŁEN SUKCES! "Mama to już trzeci prezent urodzinowy od Ciebie, dzięki!" Hurrraaa!!! :-)
    A teraz przepis:
    2 piersi z kurczaka, 2 średnie cebule, 3 marchewki, szklanka bulionu drobiowego, oliwa, słodka papryka, imbir, cynamon, kurkuma (po około pół łyżeczki każdej)
    Wieczorem kroimy mięso w kostkę, skrapiamy oliwą, merdamy z mieszanką przypraw i odstawiamy na noc do lodówki. Odradzam mieszanie dłońmi czegokolwiek, co ma w sobie kurkumę. Marchewka i buraczki ze swoimi zdolnościami barwiącymi to pikuś przy kurkumie!
    Następniego dnia, gdy zapomnimy już o śniadaniu i zaczynamy tęsknie spoglądać w stronę lodówki, kroimy cebulę w piórka, podsmażamy, dodajemy mięso, a gdy ono zetnie się z wierzchu - pokrojoną w plasterki marchewkę. Następnie całość zalewamy bulionem i dusimy około 20 minut na małym ogniu pod przykryciem.
    Kaszę kuskus przygotowujemy "jak zawsze" czyli zalewamy wrzątkiem i oliwą z oliwek, i lekko solimy. W tym czasie nakrywamy do stołu, dając kuskusowi czas na "dojście". W gotową kaszę ja "wkręcam" jeszcze nieco harrisy - superextraostrej pasty tunezyjskiej.
    Podajemy, zjadamy, a potem... zapijamy arabiką na deser ;-P
    Zrobiłam nawet fotki, ale nie mam ich jak tu wrzucić, szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda...
      Wyobraź sobie, ze robię bardzo podobne "kurczaki" na sto sposobów, bo za każdym razem wszystko jest "na winie" czyli do marynaty wrzucam co się po rękę nawinie. :) I podaję własnie z kuskusem, albo ryżem. I pyszne jest.
      Następnym razem dodam kurkumy. Ale Harissy nie dodam, bo moje kubki smakowe bolą na samą myśl o czymkolwiek z ostrą papryką. Harissę wolę jednak w perfumach. :)

      Usuń
    2. Wiesz, z harissą to jest tak, że dostosowujesz jej ilość do wytrzymałości swoich kubków. A co do zastosowania, to tez jem ją wg twojej zasady "na winie" - czasem nawinie się majonez do towarzystwa, czasem serek kremowy - i kanapka gotowa :-)
      A tymi perfumami to mnie, JAK ZWYKLE dodam, zaciekawiłaś bardzo. Poproszę o więcej w tym temacie!

      Usuń
  20. Salam!
    Zgłaszam się do konkursu! Wszystkich obowiązków konkursowicza dopełniłem.

    A oto moja odpowiedź na pytanie/zadanie konkursowe:
    W moim wegetariańskim domu nigdy nie może zabraknąć hummusu – pysznej pasty z następujących składników: gotowanej ciecierzycy, tahini, oliwy, czosnku, cytryny, z dodatkiem soli. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować, dolewając stopniowo oliwę. Hummus podaję z pieczywem, niekoniecznie tradycyjną pitą, równie dobrze smakuje z naszą klasyczną bułeczką, czy z razowcem. Można zmodyfikować przepis i dodawać sezonowe składniki, teraz na przykład pieczoną dynię.
    Hummus pochodzi ze średniowiecznego Egiptu (13 wiek), a obecnie znany jest we wszystkich zakątkach świata arabskiego, a także w Izraelu, gdzie wpisuje się świetnie w zasady koszernego komponowania posiłków. Jego nazwa pochodzi z języka arabskiego – gdzie hummuṣ oznacza po prostu ciecierzycę. Pełna nazwa potrawy po arabsku to: ḥummuṣ bi ṭaḥīna (czyli ciecierzyca z tahini). Jest bogatym źródłem żelaza i witaminy C. Hummus próbowano zarejestrować jako tradycyjną żywność libańską, próba nie powiodła się z oczywistych względów.
    Gorąco polecam. Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłam nie raz, ale nigdy nie robiłam. Ale zrobię. Na pewno. Szczególnie, że jestem z frakcji mało mięsnej. Dziękuję.

      Usuń
  21. Z racji tego że mój mąż pochodzi z Pakistanu, to u nas króluje w większości kuchani arabsko - pakistańska.
    Wszystkie konkursowe obowiązki spełniłam.
    Podzielę się z wami przepisem który nie jest ani troszkę skomplikowany a także nie drogi.

    Przepis na pyszne i szybkie danie Chicken Manchurian.
    Składniki :
    -olej
    -szczypta imbiru(starta na drobnych oczkach)
    - 3-4 ząbki czosnku(posiekane lub pokrojone w plasterki)
    - marchewka )starta na grubych oczkach)
    - 200 gram mięsa z piersi z kurczaka lub z udek
    - posiekana kapusta (1/4 głowki)
    - 3-4 papryczki chilli zielone (drobno pokrojone)
    - sól do smaku
    - posiekana cebulka
    - czarny pieprz do smaku
    - 1 łyżka sosu sojowego
    - 1 łyżka sosu chilli
    - 1 łyżka sosu czosnkowego
    - woda

    Sposób przygotowania:
    Wszystko tak jak w składnikach dodajemy po kolei.
    Olej rozgrzewany na patelni i podsmażamy imbir do wydobycia zapachu. Dodajemy czosnek, a następnie marchew.
    Mięso pokrojone w kawałki lub paski, jak to lubi podsmażamy i dodajemy posiekaną kapustę, a później papryczki chilli.
    Sól do smaku. Dodajemy posiekaną cebulkę i pieprz także do smaku.
    Dodajemy 1 łyżkę sosu sojowego, 1 chilli, i 1 czosnkowego. Mieszamy. Po około 3-4 minutach dodajemy wodę, musimy poczekać aby wszystko przeszło zapachem i przyprawami. Dodajemy wodę i dusimy na wolnym ogniu. Gdy już warzywa są miękkie, nabieramy do słoiczka 4-5 łyżek wody i mieszamy z mąką kukurydzianą aby potrawkę zagęścić.

    Można jeść z pitą, ciapati, zwykłym chlebem lub z białym sypkim ryżem :)

    Smaczne, łatwe i pożywne :) Mniami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi fantastycznie. Zrobię na pewno.
      Jak to dobrze, że w komisji są dwie fachowe osoby. Ja bym rozdała z dziesięć flaszek najchętniej... :(

      Usuń
    2. Ależ Sabb! Nie ograniczaj się ;)

      Usuń
  22. WARUNKI SPEŁNIONE :)

    Uwielbiam HUMMUS więc nie będę tu wydziwiać
    I nieznanych mnie potraw arabskich wyszukiwać
    Hummus, który z Libanu pochodzi to ciecierzyca
    Która swym smakiem moje podniebienie zachwyca
    Ugotowana, utarta z tahini, czosnkiem i przyprawami
    Zawładnęła również wegan i wegetarian żołądkami
    Do Hummusu, który uwielbiam przepis niżej daję
    I mówię, że z chlebkiem pita się go podaje.

    HUMMUS

    - 400 g( puszka) ciecierzycy
    - 100 g pieczonej czerwonej papryki
    - 3 łyżki soku z cytryny
    - 1,5 łyżki pasty tahini-sezamowej
    - 1 ząbek wyciśniętego czosnku
    - 0,5 łyżeczki mielonego kuminu
    - 0,5 łyżeczki pieprzu cayenne
    - 0,25 łyżeczki soli
    - 1 łyżka posiekanej świeżej natki pietruszki

    W blenderze lub robocie kuchennym zmiksować na gładką masę wszystkie składniki oprócz pietruszki. Podczas miksowania włączać funkcję pulsowania, aż pasta stanie się w miarę gładka i lekko puszysta. Od czasu do czasu zsuwać pastę łyżeczką ze ścianek urządzenia na dno miski. Gotowy hummus przełożyć do salaterki i wstawić do lodówki na co najmniej 1 godzinę. Podawać pastę o temperaturze pokojowej posypaną natką.



    Prosta, łatwa i smaczna potrawa
    A coraz większa jego sława
    Bo czasu dużo nie zajmuje
    I zawsze niebiańsko smakuje
    Chlebek pita polecam zrobić, nie kupować
    By prawdziwy raj dla podniebienia zaserwować.


    PITA

    1 1/4 szklanki letniej wody
    3 łyżki oliwki
    1 łyżka cukru
    1 łyżeczka soli
    3 szklanki maki pszennej, lub 2 pszennej i 1 pszennej razowej
    2 łyżeczki suchych drożdży

    Drożdże wsypać do letniej wody i zostawić na 5-7 minut, aż zaczną tworzyć sie pęcherzyki. Make wsypać do dużej miski, dodać pozostałe składniki, wlać wodę z drożdżami i wyrobić miękkie, elastyczne ciasto. Miskę z ciastem przykryć i zostawić do wyrośnięcia na co najmniej 1 godzinę, aż podwoi swoja objętość.
    Przełożyć ciasto na stolnice i podzielić na 8 równych części. Każda część uformować w kule - zostawić aby ciasto odpoczęło, około 20 minut.
    Każdą kule spłaszczyć i rozwałkować lub uformować rekami w kształcie krążka (większe będą miały cieniutkie ścianki, natomiast mniejsze będa grubsze i pulchniejsze).
    Układać na wyłożonej pergaminem dużej desce lub blasze, przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.
    Piekarnik rozgrzać do 260ºC, włożyć pustą blachę (można również piec na kamieniu do pieczenia pizzy) i nagrzać ją kilka minut. Wyrośnięte krążki posmarować lekko oliwka i ostrożnie zsunąć razem z papierem pergaminowym na rozgrzana blachę. Piec przez 8-10 minut aż będą bardzo napuszone i lekko zrumienione.


    Takie do hummusu chlebki pita
    To uczta iście wyśmienita
    Życzę smacznego, polecam wypróbować
    I zapewniam - NIE BĘDZIECIE ŻAŁOWAĆ.




    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem leniwą wegetarianką. Im mniej pracy przy potrawie tym lepiej! Poszukując do tego konkursu przepisów usmażyłam sobie jajka na twardo ^^ Do przepisu przystąpić należy posiadając:

    8 jajek ugotowanych na twardo
    1/5 kostki masła
    soli do smaku
    płaska łyżeczka papryki
    tyle samo białego pieprzu (ja dodałam przeciwstawny kolor zwyklastego pieprzu)
    tyleż samo cynamonu sproszkowanego

    I teraz tak: maseło na patelni rozgrzać i zarumienić na nim jajca. Przyprawy zmieszać ze sobą i ozłocony na tłuszczu nabiał oprószyć. Podawać z chlebem pita.

    Intrygujący, strasznie trudny i drogi przepis rodem z programu Marthy Stewart, którym naje się student z akademika ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. *** Obserwuje bloga jako : Monika.G. ***
    Klik - klik zrobione - polubione - udostepnione :)

    Ja kiedys pracujac w Niemczech mialam szefa Araba ktory codziennie rano w pracy rozpieszczal Polskich pracownikow kanapeczkami tortilla z tunczykiem. Jest to sycaca tortilla z chrupiacymi warzywkami i pyszna kremowa pasta z tunczyka. Szef moj pochodzil z Tunezjii i z tamtad pochodza kanapeczki, ktore sa doskonale do zjedzenia o kazdej porze dnia.
    Przepis wykonania nie jest ani trudny, ani czasochlonny. A oto skladniki na te pysznosci :

    Placki tortilla
    Puszka tunczyka w sosie wlasnym
    Cebula czosnkowa
    Cebula czerwona
    1 lodyzka selera naciowego
    Papryka czerwona swieza
    Puszka kukurydzy
    Salata lodowa
    Musztarda jaka kto lubi ( delikatesowa - rosyjska - chrzanowa - francuska )
    Majonez najlepiej light
    Sok z cytryny
    Koperek suszony badz swiezy
    sol, pieprz.

    Sposob przyrzadzenia kanapek :

    Tunczyka odsaczyc z zalewy. Polaczyc z bardzo drobno pokrojona cebula czosnkowa oraz czerwona, papryka,kukurydza oraz pokrojonym w plasterki selerem naciowym. Nastepnie dodajemy majonez, musztarde, koperek, sok z cytryny, sol i pieprz.
    Calosc dobrze wymieszac. Na placka tortilla kladziemy dosc duzego liscia salaty lodowej a nastepnie smarujemy przygotowana pasta z tunczyka.
    Zaginamy najpierw dol placka a nastepnie kazdy z bokow.
    Nasza kanapeczka gotowa do zjedzenia , szczegolnie polecana ludziom ktorzy lubia zjesc *** Al fresco ***

    ***************** SMACZNEGO !!! *******************

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam i zgłaszam się rzutem na taśmę do konkursu :) Obserwuję, lubię i udostępniam (jako Mysia Jadwisia).

    Potrawa o której napiszę pochodzi teoretycznie z Indii i Pakistanu, ale jest od wieków rozpowszechniona również w krajach arabskich. Ja skosztowałam jej po raz pierwszy w dzieciństwie, w latach 90tych w pierwszej egzotycznej restauracji, jaka powstała w moim mieście - nazywała się Eridu i była prowadzona przez Irakijczyka.
    Do dziś pamiętam jej bajkowy wystrój, wzorzyste arrasy na ścianach, ażurowe parawany, przytłumione światło i nastrojową muzykę, oraz oczywiście aromatyczne potrawy.
    Do niedawna nie mogłam sobie przypomniec nazwy dania, które zrobiło wówczas na mnie największe wrażenie. Dopiero za sprawą niniejszego konkursu coś drgnęło w zakamarkach pamięci, Wujek Google wyciągnął pomocną dłoń i okazało się, że ów pyszny słodko-pikantny ryż z baraniną i rodzynkami nazwywa się biryani, a w wersji serwowanej przez Szefa Kuchni Eridu - beriani.

    Jako, że zatęskniłam za tym smakiem z dzieciństwa, odnalazłam przepis i upichciłam swoją wersję biryani - bez mięsa, za to z pestkami granatu i posiekaną kolendrą. Nieskromnie przyznam, że mimo wyczuwalnego braku baraniny, uczta była nad wyraz udana :)

    0.5 łyzeczki kminu rzymskiego

    0.5 łyzeczki ziaren pieprzu czarnego

    Kilka goździków

    Kawałek cynamonu (albo łyzeczka proszku)

    Kilka nasion kardamonu (albo łyżeczka sproszkowanego)

    Kilka ząbków czosnku

    2 łyzeczki świeżego imbiru (albo troche sproszkowanego)

    3 szklanki surowego ryżu

    2-4 posiekane cebule

    2-4 pomidory, pokrojone na kawałki

    1 jabłko, obrane i pokrojone

    1 szklanka rodzynek

    posiekana świeża kolendra
    pestki granatu - ok. filiżanki


    Wymieszaj w filiżance kminek, goździki, cynamon i kardamon, zalej ciepłą wodą, wymieszaj i odstaw. Można przyprawy umieścić w woreczku albo na małym sitku - żeby łatwo je było potem wyjąć. Czosnek i imbir razem zetrzeć, wymieszać, odstawić. Ryż opłukać.

    Na gorącym oleju w dośc dużym rondlu podsmaż posiekane cebule (az będa przezroczyste). Dodaj czosnek z imbirem. Podsmażaj mieszając aż połączą się ich aromaty.

    Następnie wsyp ryż. Wymieszaj go dokladnie z przyprawami. Dodaj pozostałe przyprawy i zalej wodą. Wymieszaj. Po 5 minutach dodaj pomidory. Gotuj przez kilka minut pod przykryciem, od czasu do czasu mieszając. W razie potrzeby dodaj więcej wody.

    Po 10 minutach dodaj jabłka i rodzynki. Gotuj pod przykryciem, czasem mieszając i regulując ilośc wody. Można zamiast wody dolać też bulionu. Gotuj na małym ogniu jeszcze przez 10 minut.

    Zdejmij rondel z gazu, nie zdejmując przykrywki umieść go w ciepłym miejscu - np. w w rozgrzanym piekarniku albo w pościeli. Niech tam dochodzi przez 15--25 minut. Ryz powinien wchłonąć całą wilgoć. Podawac na gorąco posypane kolendrą i pestkami granatu.

    Smacznego ! :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Natalia/ Jadwing / Mysia Jadwisia

    OdpowiedzUsuń
  27. Danie ,które jadłam mieszkając w akademiku .Przygotowane przez kolegę z roku Derrara
    nazwa oryginalna منزلة الكوسا a po naszemu mnezele
    Jest to danie lekkie i bezmięsne ,choć jest też wersja z mięsem mielonym
    Składniki:
    cukinia ok. 1 kg (my mieliśmy 1 zacną sztukę ok. 25 cm)
    3-4 cebule
    3-4 pomidory sparzone i obrane ze skórki
    2-3 ząbki czosnku- posiekane
    1 łyżka przyprawy ras el hanout(przyprawa arabska w skład której wchodzi ok 30 składników - to komozycja która daje potrawie specyficzny smak)
    1 łyżeczka papryki słodkiej lub curry, można dodać kurkumę
    1 łyżka mięty suszonej lub 2 łyżki posiekanej świeżej
    3-4 łyżki oleju do smażenia
    szklanka wody lub wywaru warzywnego lub wywaru z kostki
    sól do smaku

    Przygotowanie szybkie i proste :
    Cukinie myjemy i kroimy niezbyt drobną kostkę - takie 1,5-2 cm kawałki. Cebulę kroimy wg uznania w grubą kostkę lub piórka. Sparzone i obrane pomidory kroimy w kostkę a czosnek miażdżymy lub siekamy.

    Podsmażamy pokrojoną cukinię na oliwie . Delikatnie mieszając nieco rumienimy a następnie przekładamy do rondla. Kolejne 2 łyżki oleju i podsmażamy porcję cebuli. Gdy zeszkolona - przekładamy do rondla. Do warzyw dodajemy pokrojone w kostkę pomidory, czosnek (który można wcześniej również krótko podsmażyć - byle nie za długo bo zgorzknieje), wodę lub wywar, przyprawy, solimy i pod przykryciem dusimy ok. 10 minut na małym ogniu. Krótko, by cukinia się nie rozgotowała. Pod koniec duszenia dodajemy miętę, dosalamy do smaku. I gotowe.

    Mnezele podawać z pitą , kuskusem lub ryżem

    Saha ła hana!

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie ma owocu bardziej zakorzenionego w kulturze arabskiej niż daktyl. Według podań, Allach ulepił daktyle z tej samej gliny, z której stworzył człowieka. To daktyle były nazywane „chlebem pustyni”, bo niczym Tolkienowskie Lambasy pozwalały karawanom przez wiele dni przemierzać piaskowe pustkowia. To słodki, ciężki zapach daktyli i kawy tradycyjnie wita gości przyjmowanych w arabskich domach. I to daktylami właśnie, według Koranu, miał Mahomet kończyć post w czasie Ramadanu.

    Jak w kulturze, tak w kuchni arabskiej daktyle zajmują ważną pozycję i pełno jest przepisów na bogate, wręcz przytłaczająco słodkie desery z tym symbolicznym owocem. Jednak daktyl ma o wiele większe możliwości, niż tylko słodka podstawa przekąsek, bo znakomicie pasuje także do mięs. Dlatego dzisiaj chciałam podzielić się przepisem na

    tajine z soczystym kurczakiem w miodzie i daktylach.

    Będą nam potrzebne:
    1. 2 piersi z kurczaka, pokrojone w kostkę
    2. 2 średnie cebule
    3. czosnku
    4. 500ml bulionu z kurczaka
    5. szklanka daktyli (z wczesniej wyłuskanymi nasionami)
    6. pół szklanki miodu
    7. pól szklanki płatków migdałowych
    8. świeża i suszona kolendra
    9. cynamon
    10. imbir
    11. kurkuma
    12. chilli
    13. gałka muszkatołowa
    14. olej

    Na patelni należy rozgrzać olej, następnie dodać przyprawy: cynamon, imbir, kurkumę, suszoną kolendrę oraz chilli. Do mieszanki można też dodać odrobinę kuminu. Gdy olej wraz z przyprawami rozgrzeje się, a w powietrzu zacznie unosić się zapach przypominający Arabie Serga Lutensa, czas dodać kurczaka. Mięso smażymy krótko, na ostrym ogniu, żeby pozostało miękkie i kruche i aby przyległa do niego mieszanka przypraw. Po kilku minutach zdejmujemy mięso z patelni i odkładamy w miseczce na później.

    Na patelnię wrzucamy teraz drobno posiekaną cebulę i czosnek, uzupełniając jednocześnie przyprawy według uznania. Gdy cebula się już zeszkli, zalewamy ją bulionem, po czym dodajemy do niego kurczaka, daktyle, płatki migdałowe i, gdy sos będzie już gorący, miód. Całość gotujemy na wolnym ogniu, a gdy sos stanie się gęsty i miodowy niczym Gaiac Micallefa, oznacza to, że danie jest gotowe.

    Całość podajemy ze świeżą kolendrą i z ryżem basmanti, dla delikatniejszego efektu, bądź z naturalnym ryżem lub z kuskus.

    Smacznego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam wspomnieć skąd pochodzi danie - jest to marokański przysmak.

      Usuń
  29. Dziękuję wszystkim. Zbiorę to wszystko i przedstawię paniom z jury. Wyniki... Jak zakończą obrady. Postaram się, by nastąpiło to rychło. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...