środa, 17 października 2012

Sabb zrzędzi: reformulacja, legislacja i frustracja


Myśl na dziś: reformulacja perfum powinna być karalna.

 

I nie, nie chodzi mi o to, żeby wsadzać ludzi do więzień "za perfumy". Jestem miłośniczką, nie fanatyczką. Chodzi mi o to, że powinny istnieć przepisy prawne regulujące kwestię reformulacji zapachów,czyli mówiąc kolokwialnie - sprzedawania pod tą samą nazwą perfum, które pachną inaczej, niż oryginalny produkt.

Czemu o tym piszę dziś akurat? Bo jakiś czas temu doszły mnie słuchy, że zreformułowano klasyczne Poison. I dziś sprawdziłam w perfumerii...

Nie chodzi wyłącznie  o Poison. Ani o Poison i Midnight Poison. Chodzi o Chanel No.5, Egoiste i Platinum Egoiste, Miss Dior i Miss Dior Cherie, Antaeus, M7 i damskie Opium YSL, Dolce Vitę, piramidkę Mauboussin, Encre Noire, Declaration...  i nawet o klasyczną Palomę Picasso. O zapachy, które przez lata zyskały sobie grono wielbicieli, których to wielbicieli teraz robi się w bambuko sprzedając im pod tą samą nazwą inny produkt.  

 

Rozumiem: alergeny, toksyny, substancje wywołujące podrażnienia, rozumiem, że ekologia, ochrona zwierząt i ograniczony areał upraw... Wszystko to rozumiem, ale czy producent nie powinien dążyć do tego, żeby produkt pozostał w możliwie najwyższym stopniu wierny wzorcowi - w tym przypadku olfaktorycznemu?

Szacowna marka Chanel wyprawia ze swoimi klasykami takie sztuki, że człowiek kupujący Chanel No.5 AD 2012 kupuje zapach do kompozycji wybranej w 1921 roku przez samą Coco jedynie podobny. I to zapewne nie bardzo.


Istnieją przepisy regulujące zgodność produktów z normami. Oscypki, feta, haggisy, nawet kiełbasy Krakowskie czy Lisieckie, aby móc posługiwać się przynoszącą zysk nazwą muszą spełniać ściśle określone wymogi i być wyprodukowane zgodnie z recepturą. A perfumy nie.

Kupując swoje ulubione, noszone od lat perfumy nie mamy pewności, że dostaniemy to, za co płacimy. Może się okazać, że nabyliśmy produkt wzorowany na tym, co kupić zamierzaliśmy, ale łagodniejszy / lżejszy / ładniejszy / bardziej przystępny / pachnący bardziej cytrusowo / mniej agarowo, albo po prostu słabiej. Rozumiem, że producenci perfum nie chcę rezygnować z dojenia... przepraszam - korzystania ze znaków towarowych, w których promocję zainwestowali grubą kasę, ale to jest po prostu nieuczciwe. I powinno być zabronione.

 

Idealnie byłoby, gdyby wielkie koncerny miały tyle klasy i honoru, co założycielka i nos marki Sonoma Scent Studio Laurie Erickson, która w sytuacji kiedy zdobycie składników potrzebnych do wyprodukowania jednego z najpopularniejszych zapachów Sonomy - Encens Tranquille stało się niemożliwe, zamiast "zreformułować" perfumy, zakończyła serię i stworzyła nowy produkt bazujący na tamtej recepturze, ale przecież jednak inny - Incense Pure.* Ale nie mają. Liczy się zysk.

Gdyby takie naciągactwo było obłożone karami finansowymi, być może mielibyśmy nadal możliwość zakupu klasycznych wersji Poison, No.5, Black Cashmere czy Declaration. A nowe, ugrzecznione (by nie rzec "wykastrowane") wersje zwałyby się L'Eau du Declaration. Albo L'Eau du Eau du Eau du... D.


Epilog:

Kupiłam starą Piątkę Chanel. Sprzedający zaklinał się, że stara.



* Obszerniejsze wyjaśnienie znajdziecie w drugiej części wywiadu, którego Laurie Erikcson udzieliła Sabbath of Senses w ubiegłym roku.

  • Wszystkie ilustracje z wyjątkiem  drugiej to kadry w filmu "Pachnidło - historia mordercy" w reżyserii Toma Tykwera.
  • Na drugim wariacje na temat flakonu Chanel No.5 autorstwa Andy'ego Warhola.

58 komentarzy:

  1. No nie :/ Z perfumami jest jak z dobrą muzyką, niektórych kompozycji się po prostu nie rusza! To zamach na nos/portfel klienta. Poison i Opium zawsze nasuwały mi określone skojarzenia i były to takie zapachy-triggery. Tak się nie robi i już!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano... Nie robi się.
      Jeśli porównujemy do muzyki, to taka reformulacja to nie tylko zmiana kompozycji, ale zaprzestanie emisji wersji pierwotnej. Wiesz... Jeśli ktoś zrobi cover, to z rynku nie znika klasyczna wersja i nie zostaje zastąpiona Coverem. Fakt, ze Metallica nagrała "Whisky in the Jar" ni wymazuje wersji Thin Lizzy. A tu masz ni wzbogacenie oferty, tylko podmianę.
      Gdyby na rynku pozostawał klasyk i dochodziła wersja AD 2012 czy 2010, to nie ma problemy. Ten myk wykonało Chanel z No.5 Eau Premiere. I fajnie. Tylko czemu wykorzystali zmianę przepisów IFRA do tego, by kolejny raz "ugrzecznić" klasyczną Piątkę?
      Z resztą, podobno dla Piątki najbardziej mordercza była reformulacja z lat 80. Wtedy Piątka straciła zęby. Podobno.

      Usuń
    2. No fakt, masz rację. Tylko że i tak to że będziemy sobie narzekać na te zmiany nie spowoduje niestety że koncerny ruszy sumienie :(

      Usuń
    3. Obawiam się, ze muszę się z Tobą zgodzić. Pisałam niżej Kasi Pniewskiej, że nie widzę możliwości wpłynięcia na taki koncern.
      I jeszcze zaraz odniosę się do komentarza Trzech Ryb, która pisze, ze dla większości konsumentów perfumy to po prostu atrybuty luksusu. A to nie sprzyja przywiązaniu do treści, tylko do formy, marki, otoczki.

      Usuń
  2. Mnie co jak co ale to strasznie denerwuje! Rozumiem dostosowywanie sie do obecnych trendów i potencjalnych odbiorców i tworzenie nowych perfum! Ale po co do licha zmieniac takie klasyki, które ukochały tłumy ludzi. Osobiście gdybym kupiła zapach zmieniony i w domu to wyczuła i by mi nie pasował poszłabym do perfumerii i oddała,bo to nie był produkt o który mi chodziło- po prostu to nieuczciwe wobec klientów:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o to mi chodziło.
      Jeśli kupuję Opium, znaczy to, że chodzi mi o tego killera, którego używałam 10 lat temu. jeśli chciałabym wersję ugrzecznioną, kupiłabym Belle d'Opium.

      Usuń
  3. I ja strasznie cierpię, że mi ukochane Poison zepsuli ... wżyciu ne będzie już efektu, że jak sie przedobrzy to zapach w komunikacji miejskiej będzie podróżował kilka przystanków dalej niż skropiona nim właścicielka. Może jakiś zbiorowy protest napisać?? Bo to wkurzające, takie nacinanie Klientów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Protest kusi, ale w sumie do kogo? Firmy produkujące perfumy rozsiane są po świecie. Petycje do rządów nic nie dadzą. Petycje do firm, które nie zajmują się mecenatem, tylko zarabianiem kasy też nie.
      Mnie irytuje to, ze oni sami spychają nas w niszę. Kiedyś na sephorowych półkach znajdowałam wiele zapachów dla siebie: Black Cashmere, Feminite du Bois, Gucci PH, Tumulte PH, NU YSL - to przeciez wszystko są sephorowce. I co? I nie ma ich. A to, co zostało - psują. Ruszenie Poison jest dla mnie osobiście oburzające. Albo Samsary, o której niżej pisze Jo.

      Usuń
  4. Pamiętam gdy miałam ok. 16 lat, tata przyniósł mi z perfumerii próbkę Gucci Rush.
    Było to w okolicach Bożego narodzenia i zapach kojarzył mi się z jakąś magią, ze świętami,ogólnie bardzo mi się spodobał, szczególnie pierwszy moment po spryskaniu na skórze.

    Jakieś 2 lata temu mama sprawiła mi niespodziankę (pod choinkę;))i dostałam pełno wymiarowe opakowanie.
    Nie wiem, czy zmienił mi się gust, węch czy coś zmienili na przestrzeni ok. 8 lat....ale zapach mnie dusił i przytłaczał.
    Pierwsza chwila była niezła, dawała nadzieje, że zapach się rozwinie ...ale niestety. Mam go do tej pory, w sumie zużywa go mama ;) A ja mam jakąś traumę.
    Zapach tej porażki czuje nosem do dziś ;)


    O dziwo, bardziej bliższy mojemu ideałowi który pamiętam jest Gucci 2. Sama się dziwie, bo maja inne nuty zapachowe:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ishikawa, niestety, każdy z nas chyba ma takie historie w zanadrzu. Albo podobne.
      Akurat damski Rush nigdy nie stał się "mój", ale to przecież także klasyk. No i swego rodzaju rewolucja we flakonie - bo moim zdaniem pewne "przegięcie" w tej kompozycji jest celowe. Nie wiem, czy go ruszyli, ale podejrzewam, że mogli. To killer był.

      Usuń
  5. No widzisz, ja się dowiedziałam od Ciebie, że coś takiego się w ogóle dzieje. Ludzie nie wiedzą. Magazyny urodowe nie piszą (oni w ogóle nie są od pisania, czasami mam takie wrażenie), popularne osoby w blogosferze (mam na myśli głównie Amerykanki i kilka blogów brytyskich i skandynawskich) bardziej brandzlują się samą marką, logo, wizerunkiem, ślicznym zdjęciem na toaletce obok och-tak-przez-przypadek zostawionego sznura pereł (ja też się temu poddaję), bez wnikania w szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja w ogóle odnoszę wrażenie, że magazyny urodowe to są po prostu zawoalowane magazyny reklamowe. Dziennikarze mają płacone od rozmiaru tekstu, dodatkowo kuszeni są przez producentów, którym product placement albo zawoalowana reklama w formie recenzji opłaca się bardziej, niż normalna reklama niczego nie udająca.
      Z jednaj strony rozumiem, bo przecież dziennikarz ma umieć pisać, a nie znać się na wszystkim. No i dla niego to jest "robota" - jak dla ciecia bieganie z miotłą. Trudno wymagać, żeby cieć z pasji sprzątał dodatkowo w kątach, a dziennikarz poświęcił na zgłębienie tematu więcej, niż musi. Zwykle idzie na skróty.

      Usuń
  6. O żesz k... mać! Przepraszam Cię Sabb, ale jak oni mogli mi to zrobić po tylu latach, po tym, jak schrzanili moje ukochane M7.. litości.. Właśnie teraz po jakimś roku nieużywania wróciłam do Poison - a używam go, z przerwami, jakieś 20 lat. Wczoraj mój mąż zaczął się po raz 55-ty nimi zachwycać i rozmawialiśmy o tym, że to stary dobry klasyk, nie zepsuty reformulacją od tylu lat, a tu takie wieści... To jedyny zapach, który czuję na sobie przez cały dzień i mnie to wcale nie męczy. Dla mnie koniec starego Poison jest końcem pewnej epoki i wcale nie przesadzam, niestety... :-(
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nie przesadzasz. Poison recenzowałam jeszcze jako perfumeryjny żółtodziób na Wizażu. To jedne z tych selektywnych perfum, które zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Podobnie jak Black Cashmere, Gucci PH, M7 czy Angel. Ponosiłam go kiedyś parę dni i... Chyba żałuję, że nigdy nie kupiłam choć miniatury. Teraz nie mam pewności, co nabędę... Chyba, że ustrzelę staroć na Alledrogo.

      Usuń
  7. Całe szczęście, że mamy Internet i takie wieści szybko się rozchodzą. Zwłaszcza, że chodzi m.in o taki klasyk jak Piątka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, rozchodzą się. Ale cóż z tego, skoro nie przywróci to nam starych Piątek, M7, Opiumów i Poisonów?

      Usuń
    2. Nie przywróci, ale przynajmniej pieniędzy nie wyrzucimy w błoto, bo ktoś nas za wczasu ostrzeże.

      Sytuacja mnie oczywiście oburza i rozczarowuje, ale nie dziwi - mam wrażenie, że dokładnie to samo dzieje się z innymi produktami, np żywnością. Składy się zmieniają, materiały z których się wykonuje przedmioty są coraz gorszej jakości (oszczędniejsze, ale dla producenta) - wystarczy choćby spojrzeć na sprzęt elektroniczny, samochody, ba - nawet trwałość ubrań. Być może na pierwszy rzut oka to jest jednak co innego, ale ja tu widzę analogię do tego, co piszesz o perfumach. Niektóre składniki się wycofuje z powodów prawnych/ekologicznych, inne zastępuje tańszymi odpowiednikami. Produkt finalny powstaje niby ten sam, ale już o innych cechach.

      Również uważam, że nie powinna mieć miejsca sprzedaż czegoś innego pod starą nazwą, ale jest to faktem. Pozostaje jedynie nie przywiązywać się do niczego za bardzo... Ja i tak jestem tu w komfortowej sytuacji, bo spośród tych mainstreamowych i kultowych marek nie mam żadnej aż tak ulubionej.

      Usuń
    3. Niestety, nie mogę zaprzeczyć, że coś takiego dzieje się także w innych gałęziach przemysłu. Sytuacja jak z "Przedksiężycowych".
      Koronnym przykładem mojej babci było to, że kiedyś w jednych butach chodziło się 20 lat, a teraz rozpadają się po roku.

      Różnica, w moim odczuciu, polega na tym, ze w innych gałęziach przemysłu (może poza spożywczym faktycznie) polega to na tym, że wypuszcza się "nowy, lepszy model", który o niebo lepiej i szybciej się psuje. Ale nie wypuszcza się tej samej kuchenki z tymi samymi oznaczeniami i nazwą modelu, tylko na przykład dwoma palnikami i piekarnikiem o połowę mniejszym. :]

      Usuń
    4. Oczywiście, że perfumy to co innego. Ale (przykład z mojej branży) można na przykład zacząć produkować ten sam model gitary (i identycznie wyglądający) czy też keyboardu, ale od jakiegoś czasu produkowany w innej manufakturze, może z nieco innych materiałów... i już nie tak dobry. A nazywa się dokładnie tak samo. To się zdarza, ale ludzie ostrzegają się wzajemnie i wiadomo, od którego rocznika nie należy już danego modelu kupować. Z Chanel chyba będzie teraz podobnie...

      Myślałam jeszcze o tym, co pisałaś o tych oscypkach itd. To są produkty regionalne i dlatego, gdy ktoś produkuje coś o zmienionym składzie to już się musi to nazywać "szczypki" na przykład ;) Albo np szynka parmeńska może być wyrabiana wyłącznie w Parmie. Są na to przepisy, i moim zdaniem powinny być podobne dot. perfum i innych dóbr o podobnej specyfice. Tylko jak to ująć prawnie, jak powinien brzmieć przepis? Ludzie potrafią kombinować, byle zarobić - np jeśli chodzi o tę szynkę o której wspomniałam powyżej - oglądałam program, w którym pokazano miasteczko, które nazwano Parma (bodajże w Chinach), specjalnie po to by móc robić szynkę parmeńską "legalnie"... Witki mi opadły.

      Usuń
    5. Wiesz co? Z tymi gitarami to mnie zażyłaś z mańki, bo z tego, co ja wiem (a tez trochę w branży siedziałam) to gitar elektrycznych to nie dotyczy. Modele, nazwy, kształty, czasem nawet sposoby malowania są chronione patentami i nie wolno ich kopiować. Ty piszesz o akustykach?

      Usuń
    6. Ja nie mówię o kopiowaniu. Chodzi mi o model A firmy X, który to "nagle" się spsuł i jest inny, niż był zawsze, a nadal produkuje go firma X i model wciąż nazywa się A. Chociażby w obrębie samego Fendera takich sytuacji było/jest kilka, wystarczy że zmienią podwykonawców.

      Usuń
    7. W sumie mój domowy Stratocaster jest inny, niż Strat kumpla. Dzieli je kolkanaście lat. I brzmi inaczej, ale tu wystarczy ciut inna deska. No i mój jest nieco modyfikowany. Myślę nad tym, co piszesz i bardzo chciałabym bronić Fendera, bo ich lubię. Ale nie wiem, czy mogę. Strat powinien mieć podstrunice z palisandru albo, jak Ray Vaughanowy z hebanu. Ale meksykańskie mają z klonu... Dlatego ludziska powiadają, że amerykańskie brzmią lepiej, niż te wykonane w Meksyku.
      Piszę, ze powiadają, bo meksykańskiego Strata w ręku nie miałam, ale japoński tak i brzmi inaczej.

      Z drugiej strony kiedy kupujesz gitarę, informację o miejscu produkcji dostajesz jawnie. Wiesz, co kupujesz. Znasz też datę produkcji (nawet jeśli nie kupujesz z pierwszej ręki).

      I jako pozytywny akcent kończący moją wypowiedź: Les Paul nie zgodził się na firmowanie swoim nazwiskiem "odświeżonego" Gibsona. Klasa. :)

      Usuń
    8. Strat to wciąż ogólne pojęcie. Jest ich sporo rodzajów + edycje sygnowane i jeszcze jakieś tam bajery, ja zaś mówię o różnicach w obrębie konkretnego modelu, z tego samego drewna, z tym samym osprzętem, produkowanego w tym samym kraju (i niech będzie nawet, że tego samego koloru ;) = wynika więc z tego, że powinno to być to samo.


      Co do produkcji, to oczywiście dostajesz info czy to amerykański czy inny (bo to w bardzo znaczący sposób wpływa na cenę), ale żeby się dowiedzieć który konkretnie chińczyk go sklejał to już kosztuje nieco więcej zachodu ;)

      Tak z innej beczki, to japońskie też są fajne, amerykańskie z reguły najlepsze, Meksyk/Chiny gdzieś na szarym końcu, co nie znaczy że nie da się trafić na perełkę - po prostu tak się przyjęło. Z resztą, z gitarami jest tak że zwykle każdy swoją uważa za najlepszą ;-)

      Co do Gibsona, to Les Paul sygnował tylko jeden model - o nazwie Les Paul właśnie. A Gibsonów i ich rodzajów jest jak mrówków :) Widocznie ten nowszy mu nie podszedł.

      Usuń
    9. Tak, wiem. Mam na myśli SG, który miał nazywać się Les Paul, a potem Les Paul SG, tyle, że Les Paul się nie zgodził. I jest tylko SG.

      Podobieństwo gitar do perfum widzę jeszcze w jednej kwestii - naturalne składniki. Problem z konkretną partią esencji analogiczny do problemu z konkretną partią drewna.
      Róznicę byłby więc dopuszczalne, ale właśnie w pewnych granicach. Celowe i radykalne zmiany nie powinny mieć miejsca. W moim odczuciu.

      Usuń
    10. A to nie wiedziałam, ciekawa sprawa z tym SG. W takim układzie też się cieszę, ze się nie zgodził - LP może być tylko jeden :)

      Sab, pewnie że nie powinny mieć miejsca. A mają. Co przeciętny (albo może właśnie nieprzeciętny, bo ceniący sobie konkretną jakość) odbiorca może zrobić? Niby jako klienci możemy "głosować portfelami", ale tak naprawdę giganci tego nawet nie odczują. Mam wrażenie że ludzie kupowaliby Chanel w ciemno nawet gdyby pachniała jak kostka toaletowa. Bo to Chanel. Oczywiście koneserów perfum nie biorę tu pod uwagę, tylko osobę, która podchodzi do tematu trochę mniej ambitnie. Takich ludzi zawsze będzie więcej, a zatem duże firmy będą mogły sobie pozwolić na co im się żywnie podoba. Głupio ten świat jest zrobiony, bo przecież to właśnie maniacy gatunku, te perfumiarskie świry potrafią się poświęcić dla ukochanej przez siebie marki, wydać na nią więcej niż "rozsądny" człowiek ;) czy też pokonać różne trudności w dostępie do produktu, który chce kupić. O nich powinno się dbać, albo przynajmniej świństw im nie robić. To powinno mieć znaczenie tak długo, jak długo firma chce być uważana za ekskluzywną i na poziomie. No ale to takie tam moje gdybanie...

      Usuń
    11. Myślę nad swoimi emocjami w tej rozmowie. Czułam pokusę bronienia firm produkujących wiosła. na przykład Fendera. Ale przecież musimy zdawać sobie sprawę z tego, że proces dostosowywania oferty do popularnych gustów nie dotyczy tylko perfum. Muszę to przetrawić. :)

      Rincewind, czytałaś moje rozważania o sztuce popularnej w kontekście Chanel No.5?

      http://sabbathofsenses.blogspot.com/2011/09/powazne-rozwazania-i-perskie-oko-na.html

      To dotyczy nie tylko perfum. Ale wymienienie gitar jakoś zabolało na świeżo. ;) A przecież... Heh... czemu z gitarami miałoby być inaczej. Ludzie chcą pachnieć Chanel, ludzie chcą "mieć" Fendera. A że większość kiepsko słyszy i kiepsko "dyszy" to i rynek jest.

      Usuń
  8. Moja Samsara... Na szczęście - i jestem Ci za to dozgonnie wdzięczna - odkryłam niszówki. A moja znajoma zaprowadziła mnie za rączkę do perfumerii Quality, gdzie zażądała, żeby mnie skropiono Black Afgano. Swoją drogą muszę Was poznać, ja lubię, jak moje znajome baby chodzą stadami, a coś czuję, że się z Gośką doskonale dogadacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dałoby się zrobić. :) Możemy też umówić się kiedyś na warsztatach w Quality. Podobno będzie powtórka z drewna i oud (co nawet prowadząca potwierdziła pod poprzednią relacją tutaj).
      My w ogóle mamy zaległe spotkanie pozakonwentowe. trzeba będzie w końcu doprowadzić do niego. jak dla mnie, może być połączone z poznawaniem Gosi i wyprawą do perfumerii. :)

      Usuń
  9. Reformulacja Poison i mnie boli. Podobnie jak Miss Dior (w tej chwili to nawet nie popłuczyny po klasyku) i Mitsouko, ta ostatnia nawet udana ale i tak chętnie sięgnęłabym po oryginały z 1919 roku.
    Obawiam się że regulacje prawne, których wprowadzenie postulujesz choć bardzo sensowne nie doczekają się urzeczywistnienia. Ot, choćby dlatego że niewielu konsumentów perfum czuje różnice przed i po reformulacji. Dla większości klientów sieciówek perfumy to atrybuty, symbole statusu, luksusu albo dobrego samopoczucia- póki to zostaje bez zmian wszystko jest w porządku. Nawet jeśli ktoś coś zmienił w samym zapach, nie szkodzi.
    Dla bardziej ortodoksyjnych wielbicieli pachnideł zaś pozostaje nisza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - atrybut. Nie sztuka, tylko atrybut. Nawet buty Manolo Blahnika mają wyższy status, niż kompozycje zapachowe.
      Ja poważnie obawiam się, ze tego typu zabiegi spychają ludzi, którzy szukają w perfumach sztuki a nie podnoszącej status sztuczki coraz głębiej w niszę. Szkoda. Bo ja jeszcze do niedawana byłam piewcą tezy, że nisza nie jest ani lepsza, ani gorsza od mainstreamu (pojmowanych jako całość). Tylko bardziej urozmaicona. A teraz coraz więcej mainstreamowych dzieł naprawdę wartych uwagi albo odchodzi w niszę (Black Cashmere, OI, Fuel) albo traci zęby.

      Usuń
  10. Chanel nigdy nie kochałam i nie umiałam się przekonać do żadnego, oprócz Platynowego Egoisty, więc emocjonalnie mniej mnie to obeszło, intelektualnie rozumiem i oburzam się, JAK można zmieniać zapach będący legendą... ale już za Opium chce mi się wyć, bić i drapać. Niby męskiego nie ruszyli, ale co z tego, skoro męski się na mnie źle układa ><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Platynowego Egoistę też wykastrowali. A za Opium PF... Tęskno mi okropnie. Miałam flakon kiedyś. Jeszcze z tych starych i brzydkich.

      Usuń
    2. męskie Opium... jej nie mówcie mi ja kocham ten zapach i mogłabym kupić i wąchać sama dla siebie bo mój TŻ go nie cierpi...

      Usuń
    3. Męskie podobno nie ruszane. Ale przyznaję, że nie sprawdzałam.

      Usuń
  11. Z zapachów Channel lubię tylko Allure, reszta jakoś mną nie zawładnęła... ale co racja to racja, klasyki ruszać się nie powinno. Można robić nowe zapachy...

    ach... uwielbiam ten film :) oglądam go sobie od czasu do czasu, piękne kadry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak sądzę. niech robią nowe. Niech robią nową Premierową Piątkę co roku. Albo i pięć razy do roku plus limitowanki i zestawy z pozytywką. I z futerkiem (byle sztucznym). Ale łapy precz od historii.

      Usuń
  12. Sabb jakbyś kiedyś chciała zbyć to się polecam :). Też mi się marzy flakonik piątki taki mały ale za to oryginalnej formuły.

    Niestety reformulacja jest bezlitosna, w pełni się z Tobą zgadzam podpisuję się wszystkimi kończynami. Nawet nic nie mogę dodać. Pozostaje smętnie pokiwać głową.

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, jak stary jest ten, który nabyłam. I obawiam się, ze zbywać nie będę. Ale gdybym znalazła kolejne maleństwo, dam znać.
      Interesuje Cię też edt, czy edp może być? Edp zdarzają się częściej, ale ja nie przepadam za tą wersją.

      Usuń
    2. Właśnie nabyłam EDP wersję 35ml nie mam pojęcia w jakim wieku, ustawiłam na snajperze i zapomniałam. To się dzisiaj zdziwiłam jak zobaczyłam wygrana aukcję ebay. Rany powinni mnie skrępować kaftanem i zablokować dostęp do kompa. :P Teraz trzymam kciuki żeby to warte było zachodu...

      Usuń
    3. No to brawo! Oby nie całkiem najświeższy. Moja stara wersja jest po reformulacji z lat 90. Ale to przecież i tak lepiej, niż nówka.

      Usuń
    4. Taaaakkk a może kupujmy świeże potrzymajmy dziesięć lat a i tak będziemy niebiosom dziękować za udaną inwestycję. Czy to już tak dalej będzie, że w końcu będziemy w butelkach nabywać aromatyzowaną wodę? A może oudowa rewolucja ze dalekiego wschodu zaleje zachód i nawróci na killerowe kompozycje???

      Usuń
    5. Nie nawróci. Moim zdaniem będzie następował coraz wyraźniejszy podział na popelinę i perfumiarstwo. Popelina zdominuje mainstream, perfumiarstwo zwieje w niszę.

      Usuń
    6. Kurde właśnie podobnie przypadkowo "zanabyłam" niepełną 30 tke starego Opium. Nie powiem, zupełnie inne plany miałam na tę jesień jeżeli chodzi o flakoniki. Po co ja tu wchodziłam. :D

      Swoją droga chorowanie mi służy. Dawno nie wyprodukowałam już tylu komentarzy. Przede wszystkim też dawno nie miałam czasu tak na spokojnie czytać...Eh na temat mojej pracy i jej skutków ( poza oczywiście tych w postaci pensji) to mi się nawet nie chce pisać.

      Usuń
    7. No tak, praca, w której pensja nie jest jedynym pozytywnych rezultatem to skarb. Satysfakcja, poczucie spełnienia, pasja twórcza... ilu z nas ma to "w robocie"? :]

      Usuń
  13. To ja tak na pocieszenie mogę Ci zaproponować książkę do poczytania. Właśnie o zapachach, miastach, potrawach, kolorach... Tytuł to "Zapachy miast" autorstwa Dawida Rosenbauma wydawnictwa Bluszcz. Przepięknie opisuje zapachy, miejsca, ludzi... Jakbyś chciała zerknąć to umieściłam u siebie na blogu kilka obszerniejszych cytatów.
    A reformulacje, nie oszukujmy się, będą pewnie coraz częściej smutne to ale prawdziwe (też mnie to denerwuje). Na koniec dodam, że nie tylko perfumy to spotkało. Ceny yerby (szczególnie tej z Argentyny) też podskoczyły (jakieś strajki tam mają itd.)
    Nos do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już pędzę czytać. :)

      W kwestii yerby - to nie reformulacja, tylko drożyzna. Reformulacja byłaby, gdyby teraz producenci yerby zaczęli pod nazwą yerba sprzedawać pół na pół yerbę z sianem. I wycofali z rynku wszystkie poprzednie yerby.

      Usuń
    2. Yerba to tylko luźna dygresja ;)

      Usuń
    3. Wiem wiem. :) Ja tylko maluję obraz tragedii. ;)

      Usuń
  14. To ja się też reformulacyjne wyżalę :(
    Jakiś czas temu Mugler spartolił Aliena (klasyczne edp). Kupiłam sobie, nieświadoma niczego, uroczą miniaturkę w kształcie kryształu i tak się przyglądam - ki diabeł? Płyn bezbarwny (no, delikatnie fioletowy), zapach też tak niby-alienowaty, ale już nie ta siekiera, co kiedyś. Podróba - se myślę. Ochrzaniłam sprzedawcę (bo to na allegro zanabyte było), ale sprawy dalej nie drążyłam, bo za dzieścia złotych nie chciało mi się bujać. Jakiś czas później zachciało mi się do mojej starej 90tki, która zaczyna powoli zbliżać się ku końcowi, dokupiłam przecudną limitowankę - tę ze złotą bransoletą (tym razem w Sephorze, bo nigdzie w necie nie dało rady się dogrzebać tego). I szczena opadła - płyn prawie bezbarwny, zapach niby-alienowaty, ale brak siekierowatości. Deja vu, ale tym razem o podróbie mowy nie było.
    Reforumlacja, jasna cholera! Przeboleć nie mogę, bo to już nie ten sam Alien, co wcześniejszy - ciemnofioletowy, gęsty i trzymający się człowieka cały dzień (albo i dłużej).
    To bulwers nr 1. Bulwers nr 2 poniżej - tym razem niszowy.
    Lutensy. Odkąd zmieniły etykietę (na tę z nowym logiem Pałacu Shiseido) przy okazji straciły moc. Zanabyłam 3 sztuki poreformulacyjne - Fille en Aiguilles, Feminite du Bois i Fleurs d'Oranger. I, kurde, wszystkie popsuli!
    Szpilkówna jest bardziej ludzka, uładzona, z większym naciskiem na cytrusy. Kwiat Pomarańczy został uproszczony do ból - ot, samo neroli i tyle. I kij. A gdzie reszta starego zapachu? Gdzie ta głębia i ewolucja na skórze? Poszło.
    FdB - wiadomo, jedną reformulację ma już za sobą, w momencie zmiany flachonika - z shiseidowego na lutensowy. Ale teraz to przegięcie. W ogóle mi to to nie przypomina tego, co siedzi na dnie dawnej odlewki.
    Żeby tego było mało, to trwałość też nie ta sama. Stara Szpilkówna siedzi na mnie bite 12h, a i potem jeszcze wyczuwam ją z bliska na skórze. Nowa - 5-6h, a potem trza się dopsikać, bo znika w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Tak samo z dwiema pozostałymi moimi butelczynami.
    Dziś na ten przykład zaryzykowałam FdB - o godz. 7 zlałam się nią w ilości psików 10 (aplikowanych w różnych miejscach oczywiście) i teraz siedzę, wniuchuję się w siebie i, cholera, nie pachnę!


    Jak tu żyć, Sabb, jak tu żyć? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlatego ostatnio w Douglasie test Aliena wypadł tak blado? Nawet żaliłam się konsultantce, że inaczej go pamiętam - bo szukałam jaśminowego killera. Mam świadka na to! Sałata widziała.

      Lutensy też?! Od kiedy Lutens przestał się lubić z Sheldrake'iem ewidentnie "coś się dzieje". Kurde. nie poprawiasz mi humoru, Pando. Oj nie...

      Kurczę. Jest taki mem: I don't wanna live on this planet anymore... :(

      Przecież to jakaś totalna degeneracja świata. czytałaś "Przedksiężycowych"? Może my po prostu zostajemy w erodujących światach?

      Usuń
    2. Nie wiem, czy wszystkie Alieny, bo edt nigdy jakoś specjalnie nie darzyłam sympatią, ale w edp na stówę grzebali. :(
      W Lutkach tyż. Służę próbasem FdB, bo masz chyba starą wersję (ale już Lutkową) do porównania, prawda? Obaczysz sama.
      Gwałt na perfumach, ziadostwo, bida i nędza.

      Mnie się kojarzy inny cytat, z Mrocznej Wieży: "[perfumeryjny] świat poszedł na przód", niestety.

      Usuń
    3. Testowałam właśnie edp. Pragnęłam killera.

      Własnie zdałam sobie sprawę z tego, że dwa i pół roku temu wpis pod tytułem: Brzydkie słowo - reformulacja" zakończyłam taką konkluzją: "jeśli mogę na koniec pokusić się o przepowiednię, to moim zdaniem takie liftingi będą się zdarzały coraz częściej." No i miałam rację. Wcale nie chciałam jej mieć.

      Feminite mam półtorej flaszki shiseidowej jeszcze. Nową powącham sobie w Douglasie. Dziękuję za propozycję, ale chyba będę odwlekać moment, kiedy odkryję, ze i Lutens się spopił. :(

      Usuń
    4. Potwierdzam Lutensa, wybitnym znawcą nie jestem ale miałam okazję testować stare Daim Blond i nowe i w moim odczuciu bardzo się różnią...

      Usuń
    5. Nie napiszę, tego, co mi się na klawiaturę ciśnie, bo nie używam niecenzuralnych wyrazów na blogu. :/

      Usuń
  15. na Odyna i Swaroga!
    kiedy zdradziecko i haniebnie podniesiono rękę na Encre Noir?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam Ci przez telefon już, ze dość dawno. Na pewno ze dwa i pół roku temu, bo wtedy już o tym pisałam. :(

      Usuń
  16. Nie chcę Cię martwić, ale taka zmiana składu to bardzo powszechny proceder w koncernach kosmetycznych. Bo surowiec podrożał i szuka się tańszego zamiennika, składnik nie spełnia norm unijnych, itp.
    Szkoda, że nie widziałas miny mojej mamy, gdy po x latach kupowania tego samego kompaktu z HR kupiła "odświeżoną" wersję. Nie zgadzało się nic, łącznie z kolorem :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...