wtorek, 23 października 2012

Xerjoff Shooting Stars: Esquel


Serię Shooting Stars marki Xerjoff przedstawiałam obszernie we wpisie (bo tę zbudowaną na dygresji opowieść trudno nazwać recenzją perfum) poświęconym meteorytowi z Uden i ochrzczonej jego imieniem kompozycji. I można by przypuszczać, że dałam już upust swojej namiętności do spadających gwiazd, ale jednak nie do końca... Albowiem jest meteoryt, o którym chcę Wam opowiedzieć. A raczej, który bardzo pragnę Wam pokazać.

Esquel: jeden z najpiękniejszych (o ile nie w ogóle najpiękniejszy) meteorytów, jakie widziały ludzkie oczy.


Esquel jest meteorytem żelazno - kamiennym należącym do grupy pallasytów, której nazwa pochodzi od nazwiska Petera Simona von Pallas: żyjącego na przełomie XVII i XIX wieku niemieckiego naturalisty i jednego z ojców meteorytyki. Von Pallas zaproszony został do Rosji przez samą carycę Katarzynę II Wielką, za której przyzwoleniem podjął trudną i niebezpieczną wyprawę, podczas której badał, między innymi syberyjskie i uralskie meteoryty (o których pisałam w poprzednim odcinku meteorytowej opowieści). 


Wracając jednak do naszego dzisiejszego bohatera: znaleziony w 1951 roku nieopodal patagońskiego miasteczka Esquel, ważący pierwotnie około 1 500 kilogramów meteoryt składa się głównie z niklu (tak zwana metalowa matrix) i osadzonych w nim zółtych kryształów zwanych oliwinami. I, pomimo że pallasyty są meteorytami bardzo rzadkimi (do dziś znanych jest i sklasyfikowanych tylko 61 okazów), nie byłby Esquel wart tak rozbudowanych wstępów, gdyby nie to, że jest po prostu piękny...







Rozumiecie, czemu nie mogłam mu się oprzeć?


Upadek z wysokości własnych oczekiwań

 

Sam zapach wyobrażałam sobie inaczej, ale można uznać, że rzeczywiście ma związek z nazwą. Choć to, zdaje się, nie jest u Momo obligatoryjne.

Cytrusowo - przyprawowe otwarcie jest... Żółte. Rzekłabym iż jadowicie żółte, ale lepszym określeniem wydaje mi się nazwanie odcienia tej olfaktorycznej barwy po prostu ostrym. Pozbawione śladu słodyczy, przenikliwe cytrusy po kilku ledwie chwilach zaczynają wręcz zgrzytać w zębach. Jak gdybyśmy wraz z żółtą cytryną schrupali nóż, którym została pokrojona.


Gdyby Esquel zakończył się na tym etapie, chyba poczułabym się osobiście dotknięta nieatrakcyjnością tej kompozycji. Ale nie kończy się.

W ciągu kilku ledwie chwil zapach zmienia swoje oblicze. Cytrusowe otwarcie zapada się, zwija w poddane przyspieszonemu procesowi liofilizacji strączki i oto miejsce bezczelnie prostego otwarcia zajmuje szlachetna mieszanka dystyngowanych, suchych nut cytrusowych. Towarzyszy im prosty, bazujący na pieprzu i imbirze akord przyprawowy i nieokreślone początkowo, subtelnie wsączające się w kompozycję nuty kwiatowe: początkowo przestrzennie chłodne, "przyklejone" do ścieżki bergamotkowo - przyprawowej, stopniowo ogrzewające się, nabierające głębi i barw.


 

Drugi kwadrans rozwoju zapachu to już wyraźnie "kwiaty przybrane cytrusami", nie odwrotnie. Kwiaty nie kremowe, lecz raczej szorstko eteryczne. Ciekawe, ale kłopot w tym, że kiedy już... już prawie zaczęłam dochodzić do wniosku, ze może coś z tego zapachu będzie (nie coś dla mnie, tylko coś ogólnie interesującego), cała eteryczno - cytrusowo - przyprawowa mieszanina zlała się z nutę przypominającą zapach unoszący się nad chlorowanym basenem. A od tego skojarzenia krok już tylko do kostki dezynfekującej do toalet...

I dopiero kiedy zapach zmieni się ponownie i uleży, kiedy ekspansywne nuty z poprzednich etapów jego życia zaczną gasnąć, a baza zyska podbicie przypominające (bardzo atrakcyjny) aromat rozgrzanego żeliwa - zaczyna mi się naprawdę podobać.

Ale wtedy jest już za późno. Nie sposób pokochać perfum za to, jak umierają.

 

Dlatego, mimo iż meteoryt, po którym zapach dostał imię od dawna mnie zachwyca - podobnie jak Glorieta, Imilac, Fukang, Al Mahbas czy Seymchan tego samego typu - zapach nie będzie mój. 

A ostatni wymieniony meteoryt - znaleziony w Rosji Seymchan jeszcze Wam pokażę. Nie cały, tylko dwa plasterki. Seymchan jest anomalią i jest... Inny, niż pozostała pallasyty. 


 


Data powstania: 1888 (akurat)
Twórca: Sergio Momo
Trwałość: 6-8 godzin

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: różowy pieprz, irys, cytryna, lawenda, bergamota, mirt
Nuty serca: róża, paczula, kwiat pomarańczy, petitgrain, nard (jatamansi), ylang-ylang , cynamon
Nuty bazy: wanilia, opoponaks, bób tonka, wetiwer, piżmo



Źródła ilustracji:
  • Zdjęcia 1, 2 i 9 ze stron Państwowego Instytutu Geologicznego.
  • 3 zdjęcie Avanti Find - można tam znaleźć wszystko niemal, jeśli tylko szuka się konkretów.
  • Zdjęcie nr 4 wykonał Stu Jenks: fotograf, muzyk i podróżnik. Strona autora: KLIK.
  • Zdjęcie tytułowe recenzji ze strony Arizona Meteorites. Można na niej wtopić na wiele godzin. Skarby mają... 
  • Autorem obu ilustrujących część recenzyjną obrazów: "Lemon and Lnife" i "Lilly" jest brytyjski malarz Paul Coventry-Brown, którego stronę "Still Life" znajdziecie tu: KLIK.
  • Zdjęcie 7 ze strony Luxorion.
  • Przedostatnie zdjęcie wykonała Iris Langheinrich na wystawie Window of Our World i znalazłam je na stronie National Museums Northern Ireland. O tu: KLIK.

17 komentarzy:

  1. Ale cuda! Tym razem nie perfumy, a meteoryty :P. Ten przedostatni z figurami Widmanstättena i pierwszy chyba najpiękniejsze. Chyba musze sie przez Ciebie bliżej zainteresowac meteorytami :D Dziękuje.

    Jeszcze taka maleńka uwaga - lepiej by było określić oliwin minerałem, bo kamieniami minerały (i pewne skały) nazywają tylko jubilerzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam go określić mianem kryształu, ale meteoryty te określane są jako metalowo - kamienne. Stąd kamień. Zdjęcia wszystko wyjaśniają. :)

      Usuń
    2. Wiem już, czemu zmieniłam ostatecznie na kamienie: bo pierwsze zdjęcie Esquela miało się pojawić dopiero po rozwinięciu posta. I nie chciałam psuć niespodzianki, ale skoro zdjęcie poszło wyżej, mogą być i kryształy.

      Usuń
  2. Aż mi się oczka zaświeciły na widok tych pięknych kamieni. Seymchan wygląda jak płyta główna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że robi się z nich biżuterię? *.*

      Usuń
  3. Przepiękny :)
    Skoro już przy meteorytach jesteśmy i przestrzeni pozaziemskiej, niedawno chodziło za mną pytanie jak pachnie kosmos. Czy to możliwe, że przestrzeń w której nie ma flory ani fauny generuje jakieś doznania węchowe.
    Wpisałam w Google i oto co znalazłam:
    http://www.astronomia24.com/news.php?readmore=86

    Jestem ciekawa czy kiedyś powstaną perfumy inspirowane kosmosem i jak będą skomponowane? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach opisywany przez Pettita brzmi ciekawie. Myślę jednak, że kosmos, jako środowisko jeszcze szersze, niż Ziemia, będzie miał wiele różnych zapachów. Tak, jak Ziemia.
      Swoją drogą, ciekawe, skąd te molekuły w próżni.
      Rychnowski (o którymi pisałam przy okazji LesNez L'Antimatiere) uznałby pewnie, ze to eter kosmiczny. :)))

      Usuń
  4. Az się wzdrygnęłam przeczytawszy o chrupaniu noża. I jeszcze ten chlor... Za to cuda z fotografii wyglądają niesamowicie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że zapach mnie nie zauroczył zdecydowanie. Ale Esquel z nieba owszem. Chciałam się nim z Wai podzielić. :)

      Usuń
  5. nooooooo, powiem Ci, że to ostatnie zdjęcie wygląda arcyciekawie... może to jakieś kamienie jubilerskie innych cywilizacji :D Piękne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że nie jesteś odosobniona w swoich wrażeniach? Ludzie dopatrywali się w kryształach Seymchan nie tylko klejnotów, ale też zapisu informacji, fragmentów urządzeń. Ceny osiąga kosmiczne. :(

      Usuń
  6. Hmm... chyba komentowałam przed chwilą jakąs notkę, która znikła (?!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przez długie lata pilnowałam się, żeby wrzucać wyłącznie recenzje, a ostatnio mnożą mi się notki dziwne i nie wiem, czy je dalej tępić, czy sobie popuścić. Przepraszam. Po prostu nie wiem... Skoro czytałaś, to co myślisz? Nie wrzucać takich? Czy śmiecić?

      Usuń
  7. o jaaaaa pięęęęęęknyyyyyyyy! Kamień oczywiście, bo zapach raczej po twojej recenzji jawi się jako mało atrakcyjny z mojego punktu widzenia. Na pewno przy okazji nie odmówię sobie testów ale zabijać się o to nie będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój punkt widzenia jest podobny. Meteoryt zasługuje na więcej zachwytów niż zapach. choć jakiś związek między nimi jest. Żółte cytryny i metaliczny chłód. Pasuje. :)

      Usuń
  8. Sabb, chyba pierwszy raz zdjęcia tak bardzo odwracały uwagę od tekstu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...