czwartek, 29 listopada 2012

Galaad Lubin



Pisząc rozbudowane, pełne mitologicznych nawiązań zapowiedzi nowych zapachów Lubin myślałam, że dam w ten sposób upust swojemu zamiłowaniu do snucia opowieści, a kiedy przyjdzie do testów, zostanie mi już tylko zapach. Ale życie nie jest takie proste. Czasem opowieści przychodzą nieproszone...



Pieśń o Gil-Galaadzie

Gil-galad był Elfów królem
pieśni smutne lud o nim składa
Ostatnim był bowiem, który władał
Krainą wolną od Morza po Góry


Galaad zaczyna się słonecznym porankiem gdzieś na zboczach Mglistych Gór, blisko Lothlórien, gdzie magia jest silna i nigdy nie padł cień. Powietrze jest ciepłe i przejrzyste, przełęcze pokryte są słodko pachnącymi kwiatami, potężne mellyrn gubią liście zaścielając ziemię złotem.

Korrigan Lubin


Lubicie whisky?

Mnie wydawało się niegdyś, że nie lubię. Jak większość z nas, poznawanie tego trunku zaczynałam od Johnny Walkera. Próby spożycia czerwonego Jasia Wędrowniczka do dziś są na mnie przeżyciem na pograniczu traumy i opis moich wrażeń raczej nie mieści się w ramach tego bloga. Czarny okazał się wcale nie lepszy, znany jako Pure Malt Zielony także rozczarował, dopiero smak Niebieskiego nie budził we mnie gwałtownego wstrętu. Ale wciąż nie zachwycał. Uznałam więc, że nie lubię whisky. I trzymałam się tego przekonania przez wiele lat.

 

A później poznałam pewnego Irlandczyka: emerytowanego pilota RAFu, który walczył z hitlerowcami w czasie drugiej wojny światowej, po "wylataniu" swojego zarządzał obozem jenieckim i po przekroczeniu osiemdziesiątki wciąż jadał pstrągi z głowami i ogonami, bo "u nas w wojsku tak się jadło". Ken nauczył mnie celebrować whiskey. Whiskey właśnie, nie whisky, bo jako Irlandczyk zwał swą uisge beatha - wodę życia bardziej śpiewnie, niż robią to Szkoci.

Za każdym razem, kiedy odwiedzał Polskę, przywoził ze sobą przelewane do plastikowych butelek (żeby nie płacić nadbagażu za szkło) single malty z niewielkich, rodzinnych zwykle destylarni i dzielił się z nimi z przyjaciółmi tak, jak dzielimy się dobrą nowiną: hojnie i z radością.

środa, 28 listopada 2012

Laureaci lstopadowych rozdań


Oto są. Wreszcie, z niewielkim opóźnieniem - przyznaję, że dopadła mnie jesień.
Trzy godziny snu na dobę nie wystarczają o tej porze roku i mój rytm przetykanej przyjemnościami pracy uległ pewnemu zachwianiu. Szczególnie, że wpadłam w ciąg książkowy. Nie jestem w stanie tylko pisać. Muszę czytać! 
O jesiennym (i ogólnie wszelkim) zmęczeniu najlepiej zapominam karmiąc mózg smakowitą lekturą. Najpierw więc odsypiałam, potem zaś spiesznie i pożądliwie przełknęłam kilka książek z dziedzin różnych. Aktualnie siedzę przed komputerem i marzę o tym, by wsadzić nos w kolejną... 

Ale blog swoje prawa ma i wpis poniższy jest próbą powrotu do regularnego wyciskania ze swojego umysłu kolejnych opowieści.


Bez dalszych wstępów ogłaszam laureatów.
Wybieranych losowo, bez osobistych preferencji. Dla spokoju sumienia w przypadku dostępności więcej, niż jednego zestawu, zwyciężają osoby u szczytu losowo sporządzonej listy.

piątek, 23 listopada 2012

Warszawa da się lubić - wieści


Miło mi obwieścić, że mój pobyt w Warszawie zakończył się szczęśliwie i przyniósł mi wiele radości. Częścią dobrych nowin mogę podzielić się z Wami już dziś.

 

Po pierwsze, dzięki uprzejmości Gospodarzy Domu Perfumeryjnego Quality, w którym w środę swą światową premierę miały zapachy Black Label marki Grossmith udało mi się przeprowadzić wywiad z jej właścicielami Amandą i Simonem Brooke.
Wywiad ukaże się na łamach Sabbath of Senses z pewnym opóźnieniem wynikającym nie tylko z konieczności dokonania normalnego zapisu i tłumaczenia tekstu, ale też ze względu na to, że promujący nową serię właściciele marki Grossmith będą mogli autoryzować tekst dopiero po powrocie z podróży.

środa, 21 listopada 2012

Do zobaczenia w Warszawie?


Moi drodzy, zamilknę na kilka dni... Lecz bynajmniej nie dlatego, że czuję się znudzona czy znużona pisaniem dla Was.
Zostałam zaproszona na otwarcie pierwszego polskiego Domu Perfumeryjnego i zaprawdę powiadam Wam, nie wyobrażam sobie, bym mogła odmówić sobie przyjemności uczestniczenia w tym wydarzeniu.

Pani Stanisława Missala od lat już nosiła się z zamiarem stworzenia miejsca, które będzie czymś więcej, niż perfumerią. Czymś więcej nawet, niż prowadzoną z wielką pasją perfumerią.W tym roku się udało.

Dom Perfumeryjny na Bemowie otwiera swoje podwoje dla wszystkich miłośników perfum już dziś o 17:00.

wtorek, 20 listopada 2012

Paris Rouge Delle Grazie



Mam dziś dla Was ciekawostkę.

Poznajecie tego pana?

 

Nie?
To może w tej wersji?


Właśnie tak! Terrorysta Fritz z "Die Hard" (znanego też pod tytułem "Szklana pułapka") ma własne perfumy. Nawet całą markę perfumeryjną!

Recenzje gościnne: Monika o Heilitrope Oliviera Durbano


Dziś przedstawię Wam blogerkę, miłośniczkę perfum i niezwykle miłą osobę: Tovę1 czyli Monikę - twórczynię bezpretensjonalnego i chwytającego za serce Bloga Moniszona.

Monika pojawiła się u mnie względnie niedawno, ale już pierwsze jej komentarze sprawiły, że poczułam się, jak gdybym spotkała kogoś bliskiego. Bo Monika tworzy wokół siebie atmosferę ciepła. I dlatego na Bloga Moniszona warto zaglądać nawet jeśli (jak ja) nie malujemy paznokci i używamy dwóch kolorów cieni do powiek. Bo to jest po prostu miłe miejsce.


Moniko, dziękuję za recenzję, dziękuję za to, że mnie odwiedzasz, dziękuję za to, ze mogę do Ciebie zaglądać kiedy mam ochotę na spotkanie z kimś miłym.



sobota, 17 listopada 2012

Eugénie de Montijo część druga: Violette Imperiale Historiae


Zapraszam na drugi odcinek opowieści o nieszczęsnej arystokratce o hiszpańsko - szkockich korzeniach Eugenii Marii Ignacii Augustinie Palafox de Guzmán Portocarrero y Kirkpatrick de Closeburn, która do historii przeszła jako Eugenia de Montijo - ostatnia cesarzowa Francuzów.
Pisałam wczoraj sporo o urodzie Eugenii. Dzisiejszy wpis będzie nawiązaniem do tematu, albowiem rzecz wcale nie jest taka oczywista, jak mogłoby się wydawać.

 

Nawet za swoich czasów Eugenia określana była jako pulchna. Z obrazów spogląda na nas krągłe liczko Amorka - o ciężkich powiekach istoty biernej, obojętnej na dziejące się wokół wydarzenia. 

Przeglądając materiały dotyczące cesarzowej odnoszę dziwne wrażenie, że de Montijo piękna jest wyłącznie na płótnach specjalizującego się w portretach członków królewskich rodów Franza Xavera Winterhaltera - czyli na prawie wszystkich portretach, na jakich została uwieczniona, niewielu bowiem innych malarzy dostąpiło zaszczytu malowania pyzatej cesarzowej.

Recenzje gościnne: Farizah o Oudh Al Methali Rasasi


Moim dzisiejszym gościem jest Farizah - urocza gospodyni bloga pod bardzo atrakcyjnym tytułem: Kobieta z filiżanką kawy.


Farizah wygrała próbki z perfumerii Yasmeen, a do recenzji wybrała zapach, który i mnie urzekł. Co mnie bardzo cieszy, bo mam wrażenie, że przez nośne skojarzenia w recenzji Rashy trochę odwróciłam Waszą uwagę od tej pięknej, łagodnej kompozycji.


Rasasi Oudh Al Methali... 

czyli namiętność przetykana dymem

Przyszedł czas abym i ja wtrąciła swoje trzy grosze do recenzji zapachów, które otrzymałam dzięki Sabbath w rozdaniu. Przyznam że w dużej części z wyborem zapachów trafiłam jednak jeden… no ale nie o nim dzisiaj.

Dziś spróbuję popełnić recenzję zapachu, który przypadł mi do gustu najbardziej? No właśnie nie wiem bo Oudh Al Methali darzę miłością identyczną co Ruh Al Teeb tylko wymieram go w inne dni. Dni melancholijne, nostalgiczne, mgliste…

piątek, 16 listopada 2012

Eugénie de Montijo część pierwsza: 1826 Histoires de Parfums


Blogową bohaterką tego tygodnia będzie Eugenia Maria Ignacia Augustina Palafox de Guzmán Portocarrero y Kirkpatrick de Closeburn, dziewiąta hrabina Teba, markiza Moya. I ostatnia cesarzowa Francji. Postać, której poświęcono wiele książek, wiele filmów i wiele perfum... 

Pierwszym, co ciśnie się na klawiaturę w tym kontekście jest pytanie o to, cóż tak fascynującego znajdują artyści w tej nie pochodzącej z królewskiego rodu, nie wykazującej szczególnych talentów politycznych i niewiele znaczącej monarchini. Czemu opowiada o niej tyle romantycznych filmów i czemu dedykowano jej tyle eleganckich zapachów? O książki nie pytam, bo sam upadek cesarstwa jest tematem wystarczająco interesującym.


Odpowiedź staje się oczywista, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że większość ludzi traktuje kobiety jak osobny gatunek. 

Dla poetów, malarzy, perfumiarzy czy twórców filmów fakt, że Eugenia de Montijo była politykiem ma znaczenie drugorzędne. Liczy się to, że była kobietą i jako kobieta spełnia wszystkie warunki po temu, by stać się ikoną: była piękna, męża stawiała ponad siebie (król jest ważniejszy, niż krew) i była tak inspirująco nieszczęśliwa...

Wywiad z Marcinem Malikiem - właścicielem firmy Szmaragd i Diament



Zapraszam Was do lektury kolejnego wywiadu na łamach Sabbath of Senses. Nietypowego, bo tym moim rozmówcą nie jest kreator perfum, lecz człowiek, który z powodzeniem promuje na polskim rynku dzieła jednego, zdolnego kompozytora: Ramona Bejara.

Naszym gościem jest pan Marcin Malik - założyciel firmy Szmaragd i Diament dystrybuującej perfumy marek Ramon Molvizar, Cuarzo Signature i Vibrational Perfumes. Od dawna intrygowała mnie tajemnica sukcesu na polskim rynku perfum tak ekskluzywnych i egzotycznych. Dzięki uprzejmości pana Marcina znam już odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. A dziś poznacie je i Wy.


Sabbath of Senses: Witam na łamach Sabbath of Senses. Panie Marcinie, stworzył Pan i prowadzi firmę zajmującą się dystrybucją niszowych i zarazem ekskluzywnych perfum. Jak to się dzieje, że człowiek podejmuje decyzję związania swego życia z perfumami?

Marcin Malik: Dzień dobry Pani Klaudio.
Sam zadaję sobie to pytanie. Uważam, że większość perfum to małe dzieła sztuki. Faktem jest, że zajmuję się jednymi z najbardziej ekskluzywnych zapachów na świecie. Luksus naszych perfum podkreśla cała oprawa. Złoto, platyna, kamienie szlachetne. Gwarantuję jednak że główną zaletą jest kompozycja zapachów tworzona przez specjalistę. To jak silnik Ferrari którego nie umieszcza
się przecież w karoserii samochodu kompaktowego. Marki Ramona Bejara obecne są w najbardziej luksusowych miejscach na świecie od Las Vegas przez Paryż po Abu Dhabi. Odsyłam do naszych stron www lub facebook gdzie publikowane są
bardziej szczegółowe informacje.
Zaczynałem od pracy przy zapachach selektywnych. Moje zainteresowanie perfumami rozpoczęło się w wieku 12-13 lat od Jade Zoom, wycofanego już z produkcji zapachu, który zakupiłem w budce zbitej z desek na jednym z Wałbrzyskich targowisk. Gdzie poszedłem z drewnianej budki, że znalazłem się w przepięknych wnętrzach np. perfumerii Lu'lua na krakowskim Kazimierzu? Prosto. (śmiech)

czwartek, 15 listopada 2012

Recenzje Gościnne: Smoczyca o zapachach z perfumerii Lu'lua


Czytelniczką, recenzentką i blogerką, którą przedstawiam Wam dziś jest jest Smoczyca.


Smoczycę mam przyjemność znać osobiście i wyznam Wam, że jest to jedna z najbardziej ujmujących osobowości, jakie miałam okazję spotkać w całym swoim dość już długim życiu.

"Niuch" - vol.1

Głupi tytuł, nie?


Ale lepszy jakoś nie bardzo chciał przyjść mi do głowy. Cała historia tego posta jest dość krótka - znajoma prowadzi przepięknego, bogatego bloga o perfumach (zresztą, szczerze polecam: Sabbath of Senses, warto poczytać). Wzięłam udział w jednym z licznych rozdań i uśmiechnęło się do mnie szczęście - wygrałam próbki pięciu perfum od perfumerii Lu'lua. Mogłam wybierać sama, więc zdecydowałam się na:

1. Lanvin Arpège
2. Comme des Garcons SERIA 3: INCENSE - AVIGNON
3. Comme des Garcons SERIA 5: SHERBET CINNAMON EDT 30 ML
4. Serge Lutens FLEURS D'ORANGER
5. D. S. & DURGA MY INDIAN CHILDHOOD EDP 30

Niestety (albo i stety, jak się później okazało), perfumeria nie mogła zrobić mi pełnej próbki ostatniego zapachu i zaoferowano mi inny jako uzupełnienie. Wybrałam Burning Barbershop, spod tej samej egidy.


Recenzje gościnne: Korna o Zagorsku Comme des Garcons


Dziś pierwszy (i drugi też będzie) z dwóch gościnnych wpisów recenzenckich, które ukazały się na blogach i na których skopiowanie otrzymałam zgodę Autorek.

Obie panie wygrały zestawy próbek z perfumerii Lu'lua będące największym chyba hitem moich rozdań. Nie dziwię się wcale - możliwość dokonania wyboru próbek z bogatej, coraz bogatszej i coraz bardziej fantastycznej oferty krakowskiej perfumerii i dla mnie byłaby gratką nie lada.



Przedstawiam Wam Kornę, dotychczas autorkę bloga Sklepy Cynamonowe, a od niedawna także bloga o perfumach Flakonik Perfum. Na Flakoniku gościnna recenzja Zagorska jest na razie samotna i jedyna, ale mam nadzieję, że na niej się nie skończy i w polskiej blogosferze pojawi się kolejny interesujący blog o perfumach. Trzymam kciuki!



Zagorsk


Wcale nie łatwo było mi zdecydować się na napisanie recenzji tylko jednego zapachu. Ciężko też było wybrać, który będzie pierwszy. Recenzje kolejnych zapachów też się pojawią, w najbliższym czasie. Zagorsk, to zapach trójwymiarowy (albo nawet i więcej, w zależności kto, go „czyta”).Postaram się przedstawić trzy historie, które nasunęły mi się podczas poznawania go. Zagorsk zabiera w podróż od XVII do XIX wieku włącznie. Przedstawione za chwilę trzy sceny dzieją się prawie jednocześnie i ewoluują w miarę rozwijania się zapachu. Zaczynamy.


wtorek, 13 listopada 2012

Korrigan, Galaad i Akkad Lubin - zapowiedzi z opowieścią


Podczas  Pitti Fragranze 2011 we Florencji marka Lubin Parfums przedstawiła światu nową, wzmocnioną wersję kultowego już Idole de Lubin. Stworzone przez Olivię Giacobetti edp zadedykowano kobietom - podróżniczkom odkrywającym nowe, egzotyczne lądy: Alexandrrze David-Neel, Mary Kingsley, Amelii Earhart, Charmian Kitteredge i Karen Blixen. Nie spodziewałam się wówczas, że nowy Idole otwiera serię egzotycznych kompozycji firmowanych marką renomowanego domu perfumeryjnego. Tymczasem okazuje się, że jest Idole pierwszą z siedmiu egzotycznych kompozycji inspirowanych historią i mitologią starożytnych krain. 

W tym roku, podczas Pitti Fragranze 2012 światło dzienne ujrzały trzy z pozostałych sześciu zapachów tej niezwykłej serii: Korrigan, Akkad i Galaad.



Korrigan


Pierwszy z zapachów nosi imię, które mnie osobiście kojarzy się raczej swawolnie, niż egzotycznie. Korrigan to w mitologii celtyckiej stworzenie magiczne przypominające bardzo brzydką wróżkę czy elfa. Wróżkę rozumianą tradycyjnie - jako mała istotka o ograniczonych zdolnościach magicznych i często wrednym charakterku. To coś w rodzaju irlandzkiego leprechauna, tylko mniejszy i nieco mniej złośliwy.

Istnieją, co prawda, źródła, które opisują korrigany jako wodne duchy przypominające syreny - uwodzące i zabijające ludzkich mężczyzn i kradnące niemowlęta, ale mam wrażenie, że interpretacja ta była mniej nośna kulturowo, bo zetknęłam się z nią tylko raz, szukając w sieci informacji o komiksie "Korrigans", w którym, nota bene, Korriganowie także bardziej przypominają wiedźmowate leperchauny, niż piękne syreny.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Listopadowe próbki


Zapraszam Was do sięgnięcia po kolejne zestawy próbek przygotowane dla Was przez zaprzyjaźnione z nami perfumerie. Każde takie wydarzenie jest dla mnie radością. 


Tym razem w puli pojawiła się nowa firma oferująca nie tylko ekskluzywne perfumy niszowe, ale także zapachy selektywne: Mati Trading.

Zasady zabawy są proste: my rozdajemy, Wy zostajecie obdarowani i macie przyjemność z testów. :)

Aby uczestniczyć w zabawie wystarczy być publicznym obserwatorem Sabbath of Senses, zgłosić się pod tym postem i wybrać zestaw, w którego losowaniu chcecie wziąć udział

Dodatkowe szanse w losowaniu nagród zdobyć można przez:
- opublikowanie informacji o konkursie na blogu prowadzonym przez Uczestnika konkursu (+1)
- dodanie Sabbath of Senses do blogrolla (+1)
- udostępnienie informacji o konkursie na Facebooku (+1)
Proszę, poinformujcie w komentarzu, które dodatkowe akcje podjęliście. 

Termin rozstrzygnięcia:
Po moim powrocie z Warszawy (gdzie będę na otwarciu Domu Perfumeryjnego Quality Missala): 23 listopada.


niedziela, 11 listopada 2012

Juniper Sling Penhaligon's


W piątek rankiem dotarł do mnie jeden z zapachów, na które naprawdę czekałam. Juniper Sling - zapach z jałowcem w tytule.

Jałowiec to jeden z moich ulubionych aromatów. Sam, czysty jałowiec bez dodatków to nieomal gotowa zapachowa kompozycja. Wielowymiarowy, bogaty, złożony aromat: żywiczny, eteryczny, drzewny drzewnością szlachetnego iglaka; pikantny i delikatnie owocowy zarazem; z dyskretną nutką wytrawnej goryczki i równie dyskretnym muśnięciem słodyczy. Idealne połączenie lekkości i woni przyprawowych... Jałowiec to dla konesera zapachów cud natury.

Dlatego niecierpliwie wyglądam dotarcia do Polski drzewnego Juniper D.S. & Durga. I dlatego z radością testuję Juniper Sling.


Miss Juniper, mów do mnie jeszcze


Otwarcie zadziwia. Urodą, głębią, miękkością. Większość zapachów wita nas nutami jasnymi, ostrymi, będącymi ledwie zapowiedzią kolejnych etapów rozwoju. Juniper Sling od pierwszych chwil na skórze jest... Kompletny. Pełny, złożony aromat z jałowcowym szczytem, przyprawowym, ciepłym środkiem spektrum i słodkim, drzewnym tłem. Nie tego oczekiwałam, nie na to miałam nadzieję, ale i tak jestem zachwycona.

sobota, 10 listopada 2012

sabbathofsenses.pl


Wersja skrócona:

Nie jestem właścicielką domeny sabbathofsenses.pl. Jakiś czas temu wykupił ją Marcin Budzyk i przekierował na swojego bloga. Kiedy rzecz się wydała, ogłosił u siebie, że odda domenę, ale oczywiście nie zrobił tego. 
I dlatego właśnie Sabbath of Senses stoi na domenie z rozszerzeniem com. Proszę, nie pytajcie więcej o to.

piątek, 9 listopada 2012

À Rebours Friendly Fur Fragrances


Nie jestem w stanie uciec ostatnio od trudnych tematów. Sabbath of Senses jest blogiem prezentującym perfumy w kontekście kulturowym - niesie to ze sobą pewne konsekwencje. Nie tylko przyjemne w postaci nawiązań do literatury, mitologii, malarstwa czy muzyki, ale też kontekst społeczny budzący niejednokrotnie wątpliwości i niepokój.

Do wstępu poniższego przygotowywałam się długo, poszukując informacji w sieci i zasięgając opinii znajomych i przyjaciół, którzy sprawami ekologii zajmują się czynnie. Niestety, nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przyjaciel z Greenpeace firmy Friendly Fur Fragrances nie kojarzył, ale odczucia miał negatywne (i obiecał poczynić starania w celu uzyskania informacji u źródeł, czyli wśród kanadyjskich działaczy Greenpeace), podobnie jak nagabnięta przeze mnie Pralka - autorka ekologicznego bloga Publiczna Pralnia. I ja. Dlatego kolejny raz bez udzielania odpowiedzi postawię kilka pytań. A potem opowiem Wam o bardzo dobrych perfumach zapakowanych w lisi ogon.


Friendly Fur Fragrances to firma specjalizująca się w dostarczaniu etycznie pozyskiwanych lisich skór dla przemysłu odzieżowego. Główną dewizą firmy jest życie w zgodzie z naturą rozumiane jako alternatywa dla produkcji materiałów syntetycznych. Wedle informacji na stronie, marka promuje zrównoważoną gospodarkę zasobami naturalnymi i deklaruje sprzeciw wobec masowej konsumpcji.
Zwierzęta, których skóry wykorzystuje Friendly Fur nie są zwierzętami hodowlanymi - oficjalne hasło na stronie głosi, że "żadne zwierzę nie umarło dla Friendly Fur" gdyż futra pochodzą z licencjonowanych odłowów. Materiały Friendly Fur podkreślają także finansowy wkład przemysłu futrzarskiego w ochronę naturalnego środowiska występowania zwierząt futerkowych.

Santal Blush Tom Ford


Zapachy Toma Forda to nie jest żadna perfumeryjna nisza. To perfumy butikowe: mają być ekskluzywne, nie rewolucyjne.

Pełne erotycznych podtekstów, ocierające się o wulgarność albo wręcz wulgarne kampanie reklamowe sprzedają produkt zadziwiająco w tym kontekście zachowawczy. Tom Ford i Lady Gaga w jednym stoją domu: starannie zaplanowana promocja, świetnie sprzedany skandal; szokujący marketing promujacy produkt, w którym dobrze czuł się będzie przeciętny Kowalski: nie mający odwagi by szokować, ale lubiący wyobrażać sobie, że ma. Różnica między Gagą a Fordem bierze się głównie z ceny: na Fame pozwolić sobie mogą nawet Kowalscy niespecjalnie majętni, a sztucznie zawyżane ceny produktów z prywatnej linii Toma Forda celują w klienta luksusowego. Ale za to Ford nie śpiewa...

 

Stwierdzenie powyższe nie jest przytykiem ani do Forda, ani do Gagi. Oboje są beneficjantami popkultury i cywilizacji celebrującej wyraziste osobowości, póki nie używają one swej wyrazistości by zmuszać ludzi do myślenia albo zmiany. Jest próbą wyjaśnienia, dlaczego z punktu widzenia poszukiwacza perfumeryjnych perełek wśród  zapachów firmowanych nazwiskiem Toma Forda najbardziej interesujące okazały się transparentne, subtelne kompozycje w jasnych flakonach. Ano właśnie dlatego, że ta doprowadzona do perfekcji transparentność i jasność zapachu nie stoi w sprzeczności z elegancją i "noszalnością". Cztery recenzowane przeze mnie w ubiegłym roku w ramach serii "American Psycho" zapachy z White Musk Collection uważam za majstersztyki w swojej kategorii.


czwartek, 8 listopada 2012

Recenzje gościnne: Jarek o Dhan Al Oudh Al Nokhba Rasasi


Zapraszam na kolejną gościnną recenzję. Tym razem Jarek opowiada o niezwykłym, orientalnym olejku Rasasi udostępnionym do testów przez zaprzyjaźnioną z blogiem perfumerię Yasmeen.

Jarku, dziękuję Ci bardzo za recenzję i wybór zdjęcia.
Wszystkim życzę miłej lektury. 


Kilka dni zajęło mi wybranie zapachu który jest dla mnie najciekawszy i zarazem najprzyjemniejszy.
Spośród dwóch zapachów stricte damskich, oraz trzech zaliczanych do kategorii unisex, wybrałem perfumy Rasasi Dhan Al Oudh Al Nokhba. Z początku próbowałem ocenić go, stworzyć opis po prostu z głowy. Nie udało mi się jednak, więc przy którejś próbie z kolei zajrzałem w skład tychże perfum i od razu w mojej głowie się rozjaśniło. :)

środa, 7 listopada 2012

Flakony rozdane!


Zapraszam do zapoznania się z wynikami ostatnich rozdań. Oba flakony znalazły już właścicieli, a ja przed obwieszczeniem kim są szczęśliwcy, tradycyjnie już zapowiem kolejne atrakcje.


Po pierwsze do kolejnego, hurtowego rozdania próbek dołączy w tym miesiącu kolejna firma: będzie jeszcze więcej pachnących zestawów.

Po drugie na Mikołajki szykuję coś arcyspecjalnego. :)

Po trzecie wreszcie, wkrótce na SoS wrócą wywiady. Tym razem nie tylko z kreatorami perfum, lecz także z osobami zajmującymi się perfumami w inny sposób.


A teraz wyniki...

wtorek, 6 listopada 2012

Recenzje gościnne: Katalina o Rasha Rasasi


Tym razem bez wstępów. Katalinę wspominałam tu nie raz i zapewne nie raz jeszcze to zrobię. Jest utalentowana, piękna, skromna i na dodatek naprawdę niespotykanie miła. Statystycznie rzecz biorąc, nie powinna istnieć. :)
 
Dziś zapraszam, Was do lektury gościnnej recenzji perfum Rasha - jednego z zapachów z wygranego przez Kat w ubiegłym miesiącu zestawu próbek z perfumerii Yasmeen. 

Pamiętajcie, że listopadowe losowanie wciąż przed nami. ;) 


Katalina o Rasha Rasasi

 
Ciężko było się powstrzymać przed natychmiastowym odbezpieczeniem przesyłki z próbkami! I pewnie dlatego nawet nie próbowałam się powstrzymywać... Przypuściłam zmasowany atak na fiolki, chłonąc ich bogate aromaty, a kiedy nasyciłam już pierwszy głód sięgnęłam śmiało po tę, która w okamgnieniu mnie zawojowała: Rashę.



piątek, 2 listopada 2012

Wyszukiwarka mon amour


Od pewnego czasu na stronie Sabbath of Senses na Facebooku pojawiają się wpisy z cyklu "źródła ruchu sieciowego". Nie zamierzam zmieniać tego zwyczaju, ponieważ jednak nie wszystko wrzucam i nie zawsze w godzinach, w których czytacie,  postanowiłam raz w miesiącu robić przegląd najciekawszych haseł z wyszukiwarki i wyniki publikować na blogu.


Oto najoryginalniejsze hasła, za pomocą których odnajdywaliście Sabbath of Senses przez Google:

Na początek hasło, którym anonsowałam wpis na Facebooku:


Mam pewne obawy, że za to skojarzenie odpowiedzialna jest malarka Justyna Neyman, która odkrycie tej właśnie substancji w kompozycji Rasasi obwieściła swego czasu na wizażowych Perfumach. :)

LM Parfums w perfumerii Lu'lua


W ofercie perfumerii Lu'lua właśnie pojawiły się zapachy Laurenta Mazzone znane jako LM Parfums. 

 
Do wyboru mamy wody perfumowane Ambre Muscadin, Noir Gabardine, O des Soupirs, Patchouli Boheme w cenie 520 zł za 100 ml i ekstrakt Black Oud za 920 zł.

Jeśli wody perfumowane okażą się choć w części tak genialne, jak ekstrakt Czarnego Oud - będzie to dla mnie nowina na miarę D.S & Durga.

Jakie macie oczekiwania? A może znacie już?


czwartek, 1 listopada 2012

Rume Slumberhouse


Być może stracę część fanów z powodu tego, co powiem! Jestem wielkim miłośnikiem substancji halucynogennych i psychodelicznych i uważam, ze wiele z nich można używać by tworzyć na innym poziomie świadomości, niż bez nich. Jeśli chodzi o ten zapach, tworzyłem go głównie pod wpływem. I jestem bardzo zadowolony z rezultatu; to jeden z moich ulubionych zapachów. Wiele było dziwnych nocy i dziwacznych momentów; to naprawdę było wyjątkowe: tworzyć będąc całkowicie poza sobą samym. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać powtórzenia tego.

Jak Wam się podoba taki pogląd? Słowa te wypowiedział Josh Lobb - twórca zapachów Slumberhouse udzielając wywiadu Ronowi Slomowiczowi z Notable Scents i dotyczą one naszego dzisiejszego bohatera: Rume Slumberhouse. 




Orzechowe wspomnienie


Pierwszy wdech zadziałał jak dzwonek budzika. Ciemny, matowy zapach o fakturze drewna, który mój umysł natychmiast sklasyfikował jako mirrę i coś, co znam, i to znam doskonale...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...