piątek, 16 listopada 2012

Eugénie de Montijo część pierwsza: 1826 Histoires de Parfums


Blogową bohaterką tego tygodnia będzie Eugenia Maria Ignacia Augustina Palafox de Guzmán Portocarrero y Kirkpatrick de Closeburn, dziewiąta hrabina Teba, markiza Moya. I ostatnia cesarzowa Francji. Postać, której poświęcono wiele książek, wiele filmów i wiele perfum... 

Pierwszym, co ciśnie się na klawiaturę w tym kontekście jest pytanie o to, cóż tak fascynującego znajdują artyści w tej nie pochodzącej z królewskiego rodu, nie wykazującej szczególnych talentów politycznych i niewiele znaczącej monarchini. Czemu opowiada o niej tyle romantycznych filmów i czemu dedykowano jej tyle eleganckich zapachów? O książki nie pytam, bo sam upadek cesarstwa jest tematem wystarczająco interesującym.


Odpowiedź staje się oczywista, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że większość ludzi traktuje kobiety jak osobny gatunek. 

Dla poetów, malarzy, perfumiarzy czy twórców filmów fakt, że Eugenia de Montijo była politykiem ma znaczenie drugorzędne. Liczy się to, że była kobietą i jako kobieta spełnia wszystkie warunki po temu, by stać się ikoną: była piękna, męża stawiała ponad siebie (król jest ważniejszy, niż krew) i była tak inspirująco nieszczęśliwa...

Nie ma znaczenia fakt, że żadna, ale to żadna z noszących perfumy dedykowane ostatniej cesarzowej Francji kobieta nie chciałaby być oziębłą seksualnie żoną człowieka mającego dziesiątki oficjalnych kochanek i nie kryjącego się ze swym bogatym życiem intymnym także przez systematycznie robiącą swemu cesarskiemu mężowi histeryczne awantury, bezsilną małżonką. 

Bez znaczenia jest także to, że zapewne nikt normalny nie chciałby spędzić dziesiątek lat smutnego życia w bolesnej samotności, na wygnaniu, pochowawszy współmałżonka i jedyne dziecko. 

Znaczenie ma to, że była piękna.


Spośród perfum nawiązujących do postaci ostatniej cesarzowej Francji, stworzonych z myślą o niej lub (rzekomo) dosłownie na jej zamówienie: L’Eau de Cologne Impériale Guerlain, Imperatrice Eugenie i Jasmin Imperatrice Eugenie Creed, Eugenie Rance 1795, 1826 Eugénie de Montijo Histoires de Parfums, Violette Imperiale Historiae wybrałam dwa zapachy z pierwszej grupy - współczesne, lecz inspirowane postacią pięknej Hiszpanki.

To, że marka Historiae znalazła się właśnie w ofercie perfumerii Quality jest tylko dobrym pretekstem, bo o 1826 Eugénie de Montijo Histoires de Parfums od dawna już planowałam Wam opowiedzieć. I od 1826 zacznę, a jutro, w ramach kontynuacji tematu przedstawię Wam Cesarski Fiołek Historiae.




Perfumy przez grzech się wznoszą
Przez cnotę upadają... 

 

1826 otwiera pogodny, lecz daleki od banału akord, którego głównymi akcentami są słodkie, łagodne cytrusy i ciepły, przypominający lukrecję aromat anyżu. Nie jest to jednak w żadnym razie kompozycja typu gourmand - od spożywczych skojarzeń chroni nas wczesna sugestia bazy. Puszysty, ambrowo piżmowy, delikatnie podprawiony drzewnym cynamonem akord tworzący podstawę kompozycji "zasugerowany" został bowiem już w otwarciu. Początkowo dyskretny, transparentny - jest jednak wyczuwalny od pierwszych chwil i daje kompozycji niezwykłą miękkość od pierwszych sekund rozwoju.

Otwarcie to wydaje się rzeczywiście zapowiadać zapach statyczny i miły zarazem. Oto pulchna Eugenia o pyzatych policzkach i czarnych oczach południowej piękności. Taką ją pokochał Napoleon - łagodną i spolegliwą, obiecującą wiele głównie swą uległością, nie inicjatywą...

 


Na szczęście i z korzyścią dla mojej opowieści Eugenia nie pozostanie jedyną jej bohaterką. W sercu zapachu pojawia się wątpliwość, zwrot akcji - pikantna nuta imbiru i ostry cynamonowy olejek zestawione z jasnym aromatem białych kwiatów brzmiącym w tym kontekście zadziwiająco przenikliwie. Szczególnie, że towarzyszy im nutka przypominająca miętę pieprzową - z akcentem na pieprzową. 

Kremowy zwykle i gęsty akord opisywany jako "białe kwiaty" tym razem, dzięki sąsiedztwu aromatów ostrych i przenikliwych stał się "biały" bielą chłodną i wyniosłą. Wrażenie metaforycznej czystości potęguje dodatek białego, roślinnego piżma. Cesarzowa przywdziewa swą cnotę jak zbroję i z wysoko uniesioną piękną główką patrzy w dal, ponad głowami dworzan i poddanych. Kogo tak skwapliwie jej wzrok unika?

 


Nie tylko siły jasności otrzymały silne wsparciue w sercu kompozycji. Tuż za jasną świtą akordu kwiatowego podąża intrygantka paczula otulona szarym woalem delikatnie dymnego kadzidła. Dzięki jej obecności ambrowe stronnictwo mające w otwarciu wpływy niewielkie teraz zyskuje na znaczeniu. 

Matowa, złocista baza wzrasta w siłę: kryjące się w półmroku zmysłowe akcenty pogłębione dymnym kadzidłem i ogrzane miękkim, niespożywczym akordem waniliowo - tonkowym stanowią silną i inspirującą przeciwwagę dla jasnych nut okołokwiatowych. Drugie życie zyskuje lukrecja - czarna i łagodna kusi wizjami zmysłowych rozkoszy.


Na tym etapie 1826 zdecydowanie nie są już perfumami jednoznacznie damskimi. Zapach jest łagodny, lecz jest w nim jakiś haczyk - zadziorek odbierający mu bierność, jest wyrazisty i zarazem idealnie złożony - żadna tam pobożna, oziębła żona wiecznie chorego cesarza. Raczej młody gwardzista z wysokiego rodu zakochany w swojej cesarzowej. Może i platonicznie, ale jego miłość jest czysta nie z wyboru, lecz raczej z jego braku.

I pomimo, iż Eugenia nader skwapliwie stara się nie zauważać go w tłumie, mimo iż konsekwentnie unika jego wzroku - dwór i tak huczy od plotek. I po kilku godzinach nikt już nie wie, czy cesarzowa naprawdę jest tak jasna i czysta, jak się wszystkim wydawało, czy rację ma paczula rozpuszczająca plotki o potajemnej konsumpcji romantycznej miłości ślicznej Hiszpanki i złotowłosego młodzieńca z królewskiej straży...

Następujący po kilku godzinach schyłek tej opowieści skłania mnie ku temu, by uwierzyć plotkom...



Data powstania:
Twórca: Gerald Ghislain
Trwałość: dobra, ale nie zachwycająca: 5-6 godzin

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: bergamotka, mandarynka
Nuta serca: białe kwiaty, fiołek, cynamon, imbir
Nuta bazy: paczula, ambra, kadzidło, jasne drzewa, białe piżmo, wanilia



* Tytuł inspirowany cytatem z Williama Szekspira "Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają." I nie jest to żaden manifest poglądów życiowych. Tylko bon mot dla recenzji. :)
 
  • Autorem wszystkich ilustrujących wpis portretów cesarzowej Eugenii de Montijo jest Franz Xaver Winterhalter.

19 komentarzy:

  1. Skuszona pięknym opisem nut nabyłam na wątku rozbiórkowym 15 ml owego zapachu. Możesz sobie tylko wyobrazić moje rozczarowanie po pierwszej aplikacji na skórze.Apteka i to taka niewietrzona latami z unoszącym się w powietrzu zapachem syropu na kaszel i cukierków ślazowych.
    I co gorsza, zapach na mnie jest pieruńsko trwały, jak wszystkie zapachy, które nie podbiły mojego serca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu... Kicha. :/
      Na mnie nie jest ani brzydki, ani pioruńsko trwały. To chyba mój ulubiony damski HdP. Tyle, ze postać nie jest na tyle nośna, by opowiadać o niej historie. Dlatego recenzuję dopiero teraz.

      I jeszcze: "ulubiony" wciąż nie oznacza, że chciałabym go nosić. :D

      Usuń
    2. Mój ulubiony zapach z HdP to Moulin Rouge :)

      Usuń
  2. Zacznę nietypowo: Tovo- oooo niewietrzona apteka to świetna rekomendacja!!!! Chcęprzynajmniej spróbować :)

    Cóż piękne kobiety to często nieszczęśliwe kobiety a piękne i rozważne kobiety to już w ogóle. Żal mi tych wszystkich królowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem Pola ;)
      Mnie w takich dusznych pomieszczeniach dopada ból głowy :)

      Usuń
    2. Apteczne nuty? Ja też poproszę!

      http://www.sabbathofsenses.com/2011/04/coz-ty-tu-robisz-panie.html

      Usuń
    3. Jakby co to mam 10 ml na zbyciu :)

      Usuń
  3. Sądzę, że ten zapach mógłby mi się spodobać. Opowieść jak zwykle zachwyca. Tylko wciąż ciśnie mi się na usta jedno pytanie: czy cesarzowa rzeczywiście była taka piękna?! Pooglądałam sobie różne przedstawiające ją malowidła i coś co jak sądzę było pra-pra-dziadkiem zdjęcia i szczerze mówiąc jej twarz wydaje mi się nieco banalna... Spojrzenie takie puste że miałam wrażenie jakby ta główka była kompletnie wyzuta z myśli. Ale to oczywiście tylko moja opinia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroda jest różnie rozumiana w różnych czasach, a portrety nie zawsze ją oddają...
      "Nie to ładne, co ładne, tylko to, co się podoba".

      Jak dla mnie ona była bardzo ładna (patrząc na zdjęcia), a w porównaniu do arystokratek ze swoich czasów to już w ogóle... (nie żebym taka złośliwa była, ale pamiętam moje wielkie rozczarowanie w dzieciństwie na widok portretów "pereł" arystokracji osiemnastowiecznej...).

      Usuń
    2. Kiedy właśnie na malowidłach ona wyglądała względnie ładnie. To te -jak sądzę- fotografie mnie zaskoczyły, bo wyłoniła się z nich kobieta o mało wyrazistym, "nalanym" owalu, wąskiej twarzy, spojrzeniu, które wygląda na wiecznie zdziwione i jakby puste. Te oczy chyba "zrobiły" najwięcej. Brak w nich jakiejkolwiek iskry, życia. Wiem, że kanony piękna zmieniają się w zależności od epoki i szerokości geograficznej, z resztą nie roszczę sobie praw do głoszenia "prawd objawionych" ;) Po prostu wyraziłam swoje zdanie :P

      Usuń
    3. W tamtym czasie taka była konwencja malarska i malarz przekazał na obrazie to, czego oczekiwano od królowej. Miała byc ładna podporządkowana i opanowania. Za to dostawał wynagrodzenie. Oficjalne portrety musiały spełniac normy etykiety. Dla wszystkich którzy chcieliby zobaczyć niepodrasowaną rodzinę królewską polecam obejrzeć portret rodziny królewskiej pędzla F. Goyi- pospolitość twarzy, cwaniactwo i tępota bije po oczach. Malarz zgarnął niezłe cięgi za ten wybryk.

      Usuń
    4. Dziewczyny, albo Was pogryzę, albo wyściskam. Właśnie zarzynacie mi kolejny wpis!

      Buahahaha! Poważnie, zaczynam go od rozważań o tym, czy ona naprawdę była piękna i mam wybrane portrety pędzla innego malarza oraz zdjęcia jako ilustracje. Jesteście okropne! :DDD

      I za to Was uwielbiam. :*

      Usuń
  4. Jakie trafne ilustracje. Tudzież barwny opis - jak zwykle klasa. Z racji pewnej imprezy służbowej w Muzeum Narodowym miałam dziś okazję napatrzeć się na podobne obrazki, z Bitwą pod Grunwaldem na czele. Po raz pierwszy w życiu wydały mi się kompletnie kapitalne! I ten światłocień... Chyba się starzeję. Często się zastanawiam, jak te panie z obrazków pachniały. Bo i perfumy były wówczas inne, i panie nie takie znów chyba domyte. Ostatnio lubię wszystko co ma paczulę więc może kiedyś panią EdM powącham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myszo, ja podobne przeżycie zaliczyłam oglądają oryginały płócien Rubensa. Nie lubiłam jego stylu, jakoś nie ruszały mnie ani monumentalne sceny historyczne, ani puszyste piękności. Tymczasem w wielkim formacie jego obrazy po prostu wyrywają z butów. "Rzeź niewiniątek" to jest rzeź emocjonalna. Patrzysz i czujesz przerażenie. Wielki był. I piszę o Rubensie, bo Durer czy Velasquez zawsze mnie ruszali, a Rubens nie. "Porwanie Sabinek" to jest okropna scena gwałtu i ciała tych ludzi mają w sobie całe to koszmarne napięcie.
      To jest chyba tak, że tego typu dzieła tworzone są po to, by stawać z nimi twarzą w twarz.

      Albo ja też się starzeję... ;)

      Usuń
  5. Jaki świetny tekst... I cała ta atmosfera. teraz przydałoby się zapach "wąchnąć"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w Quality. I nawet ma względnie przyzwoitą cenę. Nie to, co marząca mi się "Królowa Morloków" tej samej firmy. Że też ja zawsze muszę wymarzyć sobie najdroższe zapachy...

      Usuń
  6. Uroda jest różnie rozumiana w różnych czasach, a portrety nie zawsze ją oddają...
    "Nie to ładne, co ładne, tylko to, co się podoba".

    Jak dla mnie ona była bardzo ładna (patrząc na zdjęcia), a w porównaniu do arystokratek ze swoich czasów to już w ogóle... (nie żebym taka złośliwa była, ale pamiętam moje wielkie rozczarowanie w dzieciństwie na widok portretów "pereł" arystokracji osiemnastowiecznej...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miał być komentarz do komentarza Kataliny, ale Blogspot znowu coś bruździ po nocy... ;/

      Usuń
    2. Zauważyłam. Fajna dyskusja wyszła. I kurczę... Redundantna z moim następnym wpisem. Czyli pytanie narzuca się nie tylko mnie.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...