czwartek, 29 listopada 2012

Korrigan Lubin


Lubicie whisky?

Mnie wydawało się niegdyś, że nie lubię. Jak większość z nas, poznawanie tego trunku zaczynałam od Johnny Walkera. Próby spożycia czerwonego Jasia Wędrowniczka do dziś są na mnie przeżyciem na pograniczu traumy i opis moich wrażeń raczej nie mieści się w ramach tego bloga. Czarny okazał się wcale nie lepszy, znany jako Pure Malt Zielony także rozczarował, dopiero smak Niebieskiego nie budził we mnie gwałtownego wstrętu. Ale wciąż nie zachwycał. Uznałam więc, że nie lubię whisky. I trzymałam się tego przekonania przez wiele lat.

 

A później poznałam pewnego Irlandczyka: emerytowanego pilota RAFu, który walczył z hitlerowcami w czasie drugiej wojny światowej, po "wylataniu" swojego zarządzał obozem jenieckim i po przekroczeniu osiemdziesiątki wciąż jadał pstrągi z głowami i ogonami, bo "u nas w wojsku tak się jadło". Ken nauczył mnie celebrować whiskey. Whiskey właśnie, nie whisky, bo jako Irlandczyk zwał swą uisge beatha - wodę życia bardziej śpiewnie, niż robią to Szkoci.

Za każdym razem, kiedy odwiedzał Polskę, przywoził ze sobą przelewane do plastikowych butelek (żeby nie płacić nadbagażu za szkło) single malty z niewielkich, rodzinnych zwykle destylarni i dzielił się z nimi z przyjaciółmi tak, jak dzielimy się dobrą nowiną: hojnie i z radością.


Po śmierci Kena moja radość z picia whisky gdzieś odeszła. Z braku mentora i trochę towarzystwa.

Dopiero niedawno, przy okazji stawiania przysłowiowej "flaszki" (będącej wśród moich znajomych najpopularniejszą obok "stawianego piwa" walutą zapłaty za przyjacielskie przysługi) kumplowi, który whisky lubi, odkryłam Glenrothes: destylarnię produkującą whisky o smaku wyrazistym lecz aksamitnym zarazem; subtelnie owocową, czasem wręcz waniliową. Niestety, smakowita trzydziestoletnia edycja zniknęła z rynku zanim zdołałam zdecydować się na zakup drugiej butelki, a i edycja 25 Years Old właśnie odchodzi w przeszłość... Czekam na kolejne specjalne edycje i tropię kolejne długo dojrzewające smakołyki zza Kanału Francuskiego. Bo whisky jest jak mężczyzna: potrzebuje czasu, by dojrzeć, a jej moc musi iść w parze z delikatnością.


Jeśli chcecie poczuć przyjemność z picia whisky nie będąc znawcą, pamiętajcie o tym, że whisky to nie tylko smak, ale też aromat. Podawanie whisky z lodem jest równie bezsensowne jak serwowanie w ten sposób koniaku.
Whisky czy koniak to nie są trunki "do picia" tylko do smakowania. Dodatek lodu nie tylko podrażnia kubki smakowe i osłabia ich wrażliwość, ale też zmniejsza parowanie cieczy i w konsekwencji zabija bukiet. To tak, jak gdybyśmy opłukali spaghetti z sosu przed podaniem.

 

Drugą, bagatelizowaną zwykle kwestią jest szkło. Szerokie szklaneczki typu old fashioned uznawane za standardowe szklanki do whisky nadadzą się co najwyżej do trunków pośledniego gatunku. Prawdziwa, aromatyczna whisky wymaga szkła mniej płaskiego, najlepiej zwężającego się nieco ku górze. Zwane z angielska gobletami czyli czarkami szklaneczki do whisky z powodzeniem zastąpić można przypominającymi tulipan kieliszkami do koniaku - oba trunki mają podobne wymagania, tylko whisky, ze względu na ostrzejszy aromat, mniej ogrzewamy dłońmi.

I ostatnia kwestia, której echo pojawi się w tekście. Nie dodajemy do whisky żadnych gazowanych napojów. Nawet wody. Gaz w trunku działa na kubki smakowe podobnie jak lód, tylko gorzej. Możemy do whisky dodać czystej, niegazowanej wody. Albo... No właśnie.


Nie obawiajcie się, to nie będzie wpis o whisky. Ani kolejna mitologiczna gawęda o karmieniu trolli plackiem. Dziś opowiem Wam o perfumach noszących imię złośliwych skrzatów, które "psują" jęczmień. Bo bez Korriganów whisky by nie było.



Korrigan na miarę moich pragnień


Już pierwsze nuty otwarcia pozbawiły mnie wszelkiej nadziei. Korrigan zaczarował mnie pierwszym tchnieniem - gładkie, bogate, polerowane nuty drzewne; ciepły, złocisty szafran; szlachetnie stara, wysokiej jakości skóra i wyrazisty, upojny bukiet dobrego, szlachetnego koniaku. Żadnych wstępów, żadnych zagajeń - opowieść zaczyna się od... Nie tyle trzęsienia ziemi, co jej zachwiania, "zabujania".

Kompozycja jest od pierwszych chwil dojrzała. Brzmi jak głęboki, harmonijny akord zagrany czysto, lecz nisko, na granicy słyszalności. Każdy wdech wsącza zapach w klatkę piersiową, pozwala mu spływać wgłąb ciała dając wrażenie przypominające to, co odczuwamy sącząc mocny, dojrzały trunek: nabrzmiewające łagodną mocą ciepło.


Woda życia zmieszana przez Thomasa Fontaine nie napełnia trzewiów ogniem, nie uderza w nas falą doznań na granicy przyjemności i bólu. Pieści zmysły bukietem aromatów zdecydowanych, lecz łagodnych.
Serce to prawdziwa domena Korriganów. Leciutko szorstki, torfowo dymny aromat prawdziwej, leżakowanej w dębowych beczkach po koniaku whisky, która przez lata całe piła magię natury. Wielowymiarowy, łączący niejednoznaczną, dymną słodycz z balsamicznym aromatem peru, tonki i wanilii.

Skórzasto - tytoniowe podbicie daje kompozycji tchnienie wyrafinowanego komfortu, leniwej dekadencji pięknie korespondujacej z wizją cichego wieczoru przy szklance dobrej whisky. Nieściętej lodem, swobodnie uwalniającej złożony, nieco dymny aromat.


Korrigan Lubin jest korriganem na miarę naszych marzeń. Pierwotna magia daje mu kształt naszych pragnień: upojona ciepłym, alkoholowym aromatem wyobraźnia maluje obraz istoty utkanej z dymu i cieni: archetypiczny wręcz, pociągający podprogowo, w sposób niegwałtowny, niespieszny.

Bo kiedy zaczyna działać czar, pokraczna postura i wielki nochal przestają mieć znaczenie. Magia whisky otwiera nasze oczy na świat ukryty i oto korrigan pokazuje nam swą prawdziwą naturę stając się odbiciem naszych leniwych marzeń. Odbiciem rudym jak mahoń.


Korrigan jest zapachem łagodnym i na swój niszowy sposób bardzo ładnym. Nie mylcie jednak łagodności whisky z kremowością czy dosłowną słodyczą. Nawet łagodna whisky jest trunkiem z charakterem; nawet ta z subtelnym, waniliowym podbiciem daleka jest od tego, co za waniliowy zapach uznajemy zazwyczaj. 

Korrigan nie "smakuje" likierem na bazie whisky. Bliżej mu do Mleka Wściekłej Krowy: mało popularnego i zdecydowanie niedocenianego drinka złożonego z "miękkiej" w smaku whisky zmieszanej w shakerze ze zwyczajnym, zimnym mlekiem. Bez rafinowanego cukru, karmelu czy miodu.

 

Słodycz w kompozycji Fontaine ujawnia się przez kontrast z wytrawnymi nutami dymnymi i skórzastymi - te same waniliowo balsamiczne akordy w popularnych obecnie, landrynkowych perfumach zdałoby się wytrawne. Gdyby istniała teoria względności słodyczy mówiłaby ona, że słodycz jest słodka na tyle, na ile wytrawne jest tło, na którym ją smakujemy. 



Data powstania: 2012
Twórca: Thomas Fontaine
Trwałość: około pięciu godzin wyraźnej projekcji plus kolejne pięć cichego mruczenia na skórze.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: jagody jałowca, szafran, koniak
Nuty serca: lawenda, piżmian, whiskey
Nuty bazy: cedr, oud, skóra, wetiwer, piżmo


Źródła ilustracji:
  • Pierwsze zdjęcie pochodzi z oferty handlowej imprezy z degustacją whisky na stronie trygon.pl
  • Na drugim degustacja pięćdziesięcioletniej Glenfiddich whisky. Zdjęcie: John Paul. Link do artykułu o sztuce produkowania whisky w The Guardian: KLIK.
  • Na trzecim zdjęciu goblet do picia whisky Villeroy & Boch.
  • Czwarte zdjęcie pochodzi z artykułu miłośnika i znawcy whisky Nicholasa Coldicotta dla Whisky Magazine Japan (fot. Julen Estebal-Pretel). Angielskie tłumaczenie całego tekstu znajdziecie tu: KLIK.
    Na piątym zdjęciu fancy szklaneczki do whisky Ballantines. Warto zauważyć, że szklaneczki mają dziurkę, a metalowa podstawka zostaje na stole, kiedy podnosimy je do ust. Stanowczo nie ma miejsca na lód.
  • Zdjęcia ilustrujące samą recenzję przedstawiają... Whisky. Są częścią cyklu fotograficznego "Vanishong Spirits" Erniego Buttona, który uwiecznił na makroskopowych fotografiach resztki whisky pozostałe na ściankach szklanek. Pełną serię zdjęć podziwiać można na stronie autora: erniebutton.com.

20 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać recenzji kolejnych zapachów z tej serii:)

    Codziennie sprawdzam stronę Quality - czy wiadomo, kiedy będzie można się zaopatrzyć w próbkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem. Wiem tylko, że flakony już zamówione.

      Usuń
  2. Niektórzy piją whiskey z coca-colą : ) Ja także nie lubię tego typu alkoholi. W zasadzie to w ogóle nie lubię alkoholu. No może poza domową gęstą malinówką. Napiłem się kiedyś łyk Metaxy, poczułem aromat, bukiet, przy drugim łyku pojawił się odruch wymiotny. Nie dla mnie.
    Z pewnością w perfumach smakuje to lepiej, bo dostajemy to, co najlepsze - zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. whiskey/metaxa/inne+cola/sprite to bardzo dobre połączenie:)

      Usuń
    2. Łukaszu, ja wychodzę z założenia, że z Colą pija się alkohole, których smak chcemy zagłuszyć, nie celebrować. Z Colą pijam wódkę. Najlepiej kartoflaną, bo ma delikatniejszy smak, niż zbożowa. I najlepiej z dodatkiem cytryny, żeby alkohol czuć jeszcze mniej.

      Kiedy kupujemy dobrą whisky nie o to nam chodzi, by ją "tłumić". Szczególnie, że kiedy język podrażnimy gazem smak whisky staje się prawie bolesny.

      Sensu kupowania niedobrej whisky nie widzę. Chociażby dlatego, że dobra, świetnie nadająca się do drinków wódka i tak wychodzi taniej.

      Podobnie jest z koniakiem. Nie "łapię" idei drinków na koniaku. Kiedy kumpel opowiadał mi, jak na Francuskiej Riwierze "nowe Ruskie" zamawiają pięćdziesięcioletniego Courvoisiera z lodem i cytryną pomyślałam, że to wandalizm. Nie chodzi o to, że zazdroszczę im pieniędzy i nonszalancji. Raczej o to, że w ten sposób niszczą coś... Pięknego. Jak gdyby użyli pięćdziesięcioletnich, dobrych grafik na podpałkę. Ogień jest. Ale przecież ktoś inny mógłby je docenić...

      Usuń
  3. Bardzo mi się zadanie kończące podoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tęskniłam za Twoimi esejami:) Czyli następny zapach wpisany na niekończącą się listę perfum do wypróbowania, choć amatorką wody piekielnej (jaką jest whisky)nie jestem;)Zanurzenie w niej zaledwie czubka języka kończy się dla mnie traumą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edyto, bardzo Ci dziękuję. Taki komentarz ogrzewa mi serducho. :)
      Co do whisky - ja znakomitej większości whisky też nie lubię.

      Usuń
  5. Co za "apetyczna" recenzja...:) Whiskey nie znoszę( no może z jednym wyjątkiem;). Wolę koniaki i brandy. Ale ta recenzja jest tak sugestywna, że z przyjemnością "zanurzyłam się" w recenzji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten "jeden wyjątek" mnie osobiście smakowo wcale nie zachwycił. Ale i tak zostanie moim ulubieńcem. :DDD

      Usuń
  6. Mnie też nie zachwycił. Po prostu zwyczajnie smakował, na tle innych, chyba po raz pierwszy nie "wykręciło" mi buzi^^:D

    Ale reklamy ma świetne. Choć nie wiem, czy to adekwatne słowo:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że adekwatne. I tak wiemy, w JAKI SPOSÓB świetne. :)

      Usuń
  7. Jestem niemal pewna że by mi się spodobał :) Brzmi tak, że raz jeszcze muszę uciec się do swojego dawnego stwierdzenia, że "wciągałam jak szalona" ;) Powietrze nosem, żeby nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam wrażenie, że mógłby przypaść Ci do gustu. :)

      Usuń
  8. Ale dałaś! Recka w Twoim Wielkim Stylu. Dzięki! I te resztki whiskey na szklankach - myślałam, że to może jakieś zdjęcia mikrostruktur lodu lub drewna w świetle spolaryzowanym. Może w sumie nie byłam tak daleko :)
    Nie lubię smaku whiskey, wolę zapach. Natomiast mleko wściekłej krowy wygląda z Twojego opisu na bardzo smaczną wersję whiskey.
    Idę czytać kolejne Lubiny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Parafrazując: ale mi posłodziłaś! :)))
      A zdjęcia i mnie urzekły. Doszłam do wniosku, że zabieg jak przy meteorytach nie zaszkodzi. Korrigany się nie obrażą. :)

      Usuń
  9. Sabbath piękna opowieść :)) Super, że miałaś przyjemność poznania wspaniałego człowieka.

    Dobre o whisky nie jest złe choć rzadko pijam tego typu trunek ;)

    Niedługo przekonam się jak pachnie Korrigan :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie pijam często. Jestem zwolenniczka słabszych trunków. Ale ma to swój urok. Ciekawa jestem, jak Ci się Korrigan spodoba.

      Usuń
  10. uwielbiam whiskey:) Ja nie piłam johnny'ego walkera:P swoją przygodę zaczynałam od vat69 którą uwielbiam ( szkocka mieszana) i teraz najczęściej pijam Ballentinesa :)uwielbiam zapach i smak whiskey:)

    Chciałabym się przekonać jak pachnie Korrigan. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...