wtorek, 20 listopada 2012

Recenzje gościnne: Monika o Heilitrope Oliviera Durbano


Dziś przedstawię Wam blogerkę, miłośniczkę perfum i niezwykle miłą osobę: Tovę1 czyli Monikę - twórczynię bezpretensjonalnego i chwytającego za serce Bloga Moniszona.

Monika pojawiła się u mnie względnie niedawno, ale już pierwsze jej komentarze sprawiły, że poczułam się, jak gdybym spotkała kogoś bliskiego. Bo Monika tworzy wokół siebie atmosferę ciepła. I dlatego na Bloga Moniszona warto zaglądać nawet jeśli (jak ja) nie malujemy paznokci i używamy dwóch kolorów cieni do powiek. Bo to jest po prostu miłe miejsce.


Moniko, dziękuję za recenzję, dziękuję za to, że mnie odwiedzasz, dziękuję za to, ze mogę do Ciebie zaglądać kiedy mam ochotę na spotkanie z kimś miłym.




Heliotrop Oliviera Durbano

Jakiś czas temu wygrałam u Sabbath zestaw próbek - nowości z perfumerii Quality.
Pewnie nikogo to nie zdziwi, że testy zaczęłam od Heliotropu Oliviera Durbano. 
 
zdjęcie pochodzi ze strony http://infobizuteria.pl

Heliotrop, zwany też krwawnikiem jest ciemnozieloną odmianą chalcedonu z widocznymi czerwonymi plamkami. Jego nazwa pochodzi od greckich słów helios (słońce) i tropein (zmieniać barwę), ponieważ daje on czerwone refleksy podczas obracania po zanurzeniu w wodzie. Heliotrop nazywany był też kamieniem spokoju.

I tak też według mnie można jednym słowem opisać nowe dzieło Oliviera Durbano - spokój. Ostatnie dni lata, a może początek ciepłej jesieni. Ciepłe, sobotnie popołudnie, leśna polanka pośrodku sosnowego zagajnika.  

Siedzę na wygrzanym słońcem kamieniu i popijam czerwoną oranżadę. Wdycham aromat sosnowej i na chwilę zapominam o całym świecie. Liczy się tylko tu i teraz. 
Heliotrop to zapach piękny i ciekawy. Nietypowe połączenie ciepłego kamienia, żywicy sosnowej, słodkiej, lecz nieco syntetycznej oranżady nie rzuca się nam do gardła i powala na kolana, ale na pewno zapada w pamięć. Za to największe wrażenie zrobiły na mnie końcowe nuty- zapach palonego, śnieżnobiałego papieru i suszonej, ale ciągle intensywnie pachnącej lawendy (w składzie jej nie ma a ja ją wyraźnie czuję).  Szkoda tylko, że nuty te wyczuwam wyraźnie tylko przy samej skórze. 

Jeśli spodziewacie się mocy i ogromnej trwałości, będziecie nieco zawiedzeni. U mnie utrzymał się na skórze 6-7 godzin. Ale jak wiadomo trwałość zapachu to sprawa indywidualna.
 

Skład:
Nuty głowy: żywica elemi, kadzidło (olibanum), imbir, czerwona mandarynka, ostra papryka (pieprz cayenne), dzięgiel
Nuty serca: szafran, magnolia, cypriol (nagarmota, indyjski papirus), heliotrop
Nuty bazy: mirra, cedr, sandałowiec, piżmo, ambra, żywica benzoesowa


  • Link do oryginalnej recenzji tu: KLIK.
  • Dla porównania link do mojej recenzji tego samego zapachu tu: KLIK.   

7 komentarzy:

  1. To bardzo prawdziwa prawda - Monika jest niesamowicie ciepłą osobą, nawet głoś ma taki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głosu nie słyszałam. Może kiedyś...

      Usuń
  2. a ja znam Monikę z komentarzy na blogach które namiętnie czytuję i chociażby z racji wspólnych "lubiejstw" ją lubię:))a od dziś zacznę zaglądać na jej bloga nawet jeśli stosunek do upiększeń mam podobny do Sabbath;P
    Heilitrope jeszcze nie znam więc wierzę na słowo:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są ludzie, których można czytać "na każdy temat". :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą, Monika tworzy na swoim blogu wspaniałą atmosferę:) Uwielbiam do niej powracać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że masz podobne odczucia.

      Usuń
  4. Wpadłam tylko na chwilę i aż się zarumieniłam czytając tyle ciepłych słów :)
    Dziękuję dziewczyny, Tobie Sabbath szczególnie :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...