czwartek, 27 grudnia 2012

Flakon Black Cube wygrywa...


Bez zbędnych zagajeń.


Zwycięzcą losowania flakonu Black Cube marki Ramon Molvizar ufundowanego dla Was przez dystrybutora, firmę Szmaragd i Diament jest...


poniedziałek, 24 grudnia 2012

MIły wpis nie tylko z okazji Świąt


Święta to czas dobrych emocji, miłych gestów, ciepłych słów. Oczywiście, na dobre emocje, miłe gesty i ciepłe słowa każdy czas jest dobry, ale czyż nie zdarza nam się czasem o tym zapominać? Tak zupełnie wyjątkowo i sporadycznie? :)

Rok temu przy okazji życzeń świątecznych zainicjowałam nową, świecką tradycję na SoS: świętowanie zaległych tagów, wyróżnień i przyjacielskich dowodów uznania od współtworzących blogosferę kreatywnych dusz. I dziś, korzystając z pretekstu w postaci Świąt i tych miłych, honorowych wyróżnień, złożę Wa m po raz kolejny życzenia z zagajeniem. 


Przywędrowały do mnie ostatnio trzy przechodnie komplementy.
Pierwszy, szczególnie dla mnie nobilitujący:


Piękny, prawda?

Te ważne, dobre słowa ofiarowały mi trzy niezwykłe kobiety, blogerki, osobowości. 



niedziela, 23 grudnia 2012

Ostatnia szansa na Black Cube


Świat się nie skończył. Sabbath of Senses też nie, choć zostawiłam Was z fenomenalnym rozdaniem i milczę...

Milczę z powodu, który najłatwiej byłoby mi nazwać lenistwem, ale to nie do końca oddaje sens tych cichych dni. Istotą tego milczenia jest bowiem eksperyment. Badanie rzeczywistości. Test samej siebie. Obserwacja uczestnicząca własnego życia...

Sprawdzam, jak się żyje bez bloga.


Piszę o perfumach od lat już. Z czasem moje pisanie staje się coraz poważniejsze i coraz bardziej absorbujące. Pasja pochłania kolejne godziny mojego czasu i życia. Godziny, które kiedyś spędzałam inaczej.

W pewnym momencie tego grudnia, po powrocie z fantastycznej wyprawy w inny świat - pełen zgiełku, fantastycznych ludzi, dźwięku uderzających o siebie szklanic i głośnych rozmów uznałam, że nie jestem w stanie żyć w stanie ciągłej koncentracji. Dom, praca, prowadzenie pewnej OPP, blog - wszystko to jest dla mnie wielką radością, ale  też obciążeniem. Psychicznym i fizycznym. Aby podołać obowiązkom coraz bardziej rezygnuję z wypoczynku i niezobowiązujących przyjemności. I kiedy po powrocie po raz kolejny zasiadłam do klawiatury doszłam do wniosku, że nie mogę ciągle czegoś pisać - potrzebuję też czasu na CZYTANIE. Nie mogę wciąż testować nowych zapachów, bo zapominam jak to jest ich po prostu używać. Nie chcę wciąż odmawiać sobie przyjemności - chcę czasem zjeść cholerne krewetki z czosnkiem albo wykąpać się w pianie... I to właśnie przez te wszystkie dni robiłam. Czytałam, używałam obłędnie pachnących peelingów do ciała i balsamów, paliłam straszne ilości aromatycznych żywic w kadzielnicy, piłam grzane piwo z cynamonem i imbirem, używałam perfum, które znam i lubię oraz spałam. Spałam do woli.

środa, 12 grudnia 2012

+MA Blood Concept


Krew zawsze budziła spore emocje. Bogactwo skojarzeń, osobistych doświadczeń i kulturowy kontekst sprawiają, że seria Blood Concept właściwie skazana jest na marketingowy sukces. Właściwie bez względu na zapach. A jednak, recenzując podstawowe kompozycje serii: A, B, AB i 0 z satysfakcją podkreślałam, że są to PERFUMY, nie tylko pachnący happening. Mogą się podobać albo nie, ale tego, że są przemyślanymi kompozycjami odmówić im  nie sposób. Ich bezkompromisowość pasuje do koncepcji, koncepcja pasuje do zapachów - całość robi świetne wrażenie.


Nic dziwnego, że kolejna propozycja duetu Castelli - Zuddas (o którym szerzej pisałam przy okazji wpisu o perfumeryjnych ekstremach) znalazła się na liście moich must niuchów. +MA czytane jako PlasMA to zapach... Plazmy oczywiście. Plazmy rozumianej nie jako zjonizowana materia o stanie skupienia przypominającym gaz, ani jako mieszanina kwarków i gluonów, lecz plazmy w znaczeniu osocza krwi. Osocze składa się głównie z wody, ma delikatne, słomkowe zabarwienie i budzi zdecydowanie mniejsze emocje, niż czerwona krew. Ale zapach i tak kusił.


+MA składa się wyłącznie z syntetycznych składników, jej zapach określany jest jako niewinny, czysty i bezpieczny. I podobno kojarzyć ma się z czystą bielą i czystym praniem...

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdanie roku! Flakon Black Cube Ramon Molvizar


Dziś na SoS prawdziwe święto. Mam dla Was flakon, o którym naprawdę można marzyć. Zapach wielki. Prawdziwe dzieło sztuki perfumeryjnej: Black Cube Ramon Molvizar.

 

Już ogłaszając ankietę wiedziałam, że Czarny Sześcian musi zwyciężyć w głosowaniu na wymarzona nagrodę i dlatego poprosiłam jej fundatora, pana Marcina Malika z firmy Szmaragd i Diament - wyłącznego polskiego dystrybutora perfum Ramon Molvizar o wcześniejsze przesłanie flakonu w celu wykonania dokumentacji fotograficznej. 

Piękny flakon sygnowany numerem 3527 od pewnego czasu już u mnie czeka... Niestety, w wyniku awarii optyki w moim aparacie zdjęć na razie wykonać nie mogę. Ale postaram się nadrobić to przed zakończeniem zabawy.

środa, 5 grudnia 2012

Wyszukiwarka my love - listopad 2012


Od razu przyznaję się, że w listopadzie nie tropiłam tak uważnie, jak w październiku. Czasu miałam mało i wcale nie mogę obiecać, że w grudniu się poprawię. Ale coś tam wyłowiłam. Miłej zabawy. 



Na pierwsze pytanie na moim blogu odpowiedzi dotychczas nie było, ale służę:


 

Pierwsza metoda, przydatna przy zbieraniu bursztynów na plaży jest banalnie prosta i błyskawiczna: bursztyn podniesiony z piasku lub wyłowiony będzie wydawał się ciepły. Kamień o kolorze bursztynu będzie zimny.
Druga metoda wykorzystuje właściwości fizyczne bursztynu, a konkretnie jego właściwości elektrostatyczne. Przygotuj drobne kawałki papieru (wystarczą zwyczajnie podarte kawałki biletu), potrzyj bursztyn o ubranie, najlepiej o sweter z dodatkiem wełny, ale zadziała i inny elektryzujący się materiał. Naelektryzowany bursztyn będzie przyciągał kawałeczki papieru.
Trzecia metoda polega na wrzuceniu bursztynu do mocno osolonej wody. Bursztyn będzie pływał, kamień czy plastik utoną.
I ostatnia metoda, najbliższa profilowi tego bloga, jednak mogąca uszkodzić bursztynową biżuterię polega na ogrzaniu bursztynu i sprawdzeniu, czy wydziela charakterystyczną, żywiczną woń. W tym przypadku należy jednak wziąć poprawkę na to, że wyglądający podobnie kopal po ogrzaniu też będzie pachniał żywicą, i to mocniej. Za to plastik na pewno nie będzie.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Saffron Rose Grossmith


O marce Grossmith czytałam już jakiś czas temu, kiedy wchodzili na rynek ze wskrzeszonymi klasykami z końca XIX wieku. Wizerunek firmy jest bardzo klasyczny; otwarte nawiązania do tradycji i ukłony w stronę brytyjskiej rodziny królewskiej (wskrzeszony z okazji zaręczyn księcia Williama z Catherine Middleton Betrothal czy skomponowany dla świętującej sześćdziesięciolecie panowania Elżbiety II Diamond Jubilee Bouquet) zapowiadają zapachy eleganckie, dobre jakościowo i... klasyczne właśnie. Doceniam klasykę, ale rzadko budzi ona we mnie wielkie emocje.

Tymczasem z wielkim zaskoczeniem stwierdzam, że to jeden z zapachów Grossmith - Saffron Rose okazał się najciekawszą z testowanych podczas ostatniej wizyty w Quality kompozycji. I dziś spróbuję Wam opowiedzieć, dlaczego. Zaznaczę jednak, że jest to opowieść o Saffron Rose na mojej skórze. I jest to zastrzeżenie o tyle ważne, że Szafranowa Róża Grossmith spełnia życzenia - miłośnikom agaru ukazuje czarną twarz drzewnego bóstwa, do miłośników róży uśmiecha się karminowymi ustami, miłośników szafranu obsypuje matowym zlotem... Wiem, wąchałam. :)


Chowaniec Bogini


Przymierzając się do testu oczekiwałam kolejnego Safran Troublant: doprawionej szafranem róży. Pięknej, lecz dalekiej od perfumeryjnego ekstremizmu. Tymczasem Saffron Rose daleki jest od złocistej róży l'Artisan Parfumeur jak noc od dnia...

niedziela, 2 grudnia 2012

Akkad Lubin


Złapałam wirusa. Komputerowego.
Pozbawiona możliwości pisania w swojej norze przeniosłam się na drugi komputer, zwany u nas w domu "dużym" i używany głównie do grania i na tymże komputerze głównie grałam. Stąd przerwa. Ale już wracam do rzeczy. Dziś ostatni z "mitologicznych" zapachów Lubin: Akkad. Anonsowałam go z przytupem i dziś tupania ciąg dalszy. Akkad był tym właśnie zapachem z serii, na który czekałam najbardziej i od pierwszego wdechu wiedziałam, że warto było.




Ambrowe spełnienie


Pierwsze nuty olśniewają jak wschód słońca na pustyni, gdzie krągła jak pomarańcza tarcza słoneczna wyskakuje zza horyzontu naga, bezwstydna i ciepła. Doprawdy, trudno dziwić się temu, że starożytni Akkadyjczycy i Babilończycy oddali wschód słońca i miłość fizyczną pod opiekę tej samej bogini.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...