poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku - wpis dla bardzo stęsknionych za moim pisaniem


Czuję się jak królik zkapelusza. Niepewnie i trochę nie na miejscu. Po miesiącu milczenia nie da się uciec od wyjaśnień. Dlatego to podsumowanie roku rozpocznę dość nietypowo.

Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem Sabbath of Senses, ani uważnym tropicielem pojawiających się (oraz NIE pojawiających się) tu wpisów, by zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego. Nie tyle z blogiem - ten, nawet nieaktualizowany,  ma spory potencjał jako baza danych - co z jego autorką. I ja - autorka nie będę udawała, że wszystko jest ok.

Rok 2013 jest pierwszym od wielu, wielu lat, który uznać muszę za... delikatnie mówiąc niedobry. Jestem niepoprawnym idealistą. Wiele czasu i energii poświęcam na działalność społeczną. Nagrodą jest dla mnie poczucie, że robię coś dobrego, że daję ludziom radość. W tym roku źle ulokowałam swoje emocje, obdarzyłam zaufaniem i przywiązaniem niewłaściwe osoby. Źle też obliczyłam siły: zmęczenie ponad ludzkie możliwości i kolosalna odpowiedzialność sprawiły, kiedy okazało się, że maksyma "dobre uczynki będą karane podwójnie" jest bardziej prawdziwa, niż się spodziewałam, byłam zbyt wyczerpana, by sobie z tym poradzić. Organizm zareagował kompletnym załamaniem.

Żeby pisać o perfumach w sposób, w jaki staram się robić to od kilku lat, potrzebne jest skupienie i spokój. Ja na razie nie potrafię go odnaleźć. Obiecuję, że będę pracowała nad sobą i powrotem do systematycznego pisania. Nie chcę tracić tego, co tutaj zbudowałam; co zbudowaliśmy razem - dzięki Waszej pełnej ciepła obecności.


piątek, 29 listopada 2013

Perfumy zwane pożądaniem - Erotique Dita Von Teese


Perfumy firmowane nazwiskami gwiazd - tak zwane celebrity perfume - nie pojawiają się na SoS zbyt często. Właściwie, pojawiają się sporadycznie.
Tilda Swinton i Sex Pistols stworzone przez Etat Libre d'Orange to pierwsza para. Potem były dwie prowokujące, świetnie wyprodukowane panie: Madonna i Lady Gaga, z czego pozytywnie zaskoczyła mnie Madonna. A jednak, o ile firmowane jej scenicznym pseudonimem Truth or Dare rzeczywiście znacząco odstają od schematu celebryckich zapaszków: kwiatki, owocki i fura wanilii - jest to jednak zapach względnie klasyczny i po prostu ładny. Tymczasem Dita sięgnęła wgłąb prawdziwej niszy. Kadzidło, skóra, pieprz. Niby pieprz to owoc... Ale nie, nie będziemy aż tak naginać faktów. Erotique to kompozycja rodem z najgłębszej niszy. I stuprocentowy unisex. Wart grzechu.


Ja zgrzeszyłam.



Sweet dreams are made of this *


czwartek, 28 listopada 2013

Impresje oszczędne w formie - Monocle Scent 3 Sugi Comme des Garcons


Czym jest sugi? Ktoś z Was wie? Bez sprawdzania w Wikipedii?
Laur znają wszyscy - chociażby z zupy. Hinoki nie jest nutą tak popularną, ale miłośnicy perfum znają je już z (nieodżałowanego) Nemo Caharel, Miyako Annayake czy chociażby z wypuszczonego przez Comme des Garcons wcześniej Zagorska. Albo ze Stylessence Jil Sander. Czym jest sugi, przyznajmy, wie mało kto.


Nazwa brzmi egzotycznie. Po japońsku. I słusznie.
Sugi to narodowe drzewo Japonii - endemiczny gatunek choinki (drzewa iglastego) występujący nieomal wyłącznie na terenie tego kraju. Drzewa sugi dorastają nawet do 70 metrów wysokości. Żyją długo. Wiek najstarszego okazu, nazwanego Jomon Sugi, szacowany jest na 2 170 do 7 200 lat.
Zwany potocznie japońskim cedrem sugi jest w istocie gatunkiem cyprysu. Czyli wracamy do korzeni. Przecież hinoki to także japoński cyprys.


wtorek, 26 listopada 2013

Marilyn Monroe w nowej reklamie!


Czego? Chanel No.5 oczywiście.

To ostatni post z serii reminiscencji warszawskich.

Podczas wykładu o historii perfum  Emmanuelle Giron z Osmotheque wspomniała to tym, że parę tygodni temu ukazała się nowa reklama Chanel No.5 z Marilyn Monroe w roli głównej. Faktu,  że boska Marilyn niestety odeszła już z tego świata przeoczyć nie zdołałby chyba nawet największy popkulturowy ignorant. Wieść zabrzmiała więc nie tylko intrygująco, ale też tajemniczo.


poniedziałek, 25 listopada 2013

Mood Scent Bar - nowe miejsce na zapachowej mapie Polski




Zapach jest czymś określonym. Fizycznym. My sami nim jesteśmy. Ale są też zapachy, które przypominają kogoś innego. Jedne do nas mówią, na inne pozostajemy głusi. Zapach nas zdradza. I zdradza też innych. Jest czymś więcej niż tylko pachnącym powietrzem. Czasami bywa sugestią, a kiedy indziej emocją, za którą chciałoby się podążyć.
W MOOD SCENT BAR zajmujemy się zapachem i wszystkim wokół niego. Szukanie odpowiednich perfum to przecież nie tylko wąchanie. To odnajdywanie relacji pomiędzy nami, naszą osobowością i odpowiednią kompozycją składników. Bez posługiwania się stereotypami dotyczącymi wieku, zawodu, płci. Nasz zapach musi współbrzmieć z tym, jak my się poruszamy. I tym jak chcielibyśmy poruszać innych. 

niedziela, 24 listopada 2013

Zapraszam na urodziny perfumerii Laselection


Miło jest mi, w imieniu właścicieli perfumerii Laselection - państwa Tatiany i Kamila Grabowskich oraz własnym zaprosić miłośników perfum niezwykłych na uroczystą rocznicę otwarcia tej ekskluzywnej perfumerii.


W sobotę 30 listopada w dworku "Pod Lwami" w Komorowie 
odbędą się urodziny Laselection 
- uroczystość podczas której sztuka spotka się z pasją.

W programie pokaz makijażu, jazz na żywo, piękne perfumy oraz wiele miłych niespodzianek.

Jako gość specjalny wydarzenia opowiem o związku zapachu z osobowością, wyborze perfum, które sprzyjają dobremu samopoczuciu oraz o tym, dlaczego nie zawsze należy wierzyć obiegowym opiniom o perfumach.

Szczegółowe informacje, program imprezy oraz niespodzianka dla klientów, którzy nie będą mogli uczestniczyć w wydarzeniu  na stronie perfumerii: Laselection Urodziny.

Zapraszam!

sobota, 23 listopada 2013

"Zapach - niewidzialny kod" - relacja z wernisażu, wystawy i wykładów towarzyszących


W czwartek 21 listopada 2013 w Centrum Nauki Kopernik zainaugurowana została wystawa "Zapach - niewidzialny kod" poświęcona historii perfumiarstwa. I zapachom w ogóle.

 

Przygotowana we współpracy z Instytutem Francuskim w Polsce i Goethe-Institut ekspozycja nie tylko przybliża historię tej niezwykłej sztuki, ale także umożliwia poznanie zapachów esencji, z których perfumiarze tworzą swoje dzieła.

Na zaproszenie autorki koncepcji wystawy i jej kuratorki pani Agnieszki Łukasik uczestniczyłam w uroczystym wernisażu wystawy, a później także w wykładach prowadzonych przez perfumiarkę pracującą dla Osmotheque - Emanuelle Giron.

To, co widziane, nie zostanie odwidziane, a co znane, nie zostanie odeznane, ale... Damask Oud Hugo Boss


Hugo Boss nie słynie z tworzenia perfum nowatorskich. Jego oferta to perfumeryjna klasyka. Z lekkim ukłonem w stronę nudy. :)
Wśród perfumomaniaków zawartość flakoników sygnowanych logo Hugo Boss nie cieszy się wielką estymą. W nieoficjalnych rankingach perfumeryjnego artyzmu plasuje się nieznacznie tylko powyżej perfum celebryckich. A i to nie cała i nie każdych.
Czy to wada?
Nie jest to raczej zaleta, ale wada też nie. Pachnące Bossy od lat sprzedają się bardzo dobrze, a skoro jest popyt, to znaczy, że towar jest dobrze zaplanowany. I rozreklamowany.

Czemu o tym piszę?
Bo w okresie schyłkowej oudomanii (schyłkowej, bo kamienie milowe już raczej za nami), gdy własne "oudy" mają już wszystkie chyba perfumeryjne marki, jasne było, że i na oudowego Bossa przyjdzie pora. A że firma do rewolucjonistów nie należy, w ciemno można było strzelać, że będzie to oud z różą. I jest. Ale jaki!


Zagraj to jeszcze raz, Sam **


Pierwsze i najważniejsze spostrzeżenie po aplikacji - stwierdzam oud. Na pierwszym etapie rozwoju zapachu relatywnie łagodny, podparty solidną olfaktoryczną konstrukcją z gwajaku i drewna kaszmirowego, przybrany szafranem złocistym i zbytkownym jak sproszkowane złoto, osnuty smugą kadzidła, zmącony lekko dostrzegalną zielenią papirusu.
Pod pięknym, drzewnym, na wskroś niszowym akordem agarowym czai się róża. Wycofana, wyczuwalna jako eleganckie tło kompozycji. I jest to róża z gatunku tych, które udało mi się pokochać miłością trudną, lecz szczerą: ciemna, aksamitna, oleista, bez cierpkiej, zielonkawej, przypominającej aromat geranium nutki, która mocno zaakcentowana dodaje róży damasceńskiej życia, ale odbiera jej miękkość i elegancję.

Samo to złożone, lecz nieprzeładowane; niszowe, lecz dalekie od dziwaczności otwarcie wystarczyłoby, bym uznała zapach za dobry i wart zachodu. Ale na otwarciu się Damask Oud nie kończy...

środa, 20 listopada 2013

Ból


Kiedyś, w założeniu Sabbath of Senses miał być blogiem o poznaniu zmysłowym. Nie tylko o zapachu, ale też o muzyce, obrazie, kolorze, przekazie niesionym przez słowo. Tak się złożyło, że jeden zmysł zawładnął tym miejscem i nie zamierzam tego zmieniać. Nie na stałe.

Dziś jednak opowiem Wam o wrażeniu zmysłowym innym, niż to, co opisuję zazwyczaj. Dlaczego? Bo należy Wam się wyjaśnienie. I dlatego, że potrzebuję to z siebie wyrzucić.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Jak bardzo ufacie bogom? Kinnara Villa Buti


Kinnara to, wedle mitologii indyjskiej, mityczne plemię, którego lud osiągnął niezrównaną biegłość w dwóch wspaniałych dziedzinach: muzyce i miłości.


Jedna z legend tłumaczących pochodzenie przedstawianych jako ludzie o łabędzich skrzydłach Kinnarów mówi, że narodzili się oni w czasie ubijania oceanu mleka, z którego powstać miał eliksir nieśmiertelności dający wieczne życie i moc bogom i demonom. Czy powstali z kropel rozlanego eliksiru wiecznej młodości, czy z łez przechytrzonych przez piękną Mohini demonów, które eliksiru nie dostały - nie wiadomo. Wiemy natomiast, że Kinnarowie żywią się zapachem kwiatów i drzew, a ich życie jest nieustającą rozkoszą.

Perfumy o takiej nazwie, z oudem, szafranem i ambrą w składzie po prostu musiłay obudzić we mnie żądzę... poznania i opowieści.



Podejrzany eliksir nieśmiertelności


Kompozycję otwiera szlachetny, elegancki, wytrawny akord przyprawowy. Głęboki, pozbawiony najczęściej w tej fazie rozwoju zapachu eksploatowanych akcentów cytrusowych, eterycznych czy klasycznie pikantnych. Korzenny, ciepły kardamon i złożony aromat jagód pimentu zwanych u nas angielskim zielem pogłębione słoną lukrecją i żywicznym zapachem czerwonego pieprzu stanowią piękne wprowadzenie do wczesnego, sprężonego tuż za otwarciem drzewnego serca kompozycji. Delikatna nuta oud, cienista paczula i pyszny, złocisty szafran. Wszystko takie, jak być powinno.

piątek, 8 listopada 2013

Pomiędzy kobietą i mężczyzną - Altamarea Villa Buti


Róża z cynamonem nie jest połączeniem tak oryginalnym, jak banan z kadzidłem, ale... Sztuka to nie freak show. Nie trzeba pokazywać ludziom kobiety z brodą, żeby zdobyć uznanie. Wystarczy zachwycić. Poruszyć, wywołać emocje.

Kobieta z brodą to łatwiejsza opcja. ;)



Pomiędzy kobietą i mężczyzną


Pierwszy wdech - to charakterystyczne "przedotwarcie" kiedy w powietrze szybują tylko te najbardziej niecierpliwe molekuły - ładne. Bergamotka i mandarynka - świeże, soczyste, "mokre". Tuż za nimi w atmosferę wbija się imbir - lśniący jak złota szpilka.

Trzeci plan to pieprz - wybuchający szorstką chmurką, zasnuwający olfaktoryczny horyzont na chwilkę ledwie. Kiedy opadnie, ściągając w dół niekomplikowanie radosne nutki otwarcia, na zapachowym horyzoncie widać już serce kompozycji. Złożony, oparty na róży, ale bynajmniej nie monotematyczny akord kwiatowy unurzany w ciepłym lecz przestrzennym cynamonie.

wtorek, 5 listopada 2013

Nie ma rzeczy niemożliwych - kadzidło z bananem


Trudno wyobrazić sobie bardziej zaskakujące połączenie, prawda?
A przecież, jak się spokojnie zastanowić: ciepły, pozbawiony charakterystycznej, owocowej kwaskowości aromat banana świetnie pasuje do kadzidlanego dymku.


Sztuka to harmonia*

 

Od razu rozwieję Wasze wątpliwości - to nie jest żadne perefumeryjne kuriozum. Homme Suave to bardzo ładne, przyjemne w odbiorze perfumy. Nie będą budziły skrajnych emocji. Chyba, że zachwyt - to może się zawsze zdarzyć. :)

Zapach jest od pierwszych chwil złożony i kompletny - pozbawiony klasycznego, ruchliwego, lekkiego otwarcia. Wyrazisty, bogaty, ciepły akord drzewny inkrustowany jasnym jak nitka babiego lata kadzidłem; delikatnie, z wyczuciem rozświetlony akcentem przyprawowym: goździk, angielskie ziele, eteryczny pieprz. Już samo to wystarczyłoby, by mnie urzec. Tymczasem Buti poszła dalej.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Zapraszam do Willi Buti :)


Do perfum marki Villa Buti zabieram się już od dawna - zawsze jednak pojaw3iało się coś bardziej pilnego, bardziej oczekiwanego i ważniejszego. Cóż jednak może być na SoS ważniejszego, niż piękne, oryginalne zapachy?

Wiem, że bardziej oczekiwane są recenzje zapachów, które macie okazję znać lub możliwość poznać, ale już zdarzało mi się wyciągać z niebytu marki, które dzięki recenzjom na Sabbath of Senses zostały do Polski sprowadzone i zyskały sporą popularność. Chciałabym, żeby perfumy Villa Buti także kiedyś do nas trafiły.


Za istniejącą od 2008 roku marką Villa Buti stoją dwie osoby - dwoje pasjonatów, którzy postanowili zamienić pasję w sposób na życie. Czyż nie jest to znany scenariusz w perfumeryjnej niszy?.
Pochodząca z Londynu Doris jest kompozytorką zapachów i projektantką flakonów. Genueńczyk Renzo nadaje jej ideom wymiar bardziej praktyczny - zajmuje się sprowadzaniem wysokogatunkowych esencji z Grasse, wyborem włoskiego szkła, dba o to, by produkt był najwyższej jakości. Z dystrybucją idzie mu kiepsko, ale trzymam kciuki.

Doris i Renzo połączyli swe losy nie tylko w biznesie - prywatnie są małżeństwem, mieszkają w pięknej Toskanii i osobiście nadzorują każdy etap produkcji perfum, którym dali swoje nazwisko - Buti.

W ofercie marki znajdują się cztery oryginalne kompozycje: jedna damska, jedna męska i dwie typu unisex. Opowiem po kolei o wszystkich, a zacznę od kompozycji dedykowanej paniom - nie tyle z grzeczności, co z upodobania do dramatyzmu. Będę stopniowała napięcie. Dziś kwiatki, jutro kadzidło z bananem (tak, tak!), a pojutrze... Sami zobaczycie. :)


niedziela, 3 listopada 2013

Sabbath mówi Serwus - audycja w Radio Katowice


Jeśli nie mieliście okazji słuchać Radia Katowice w środę 30 października, a macie ochotę dowiedzieć się, o czym rozmawialiśmy z okazji Halloween z prowadzącymi audycję "Serwus": Kirą Burzanowską, Szymonem Kępką i Marcinem Wielgusem - zapraszam Was do odtworzenia pliku audio.




Pozdrawiam  jesiennie. :)

piątek, 1 listopada 2013

Twój pot na mojej skórze - Poison Christian Dior


Dom mody Dior od lat nie inwestuje w reklamę klasycznego Poison. Nie opłaca się. Za trudne, za dziwne, za bardzo retro. Zamiast tego wydaje się grube kwoty na reklamę Hypnotic Poison kreując ten waniliowy ulepek na zapach zmysłowy, erotyczny i niebezpieczny - choć wydaje się, największym niebezpieczeństwem związanym z używaniem Hipnotycznej Trucizny jest zapadnięcie na olfaktoryczną cukrzycę. ;)

Klasyczne Poison nie ma wzięcia - od lat traktowane jak relikt przeszłości i klasyk, którego nie wypada wycofać. Co prawda w ubiegłym roku poddane zostało kastracji... ups, przepraszam... reformulacji, ale niewiele mu to pomogło. Wedle relacji pracującej w sieciowej perfumerii znajomej - nadal się nie sprzedaje. Waniliowe Hypnotic Poison kupowane są (wciąż wedle danych od mojej znajomej) ze 20 razy częściej, niż klasyk. Czy mnie to dziwi? Bynajmniej. W końcu Beyonce też sprzedaje się lepiej, niż Norah Jones.


O Poison pisać należy w sposób szczególny. Opowiadanie nut, przedstawianie zapachu jak nowej damy w towarzystwie nie ma sensu. I tak wszyscy ją znają i wiedzą o niej więcej, niż powinni. I i tak każdy ma na jej temat własną opinię.

O Poison należy pisać co najmniej "prozą". A jeszcze lepiej byłoby pisać wierszem. 



Mówię do ciebie cicho


 

Poison to kobiecość. Kobiecość kobieca w sposób, który jest dla mężczyzn pociągający i niepokojący zarazem. Kobiecość egotyczna i kapryśna. Kobiecość ze swego egotyzmu i kapryśności kontenta. 

czwartek, 31 października 2013

Halloweeen daily report


Dziś Halloween. A ja mam wrażenie, że wciągu pięciu lat od powstania bloga, wszystko już na nim było. To zaiste straszne. ;-)

 

Mającym ochotę poczytać o zapachach halloweenowych polecam wpis z ubiegłego roku: Zapachy dla umarłych i nieumarłych czyli perfumy na Halloween.

W ramach budowania napięcia zapowiadam, że po pierwsze posiadam plik dźwiękowy z zapisem audycji w Radiu Katowice, której byłam gościem i jeśli będą zainteresowani wrzucę, choć okazałam się rozmówcą na tyle interesującym (wedle uprzejmej opinii prowadzących), że nie zdążyli mi zadać pytań, które mieli przygotowane.; po drugie zaś dziś w nocy pojawi się na SoS klasyk nad klasyki. Recenzowany z własnego flakonu... Ktoś ma pomysł, co to będzie? :)

wtorek, 29 października 2013

Opowieść o... człowieku - 1899 - Ernest Hemingway Histoires de Parfums


Kiedy dotarła do mnie wieść o tym, że na rynek wchodzą perfumy poświęcone Ernestowi Hemingwayowi pierwszym, co przyszło mi do głowy było: o której części jego natury zdecyduje się opowiedzieć Ghislain?

Wojnę, depresję i samobójstwo wykluczyłam od razu - to się się sprzedaje w perfumach. Ale i bez tego postać Hemingwaya sporo daje możliwości. Złożona, niejednoznaczna i niebanalna - w przeciwieństwie do obdarzonego wspaniałą wyobraźnią, lecz zarazem niemiłosiernie sztywnego Verne'a czy jednoznacznie dla mnie odpychającego de Sade'a. Hemingway to raczej postać na miarę Casanovy czy George Sand - kontrowersyjna, lecz budząca raczej sympatię, niż oburzenie. Nawet u współczesnych, choć w połowie XX wieku cztery żony jedna po drugiej wywoływały sporo emocji...



Każdy dzień jest nowym dniem*


Cytrusowo - przyprawowe otwarcie potwierdza moje przypuszczania: nie będzie wojny. Ładny, oparty na zielonej bergamotce akord cytrusowy uszlachetniony jałowcem, imbirem, odrobiną rozmarynu i niespotykanie łagodnie ukazaną nutą pieprzu osadza 1899 po męskiej stronie perfumeryjnej sceny. Nie wybitnie macho męskiej - raczej klasycznie męsko eleganckiej.

niedziela, 27 października 2013

Sabbath of Senses w Radiu Katowice


Z przyjemnością donoszę, że w środę 30 października będę gościem audycji "Serwus" na antenie Radia Katowice. 


Od godziny 19:15 rozmawiać będziemy o zapachach dziwnych i upiornych oraz o tym, czy wypada pachnieć dynią czyli o perfumach na Halloween.
Gospodarzami audycji będą Kira Burzanowska, Szymon Kępka i Marcin Wielgus.

W sieci posłuchać nas będzie można pod adresem: www.radio.katowice.pl/player

Zapraszam serdecznie!

sobota, 26 października 2013

Amour de Palazzo Jul et Mad


To właśnie ta kompozycja - Amour de Palazzo jest powodem, dla którego recenzuję całą serię Jul et Mad. To najbardziej charakterystyczne i "charakterne" perfumy z debiutanckiego trio marki.

Kompozycja urodziwa, lecz zarazem dość trudna - z wyraźnymi akcentami zwierzęcymi, niepokojąca i wyrazista. Przypomina nieco pełne tupetu orienty lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku przełamane nowoczesnym akcentem ambrowym rodem z Ambre Noir Sonoma Scent Studio czy Ambre Muscadin LM Parfums.


Miłość w Wenecji


Otwarcie to dość typowy orient: piękny i z charakterem. Nuty przyprawowe, ciemna, półdrzewna paczula i bezpardonowy, lecz nie przekraczający granicy dobrego smaku akord zwierzęcy złożony z aromatu starej skóry, ładnie ujarzmionego kastoreum i stylizowanego na ambrę labdanum pachnącego jak gdyby żywicę zebrano najbardziej tradycyjną z metod pozyskiwania, czyli zeskrobano z wyczochranej w krzakach kozy.

Zastąpienie dominujących zwykle w tego typu kompozycjach jaśminu, tuberozy czy ylang - ylang absolutem fiołka stanowczo, lecz łagodnie łamie orientalny charakter Amour de Palazzo. To właśnie aksamitny, wiotki, mniej od białych kwiatów zawiesisty fiołek przenosi kompozycję ze strefy Orientu do Europy.
Jest to Europa rozkochana w zbytku, kapiąca złotem, skąpana w aromatach orientalnych przypraw i olejków... Ale jednak Europa.

piątek, 25 października 2013

Recenzje gościnne: Łukasz o Bamboo Harmony by Kilian


Pominę wstęp i oddam głos Łukaszowi - autorowi dzisiejszej recenzji gościnnej. Łukasz świetnie radzi sobie bez mojej pomocy: zarówno z opowieścią o zapachu, jak i z wprowadzeniem do niej.

***

Zgodnie z deklaracją napisania recenzji , wybrałem zapach i piszę słów kilka. Było ciężko. Było ciężko dlatego, że pewnego razu zawiodłem się na marce by Kilian przez mało wdzięczny zapach Sweet Redemption, po którym to zrobiło mi się niedobrze.  Nie da się też ukryć, iż markę podejrzewałem o przesadę, o zbyt kosztowne flakony zawyżające cenę  finalnego produktu.  Zostawiłem ją w spokoju i ruszyłem w inne rejony olfaktorycznej przygody.

Teraz, gdy dzięki szczęśliwej ręce czarodziejki Sabb, trafiły do mnie sprezentowane przez Perfumerię Quality Missala próbki sześciu zapachów marki by Kilian, zostałem zachęcony do ponownej konfrontacji z marką.  Z pięknie zapakowanych w złoty, wykonany z organzy woreczek, wyjąłem  próbkę o wdzięcznej nazwie Bamboo Harmony.


Bamboo Harmony
by Kilian


Lubię Japonię. Lubię też prostotę, filozofię ZEN i zielone zapachy też lubię. Bamboo Harmony wg  zapewnień twórców ma być chwilą poświęconą duchowości.  Ciężkie, bogate flakony zapakowane w równie eleganckie szkatuły mają się nijak do japońskiej filozofii życia: „mniej znaczy więcej”.  Porozmawiajmy jednak o głównym bohaterze…

Recnezje Gościnne: Dianthus o Shaman's Party Honore des Press


Po krótkiej przewie wracam do Was cyklem recenzji gościnnych pisanych przez laureatów rozdań. Na pierwszy ogień nastrojowa, zmysłowa recenzja napisana przez Dianę czyli Dianthus.
Bohaterem opowieści jest pewien Szaman... Ale ciiii... Oddaję głos Autorce. :)


Shaman's Party
Honore des Press


Słoność ziół, wetywerii i ulewny deszcz w chłodnej dziczy. Pod powierzchnią mokrych szczap, z jesiennych traw użytych do rozpałki, na ognisku zaczyna tlić się wreszcie dym, emocje sprawiają że wydaje się mistycznym kadzidłem, czyniącym tę chwilę niemal świętą... Przełamuję magię i w przypływie rozsądku wyciągam maść "z kotkiem" bo nie chcę żeby mnie wziął wirus jakiś w tych warunkach. Obsmarowuję się po szyi tracąc tym samym nadzieję na dalszą gorącą część wieczoru... Mrok ogarnia dzicz i szarość wylewa się spod wielkiej zielonej, także całej mokrej, roślinności lasu. Siedzimy na jego skraju, na polanie, jakoś tak bezpieczniej się czuję, kiedy wokół jest przestrzeń bez drzew. Czuję taki powiew wolności, mogę zaczerpnąć więcej powietrza do płuc. To powietrze jest krystaliczne, zimne, jak On. Wkurza mnie, że wciąż czuję od siebie tego "kotka", pewnie nawet nie usiądzie obok mnie tak daje mi czadu z szyi... Survivalowcy nie używają takich specyfików, nawet jak jest zimno, oni mają ciepłe ręce. Ehhh.... a ja tu się muszę smarowidłami dogrzewać.


piątek, 11 października 2013

Zanim miłość dojrzeje - Stilettos on Lex i Terrasse A St-Germain Jul et Mad


Lu'lua ma w ofercie nową markę. To zawsze cieszy. Im lepsze kompozycje wchodzą na nasz rynek wraz z marką, tym bardziej. Tym razem cieszy, a ostatni zapach cieszy bardzo. :)

Jul et Mad to firma założona przez dwójkę młodych ludzi, których połączyła chemia. Taka normalna, ludzka. Julien Blanchard (Jul) i Madalina Stoica (Mad) spotkali się, pokochali i postanowili stworzyć coś wspólnego. Jednak, w przeciwieństwie do większości młodych ludzi, do pomocy w realizacji swych planów zaprosili nie urzędnika stanu cywilnego, lecz perfumiarkę - Dorothee Piot z Maison Robertet. I tak zaczyna się historia Jul et Mad.


Trzy pierwsze kompozycje marki, stworzone w 2012 roku Stilettos on Lex, Terrasse A St-Germain i Amour de Palazzo, to przełożona na język perfum historia miłości Madaliny i Juliena. Pierwszy rozdział opowiada o pięknej i tajemniczej kobiecie przemierzającej na szpilkach nowojorską Lexington Avenue, drugi o zauroczeniu uwodzicielsko pachnącym młodzieńcem spotkanym w kawiarence na paryskim Boulevard St. Germain, trzeci natomiast o wielkiej miłości przeżywanej w Wenecji.

Nie chciałabym wyjść na cynika, ale jeśli kolejne zapachy marki mają powstawać wedle tego samego schematu, to mam nadzieję, że związek Madaliny i Juliena okaże się burzliwy i pełen gwałtownych namiętności.



Opowieści o miłości część pierwsza:
Wiosna
czyli
Stilettos on Lex


Jaka jest Mad?
Ładna. Bardzo ładna. Poznana bliżej zdaje się wręcz śliczna.

Ma jasne włosy w kolorze słonecznych cytrusów, skórę gładką jak skórka brzoskwini i fiołkowe oczy. Na sukienkę w kwiaty narzuciła szal miękki jak płatki róży. W dłoniach trzyma bukiecik konwalii i papierową torbę pełną żółtych już, lecz wciąż chrupkich gruszek.

Pudełeczko skarbów z Yasmeen wędruje do...


Dziś króciutko:


Pudełeczko od Perfumerii Yasmeen wraz z zawartością wygrywa:

czwartek, 10 października 2013

Podróż w przeszłość z Acqua di Firenze Il Profumo del Arte


Dziś na SoS marka egzotyczna, nawet jak na to miejsce: taka, której nie ma w bazach Fragrantiki ani Basenotes i której profil na facebooku ma 17 (słownie siedemnaście) polubień. Za to opis sztandarowego i jedynego na razie zapachu marki zwiastuje "matkę nowoczesnych perfum", "pierwsze, oryginalne arcydzieło florenckiego perfumiarstwa", "pięć wieków elegancji i piękna zaklęte w formule ośmiu kwiatów", "harmonijną syntezę perfum i sztuki" i sięga głęboko w historię - w czasy gdy we Florencji rodził się renesans. 

Nawiązania do historii Miasta Kwiatów w opisie perfum brzmią pięknie i zajmująco, ale wynika z nich jedno tylko: renesans to epoka, a której we Florencji zaczęto tworzyć perfumy stanowiące spuściznę, na której opiera się współczesne perfumiarstwo. W sumie prawda. Choć wielce niekompletna. :)

Zapach opisywany jako Il Profumo del Arte - Perfumy Sztuki skusił mnie jednak nie (dość dętą) opowieścią i nie ośmioma kwiatami w sercu, lecz... kadzidłem i mirrą w nutach głowy.



Florencka nostalgia



Pierwsze nuty Acqua di Firenze nie są wcale tak klasyczne, jak się spodziewałam. Wyraźne nuty żywiczne, wyciszone, nieekspansywne akcenty cytrusowe i dość nowoczesna, niebanalna nuta zamszowo - piżmowa tworzą akord spokojny, lecz zarazem naprawdę interesujący.

środa, 9 października 2013

Make Perfume Not War!


Światło dzienne ujrzał właśnie kolejny świetny projekt Geralda Ghislain - twórcy marek Histoires de Parfums, Scent of Departure i Alice and Peter. Make Perfume Not War to limitowana seria tysiąca flakonów perfum, z których zysk przeznaczony będzie na cele dobroczynne.

 

Sam pomysł nie jest nowy - ukłon w kierunku akcji charytatywnych wykonywały już marki takie, jak Le Labo, Mona di Orio, MCMC Fragrances czy Bond No.9. 

poniedziałek, 7 października 2013

Mini fotorelacja z warsztataów "Zapach Orientu"


Kolejne warsztaty za nami.
Frekwencja przekoczyła nasze oczekiwania - myślę, że osiągnęliśmy maksymalną pojemność nastrojowej salki, którą na miejsce spotkania wybrała główna organizatorka warsztatów Pani Justyna Nyczyk z Perfumerii Yasmeen.


Podczas ponad trzygodzinnego spotkania rozmawialiśmy o tym, jak miała na imię królowa Saby i jak podziałały na Salomona ofiarowane przez nią wonności, co jest lepsze od attaru, jak zbierać róże, czym Grecy namaszczali żuchwę, a także o tym, że starzenie nie zawsze jest niekorzystne.

piątek, 4 października 2013

Igraszki z diabłem - Playing With the Devil - In the Garden of Good end Evil Collection by Kilian


Bywają perfumy rozczarowująco ładne. Bywają perfumy po prostu ładnie ładne. Bywają też takie, które są ładne, ale... I te są najbardziej interesujące. Tyle, że z zasady niekoniecznie najładniejsze. :)


Po owoc(k)ach go poznacie


Playing with the Devil od pierwszego wdechu łaszą się do skóry i merdają ogonkiem. Słodka, pozbawiona cytrusowej cierpkości pomarańcza zmiękczona puchatą, jaśniutką, słoneczną brzoskwinią. Aromat liczi dodaje akordowi otwierającemu nieco egzotyki, liście porzeczki i wcześnie pojawiające się nuty kwiatowe zapewniają kompozycji akuratny poziom perfumeryjności - mimo wyrazistych nut owocowych kompozycja  Calice Becker nie pachnie jak sałatka owocowa.

A kiedy już, już wydaje się, że będzie tylko milusio i tylko puchato - pojawia się akord paprykowy żywo przypominający Harissę Comme des Garcons. Pikantno - słodki, podbity różą, obramowany jasnym cedrem zapach świeżej papryki: wąchanej od wewnątrz, od pestek i koniecznie czerwonej.

czwartek, 3 października 2013

Fotorelacja z Warsztatów zapachowych z Olivierem Durbano na blogu Hedonizm & Eskapizm


Zapraszam Was serdecznie do obejrzenia pięknych fotografii wykonanych podczas warsztatów, które odbyły się 28 września 2013 w Domu Perfumeryjnym Quality Missala przez Unę z bloga Hedonizm & Eskapizm.


Relację z warsztatów możecie przeczytać tutaj: KLIK. Zdjęcia natomiast najlepiej oglądać właśnie na blogu Uny. Są cudowne. I nie piszę tego dlatego, że i ja na nich jestem.

 

Zwróćcie uwagę, jak pięknie Autorka uchwyciła gesty Oliviera, o których wspominałam w komentarzach do swojej relacji. Spójrzcie na rysunek na kamieniach naszyjników...


Sztuczne raje XXI wieku czyli AB Black Collection Blood Concept


W stosunku do Black AB nie miałam wielkich oczekiwań. I znowu pudło.



Plastikowy raj

 

Od pierwszej nuty wiadomo, że nie będzie tak zwyczajnie miło. Miło - tak. Ale nie zwyczajnie.

Eteryczny, gorzki, czarny jak ziemia pieprz i syntetyczne, plastikowe aromaty owocowe. Złożenie dziwaczne, odkrywcze i zarazem... ładne. Na swój dziwaczny sposób.

środa, 2 października 2013

Opowieść o koczownikach - wegetarianach czyli B Black Collection Blood Concept


Nie wiem, z czego to wynika, ale w Czarnej Serii - podobnie jak w pierwszej, czerwonej - to właśnie natura koczownicza budziła we mnie największe nadzieje. Niekoniecznie ze względu na okultystyczne rytuały z opisu (choć szamańska mikstura i podróż wgłąb duszy brzmi nieźle) - raczej dzięki prochowi strzelniczemu i sporej ilości drewna w składzie. I co?


Herbatę się pija, 
by zapomnieć o hałasie świata*

 

Pierwszy akord jest nietypowy. Wczesny poranek na wielkiej łące. Aromat lekki, przestrzenny, z wyraźną, bardzo ładną nutą cytrusową: limetka, trawa cytrynowa i leniwie podnoszące się znad horyzontu mandarynkowe słońce. Dosłownie czuję, jak moja wyobraźnia naciąga na mnie sukienkę w kwiaty i wplata we włosy pęki stokrotek.... Zaraz! To nie tak miało być!

wtorek, 1 października 2013

Upominek od perfumerii Yasmeen oraz wyniki dogrywki z Perfumerią Lu'lua


Szybki update rozdań.

Poprzednią dogrywkę wygrywają:

Korozyjka
i
Makkarony

Proszę o przesłanie adresów oraz wyboru próbek zapachów Comme des Garcons z oferty Perfumerii Lu'lua na adres mailowy: blog@sabbathofsenses.com


Dziś w menu gratka dla miłośników perfumeryjnego orientu, którzy nie wybierają się na sobotnie warsztaty zapachowe do Krakowa.

Zestaw miniaturek roll on w ślicznym pudełeczku. Zapachy do wyboru z oferty Perfumerii Orientalnej Yasmeen. Zawartość zestawu do uzgodnienia po zakończeniu zabawy.

poniedziałek, 30 września 2013

Relacja ze spotkania i warsztatów z Olivierem Durbano


Jakiś czas temu - wcale nie tak dawno - dostałam wiadomość od Oliviera Durbano: że przyjaciel z Francji polecił mu Sabbath of Senses, że zaczął czytać i teraz kontynuuje lekturę z użyciem Google Translatora. Oraz, że jest poruszony i bardzo dziękuje. Wyznanie, że byłam zaskoczona i także poruszona zapewne nikogo nie zadziwi. Mam kontakt z wieloma Twórcami perfum, zdarza się, że inicjatywa wychodzi z ich strony, a jednak... to przecież Olivier Durbano - ojciec zapachu, który uznałam za swoje olfaktoryczne alter ego; perfum, które odkopałam z niebytu i opiewałam tak długo, aż swoim zachwytem zaraziłam połowę polskich perfumomaniaków., w tym Państwa Missalów, dzięki którym teraz dzieła Oliviera Durbano bez problemu poznać może każdy polski miłośnik perfum niezwykłych.


Nie macie pojęcia, jakie to było... Łatwe. :) Pierwsze sprowadzone przeze mnie do Polski flakoniki wywołały burzę. Pamiętam, jak ledwie kilka miesięcy po sprowadzeniu pierwszych flakoników perfum Oliviera Durbano, zamawiałam na Luckyscent osiem kolejnych flaszek. Dla siebie i braci w doli (bo przecież niedolą tego nie nazwę).


Efektem mojej korespondencyjnej znajomości z Olivierem Durbano jest, między innymi, wywiad ze stycznia bieżącego roku i towarzyszące mu obrazy malowane przez Oliviera. Obrazy, które jak zdradził mi w rozmowie, niewiele osób miało okazję oglądać, nie czuje się bowiem jeszcze całkiem gotów do tego, by pokazywać je światu.

niedziela, 29 września 2013

El Iksir, który działa - Lapis Philosophorum Olivier Durbano


Pamiętacie wywiad z Olivierem Durbano, który opublikowałam  w styczniu tego roku? Opowiadał w nim o swojej miłości do kamieni, o tym, jak duże mają dla niego znaczenie emocjonalne, o znaczeniu, jakie im przypisuje.

Każdy z zapachów kolekcji Bijoux de Pierres Poèmes opowiada o symbolice jednego z kamieni połączonej z symboliką liczb - bo "numer porządkowy" kompozycji także ma znaczenie. Dziś opowiem Wam o dziewiątym olfaktorycznym wierszu napisanym przez Oliviera.


Dziewiątka to symbol kresu - ostatnia liczba jednocyfrowa, ostatni z dziesięciu podstawowych znaków zapisu matematycznego w systemie arabskim. Jest jednak także symbolem dopełnienia, spełnienia, całości. A według słów Oliviera Durbano, także symbolem nowego początku - bo koniec jest odbiciem początku i każdy koniec staje się zaczątkiem czegoś nowego.

Dlatego tym razem jako inspirację dla swojej kamiennej poezji Olivier Durbano wybrał kamień... nieistniejący. W charakterystycznych flakonikach próżno szukać będziecie kolejnych kryształów do kolekcji. We flakonach Lapis Philosophorum tkwi tylko moc zapachu.

Kamień Filozoficzny Oliviera Durbano przemieniać ma dusze, nie materię. Służyć ma zamianie tego, co w nas brzydkie, słabe, podatne na duchową korozję w złoto, które naprawdę ma wartość - w blask, którym podzielimy się z innymi. Zamieniać ma nasze słabości w siłę.


piątek, 27 września 2013

Spotkanie z Olivierem Durbano


O warsztatach, które w tę sobotę poprowadzi Olivier Durbano wiedzą już wszyscy. Perfumeria Quality stanie się w ten weekend Mekką perfumomaniaków.

 

Moje wcześniejsze kontakty z artystą zaowocowały tym, że udało nam się umówić na nieoficjalne spotkanie dzień przed warsztatami. Mam więc nadzieję przeprowadzić kolejną rozmowę z artystą, uwiecznić na zdjęciach piękne naszyjniki, które stworzył, a także poznać nowy zapach firmowany jego nazwiskiem: Lapis Philosophorum.

Relacja i zdjęcia ze spotkania oraz (mam nadzieję) wywiad pojawią się wkrótce na SoS. Recenzja także, o ile uda mi się przywieźć materiał do testów.

 

Życząc Wam miłego weekendu żegnam się na trzy dni.Chyba, że... spotkamy się w Warszawie. W sobotę po warsztatach:)

czwartek, 26 września 2013

Skrzynia skarbów czyli A Black Collection Blood Concept


Czarne złoto


Pierwszą nutą, która urzekła mnie w Czarnym A jest kawa. Mocno palona, ziarnista, nie zalewana wodą - zapach suchy i elegancki, gorący jak parujące po prażeniu ziarna.
Towarzyszą jej aromaty, które mogłyby być zielone... Ale nie są.

Imbir, który zamiast musującej świeżości tym razem przynosi niejednoznaczną pikanterię przyprawowego pyłu i arcydzięgiel w postaci smukłych, kminkopodobnych ziarenek, które są ledwie odległym wspomnieniem zielonych parasoli, w których się narodziły. Złocistość akordu otwierającego podkreśla dodatek szafranu, zbytkownego jak złoty pył zdobiący pukle ciemnych włosów.


środa, 25 września 2013

Pachnące więzy czyli 0 Black Collection Blood Concept


Dziś rozpoczynamy podróż w strefę mroku - opowieść o krwi i ciemności.

Czarna Krew - nowa seria Blood Concept zapowiadana jako kwartet zapachów niepokojących i występnych. Oczywiste jest, że tak reklamowane perfumy będą budziły ciekawość i żądzę poznania. My - ludzie jesteśmy tacy przewidywalni! :)


Jak pachnieć powinny perfumy inspirowane Kinbaku - japońską sztuką, która źródło ma w torturach, a kres w rozkoszy? Jak niezwykłe powinno być złożenie nut, które namaluje w naszej wyobraźni obraz misternie, z artyzmem skrępowanego ciała? Jaką barwę, temperaturę i fakturę ma zapach liny wpijającej się w nagą skórę?

Przyznaję - nie wiem.
Ale wiem, że nie taki.

wtorek, 24 września 2013

Oud poza kadrem - Tesori d'Oriente Royal Oud dello Yemen


Specjalnie na życzenie Lucado i Korozyjki (dla Korozyjki nastąpi wkrótce także seria Black Blood Concept), szybciutko i poza kolejnością recenzja Królewskiego Oudu na każdą kieszeń.

Pisząc swój spis perfum z nutą oud oraz szybki aneks do tej niebotycznie długiej litanii przewidywałam, że oud zawita także do oferty marek ekonomicznych. I zapowiadałam, że się nad nim pochylę - bo dla prawdziwego miłośnika perfum liczy się zapach i oryginalność produktu, nie półka cenowa. Tesori d'Oriente to marka, która wstydu nikomu nie przynosi - w moim posiadaniu znajdowały się kiedyś Mirra i Gwajak tej firmy - nie ma więc powodów żadnych, by na blogu o perfumach niezwykłych opowieści swojej nie odnalazł Królewski Oud z Jemenu.



Cień oudu w kwiatowej altanie

 

Kiedy testuję perfumy, zwykle podążam według schematu: wąchanie korka/atomizera, blotter, skóra przedramienia i dopiero gdy wszystkie poprzednie etapy wypadną zadowalająca - test globalny. Zwykle, bo jak już niejednokrotnie pisałam, czasem zdarza mi się złamać rutynę i wówczas trafiają mi się mi się niespodzianki. Miłe i niemiłe.

Tym razem odstępstw nie było - test rozpoczęłam od wąchania koreczka. Uwagę moją skupiły nuty kwiatowe, wyraźna słodycz zapachu, a także typowy dla Tesori d'Oriente, czysty, syntetyczny (we współczesnym perfumiarstwie określenie to dawno przestało być zarzutem), mydełkowy akord piżmowy. Gdyby nie oud w tytule, na tym zakończyłabym swoją przygodę z tym flakonikiem. Tym razem poszłam jednak dalej - i dobrze.

Zapach Orientu - warsztaty dla Perfumerii Yasmeen


Wraz z Perfumerią Yasmeen zapraszam serdecznie na warsztaty "Zapach Orientu", które odbędą się 5 października w krakowskim Shisha Clubie.

 

Podczas miłego spotkania przy marokańskiej herbacie poznamy bliżej wielką trójcę perfumeryjnego Orientu: oud, różę i ambrę.

poniedziałek, 23 września 2013

Inwazja Błękitu część 3: sandałowiec


Sandałowiec zawsze kojarzył mi się z hinduizmem. Z aromatycznymi, pełnymi wdzięku posążkami bogów w tchnących spokojem pozach - z zamyślonym Wisznu, zrodzonym z kwiatu lotosu Brahmą i roztańczonym Śiwą. Blue Santal, oczywiście, natychmiast przybrał w mojej wyobraźni postać błękitnoskórego awatara Wisznu - Kriszny.

 

Kriszna to bóg radości życia: figlarny i kochliwy, z upodobaniem oddający się muzyce i tańcowi. Jednocześnie jednak, jest bogiem akceptującym, kochającym i wyrozumiałym. Blue Santal to Kriszna na miarę naszych czasów i potrzeb: zapach pogodny i lekki, przestrzennie eteryczny, lecz zarazem łagodnie ciepły; pozornie prosty, łączący naturalne brzmiące składniki w kompozycję nowoczesną i niebanalną.



piątek, 20 września 2013

Inwazja Błękitu część 2: kadzidło


Kadzidło pachnące szeptem
Blue Encens


Błękitne kadzidło, kadzidło zadumane, łagodne, trwające w niedopowiedzianym półbezruchu poruszanego spokojnym oddechem woalu. Kadzidło tłumiące śmiech i płacz. Kadzidło wpatrzone w niebo. Nieludzkie i nieboskie. Kadzidło uniwersalne, niewymagające, spolegliwe. Spokojne do granic pustki.

Kadzidło, które łatwo polubić, lecz trudno pokochać.

Inwazja Błękitu część 1: cedr


Usiłuję być niemądry i zabawny... a niebieski jest przygnębiający, czyż nie?
Nie jest często używany, ani nawet rozważany w kontekście perfum. Niewiele rzeczy jest naturalnie niebieskich. Nie przychodzi mi też do głowy żadne niebieskie jedzenie.
- mówił współwłaściciel marki Comme des Garcons (prywatnie zas mąż Rei Kawakubo) Adrian Joffe w wywiadzie udzielonym Dazed Digital.

 

Pomysł na serię Blue zrodził się w ubiegłym roku podczas prac nad Amazingreen. Oryginalnie miały powstać dwie wersje - zielona i niebieska. Oba flakony w kształcie otoczaka bardzo nam się spodobały. A ponieważ staramy si ę wypuszczać co roku jeden otoczak i mieliśmy jej już w srebrze, czerni, czewieni... Rei pomyślała, ze skoro planujemy serię trzech zapachów, ciekawym rozwiązaniem będzie zrobienie otoiczakowych flakonów w trzech odcieniach niebieskiego.
W tym samym wywiadzie tłumaczy Joffe wybór wiodących składników serii:
Dyskutowaliśmy skład perfum z nosem Christianem Astuguevielle. To on określił trzy składniki szczególnie charakterystyczne dla Comme des Garcons: kadzidło, sandałowiec i cedr. Naprawdę, nie ma w tym żadnej szczególnej głębi - chodzi o to, co najbardziej lubimy.
Zdecydowaliśmy się zaprosić do współpracy trzech różnych kompozytorów (Evelyne Boulanger - Encens; Nathalie Feisthauer - Cedrat; Antoine Maisondieu - Santal) i sięgnąć po ich własne interpretacje. Najdłużej trwało doskonalenie Sandałowca.

Dziś rozpoczynam szybką serię recenzji Inwazji Błękitu. Kolejność... alfabetyczna.


czwartek, 19 września 2013

Powrót córy nie całkiem marnotrawnej i dwa zestawy próbek do rozdania.


Ano, wróciłam - zacznę, parafrazując mistrza Tolkiena.

Wróciłam z wielkim głodem pachnienia i mam nadzieję, że tym razem na długo.

W planach mam mnogość recenzji i mnogośc atrakcji. Na początek planuję serię Blue Invasion Comme des Garcons, Black Blood Concept i zapachy Jul et Mad. Na swój moment czeka Il Profumo del Arte Acqua di Firenze, Royal Oud Tesori d'Oriente (tak, kupiłam flaszkę), zapachy Compagnia delle Indie, Villa Buti i wiele innych. Oraz nowa kompozycja Histoires de Parfums: 1899 Ernest Hemingway.
Jeśli któryś z zapachów interesuje Was szczególnie - możecie wpływać na kolejność ukazywania się recenzji pisząc komentarze. :)

Zapowiem także kolejne warsztaty zapachowe (o których część z Was pewnie już czytała) oraz kolejny wywiad z Olivieram Durbano, z którym umówiłam się na spotkanie dzień przed oficjalnymi warsztatami w Quality, które odbędą się w sobotę, 28 września w Domu Perfumeryjnym Quality Missala.

Ogólny wniosek jest następujący: będzie się działo!


Na razie porządkowo informuję, że po ostatnim konkursie zgłosiło się do mnie tylko troje zwycięzców.

Do puli wracają więc dwa zestawy próbek marki Comme des Garcons z oferty Perfumerii Lu'lua. Szczegóły znajdziecie w TYM WPISIE. Wystarczy się zgłosić w komentarzu pod tą notką.
Proszę też o ponowny kontakt Oktarynę - mam Twój zestaw, czekam na adres.


Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję za cierpliwość.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wyniki sierpniowego rozdania


Nie wiem, jak się tłumaczyć. Uprzedzałam, że nie będę miała czasu, ale nawet ja nie sądziłam, że aż tak bardzo.

Jestem zmęczona. Rozpaczliwie. I ciągle coś muszę. Dlatego, choć czekają na mnie czarne Blood Concepty i niebieskie Comme des Garcons - muszą poczekać jeszcze trochę.
Poniższa notka powstała w czasie pomiędzy pisaniem informacji prasowych, a tworzeniem zaproszenia dla Pana Ambasadora Japonii w Polsce. I nie powinnam jej pisać, bo za sześć godzin wyjeżdżam, a mam jeszcze roboty na jakieś dziesięć... 

Dlatego dziś tylko wyniki, a w poniedziałek kolejna niespodzianka. Tym razem coś więcej, niż próbki.:)



sobota, 24 sierpnia 2013

Pasje wielkie i nieco mniejsze


Kochani, obiecuję jutro ogłoszenie zwycięzców losowania zestawów próbek od Perfumerii Lu'lua i Quality. Oraz ogłoszenie pięknej niespodzianki przygotowanej przez Perfumerię Orientalną Yasmeen.
Dziś jednak, wyjątkowo, mam dla Was zdjęcia kolekcji nieperfumeryjnej, choć pachnącej.

Pisałam wielokrotnie, że mam szczęście znać wielu wspaniałych ludzi z pasją, kochających życie i potrafiących się nim cieszyć. Jedną z takich osób jest właściciel tej niezwykłej kolekcji fajek: 

 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Liżąc ostrze - Red +MA Blood Concept


Blood Concept to koncept, który do wyobraźni nie tylko przemawia, ale wręcz krzyczy. Dla każdego, kto posiada choć podstawową wiedzę z dziedziny psychologii, powód jest oczywisty. Najsilniej przemawia do nas to, co wiąże się z z naszymi osobistymi doświadczeniami. Jeśli doświadczenia te wiążą się z intensywnymi emocjami, mózg będzie aktywował strefy odpowiedzialne za emocje stymulowany bodźcem pozornie zupełnie z emocjami nie związanym.

 

Tak jest z krwią. Każdy z nas ma jakieś doświadczenia z nią związane - wypadki na rowerze, skaleczenia przy krojeniu chleba, urazy drobinami szkła, wspomnienia związane z pobieraniem krwi do badania, czasem poważniejszymi wypadkami. Naruszenie ciągłości tkanki skórnej zawsze wiąże się z bólem. Ból (paradoksalnie) powoduje wyrzut endorfin, za pomocą których nasz organizm sobie z nim radzi. Stąd na przykład potrzeba "cięcia się" czyli robienia tak zwanych sznytów nie jest wcale tak absurdalna, jak się pozornie wydaje.

Blood Concept wykorzystuje tę właśnie zależność: bodziec - skojarzenie - pobudzenie kory mózgowej - zastrzyk endorfin.

Nie zamierzam tu dyskredytować pomysłu - sama uważam go za genialne posunięcie marketingowe. Po prostu warto mieć świadomość, że nasze ożywienie i chęć poznania zapachów Blood Concept to skutek przemyślanej strategii, za pomocą której handlowcy wykorzystują nasz własny mózg do tego, by sprzedać swój produkt.

sobota, 10 sierpnia 2013

Czarne korzenie barwnego drzewa - Black Comme des Garcons



Comme des Garcons zapowiadało Black jako powrót do korzeni. Kompozycję będącą ukłonem w stronę pierwotnego stylu marki - bezkompromisowego, niekomercyjnego, rewolucyjnego. W tym sensie jest to także powrót do korzeni Sabbath of Senses - perfumy dymne, kadzidlane, smolisto-czarne i trudne są bowiem największą moją zapachową miłością i to o nich piszę najchętniej.



Peleryna z chmur


Black, wbrew nazwie, nie jest czarny. Nie jest kompozycją jednolitą kolorystycznie i nie jest kompozycją ciężką.

Pierwszy akord to rzeczywiście ukłon w kierunku czerni - eteryczny, gorzkawy aromat aromat czarnego pieprzu zmielonego drobno i jednym, zdecydowanym dmuchnięciem przemienionego w wirującą chmurę. W pierwszych minutach życia Black na skórze akord ten złamany zostaje zielonym laurem i przyczajonym nisko, przy ciele wetiwerem.

Po kilku ledwie chwilach w piękny ten, lecz surowy akord wsączać się zaczyna jasne, balsamiczne, słodkie kadzidło. Olibanum, mirra i waniliowy aromat balsamu tolu wplatają się w mrok otwarcia jak palce we włosy: miękko, delikatnie, łagodnie.


piątek, 9 sierpnia 2013

Prezenty, prezenty, czyli losuję zestaw i ogłaszam rozdanie pięciu nowych!


Przepraszam, że musieliście czekać tak długo. Dopadł mnie urodzaj obowiązków. Cudownych i bardzo stymulujących intelektualnie, ale tak wyczerpujących, że uczciwie pisząc, brakuje mi czasu na podstawowe czynności życiowe... O napisaniu nadprogramowych kilku setek znaków nie wspomnę.

Wiem, że na obecnym etapie pisanie dla Was to też prawie obowiązek i że nieładnie jest milczeć, ale liczę na Waszą wyrozumiałość. Dziś i w najbliższych tygodniach - od poniedziałku planuję bowiem kilka dni aktywnego urlopu (które zamierzam spędzić uczepiona liny, siodła i wiosła naprzemiennie), potem zaś wracam do kieratu. Wrzesień będzie dla mnie miesiącem prawdziwych wyzwań. Takich, przez WIELKIE W.

Na pocieszenie napiszę, że prawdopodobnie wkrótce zapowiem kolejne warsztaty - tym razem bardzo rozrywkowe i malownicze. Takich jeszcze świat nie widział! :)



Przechodząc do rzeczy: tradycyjnie już, najpierw obwieszczę nowe rozdanie, potem ujawnię zwycięzcę poprzedniego.

Tym razem zostawiam Was z szansą na poznanie zapachów dwóch niezwykłych, cieszących się ogromnym uznaniem marek: Comme des Garcons i Kilian.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...