czwartek, 14 lutego 2013

Moje pierwsze perfumy - Theorema Fendi


Początek roku nie był dla mnie dobry. Odchorowałam swoją normę za najbliższe pięć lat. A może raczej nadrobiłam poprzednie lata, kiedy praktycznie w ogóle nie zdarzały mi się choroby wymagające czegokolwiek poza kilkoma dniami odsypiania. A najgorsze jest to, że znów boli mnie gardło...

Mam w planach testy i recenzje takiej góry fantastycznych perfum, że konieczność wstrzymywania się jest dla mnie udręką. Na swoje opowieści czekają zapachy Laurenta Mazzone - twórcy między innymi fantastycznego Black Oud, który zdobył moje serce jeszcze w czasach, kiedy LM Parfums nie były dostępne w Polsce, komplet zapachów Perris, Naomi Goodsir, nowości od Ramona Bejara i dziesiątki innych zapachów do opowiedzenia koniecznie i " na już". Nie mogę jednak zaufać nosowi, kiedy boli mnie gardło. Często zdarza się bowiem, że we wstępnym stadium choroby nasz nos, zanim przestanie reagować na bodźce, przekłamuje odbiór zapachów. A ja przekłamań unikam. O tym, jak poważnie podchodzę do testowania zapachów od kiedy upubliczniam swoje opinie pisałam tu: KLIK.

Dlatego dziś nie opowiem Wam o żadnej z kuszących nowości, lecz o zapachu, który znam od lat... Od wielu lat.


Romantyczność zwykłych ludzi


Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy dokonywałam rekonesansu w świecie perfum, moim marzeniem było posiadanie własnego flakonu eliksiru, który był moją pierwszą i na długie lata największą zapachową miłością - Theoremy Fendi.

Niestety, nie było mnie stać na ten luksus. Było to przed epoką powszechnych zakupów w sieci i serwisów aukcyjnych, a zakup flakonu za kilkaset złotych w stacjonarnej perfumerii przekraczał moje możliwości. Odkładałam więc skromne kwoty do pudełka po czekoladkach, chodziłam do Empiku i wąchałam. Aż pewnego dnia mój ówczesny chłopak, a aktualnie mąż, obdarował mnie pierwszym flakonem mojego życia. Oboje się wówczas uczyliśmy, żadne z nas nie pochodziło z bogatej rodziny i pojęcia nie mam, jak udało mu się zaoszczędzić tak abstrakcyjną kwotę, ale pudło z pierwszym flakonem i złotym pudrem Theoremy pamiętam do dziś. Do dziś także mam karteczkę dołączoną do tego podarunku...

A potem żyliśmy długo i szczęśliwie. Ja, on i kolejne flakony Theorem. Theo była moim signature scent przez lata. Do spółki z wersją letnią, Theoremą Esprit d'Ete. W sumie... Oba zapachy są w mojej kolekcji do dziś, mogę więc powiedzieć, że love story wciąż trwa. :)


 

Co urzekło mnie w tym zapachu? Wyjątkowy wśród selektywnych damskich zapachów brak dominujących akcentów kwiatowych, swojskość cynamonu, subtelność nut przyprawowych, zmysłowość bazy, taktowna zbytkowność różanego drewna... A może raczej błyskotliwy koncept rozświetlenia tych ciepłych, pluszowych aromatów promykiem cytrusów?

Nie wiem. Oczywiście, że nie wiem. Właśnie przestawałam być dzieckiem i odkrywałam w sobie zamiłowanie do luksusu. :) Nie analizowałam nut - po prostu czułam, że to jest piękno. Dziś nuty analizuję i dalej mam przekonanie, że Theorema to opus magnum marki Fendi.


Pierwszy wdech po aplikacji jest mylący. Żywiczne cytrusy intrygują, lecz nie zachwycają. Dopiero drugi oddech przenosi nas tam, gdzie chcieliśmy dotrzeć - do domu.

Subtelnie ciepły aromat korzennych przypraw, lekko drzewny zapach cynamonowej kory przepięknie wygładzony głęboką wonią palisandru. Blasku zapachowi dodaje dyskretny, niedosłowny aromat cytrusowej skórki; miękkości i łagodności zaś dyskretnie w przyprawowe wonie wplecione, brzmiące niejednoznacznie i tajemniczo kremowe aromaty płatków białych kwiatów. Wrażenie pogodnej swojskości potęguje umiarkowana i nienachalnie spożywcza słodycz kompozycji. 

Ślad tej miękkiej, ciepłej zmysłowości znajdziemy w Ambre Soie z serii Armani Prive stworzonym sześć lat później przez tę samą perfumiarkę: Christine Nagel. Theorema jest jednak bardziej złożona, a zarazem mniej zbytkowna i leniwa.

Wczesna, lecz nadzwyczaj wyważona i elegancka ambrowa baza ostatecznie nadaje zapachowi charakter: Theorema to nie pierniczki dla dzieci. Theorema to piernik walentynkowy - taki z napisem "Kocham Cię".


Uwiedziony łagodną harmonią nut i niezwykłym klimatem kompozycji mózg podświadomie poszukuje nut kojarzących się z przyjemnością i bezpieczeństwem. Maluje w tle zapach gorącej kawy, aromat grzanego winna z korzeniami, woń zsuniętego ze skropionej wcześniej perfumami szyi szala... I dalej: drewniane meble, miękki plusz fotela, w którym przeczytaliśmy niejedną książkę, przyjazna, doskonale znana przestrzeń i ruchliwe ciepło nagrzanego kominka. Najważniejsze jest jednak poczucie komfortu, które daje przytulona do skóry Theorema. Jakbyśmy byli dokładnie tam, gdzie chcemy być. I dokładnie z tą Osobą, z którą każdy dzień jest piękniejszy.

Jednocześnie jest w Theoremie pewna elegancja, odświętność nieomal. Odświętność pozbawiona dyskomfortu i sztywności wielkich, oficjalnych okazji. Jak gdyby ten wieczór był ważny; jak gdyby płonęły świece, na stoliku stała róża o aksamitnie czerwonych płatkach, w małym pudełeczku czekał skromny pierścionek, a w sercu pytanie...


Obecnie, kiedy znam tysiące woni perfumeryjnej niszy, łagodnie korzenna Theorema nie wydaje się już tak wyjątkowa i tak oryginalna. Ale to wciąż jeden z piękniejszych zapachów, jakie znam. Niestety - wycofany. 
Podobnie jak znakomita większość mainstreamowych perfum, które zdobyły moje serce nieco później. Z półek sieciowych perfumerii zniknęła praktycznie cała moja niegdysiejsza kolekcja: Black Cashmere Donny Karan, Feminite du Bois Shiseido, Kingdom Alexandra Mc Queena, M7 i NU YSL i ostatnio także Gucci Pour Homme (wcześniej zaś piękny nieziemsko męski Gucci Rush ). A Opium zostało zreformułowane. I jak tu nie wsiąknąć w niszę?



Data powstania: 1998
Nos: Christine Nagel
Trwałość: do 8 godzin

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: gałka muszkatołowa, kwiat pomarańczy, pieprz, jaśmin, cytryna, brazylijskie drewno różane, kardamon, owoc dzikiej róży
Nuty serca: goździk, cynamon, osmanthus, ylang - ylang, róża, przyprawy
Nuty bazy: benzoes syjamski, gwajak, sandałowiec, ambra, paczula




Źródła ilustracji:
  • Pierwsze zdjęcie ze strony z darmowymi taperami na pulpit: www.mi9.com.
  • Kolejne dwa to postery reklamowe Theoremy Fendi.
  • Serca z pienika pochodzą z zawierającego wiele pięknych, nastrojowych fotografii bloga Dom Rozalii.
  • Ostatnie zdjęcie to jedna z prac konkursowych w konkursie Candle Light Photography Contest w serwisie pxleyes.com. Jego autorem jest Dimitris Stefanis. Pozostałe prace zobaczyć można tu: KLIK.

54 komentarze:

  1. Ja tak czytam i czytam te Twoje recenzje i smutno mi wielce bo nie znam prawie żadnego z opisywanych zapachów, a tu dzisiaj taka niespodzianka :) Znam i bardzo lubiłam. Czemu to co piękne często jest wycofywane? :/
    Miłych Walentynek Sab :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie zadeję to pytanie. Wycofanie Theoremy to jakiś idiotyzm,. Przepraszam, ale naprawdę jest to dla mnie niepojmowalne.

      Miłych Walentynek i Tobie życzę. Wiem, że mój Miły knuje już od paru tygodni i aż się boję, co wymyślił. :)))

      Usuń
    2. Dla mnie idiotyzmem była reformulacja wielu znanych zapachów. I dlaczego ta zmiana jest zawsze na gorsze, co?

      Usuń
    3. O właśnie, miłych Walentynek :)

      Usuń
  2. Mam takie same odczucia w związku z Theoremą. Zapach jest cudowny. Żałuję, że odkryłam go dopiero kiedy został wycofany. Udało mi się kupić jedynie kilka miniaturek - dwie z nich mam do dzisiaj, trzymam na wyjątkowe okazje :) Coś mi mówi, że to właśnie Theo przylgnie do mojej skóry w dniu ślubu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mojej był. W dniu ślubu i przy wielu innych okazjach.
      Pamiętam, jak zasmuciła mnie wieść o wycofywaniu tego zapachu...

      Czy termin ślubu już istnieje, czy snujesz dalekosiężne plany?

      Usuń
    2. Istnieje :) Wychodzę za mąż w sierpniu tego roku. Mam nadzieję, że wytrzymam, żeby do tego czasu nie zużyć obu miniatur Theo ;)

      Usuń
    3. Wtedy wyślę Ci jedną z moich chyba! :))) Gratuluję i życzę, żeby udało się wszystko zorganizować bezproblemowo. Szczęścia też życzę, ale to chyba mniejszy problem. Małżeństwo łatwo jest utrzymać w stanie szczęścia. Trzeba tylko pracować nad tym codziennie. :)

      Usuń
  3. Dużo miłości w dniu Zakochanych wszystkim Paniom i Panom życzę
    Buziaków 102 :*******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Pań i panów. 102 razy. :)))

      Usuń
  4. moja pierwsza perfumeryjna miłość (mimo kilku reformulacji) jeszcze jest produkowana, ale wielu zapachów już nie ma i naprawdę ciężko czasami pojąć czym się kierują producenci :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka jest Twoja pierwsza perfumeryjna miłość? Zdradź proszę.

      Usuń
    2. dolce vita :) byłam wtedy jeszcze dziewczynką i nie było mowy o własnym flakonie...

      Usuń
    3. No tak... Kolejna wielka kompozycja, którą nadgryzł ząb marketingowców. obserwuję na forach poszukiwania starej wersji... Heh. Trudna miłość, co? ;)

      Usuń
  5. To niesamowite, bo dzisiaj idąc do przychodni ( niestety i ja mam chore zatoki) uraczyłam się obficie Theośką. I jak tak 3h czekałam, to była jedyna przyjemna rzecz, tak też się zastanawiałam czy przeczytam kiedyś Twoja recenzję bo pisałaś nieraz, że to był twój SS a tu proszę wracam do domu otwieram bloga i jaka niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu, naprawdę jest coś na rzeczy z Twoją telepatią. :)
      Mam nadzieję, że Cię taka osobista i w sumie bardzo zwyczajna opowieśc nie rozczarowała. :)

      Usuń
    2. Żartujesz? Uwielbiam proste osobiste historie :D Recenzja jest piękna osobista i pod opisem zapachu podpisuję się obiema rękami :P.

      Ja niestety nie mam flakonu tylko sporą odlewkę. Zapach ten jest dla mnie kwintesencją łagodnej kobiecości. Mój mąż kiedyś mówił, że jestem kobietą słoneczkiem :) W Theoremie czuję właśnie takie słońce.

      Usuń
  6. Piszesz o wszystkim tym, co sprawia, że robi mi się ciepło wokół serca :) Wielka szkoda, ze zapach wycofano ze sprzedaży :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka. Widzę Cię w nim. To znaczy uważam, ze pasuje do Ciebie. Do typu urody i typu emocji. Bo to nie jest słodka klucha, to jest kompozycja przyprawowa. Z charakterem. Ale miłym. :)

      Usuń
    2. Tym bardziej szkoda :( Nie zrozumiem nigdy filozofii stojącej za wycofaniem lub zmianą formuły tylu świetnych kompozycji...

      Usuń
  7. Z opisu powinna mi pasować, jednak romansu z Teośką nie miałam. Nie chciała ze mną współpracować.


    A za BC (mam jeszcze małą odlewkę), Gucci PH i Kingdom będę płakać. Na Gucci mój partner, bo to jego ukochany zapach, obecnie stosowany już tylko na specjalne okazje, podobnie jak mój Kingdom. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentuję od końca i ze zdziwieniem stwierdziłam, że już się w sumie do Twojego komentarza odniosłam. Niepytana. Po prostu samo mi się nasunęło skojarzenie z BC. Pisałam Escritorze, że
      "to nie jest zapach dla Sabb dzisiejszej. Na tamte czasy też może nie był, ale o tym dowiedziałam się dopiero kiedy poznałam Black Cashmere."
      BC było dla mnie kolejnym objawianiem. Przeżyłam je inaczej, bo wtedy znałam już więcej perfum, ale... No było. Potem przyszedł czas na Gucci PH. Wcześniej było Kingdom, Opium, Obsession, Anglomania... Poważnie czasem się zastanawiam nad tym, jak to możliwe, że jako kompletny laik, bez krztyny wiedzy miałam tak dobry gust. ;)))

      Usuń
  8. Sabbath, dużo zdrowia życzę.

    Theorema to dla mnie zapach ostatniego zdania z Władcy Pierścieni: And he went on, and there was yellow light, and fire within; and the evening meal was ready, and he was expected.
    (jakoś bardziej adekwatnie brzmi ono po angielsku, zwłaszcza w tym kontekście)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "...And he was expected." Tak. Dobre zdanie. Piękne emocje niesie i pięknie pasuje do zapachu.

      Cieszę się, że tu jesteś Trzyrybko. :)

      Usuń
  9. Nie znam :(. Wiem, może dziwne. Co gorsza, nie jestem pewna, czy chcę poznawać! Bo co, jak się zakocham? Co wtedy zrobię? Gdzie kupię flakon?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ryzyko jest minimalne. to nie jest zapach, który poznany w tym momencie stałby się moim must have. Na 100%. Ja po prostu mam do niego sentyment, a poza tym doceniam i nawet podziwiam. Ale to nie jest zapach dla Sabb dzisiejszej. Na tamte czasy też może nie był, ale o tym dowiedziałam się dopiero kiedy poznałam Black Cashmere. Na tamte czasy po prosty nie znałam niczego bardziej mojego. I tak jestem zachwycona tym, jaki mam dobry gust. :)))

      Usuń
    2. Ale widzisz, w sumie korci... Chciałabym poznać, zrecenzować... Może w końcu jakiejś miniatury w cenie przyzwoitej poszukam :)

      Usuń
  10. Jakoś tak wyszło, że Theoremy nie poznałam. Zważywszy na Twój opis, może i szkoda. Chociaż z drugiej strony, ostatnimi czasy bardziej niż romantyczne uniesienie przepełnia mnie chyba zgorzknienie i sarkazm , więc może nie znalazłabym w nim tak cudnej opowieści ;P

    Ale jeśli chodzi o odkrycia w stacjonarnych perfumeriach z czasów licealnych, to też właśnie wtedy znalazłam flakon stanowiący jeden z moich pierwszych perfumeryjnych zachwytów - Black Cashmere.
    Oj, żal wielki, że też wycofany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj. Niefajne rzeczy piszesz. Zaniedbałam ostatnio i pisanie, i lekturę, więc nie do końca wiem, jak tam z Twoim pisaniem, ale samo stwierdzenie sprawie mi przykrość. Akiyo, mam nadzieję, że to jakiś przemijający smutek i wkrótce będziesz w nastroju, który pozwala Ci odnajdować uśmiechnięte opowieści w każdym zapachu.

      Inna kwestia, że ja jestem klucha. Przy okazji Marecialli SMN cieszącej się sławą zapachu nader przygnębiającego wyszło mi, że opowieść zawsze jest w nas. A we mnie są opowieści kluchowate. kocham ludzi, kocham świat, chcę wszystkich uszczęśliwiać, nie chowam uraz... No kompletny brak charakteru. :)))

      Usuń
  11. Jaka miła walentynkowa historia...
    A wydawało mi się, że Theoremę jeszcze niedawno widziałam w S. A może to było dawno? No nic, mam w zapasie dwie 5-tki, bo też ten zapach lubię. Smutne to ostatnie zdanie, bo to również moje kiedyś ulubione typy - BC, FdB, GPH, GR. FdB nawet niedawno kupiłam cały flakon w jakiejś promocji (zanim jeszcze zaczęłam oszczędzać na spłatę kredytu, teraz mam szla-ban na całe flaszki), ale w wersji SL to zupełnie inny zapach. Może nie tyle zupełnie, co uwydatnia nie te nuty, które stanowiły klucz do FdB. W wersji SL jest coś lekko uciążliwego. Ty chyba kiedyś pisałaś o zwędzonej śliwce, ale nie wiem czy to to...
    Dobrze, że choć trochę wydobrzałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, też zauważam różnicę między FdB lutensowskim, a klasykiem. I masz rację, pisałam o tym. Lutensowskie FdB jest trwalsze, to muszę przeznać, ale brakuje mi w nim tej niezwykłej świetlistości, dualizmu odczuć, lekkości.

      Szla-ban masz, powiadasz. A ja właśnie chyba ulegam pokusie kupienia Black Oud LM Parfums. :) I dostałam od męża Angela z serii ToF. W ramach rekompensaty za to, ze wysiorbał mi doszczętnie setkę A*Mena. :)))

      Usuń
    2. O żesz.... gratuluję planów LM, właśnie go sobie psikłam. Jakiż on elegancki... A nie będziesz chciała odsprzedać z 10ml? Chyba na więcej się chwilowo nie szarpnę....

      Usuń
    3. Deal. Dam znać, jak nabędę. :)))

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamietam Theoreme z czasow mlodosci kiedy to zdarzalo mi sie chodzic na wagary. Bedac buntownikiem poszukujacym spokoju wybieralem sie na wycieczke po Katowicach by wstapic rowniez do Douglasa, psiknac sie tym zapachem i ruszyc dalej w trase. Wtedy tez mialem ten wewnetrzny dyskomfort myslowy ze cos jest chyba ze mna nie tak skoro psikam sie damskim zapachem i do tego ta pani jakos tak mnie chyba dziwnie mierzy :) po czym stwierdzalem ze: w sumie, jakie to ma znaczenie skoro czuje sie w nim tak bezpiecznie i magicznie. Pamietam jeszcze ze podobne odczucia wylwowlywalo rowniez KEnzo Le Monde Est Beau ktory tez lubilem nosic.A byly to czasy gdzie nie bylo mowy bym mogl pozwolic sobie na tak drogie wtedy zapachy.Mialem wiec niedrogi Aspen Discovery i delektowalem sie nim nie mniej.., zreszta nadal mam go w sercu i pamieci.Moglbym nawet powiedziec w tym dniu ze byla to milosc za ktora tesknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieść prawie jak moja. Tylko lepsza. :) Byłeś o kilka przełomów mentalnych przede mną - ja dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, ze męskie perfumy też mogą być dla mnie.
      Le Monde Est Beau piękne są. Ale Aspen Discovery nie znam, niestety.

      Dziękuję Narde. To naprawdę piękne uczucie, kiedy dzielę się z wami opowieścią i w zamian dostaję podarunek taki, jak Twój komentarz.

      Usuń
    2. MOze nie lepsza a napewno inna :)
      Aspen pochodzil od Coty i byl zapachem ktory aktywowal moje dalsze zainteresowania tematem aromarow ujetych w szklanych flaszkach. Laczyl w sobie przejzystosc gorskiego powietrza z kojacym poczuciem harmonii z natura. Byl pelen przyjacielskiego wsparcia. Troche pod wzgledem spokoju i uduchowienia podobny do Kyoto.

      To ja dziekuje za inspiracje jakimi mnie obdarowalas, bo to wlasnie dzieki twojemu blogowi uswiadomilem sobie w pelni i utrwalilem w sobie przekonanie ze moja pasja idzie we wlasciwym kierunku. A jakze pieknie jest dzielic sie nia wzajemnie tym co kochamy... :)

      A to dla ciekawostki: Aspen Discovery cologne has the rugged, masculine edge and the majestic grandeur of nature in balance with the pursuit of true understanding. It is the scent of the eternal quest. It is the soul of an ever-evolving man. Take the trip. Awaken the senses with a burst of crisp mountain air over snow-frosted apple, wild alpine berries and a hint of mountain sage, which mellows into a clean, modern scent, warm with the textured layering of forest amber, lavender and juniper before relaxing into an introspective blend of Colorado blue spruce, white pine, and calming oakmoss and sandalwood. Pozdrawiam cieplo .

      Usuń
    3. Narde, przyznaję, że brakuje mi liter na klawiaturze, by odpowiedzieć Ci tak ładnie, jak bym chciała. Piszesz rzeczy, po których ciepło się człowiekowi robi na duszy. Na tej perfumolubnej, która pcha go do pisania i dzielenia się zachwytami i odkryciami. Masz rację. Dzielenie się jest tym, co daje najwięcej radości. :)

      Usuń
  14. U mnie Theorema czeka na testy - mam zachomikowaną miniaturkę. Po Twoim wpisie pojawiła się we mnie taka ochota na te perfumy, że chyba zaraz się za tę miniaturkę zabiorę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najmilsze, co może przeczytać człowiek, który pisze bloga o perfumach. Że kogoś zachęcił do wąchania.
      Dziękuję!

      Usuń
    2. Az sam bym tego doswiadczyl po tylu latach zapomnienia.Nie mam niestety wiec pozostaje za sprawa twojego opisu i wywolanych dzieki niemu wspomnien, przywolac te uczucia we wlasnej glowie.

      Usuń
    3. No właśnie. Pisałam, że się ciepło na sercu robi... Dziękuję. :)

      Usuń
  15. Teoreme kochalam i kocham miloscia namietna od poczatku. Gdy zniknela,nie moglam zrozumiec,dlaczego pozostalo tyle badziewia ( do dzis) a tak wybitne zapachy poznikaly w niebycie... Niektore powrocily po reformulacji i.... mogly w tym niebycie zostac,mialabym choc mile wspomnienia. Zakusilam sie niedawno na Dune,ktora byla moja wierna towarzyszka wiele lat.
    I dalam sobie spokoj. To nie byl ten sam zapach tylko " wariacja na temat".
    Dlaczego o tym pisze? Poniewaz gdzies w trakcie szperania w sieci migneál mi news, ze ktos postanowil 2 wznowic" Theoreme. I obawiam sie ,ze stanie sie dokladnie to samo. Ze beda to tylko popluczyny po tej miodowej,aksamitnej bajce,jaka pamietam. Ach, ale "money makes the world go round" , przynajmniej dla PR-owcow. :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem tej wznowionej. Może lepsza wznowiona, niż żadna? Z drugiej strony, chyba nie spotkałam wznowienia, które by mnie nie rozczarowało. Choć... BC chyba najmniej. Na szczęście mam trzy flaszki zapasu.

      Usuń
  16. piękny opis i piękna historia... przede wszystkim piękna bo prawdziwa i wydrążyła przez te lata sporą półeczkę w Twoim sercu... i jak tu nie kochać perfum?
    wzruszają, wywołują emocje, zmieniają nastawienie, są w stanie zupełnie zmienić rytm dnia i postrzeganie świata... chyba będę postulował by obwołać je oficjalnie kolejną muzą... ;)skoro oko i ucho mają swoje to dlaczego nie nos?

    a co do Theoremy... naprawdę zaczynam żałować, że świadomie trzymam się z daleka od damskich perfum... szczególnie po poznaniu małej czarnej... z jednej strony nie chcę popełniać tak sztubackiego błędu jak wypaczanie damskich perfum specyfiką męskiej skóry, na której przecież rozwiną się i zagrają zupełnie inaczej niż na kobiecie, choć z drugiej strony cierpię prawdziwe katusze, że nie mogę... ;)

    p.s. cieszę się że Twój nos wraca do formy... wiem co czujesz bo ja też z początkiem br. szedłem na jakiś rekord w hodowaniu gryp i angin... ;)
    pozdrawiam pirath?

    OdpowiedzUsuń
  17. Perfumomaniaku, mysle ze swiadomie bedzie kiedy otworzysz sie na nowe doznania, bo przeciez to ze zagraja na twojej skorze nie tak jak na damskiej nie oznacza wcale ze bedzie gorzej. I mysle ze twoja niemoc to wlasniei zakorzenione nieswiadomy schemat ktory mozesz zlamac w moment zyskujac swiadmosc ktora wybiega poza wiedze nabyta na temat chociazby tego co damskie a co meskie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @narde, sądzę że masz dużo racji w tym co piszesz - ale Belor wysnuł kiedyś ciekawą tezę, że pewne rzeczy, nawet bielizna ma silny podział na męskie i damskie warianty - dlatego nie wyobrażam sobie noszenia stringów, fig i stanika, tylko dlatego by przełamywać bariery i schematy, które istnieją jak najbardziej realnie, a nie jedynie w mojej świadomości... ;)

      Usuń
    2. A ja sądzę, że Narde ma rację. Otwartość i zatracenie siebie to dwie różne sprawy. Jeśli żałujesz, że nie spróbowałeś przymierzyć stanika - to przymierz. Sądzę jednak, ze nie żałujesz. Prawda? To może znaczyć, że nie powinieneś. Jeśli żałujesz, że nie przetestowałeś Theoremy, to znaczy, że sytuacja jest inna, niż ze stanikiem i może warto przetestować. Czemu masz się ograniczać w imię jakichś schematów? Ja noszę perfumy teoretycznie uznawane za męskie. I powiadam Ci, że na mnie są damskie. Noszę też spodnie. I nie wypaczam niczego. Kiedy opowiadam o zapachu, opowiadam o nim jako kobieta. Uczciwie. Jako kobieta niepaląca, nie jedząca mięcha, nie impregnowana pachnącymi balsamami, ale jednak posiadająca cechy osobnicze wpływające na zapach, Gdybym miała dążyć do obiektywizmu obiektywnie obiektywnego - powinnam testować zapachy na blotterach, nie na skórze.
      A damskie zapachy na mężczyźnie potrafią być piękne. Stringi też. :)))

      Usuń
  18. Nasze schematy sa naszym tworem, sa kreacja naszej nierzeczywistej rzeczywistosci.Za to kwiaty,drzewa i wszelakie esencje natury to juz przejaw samego boga. A czy bog ma plec..? Jesli cos jest doskonale to rownie dobrze ulozy sie na kobiecie jak i na mezczyznie bo oni przeciez sa tym samym... Nasza skora, nasza prawda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większośc bogów ma płeć. I imiona.
      Tyle, ze przecież wyznawcą bogini mądrości może być mędrzec dowolnej płci. A bogu wina radosną ofiarę składać mogą także i mężczyźni, i kobiety. :)

      Usuń
  19. Mialem na mysli boga jako Absolut, nie ubranego w kulturowo mityczna otoczke. Choc ostatecznie w kwestii zapachowej orientacji wychodzi na to samo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg to takie dziwne słowo... Sposobów pojmowania i odczuwania go jest tyle, ilu ludzi. Lubię myśleć, ze z wizjami Boga i ludźmi jest tak samo - większość jest dobra. :)

      Usuń
  20. Nie miałam wcześniej okazji poznać Theoremy, więc po przeczytaniu od razu kupiłam miniaturkę:) Teraz testuję i tak sobie myślę, że, po pierwsze, mam podobny do Ciebie gust zapachowy i, po drugie, mogę w tym zapachu spokojnie nosić bluzy mojego męża:D wiem, brzmi dziwnie:) Czasem lubię pochodzić w jego bluzie lub szalu, ale zawsze skarży się potem, że mu zapachniałam swoimi perfumami ubrania. Jako, że sam nosi Gaiaca, to nie powinien teraz zauważyć różnicy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Update: jednak zauważył różnicę:)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...