niedziela, 17 lutego 2013

Samotność brzydkich dusz, czyli Bois d'Oud Perris


Chodzą za mną wiedźmy. Poprzednie z nimi spotkanie było na tyle miłe, że dziś powracam do tematu. Dwojako: zarówno oudowych zapachów Perris Monte Carlo, jak i do wiedźmich skojarzeń. Tyle, że tym razem wiedźma jest zupełnie inna...



W złotych strzępach liści drzewa nocą stoją...*


Od pierwszej nuty wiem, ze tym razem nie będzie to gorzka, lecz piękna opowieść o poświęceniu i dedykowaniu życia pasji. Dzisiejsza wiedźma chce mieć wszystko. Urodę, wiedzę, władzę i młodość. Najlepiej na raz i bez poświęceń.

Ciężkie, kremowe, owocowo - kwiatowe otwarcie brzmi... nieszczerze. Towarzyszące upojnemu aromatowi dosłodzonych brzoskwinią i śliwką kwiatów niepokojąco zwierzęce labdanum, brudny akcent ambrowy i charakterystycznie bagienny aromat irysowego kłącza sprawiają, że gładka, blada twarzyczka wiedźmiej piękności zdaje się maską; skorupą ukrywającą coś, czego poznać nie pragniemy. 


Płowowłosa, bladoskóra piękność w bogatej sukni odkrywającej smukłe ramiona spogląda na nas wielkimi oczami, niepokojącymi jak zmącona woda, obcymi jak mgła nad horyzontem. Za jej plecami kryją się ruchliwe, wilgotne cienie, grunt u jej stóp zdaje się grząski, kwiaty w jej włosach bezgłośnie krzyczą z głodu, rozwartymi szeroko paszczami pożerając słońce...

Jest piękna. Jest mądra. Jest potężna. Ale nie można mieć wszystkiego.

Trudno pokochać i zrozumieć zapach jednocześnie intensywnie kwiatowy, wyraźnie owocowy, z potężnym, ostrym akordem zwierzęcym, topiącą wszystko w  mroku nutą oudową, suchym drewnem i wilgotnym akordem paczulowo - irysowym. Może i da się, ale na pewno nie będzie to łatwa miłość.


Bois d'Oud nie jest po prostu brzydki. Im dłużej leży na mojej łagodnej skórze, tym bardziej jestem przekonana, że nie jest. Jest dostatni i interesujący. Kontynuując analogię z wiedźmią pięknością - ma duże oczy, ładnie wykrojone usta, wąski nos i smukłą kibić. Rzecz w tym,  że to wszystko jakoś podejrzanie ze sobą nie gra. Jest to piękno, któremu nie sposób zaufać.

Tak, jak gdyby potężna czarownica złożyła swe idealne ciało z zagrabionych innym, pięknym kobietom idealnych części - nuty Bois d'Oud nie tworzą harmonijnej kompozycji.


Nasza czarodziejka nie zostanie królową. Wymarzony książę nie utonie w jej oczach głębokich jak wody Lete, lud nie uniesie jej na ramionach do białego pałacu. Skradzione życia ściągną ją na ziemię, w otchłań samotności i wiecznej tęsknoty.

A Bois d'Oud nie zdobędzie mojego serca. Choć może znajdzie się inny książę, dla którego drzewna czarownica okaże się miłością życia? Może na innej skórze ta opowieść rozwinie się zupełnie inaczej i zakończy happy endem?



Data powstania: 2012
Trwałość: 6-8 godzin, czyli dobra, ale jak na ten typ kompozycji nie zachwycająca

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: stanowi bergamota
Nuty serca: brzoskwinia, śliwka, jaśmin, róża, irys, kwiat pomarańczy, agar (oud)
Nuty bazy: cedr, drewno dalbergii szerokolistnej (patrz tu: KLIK), paczula, wanilia, ambra, labdanum, piżmo


 * W złotych strzępach liści drzewa nocą stoją,
Księżyc srebrne smugi po ziemi rozwłóczy,
Nic mi nie pomoże na tęsknotę moją,
Już mnie żadne szczęście od niej nie oduczy.
Początek wiersza Jana Lechonia: "W złotych strzępach liści drzewa nocą stoją..."


Źródła ilustracji:

15 komentarzy:

  1. Fascynująca historia! Widzę w niej ogromny potencjał na film, albo chociaż baśń. Skąd Ty bierzesz te opowieści? I dlaczego ich jeszcze nie spisałaś i nie opatentowałaś???
    Co do niejednoznacznych zapachów. Zazwyczaj lubię niejednoznaczność, bo intryguje zamiast "zabijać" dosłownością, ale... w przeszłości trafiłam na kilka killerów, które miksturą ultra intensywnych i nie do końca pasujących do siebie woni zaatakowały mój nos i nie było to miłe doświadczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kat, moja wyobraźnia to jest żywioł. Pisanie opowieści to moment, kiedy pozwalam jej hulać. :)

      Też lubię niejednoznaczne zapachy. Tu jednak nie chodzi o niejednoznaczność, lecz (dla mnie) o zbytnie bogactwo nut. Choć po czterech - pięciu godzinach, kiedy zapach gaśnie zaczyna być miło. Druga kwestia, ze taki kolos nutowy nie powinien gasnąć po pięciu godzinach.

      Usuń
    2. No fakt, ze skrajności w skrajność.

      Usuń
  2. Piękna opowieść zaczęłam ja czytać i pomyślałam że mogłabyś wydać książkę z opowiadaniami do których dołączone by były próbki perfum.

    Ja z Bois d' Oud nie mam problemu na szczęście :P Tj nie mam problemu pożądania go. Zupełnie się na mnie nie układa - lizol + puder z landrynek. O ile lizol bym jeszcze wybaczyła to pudrowo landrynkowej bazy nie zniose :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłoby coś! Baśnie i zapachy. Wszystko moje własne. :)

      Problemu pożądania go też nie mam. I rzeczywiście jest w nim jakaś ostra, zgrzytająca nuta. Lizol, woszczyna z ucha, jakieś zwierzątko w konfiturze... Coś tędy. ;)

      Usuń
  3. Nasze skojarzenia tak te do Oud Imperial jak Bois d'Oud poszły znów nieco podobnym torem. Tyle że ja oba zapachy uważam za brzydkie- co zupełnie nie przeszkadza mi zachwycać się Oud Imperial.
    Mam wrażenie że to co dla Ciebie w Bois d'Oud jest skrzeczeniem, nieprzystawaniem, zachwianą kompozycją dla mnie i na mnie przyjmuje postać rozkładu, nieświeżości, jakiegoś zepsutego zmęczenia- moja wiedźma Bois d'Oud byłaby stara i rozczarowana. Być może potężna- ale zgorzkniała i samotna a z tej samotności okrutna.
    Pewnie strach by mi było zapuścić się na jej bagna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myślisz, ze to może być labdanum? Ta ostra, cierpko - gorzka nuta? W Incense Normy Kamali jest podobny klimat i odbieram ją trochę jak Tu Bois d"Oud.

      Usuń
  4. Jakże odmienna opowieść od tej, którą uraczyły mnie 3 Ryby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmienna, bo przeciez każda z nas jest inna. Ale nasze wrażenia aż tak się nie różnią. :)

      Usuń
  5. To raczej nie moje, wygląda na zapach, w którym za dużo wszystkiego. No, ale nigdy nie mów nigdy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako rzekłaś. Nigdy nie mów nigdy. Kto wie? Będzie na pewno okazja do powąchania. :)

      Usuń
  6. A dla mnie była to miłość od pierwszego wejrzenia...albo raczej powąchania....weszłam do perfumerii w Stutgarcie pełnej niszowych cacek...wywąchałam to i owo,odkładałam na miejsce Montale,Micallef,Amouage( mam Ubar i Gold W.) Kiliana,który odfruwał z mojej skóry tak szybko,jakby miał co innego do roboty...wreszcie dostałam do rąk złotą butelkę..otworzyłam i zbliżyłam nozdrza go atomizera ( wiem,że to nie najlepszy sposób na ocenę zapachu,jednak to najlepsza wstępna selekcja jak dla mnie)...zaciągnęłam się nim tak głęboko,że całe płuca zabrzmiały jak Oudowa orkiestra...i natychmiast wiedziałam,że znalazłam mojego kochanka..to właśnie ten zapach towarzyszył mi,kiedy we wcześniejszych wcieleniach przemierzałam Bliski Wschód z ukrytą wiedzą...jak członek tajnego towarzystwa i braterstwa...ja znam ten zapach..znam go...on jest orkiestrą i dyrygentem...jest czasem i wspomnieniem...jest dniem dzisiejszym i dawnym towarzyszem,który strzegł moich dróg...

    OdpowiedzUsuń
  7. Popróbowałam go na nadgarstku.. No cóż, ponownie nie mój. Niby skład ciekawy..ale śliwkę trudno wyczuć...niby może bym używała. Ale brakuje mi moich "ohów i ahów". A znika bardzo szybko..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie to widzę: perfum, które nie wywołują ochów i achów nie kupuję. Jest tyle zapachów, które zachwycają od pierwszej do ostatniej nutki...
      Życzę miłych dalszych poszukiwań. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...