piątek, 31 maja 2013

Niebieskie szorty, czyli kolekcja Blu Mediterraneo Acqua di Parma w skrócie


Parę dni temu zapytałam Was na Facebookowej ścianie Sabbath of Senses, czy zainteresowani jesteście publikacją krótkich, jedno - czasem dwuzdaniowych impresji dotyczących zapachów, których z różnych przyczyn, nie udało mi się opisać obszernie. Odzew był dośc spory i pozytywny, musiałam jednak obiecać, że szorty nie zastąpią recenzji pełnowymiarowych, lecz będą ukazywały się jako uzupełnienie zwyczajnych wpisów. Obietnicę potwierdzam. :)

Dziś wracam więc do wpisów, które niegdyś nazwałam Krótkimi Gadkami (nie mylić z gatkami) w skrócie szortami.


Acqua di Parma Blu Mediterraneo

 

O synestezji w języku - artykuł Magdaleny Zawisławskiej


Jeśli ktoś z Was zainteresowany jest krótką, przystępną analizą zjawiska synestezji w języku, zapraszam do lektury tekstu dr Magdaleny Zawisławskiej zamieszczonego na stronie Srebrzystoturkusowa cisza.
Autorka jest językoznawcą i naukowcem, jednak temat zaprezentowała w sposób bardzo przystępny, ilustrując go barwnymi (sic) przykładami synestetycznych opisów. Fakt, że dr Zawisławska posłużyła się w tekście fragmentem jednej z zamieszczonych na Sabbath of Senses recenzji jest dla mnie zaszczytem.

Polecam: 

środa, 29 maja 2013

Rozdanie z marką nu_be i Perfumerią Ambrozja


Pamiętacie niesamowite zapachy nu_be?
Wiem, że mieliście ochotę je poznać. :)

 

Mam dziś dla Was komplet oryginalnych próbek perfum nu_be w gustownym, welurowym woreczku (widocznym na fotografii).

Próbki przesłała Perfumeria Ambrozja z Rybnika, której unikatową ofertę postaram się wkrótce Wam przybliżyć. Mają kilka naprawdę niespotykanych marek: Science for Peace, Prudence, Alice and Peter czy House of Sillage. A także fantastycznie bogaty asortyment Guerlainów.

Przedmiotem rozdania jest pięć próbek z atomizerem:

wtorek, 28 maja 2013

Ostatnia Arabska Noc - Musk Oud by Kilian


Ostatni Oud z serii Arabian Nights by Kilian wszedł na rynek jakoś tak niepostrzeżenie. Poprzednie anonsowane były hucznie i ich premiery były w świecie perfumiarskim wydarzeniami. Tym razem, gdyby nie zestaw próbek do testów - pojawianie się kompozycji dopełniającej i kończącej tę, znaczącą przecież, serię umknęłoby mojej uwadze. A nie powinno, bo kompozytorem Musk Oud jest nie kto inny, jak sam Alberto Morillas - współautor wielkiego M7 YSL, który dodatkowo swoje wyczucie oudu potwierdził komponując przepiękne Oud Royal z kolekcji tysiąca i jednej nocy Armani Privé. 



Pawiem nut byłaś i papugą!


Pierwsza fala zapachu powaliła mnie na kolana. Nie dosłownie, oczywiście, ale rzeczywiście wymknęło mi się w duchu swego rodzaju wewnętrzne WOW.

Otwarcie jest dziwne. Nie dziwnie nieprzyjemne, tylko dziwnie dziwne. I ta dziwność mnie zauroczyła.

Z dystansu wita nas cyprys, geranium, pięknie żywy kardamon i ślad nietypowego chłodu będącego najprawdopodobniej połączeniem jasnego kadzidła z chemicznym piżmem. Wszystkie te nuty tworzą akord ziołowo - żywiczny z subtelnym, bardzo nietypowym kwiatowym podbiciem. Ale na tym nie koniec.

Kiedy zbliżamy nos do skóry czujemy... pieprz. Czarny, ostry i "zdegourmadyzowany" drugą warstwą spektrum zapachowego kadzidła - żarzącym się popiołem. Gdzieś w tej fazie przeczuwać zaczynam oud - głęboki, czarny jak smoła, lecz na tym tle urzekająco gładki, aksamitny wręcz. Tylko oud to potrafi!

Powtórzę: otwarcie jest dziwne. I genialne.


poniedziałek, 27 maja 2013

Wspomnienie wakacji - Flash Back Olfactive Studio


Mam kryzys, ogólnego doła i do tego zgubiłam próbkę Woody Arabian Oud. Nie z powodu trwającego wciąż remontu, ale dlatego, że od kilku dni nosiłam ją przy sobie, wąchałam i starałam się powstrzymać przed wylaniem na siebie całej przed napisaniem recenzji. No i mam za swoje.

Być może pisanie w tym nastroju nie jest najlepszym pomysłem, ale od czego mamy aromaterapię? Radosny, pogodny zapach powinien pomóc, czyż nie?



Rabarbardzo radosne wakacje


Flash Back opisywany jest jako zapach wspomnień. Tak, żywych, że wręcz namacalnych. Slogan "Memory in motion" dotyczyć ma dzieciństwa, babcinej tarty, poczucia bezpieczeństwa. Z resztą - rozmawialiśmy o tym na Facebooku.
Ja, nauczona doświadczeniem z Autoportrait, Chambre Noire czy Still Life tej marki, obawiałam się wspomnienia kolejnych perfum - nie na zasadzie luźnych skojarzeń, lecz olfaktorycznej reprodukcji. 

I rzeczywiście - pierwsza nuta natychmiast poskutkowała wspomnieniem - skojarzeniem. Rhubarb Comme des Garcons. Rychło jednak poniechałam malkontencji - użycie nuty świeżego, aromatycznego, chrupkiego, tryskającego sokiem rabarbaru w perfumach nie oznacza przecież plagiatu. CdG nie ma monopolu na perfumeryjny rabarbar. I bardzo dobrze! Bo rabarbar w perfumach to nuta śliczna i zdecydowanie niedoceniana.

niedziela, 26 maja 2013

24 Gold Scent Story


Dziś przedstawię Wam ulubieńca ostatnich dni. Perfumy, dla których najpierw popełniłam głupstwo, a teraz się z tego głupstwa cieszę. Jak głuptas.

24 Gold kupiłam w ciemno. Nie próbkę, nie odlewkę, lecz cały, 100 ml. flakon. I to jest głupstwo. To zawsze jest głupstwo.
Mimo to, nie żałowałam ani przez chwilę, a kiedy dotarł do mnie flakon, zaczęłam odczuwać bezwstydną satysfakcję. Wszyscy wiemy, że lepiej zgrzeszyć i żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło, ale zgrzeszyć i nie żałować... To dopiero radość!


 Złoto dla zmysłowych

 

Zacznę od przedstawiania zapachu. Tym razem mogę to zrobić bez zastanowienia. 24 Gold to orient. Drzewny, uniseksowny, nowoczesny, lecz orient bez wątpienia. Bogaty, złożony, z wszystkimi cechami dającymi przepustkę do tej grupy: zmysłowym akcentem kwiatowym, ciepłymi nutami korzennymi, stonowaną słodyczą wanilii, bukietem bogatych, ciepłych nut drzewnych i wyraziście ambrowym, zmysłowym akordem tworzącym złociste serce kompozycji.

Całe to bogactwo tworzy jednak kompozycję zadziwiająco uniwersalną. Na kobiecie do cna kobiecą, na mężczyźnie bardzo męską.

środa, 22 maja 2013

Hedonist Viktoria Minya


Kilka tygodni temu otrzymałam miłą wiadomość od pewnej, pochodzącej z Węgier, początkującej perfumiarki, która proponowała mi zapoznanie się ze swą debiutancką kompozycją noszącą wiele obiecującą nazwę Hedonist. Zgodziłam się mając nadzieję, że Hedonist okaże się wart uwagi i godzien prowokującego imienia, które dała mu Twórczyni. Miałam nawet zamiar zrecenzować Hedonista od razu po otrzymaniu próbki, jednak remont (a którego tłumaczyłam się Wam obszernie i obrazowo) pokonał mnie zupełnie.

Dlaczego więc wracam do tematu?
Po pierwsze dlatego, że Hedonist rzeczywiście okazał się wart uwagi - na swój hedonistyczny sposób. Po drugie zaś dlatego, że przy okazji recenzji mogę z przyjemnością obwieścić, że perfumy pięknej Viktorii już wkrótce będą dostępne w Polsce. Pani Karina z Perfumerii Kochalscy, której udało się sprowadzić do Polski wiele naprawdę unikatowych marek, sukcesem zwieńczyła rozmowy z twórczynią Hedonista i właśnie czeka na pierwszą dostawę flakoników.


Pomysł nazwania perfum "hedonoist" jest tyleż nośny, co ryzykowny. Hedonizm to doktryna - meteoryt. Tak kontrowersyjna, że przetrwała praktycznie trzech tylko piewców: ojca, córkę i wnuka, który formułując ostatecznie założenia hedonizmu stał już w obliczu rodzącego się epikureizmu, różniącego się od poglądów Arystypa tym, czym skrajny egocentryzm różni się od zdrowego egoizmu.

Epikurejczyk, podobnie jak hedonista, poszukuje przyjemności i w niej upatruje szczęścia - bez odwlekania go na czas nieokreślony, bez wmawiania sobie, że drogą do szczęśliwości jest wyrzeczenie czy brak pragnień. A jednak, Epikur skłaniał nas do swoistej etycznej matematyki: rozważania, czy nasza przyjemność nie zostaje opłacona cierpieniem innej osoby. Bowiem, wedle Epikura, dążyć należy do tego, by suma przyjemności (naszych i cudzych) była możliwie wysoka.
Dla hedonisty cudze cierpienie jest bez znaczenia. Krzywda, jakiej doznają inni nie zajmuje go, póki wykorzystywanie ich jest przyjemne dla niego samego. Hedonizm jest agresywny, bezwzględny i niehumanitarny. Oczywiście, Arystyp nie był idiotą - nie nawoływał do krzywdzenia innych. Tłumaczył rozsądnie, że skoro własnych przyjemności jesteśmy świadomi, a odczucia innych ludzi są dla nas niewiadomą, to nie należy się przejmować tym, czego i tak nie poznamy. Wygodna koncepcja, czyż nie?

Do hedonizmu nawołuje La Vey w swej "Biblii Szatana". Skrajnym przypadkiem hedonizmu będzie markiz de Sade, o którym pisałam więcej przy okazji recenzowania noszących jego imię perfum Histoires de Parfums. Epikurejczykami (choć specyficznymi) będą von Sacher-Masoch i jego Wenus w futrze.


Hedonizm perfumeryjny kojarzy mi się ze wszystkimi tymi paniami (bo przeważnie są to panie), które z niezmąconym spokojem epatują gazylionem psików Aliena, Angela, Obsession czy innych killerów w upalny dzień w zatłoczonym autobusie.

Hedonistyczna kompozycja... Wywołuje nieco inne skojarzenia. Sugeruje bogactwo nut, zbytkowność kompozycji, obłędnie wyrazistą projekcję. 

Jak do moich, wyśrubowanych oczekiwań ma się Hedonist Viktorii Minyi?

sobota, 18 maja 2013

Aneks do spisu oudów - rzecz o tym, że rzeczywistość jest często ciekawsza, niż fantazje


Tak się interesująco złożyło, że dzięki Kubie, czyli Forevermore79 z forum o perfumach na Gazecie mój obszerny przegląd oudów doczekała się aneksu szybciej, niż się spodziewałam.

Informując na facebooku o zmaterializowaniu się mego proroctwa w postaci kompozycji Damask Oud Hugo Boss wspomniałam w komentarzach, ze kolejnym etapem będzie oudowy płyn do płukania tkanin. Jakże się zdziwiłam, gdy okazało się, że niedaleka byłam od prawdy.

Zanim wytłumaczę się z wstępu, wymienię kilka popularnych oudów, o których zapomniałam, albo o których nie wiedziałam (kolejny raz podziękowania dla Kuby):


O czym zapomniałam: 

 

Ferrari Essence Oud - zadziwiająco solidna kompozycja podbitego nutami skórzanymi oud z różą. Nie wiem, jak mogłam o nim zapomnieć.

Oud Ispahan Dior - oud z różą. Klasyka, na interesującej, paczulowej bazie. Testowałam raz, nie zasłużył na recenzję.

Chopard Oud Malaki - wyraziście tytoniowy, skórzasty oud bez nut kwiatowych. Niełatwy i raczej dla miłośników tytoniu w perfumach, ale zdecydowania wart testów. Fantastyczna trwałość.

The Body Shop Amber Oud i Rose Oud - kompozycje zaskakująco udane, szczególnie pierwsza z nich. po raz kolejny - nie wiem, jak mogłam zapomnieć.


czwartek, 16 maja 2013

Subiektywny przegląd perfum z wiodącą nutą oud


Moje proroctwo się spełniło: na rynek wchodzi zapach Hugo Boss z oudem w tytule. I oto niszowe stało się popowe, trudne stało się łatwe. Składnik do niedawna zupełnie w Europie nieznany i dosłownie marginalny, w ciągu kilku lat zszedł pod strzechy. Ponowoczesność wita.


Celowo nie piszę, że ideał sięgnął bruku, bo przecież idealność nut oudowych jest wielce względna, a Hugo Boss to nie taki wcale bruk. Bruku to ideał sięgnął, kiedy pewna firma sygnująca swoje "alternatywne" ciecze numerami i inicjałem FM wypuściła na polski rynek "numer jakiśtam" rzekomo pachnący jak Ambre Sultan Serge Lutens. 

Z tej okazji (Hugo Bossa, nie FM - z okazji FM mogłabym co najwyżej sesję walenia głową w ścianę zaproponować) postanowiłam wreszcie stworzyć listę znanych mi perfum z nutą przewodnią oudu. Od dawna miałam świadomość, że będzie to wymagało sporo pracy, jednak kiedy siadłam i zaczęłam pisać... zaskoczyłam nawet sama siebie.

O większości zapachów ledwie wspominam - zainteresowanych zapraszam do lektury pełnowymiarowych recenzji. Tym, których (z różnych przyczyn) nie udało mi się jeszcze zrecenzować, poświęcam słów więcej, niż kilka. Ale niewiele więcej, bo spis i tak wystawi Waszą cierpliwość na ciężką próbę.

Zapraszam do lektury listy oudów długiej jak brazylijska telenowela, lecz (mam nadzieję) znacznie bardziej treściwej.


środa, 15 maja 2013

Krągły owoc niszy: Essence Reminiscence


Nieczęsto zdarza mi się nosić zapachy, które wywołują tak jednoznacznie pozytywną, entuzjastyczną wręcz reakcję obu mężczyzn mojego życia jednocześnie. Pierwsza globalna aplikacja Reminiscence by Reminiscence znanego też jako Essence by Reminiscence (tradycyjnie już - do ludzi, tuż przed wyjściem z domu) wywołała w przedpokoju prawdziwy entuzjazm. Że "o jakie śliczne", " jak słodko pachniesz" i że "ciasteczka"...
Zgadzam się, że Reminiscence to zapach słodki i miły, ale żeby aż ciasteczka?


Krągły owoc niszy


Rzeczywiście, wanilia i anyż pojawiają się natychmiast po aplikacji. Zapach od pierwszej chwili jest ciepły, krągły, "ułożony". I bardzo przyjemny. Jednak jego struktura jest niezwykła.

Akord utkany z wanilii, łagodnego anyżu, subtelnych, lekko kremowych nut kwiatowych i ciepłych nut przyprawowych jest akordem "pierwszego kontaktu". To właśnie tę przyjazną mieszankę wyczuwamy jako pierwszą, pełni ona jednak rolę miękkiej powłoki, pod którą buzuje prawdziwa nisza.

wtorek, 14 maja 2013

Galaktyka czerni - Black Touch Parah


Zgodnie z zapowiedzią, przedstawię Wam również drugie "czarne" perfumy marki Parah. Tym razem dedykowane panom, ale jak już kiedyś pisałam - nam, kobietom wolno więcej.


Galaktyka czerni


Otwarcia obawiałam się najbardziej. Niepotrzebnie! Cytrusy wyczuwalne są delikatnie, głównie jako piękna, herbaciana bergamotka.

Głównym akcentem otwarcia jest gałka muszkatołowa. Jej zapach oddany został genialnie: jest subtelnie eteryczny, lekko drzewny, z charakterystyczną, lekko wytrawną "nutą pestki", w którą idealnie wplata się pojawiający się wcześnie i brzmiący "czarno" oud.
Mnie nie trzeba więcej...

poniedziałek, 13 maja 2013

Probabilistyka czarnego piżma, czyli Noir Parah


Czerń. Najbardziej chyba niespójny kulturowo symbol świata. Barwa, która nie jest barwą. Przeciwieństwo światłości. Uwielbiana, ale też i darzona niechęcią - wywołująca w naszej kulturze atawistyczny lęk.  Niestety, od kilkunastu lat nieustająco modna. Wszechobecna jako symbol, nazwa, tytuł, podręczna proteza głębi. Trywializowana i przez to coraz mniej wyjątkowa. A jednak... wciąż atrakcyjna, tajemnicza, pociągająca nas brakiem barwy, nie barwą.

Wiele już razy pisałam o czerni i perfumach z czernią w tytule. Dziś zrobię to po raz kolejny. Na pewno nie ostatni.


(Nie)czarne złoto w piżmowym koszyku


Pierwszy wdech rozczarowuje. Wyraźnie wyczuwalna cytryna - źółciutka i przyjemna. Na szczęście z każdym kolejnym wdechem jest lepiej.

niedziela, 12 maja 2013

Pod dzięglowym parasolem - Magnolia di Classica Pineider


Opowiem Wam dziś o zapachu, który trafił w swój czas. W dokładnie ten moment, w którym stał się dla mnie radością, choć w każdym innym minęłabym go obojętnie. Magnolia di Classica, zajmującej się produkcją designerskiej galanterii skórzanej, marki Pineider.

Pierwszego dnia remontu, kiedy świat właśnie wywijał kozła i stawał na głowie (w tej niekomfortowej pozycji pozostał do dziś) dotarła do mnie aromatyczna przesyłka od importera perfum niszowych, firmy Next Level. O jej zawartości sporo jeszcze napiszę (bo cuda i dziwy zawiera), ale zacznę od flakonu, który odpowiadał za jej niesamowity aromat. Piękne, wielkiej klasy cytrusy i delikatny, jasny aromat magnolii...

 

Nietrudno mi było odnaleźć "winowajcę". Graniastosłup z litego, pieczołowicie wygładzonego drewna, otwierany za pomocą sprytnej (i także bardzo starannie wykonanej) blokady i skrywający w wydrążonym wnętrzu smukły flakon był przemoczony i... pachniał. Pachniał pięknie i zupełnie "nie mojo". Oczywiście natychmiast ustawiłam nieszczelny flakonik w pionie, perfumy okazały się jednak na tyle dobrej jakości, że po kilku dniach drewno wciąż wydzielało intensywny zapach. Zapach, który w remontowym rozgardiaszu kusił mnie coraz bardziej. I któremu w końcu uległam.

Już pierwsza aplikacja potwierdziła wszystkie moje nadzieje i obawy. Magnolia di Classica okazała się zapachem fantastycznie wręcz noszalnym, przyzwoicie trwałym i zachwycająco pogodnym. Dodatkowo, przy całej swej lekkości i pogodzie, oferowała mi coś, czego w tym trudnym okresie bardzo mi brakowało - wrażenie ulotnej, dyskretnej elegancji. Najgorsze jednak było to, że po trzech dniach z Magnolią nie chciało mi się zupełnie wracać do moich ciężkich drewniaków. Dopuszczam możliwość, że w wyniku trudnych warunków doznałam psychicznych urazów. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...