czwartek, 29 sierpnia 2013

Wyniki sierpniowego rozdania


Nie wiem, jak się tłumaczyć. Uprzedzałam, że nie będę miała czasu, ale nawet ja nie sądziłam, że aż tak bardzo.

Jestem zmęczona. Rozpaczliwie. I ciągle coś muszę. Dlatego, choć czekają na mnie czarne Blood Concepty i niebieskie Comme des Garcons - muszą poczekać jeszcze trochę.
Poniższa notka powstała w czasie pomiędzy pisaniem informacji prasowych, a tworzeniem zaproszenia dla Pana Ambasadora Japonii w Polsce. I nie powinnam jej pisać, bo za sześć godzin wyjeżdżam, a mam jeszcze roboty na jakieś dziesięć... 

Dlatego dziś tylko wyniki, a w poniedziałek kolejna niespodzianka. Tym razem coś więcej, niż próbki.:)



sobota, 24 sierpnia 2013

Pasje wielkie i nieco mniejsze


Kochani, obiecuję jutro ogłoszenie zwycięzców losowania zestawów próbek od Perfumerii Lu'lua i Quality. Oraz ogłoszenie pięknej niespodzianki przygotowanej przez Perfumerię Orientalną Yasmeen.
Dziś jednak, wyjątkowo, mam dla Was zdjęcia kolekcji nieperfumeryjnej, choć pachnącej.

Pisałam wielokrotnie, że mam szczęście znać wielu wspaniałych ludzi z pasją, kochających życie i potrafiących się nim cieszyć. Jedną z takich osób jest właściciel tej niezwykłej kolekcji fajek: 

 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Liżąc ostrze - Red +MA Blood Concept


Blood Concept to koncept, który do wyobraźni nie tylko przemawia, ale wręcz krzyczy. Dla każdego, kto posiada choć podstawową wiedzę z dziedziny psychologii, powód jest oczywisty. Najsilniej przemawia do nas to, co wiąże się z z naszymi osobistymi doświadczeniami. Jeśli doświadczenia te wiążą się z intensywnymi emocjami, mózg będzie aktywował strefy odpowiedzialne za emocje stymulowany bodźcem pozornie zupełnie z emocjami nie związanym.

 

Tak jest z krwią. Każdy z nas ma jakieś doświadczenia z nią związane - wypadki na rowerze, skaleczenia przy krojeniu chleba, urazy drobinami szkła, wspomnienia związane z pobieraniem krwi do badania, czasem poważniejszymi wypadkami. Naruszenie ciągłości tkanki skórnej zawsze wiąże się z bólem. Ból (paradoksalnie) powoduje wyrzut endorfin, za pomocą których nasz organizm sobie z nim radzi. Stąd na przykład potrzeba "cięcia się" czyli robienia tak zwanych sznytów nie jest wcale tak absurdalna, jak się pozornie wydaje.

Blood Concept wykorzystuje tę właśnie zależność: bodziec - skojarzenie - pobudzenie kory mózgowej - zastrzyk endorfin.

Nie zamierzam tu dyskredytować pomysłu - sama uważam go za genialne posunięcie marketingowe. Po prostu warto mieć świadomość, że nasze ożywienie i chęć poznania zapachów Blood Concept to skutek przemyślanej strategii, za pomocą której handlowcy wykorzystują nasz własny mózg do tego, by sprzedać swój produkt.

sobota, 10 sierpnia 2013

Czarne korzenie barwnego drzewa - Black Comme des Garcons



Comme des Garcons zapowiadało Black jako powrót do korzeni. Kompozycję będącą ukłonem w stronę pierwotnego stylu marki - bezkompromisowego, niekomercyjnego, rewolucyjnego. W tym sensie jest to także powrót do korzeni Sabbath of Senses - perfumy dymne, kadzidlane, smolisto-czarne i trudne są bowiem największą moją zapachową miłością i to o nich piszę najchętniej.



Peleryna z chmur


Black, wbrew nazwie, nie jest czarny. Nie jest kompozycją jednolitą kolorystycznie i nie jest kompozycją ciężką.

Pierwszy akord to rzeczywiście ukłon w kierunku czerni - eteryczny, gorzkawy aromat aromat czarnego pieprzu zmielonego drobno i jednym, zdecydowanym dmuchnięciem przemienionego w wirującą chmurę. W pierwszych minutach życia Black na skórze akord ten złamany zostaje zielonym laurem i przyczajonym nisko, przy ciele wetiwerem.

Po kilku ledwie chwilach w piękny ten, lecz surowy akord wsączać się zaczyna jasne, balsamiczne, słodkie kadzidło. Olibanum, mirra i waniliowy aromat balsamu tolu wplatają się w mrok otwarcia jak palce we włosy: miękko, delikatnie, łagodnie.


piątek, 9 sierpnia 2013

Prezenty, prezenty, czyli losuję zestaw i ogłaszam rozdanie pięciu nowych!


Przepraszam, że musieliście czekać tak długo. Dopadł mnie urodzaj obowiązków. Cudownych i bardzo stymulujących intelektualnie, ale tak wyczerpujących, że uczciwie pisząc, brakuje mi czasu na podstawowe czynności życiowe... O napisaniu nadprogramowych kilku setek znaków nie wspomnę.

Wiem, że na obecnym etapie pisanie dla Was to też prawie obowiązek i że nieładnie jest milczeć, ale liczę na Waszą wyrozumiałość. Dziś i w najbliższych tygodniach - od poniedziałku planuję bowiem kilka dni aktywnego urlopu (które zamierzam spędzić uczepiona liny, siodła i wiosła naprzemiennie), potem zaś wracam do kieratu. Wrzesień będzie dla mnie miesiącem prawdziwych wyzwań. Takich, przez WIELKIE W.

Na pocieszenie napiszę, że prawdopodobnie wkrótce zapowiem kolejne warsztaty - tym razem bardzo rozrywkowe i malownicze. Takich jeszcze świat nie widział! :)



Przechodząc do rzeczy: tradycyjnie już, najpierw obwieszczę nowe rozdanie, potem ujawnię zwycięzcę poprzedniego.

Tym razem zostawiam Was z szansą na poznanie zapachów dwóch niezwykłych, cieszących się ogromnym uznaniem marek: Comme des Garcons i Kilian.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Zmęczeni błękitem - Light Blue Dolce & Gabbana


Lato właśnie przełamało się na pół: minął pierwszy prawdziwie letni miesiąc, został jeden. Bo wrzesień, choć formalnie letni, zawsze romansuje z jesienią.

Z tej okazji zapraszam Was dziś w podróż sentymentalną w Jasny Błękit. Sentymenty niekoniecznie będą moje, osobiste, ale jestem przekonana, że nawet w krainie perfumeryjnych dziwów, jaką jest ten blog, znajdą się Goście, którzy ulegli kiedyś urokowi Light Blue.


Na forach perfumeryjnych i w środowisku "znawców" (cudzysłów zastosowany trochę z premedytacją, a trochę dla asekuracji) Jasny Błękit Dolce & Gabbana wciąż i nieodmiennie budzi wielkie emocje. Zarzuca się mu płaskość, wtórność, irytującą ostrość, podobieństwo do szamponów, odświeżaczy powietrza i toalet, banalność, a przede wszystkim - nadmierną popularność. I ja mam głębokie przekonanie, że kluczem jest ostatni z wymienionych zarzutów. Ba! Postawię wręcz tezę, że największym problemem nie jest popularność Light Blue, lecz wszędobylskość jego podrób i "odpowiedników" - co wychodzi na jedno. Albowiem zaprawdę powiadam Wam, żaden "alternatywny odpowiednik" z rozlewni, ani "orginalnie zafolijowany perfum" za dwie dyszki nie będzie pachniał jak oryginał. Tak, jak wulgarna, epatująca kradzionym logo towarowym bazarowa odzież Chanel przez największego nawet idiotę nie zostanie wzięta za oryginał.

Tymczasem Light Blue to zapach nie tylko ładny, lecz także bardzo sprawnie złożony. I kompozycyjnie, naprawdę daleki od banału.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...