niedziela, 16 lutego 2014

Jedwabny jaśmin - La Route d'Emeraude Isabey


Tak, zrobiłam skok w bok. A raczej w wełnę. Ale premiera nowego Lutensa to chyba wystarczające usprawiedliwienie? Dziś wracam do jaśminów. Z przytupem wracam. :)
Opowiem Wam o perfumach, które były pierwszą cegiełką cyklu.

Pomysł narodził się w mojej głowie pod wpływem jednej z najbardziej niezwykłych jaśminowych kompozycji, jakie znam: Jasmine Musk z genialnej Białej Serii Toma Forda. Od czasu testów (czyli od upalnego lata 2011) oswajałam się z myślą  zmierzenia się z jaśminem w innych konstelacjach. Jednak dopiero La Route d'Emeraude skłoniła mnie do wydzielenia odrębnego puzderka dedykowanego jaśminom.



...By kobiety mogły w sukniach chodzić nago *

 

Noszenie La Route d'Emeraude jest jak podróż w czasie i przestrzeni. Inspirowana kulturą Dalekiego Wschodu kompozycja powstała w roku 1929, reedytowana została w 2012, pachnie zaś jak killer z lat 80 ubiegłego wieku. Tylko uśmiechnięty.


Złożony, wielowymiarowy akord kwiatowy połączony z vintage'owym, ciepłym akordem przyprawowym i wczesną, klasyczną orientalną bazą tworzą zapach, który zawłaszcza przestrzeń bezdyskusyjnie i zarazem z wielką klasą.  Mimo potężnej mocy i bezdyskusyjnej klasy zapachu, kiedy Szmaragdowa Piękność wkracza w nasz świat pewnym  krokiem i na wysokich szpilkach, mamy wrażenie, że... nas lubi. Spod fantazyjnego kapelusza posyła nam uśmiech zadziwiająco łagodny.

Lekkie akcenty - cytrusy, aromat herbacianych liści, świeże nuty żywiczne - sprawiają, że La Route d'Emeraude nosi się po prostu przyjemnie.  Jak na jaśminowego killera wręcz rozkosznie.


Wyrazista początkowo i bezkompromisowa kompozycja z czasem łagodnieje, nabiera niezwykłej, aksamitnej miękkości. 

Szmaragdowa Piękność najpierw zdejmuje kapelusz, wyjmuje z włosów spinki rozsypując lśniące pukle na ramionach.  Rozpina żakiet, rozsuwa zamek spódnicy pozwalając jej opaść na ziemię i wreszcie płynnym ruchem zzuwa pantofle wychodząc z nich jak z płytkiej wody. To nie jest spriptease. To powrót do domu.

 

Paradoksalnie, ta właśnie swoboda daje La Route d'Emeraude niesamowity urok. Urok kobiety naturalnie pięknej. Urok kompozycji, w której jaśmin nie jest postulatem ani wyznacznikiem statusu, lecz nieostentacyjnym luksusem. Jak półtransparentny puder na skórze, jak jedwabna bielizna pod ubraniem.  Jak osobisty czar, którego nie sposób zmierzyć, zważyć ani nawet opisać, a jednak działa.



Data powstania: 1924
Reedycja (recenzowana): 2012
Trwałość: dobra, ale nie tak dobra, jak wskazywałyby na to nuty i typ kompozycji. Ok 6-7 godzin.
Projekcja: umiarkowana, kulturalna, lecz nie słaba

Nuty zapachowe:
Nuty głowy:  bergamota, cynamon, olejek różany
Nuty serca: jaśmin, jaśmin Sambac, kwiat pomarańczy, tuberoza
Nuty bazy: ambra, benzoes, wanilia, piżmo


* Jedwab wynaleziono po to, aby kobiety mogły w sukniach chodzić nago - przysłowie arabskie

  • Na wszystkich zdjęciach towarzyszących tekstowi Ava Gardner. Oczywiście!

3 komentarze:

  1. Przemawia do mnie ten opis powrotu do domu. Jestem ciekawa zapachu tych perfum, bo sama koncepcja ekspansywnego killera w połączeniu z łagodnością wydaje mi się niezwykle trudna do pogodzenia. Ale już się przekonałam, że jaśmin da się lubić, więc wierzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jaśminem podobnie mamy - początkowy opór, potem niedowierzanie i teraz podejrzliwe oswajanie. :)))

      Usuń
  2. Ja również jestem pełen podziwu dla Jasmine Musk. A tą panią poznam chętnie nie tylko za szacunek dla marki Isabey. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...