czwartek, 13 lutego 2014

Miłość w czasach popkultury - Love is in the Air House of Sillage


Walentynki. Jeden z dyżurnych, obok Halloween, tematów utyskiwań przeciwników świąt komercyjnych. Podstawowe zarzuty znamy wszyscy, nie będę włączać się w nurt tej dyskusji, jako i nie czyniłam wcześniej. Można ignorować. Ale można także potraktować Walentynki jako kolejną okazję do miłego gestu wobec bliskiej osoby. Kolacja we dwoje, spacer, masaż stóp, drobny upominek. Oczywistości.

 

Kto zna genezę Walentynek może pokusić się o powrót do korzeni: wysłanie anonimowej kartki z miłosnymi wierszykiem. Dostałam kilka takich w życiu i jest to zawsze bardzo miłe. Bo to upominki nie wymagające od obdarowanej osoby wdzięczności i rewanżu. Możemy po prostu sprawić, że ktoś poczuje się atrakcyjny i kochany. Rozważcie ten pomysł. Jeszcze zdążycie wsunąć kartkę lub liścik do skrzynki pocztowej swojej sympatii. Jeszcze jest czas na to, by przygotować miły drobiazg, który można będzie potajemnie podrzucić na ławkę w szkole lub na biurko w pracy. Książka, płyta, piernik w kształcie serca, jabłko z kokardką? Jest tyle możliwości. :)

Ja natomiast robię niezgrabny ukłon w stronę cyklu jaśminowego. Tym razem opowieścią o miłości. Albo produkcie miłościopodobnym.


Marka House of Sillage jest w Polsce mało znana, choć w ofercie rybnickiej perfumerii Ambrozja jest już od dawna. Dlaczego? Kto to wie? Na pewno częściowo z powodu braku reklamy.  Spore znaczenie może mieć także urocza, lecz nieco kiczowata stylistyka flakoników. I wreszcie zapachy... Miłe, ale bynajmniej nie wyjątkowe.

Love is in The Air nie jest moim faworytem wśród perfum House of Sillage. Wybrałam go na dziś ze względu na nazwę. I śliwkę, którą w perfumach po prostu lubię.

Diś w jaśminowym serialu gościnnie wystąpi słodka Panna Śliwka. :)



Na górze śliwki na dole landrynki
Tak miłość widzą małe dziewczynki


Love is In the Air od początku jest zapachem przyjemnym i łatwym. I nie ma ambicji udawania niczego innego.

Ładny akord kwiatowy doprawiony słodką pomarańczką i puchatą, lekko kłaniającą się brzoskwini śliwką. Słodko, mainstreamowo, dziewczęco.

Wycofane na drugi plan nuty zielone, ślad cierpkiego petitgrain i naprawdę ładne elemi nie wpływają znacząco na odbiór zapachu. Czynią jednak tę słodką kompozycję ciut mniej banalną i bardziej perfumeryjną. Dzięki ich obecności śliwkowa dziewczynka okazuje się dobrze wychowana, a lilowa sukienka, którą ma na sobie w dniu spotkania jest w dobrym guście i sprawia wrażenie "logowanej". Czy jak to tam się na modowych blogach nazywa. Dobrej jakości po prostu.


Z czasem zapach ogrzewa się, nabiera przyjemnej, łagodnej miękkości. Na szczyt piramidy nut wspinają się jaśmin i śliwka w piżmowym szaliczku.

Byłoby banalnie, gdyby nie ciągła obecność ożywczej jak kwaśna landrynka pomarańczy pełniącej w kompozycji Buxtona rolę podobną, jaką spełnia lekki wiatr w letnie dzień albo wentylator ustawiony w ciepłym pokoju. Daje kompozycji nieco ruchu i życia.

Nieco. Nie za dużo.


Love is in the Air to perfumy ładne. I dla mnie nic więcej.

Miły, śliwkowy jaśminek na syntetycznej, kaszmeranowej bazie - krok od perfumeryjnego banału. I to nie jest przypadek. Słodkie babeczki House of Sillage z zasady takie mają być. Sam producent określa jej jako "gourmand, fresh, floral and all very wearable" - gourmand (smakowite), świeże, kwiatowe i bardzo "noszalne".  To właśnie oferuje nam Love is in the Air.

Od zawartości sephorowych półek różni je fikuśny flakonik i porządna projekcja i trwałość.


Jak ma się zapach do tytułowej miłosnej atmosfery?
Pojęcia nie mam.

Jeśli są to perfumy "o miłości" - będzie to raczej miłość z dziewczęcych wyobrażeń, w których... Właściwie nie wiem, co. Obawiam się, że nigdy nie byłam normalną, dojrzewającą panienką, dla której liczą się dyskoteki, błyszczyki i to, czy ON NA MNIE SPOJRZAŁ.


Data powstania: 2012
Twórca: Mark Buxton
Trwałość: 8 do 10 godzin porządnej projekcji

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: nuty cytrusowe, śliwka, nuty zielone, pomarańcza
Nuty serca: róża, jaśmin, cedr
Nuty bazy: piżmo, paczula


No! Walentynkowość na SoS dokonała się. Było ładnie, różowo i pop. 

Dla Czytelników mających ochotę poznać Love is in the Air oraz inne kompozycje House of Sillage - mam ekspresowy, walentynkowy konkurs. Do wygrania zestaw próbek ze zdjęcia.


W skład zestawu wchodzą:
  • House of Sillage Love is in the Air
  • House of Sillage Benevolence
  • House of Sillage Cherry Garden
  • House of Sillage Tiara
  • Les Parfums de Rosine Frisson de Rose
  • Les Parfums de Rosine Glam Rose
  • Les Parfums de Rosine Lotus Rose
  • Les Parfums de Rosine Un Zest de Rose
  • Les Parfums de Rosine Vive la Mariee

Jeśli jesteście obserwatorami SoS, napiszcie pod postem, jaki jest Wasz sposób spędzania tegorocznych Walentynek. I od razu mówię - ignorowanie to też metoda. :)

Zgłaszać się można przez trzy dni - dzień przed Walentynkami (czyli dziś), w Walentynki i dzień po, czyli 15 lutego.

Możecie wpływać na moją decyzję komentując zgłoszone pomysły. Werdykt będzie subiektywny. To tylko zabawa. :)



  • Zdjęcie walentynkowych misiów: KLIK

37 komentarzy:

  1. szczerze mówiąc nie znam żadnego zapachu HofS, ale chyba powinnam to zmienić, bo nie mam nic przeciwko noszalności ;)


    a co do konkursu mogłabym napisać farmazony, ale prawda jest taka że jesteśmy przeziębieni, w ciąży i zwyczajnie posiedzimy w domu. będą kartki, upominki, czekoladowe fondue i film (z całą pewnością nie romantyczny ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! Urocze! I w sumie piękne.
      Dbajcie o siebie w tej ciąży. :)))

      Usuń
  2. Zgłaszam się! zgłaszam! Oj smakowity ten kąsek próbek!
    W Walentynki to ja mam pomieszanie z poplątaniem w głowie. Z jednej strony zawsze miło coś podarować,czy dostać. Z drugiej mam pełną świadomość zupełnej obcości tego święta w naszej kulturze i przedruku z zachodu.Gniecie mnie to napędzanie tematu (sztuczne)przez chcących coś sprzedać na taniej bazie reklamy.
    Lubię czasem, tak aby nie poczuć przymusu i corocznego obowiązku, coś podarować. Może to być czekoladka od Wedla w kształcie serca. Dam ją i moim ukochanym Domowym Mężczyznom i Rodzicom. Obdaruję nią koleżankę, aby wywołać uśmiech na twarzy.
    Ale w tym roku pewnie zignoruję to święto. Nawał pracy i dwóch chorych Panów w domu ( z męskimi humorami chorobowymi w tle :-)) to zbyt dużo. Przedłużających się remont mieszkania (dzisiaj przycieranie gipsów) też jakoś odsuwa romantyczne nastroje ;-))
    Jestem jednego pewna- zadzwonię do koleżanki z urodzinowymi życzeniami.
    Tak marudzę i marudzę, a tak może się zdarzyć , że najdzie mnie ochota i .. Upiekę muffinki w kształcie serc z różowym lukrem :-)
    Do ostatniej chwili nigdy nic nie wiadomo i to jest piękne.
    Zero przymusu, płynę na fali nastroju i magii chwili.
    A wiesz co bym chciała dostać? Spontaniczny uśmiech tylko dla mnie. Pocałunek z ciepełkiem. Uścisk dziecka.
    To są magiczne chwile i wtedy "Love is in the air!"
    Posyłam dla Ciebie Walentynkowy uśmiech serduszkowy :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ślę wzajemnie. Najcieplejszy w repertuarze. ;)

      Usuń
  3. Przyznaję się bez bicia - Walentynek nie obchodzę. Dlaczego? Ponieważ uważam, że okazywać uczucia ukochanym osobom powinno się na co dzień. Bardzo mnie też drażni takie "amerykanizowanie" na siłę naszej kultury. Komercja... No cóż, nawet z Bożego Narodzenia zrobiono obecnie szopkę. W takich właśnie czasach żyjemy i komercja wpisuje się we współczesny styl życia.
    Ale żeby nie było... 14 luty to dla mnie dość szczególna data. Tego dnia moi rodzice obchodzą swoją rocznicę ślubu - nomen omen, do święta miłości pasuje niczym ulał... Moi rodzice to wspaniali ludzie, na których mogę liczyć w różnych sytuacjach. 14 luty to okazja, by zasiąść przy wspólnym, uroczystym obiedzie, porozmawiać. Takich chwil w dzisiejszym pędzie "doniewiadomoczego" bardzo nam brakuje, a potem takie chwile będą na wagę złota.
    Dziękuję za uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest niesamowity kapitał na życie: szczęśliwy dom, normalne dzieciństwo. Nie powinnam tego tu pisać, ale kiedy czytam takie proste, normalne słowa - z jednej strony jestem szczęśliwa, ze to możliwe, ze ktoś tak miał... A z drugiej czuję zazdrość i żal. Po tylu latach.
      Tym, co mogę zrobić, żeby ten żal zmniejszyć jest obdarowanie szczęśliwym dzieciństwem swojego dziecka. Staram się. Nie wiem, czy czasem nie za bardzo. :)

      Usuń
    2. Sabb rozumiem Cię doskonale. Jeszcze nie mam dzieci, ale obawiam się czy chcąc dać dziecku to, czego ja nie miałam i oszczedzic tego czego chetnie i sobie bym oszczędziła, nie popadnę w skrajność... widząc jednak, że komuś się udaje (mojej siostrze także idzie całkiem dobrze), obawy cichną.

      Usuń
    3. No a Sztukotece gratuluje :)

      Usuń
  4. NO tak, walentynki. Kiedyś to były emocje! Szał mnie ogarniał już miesiąc wcześniej! Trzeba było pomyśleć po pierwsze - KTO będzie tym szczęściarzem obdarowanym przeze mnie liścikiem, CO będzie jego treścią (zazwyczaj padało na teksty piosenek Kasi Kowalskiej) oraz W JAKI SPOSÓB liścik zostanie doręczony. Zdarzało mi się, że owych "walentynek" przygotowywałam kilka, bo nie potrafiłam się zdecydować, kogo wybrać. I sposoby dostarczania były przeróżne - od zwykłych, takich ze znaczkiem i pieczątką poczty, po śledzenie egzemplarza lub przekazywanie listu poprzez koleżankę. A najlepsza frajda to jednak to czekanie 14 lutego na listonosza lub oczekiwanie na pukanie do drzwi...bezcenne wspomnienia! Dziś już urok walentynek nie ten sam. Bo czymże można się zaskoczyć po 8 latach związku? :> Jest jednak coś innego - miłość i szacunek ukryte w drobnych codziennych gestach, w słowach "kocham Cię" ale powiedzianych z błyskiem w oku, w przytulańcu co wieczór i wspólnej pobudce, w trosce o dobro drugiego, w chęci aby uszczęśliwiać się nawzajem na co dzień. I to jest chyba ta lepsza opcja walentynek :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane. Jako szczęśliwa mężatka rozumiem doskonale... :)

      Usuń
    2. Perfumoholiczka- Tak, bardzo pięknie powiedziane. Też tak to widzę, szczególnie ostatnie zdania. pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Jutrzejszy dzień zaczyna się obiecująco - Jadę do lekarza. Potem, prawdopodobnie skoczę wykupić receptę.Obiecująco prawda?
    Następnie Luby zagłębi się w swoją pasję - będzie kontynuował układanie puzzli, 500 części z konikami :) a ja w kuchni będę piekła babeczki czekoladowe, ciasteczka i inne pyszności. Damy sobie po miłym upominku i zjemy to wszystko. Gdy dziecina pójdzie spać... mąż pojedzie do pracy, ma na nockę :)
    Takie to moje walentynki xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zjadajcie puzzli! ;)))
      A poważnie - u nas będzie podobnie, poza pieczeniem.

      Usuń
  6. Kurier obiecał mi na Walentynki kwiaty. We'll see^^ Jak wiesz, jestem mocno sceptycznie nastawiona. A dla bliskich (bez względu na płeć) mam po czekoladce - ot tak, żeby było sympatycznie:) A wieczorem zamierzam spędzić "singlowskie" Walentynki z odrobiną alko i oglądając seriale;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kurier, nie zawiedź mnie! :D

      Usuń
    2. I co, dostałaś kwiaty? :) mam do nich sentyment. znałam kiedyś pewnego kuriera. ... hihi ;>

      Usuń
  7. W tym roku w Walentynki idę na oczekiwaną od trzech miesięcy randkę. Wyczekiwaną z napięciem i niepokojem. Randkę po której wszystko może się okazać inne niż było wcześniej. Randkę, która może decydująco wpłynąć na moje życie. Pierwsze tak długo wyczekiwane przeze mnie Walentynki. Spotkanie krótkie, chociaż możliwe, że nie jedyne. Idę na randkę z ultrasonografem. Mam guz w prawej piersi. I nadzieję, że nie będę musiała zacząć mówić o sobie w liczbie mnogiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pralinko trzymam kciuki, żeby to była najzwyklejsza niegroźna cysta :*

      Usuń
    2. Nie chcę Cię martwić, ale USG to może nie być koniec diagnostyki. Możliwa jest biopsja, bo USG nie zawsze rozstrzyga... Ale nie kraczę. Jest noc, po "randce". Mam nadzieję, że świętujesz i cieszysz się ulgą.
      Daj znać, co wyszło. Nie tu. Mogę pomóc - mam to za sobą.

      Usuń
  8. U mnie walentynki są na cenzurowanym :P Sam opisany przez Ciebie klimat perfum kojarzy mi się bardzo landrynkowo, różowo i przywodzi na myśl watę cukrową ;) A może to Britney na mnie tak podziałała...
    Moje walentynki będą po prostu jak każdy inny dzień - wypełnione pracą, po czym pewnie wieczorem jak już doturlam się do domu będę chciała tylko zagłuszyć wszystkie upiornie miłosne pioseneczki jakimś piwem. Albo pięcioma ;) I zapuszczę na dokładkę solidne, ciężkie granie. A później będę zabijać czas jakimiś bzdurnymi zajęciami aż trzeba będzie iść spać i święto murarza się skończy. Taki jest plan ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Watę może nie, ale... Nie jest dobrze. mimo słodyczy, śliwki, kwiatów... Myślę, że by Ci się nie spodobało. Czasem mam wrażenie, że czuję Twój gust lepiej, niż czyjkolwiek inny. Kiedyś, przy okazji powinnyśmy zrobić test: będę wąchała perfumy i strzelała, czy polubisz, czy nie, a Ty będziesz weryfikowała moje strzały. :)

      Usuń
    2. Haha, chętnie! Bardzo chętnie! :D Super pomysł!

      Usuń
  9. Zanim napiszę kilka słów o Walentynkach to muszę się przyznać, że nie wiem jak utworzyć profil, który byłby widoczny dla czytających. Zawsze kiedy wybieram profil to wpis pojawia się jako anonimowy... Hmmm... nie wiem czy jest to opcja dostępna wyłącznie dla innych blogerów czy gdzieś robię błąd!
    A wracając do Walentynek - w tym roku świętuje sama, bo mężczyzna którego kocham jest tak daleko, że nawet na Skypie trudno nam się zobaczyć :( Kupiłam sobie ciastko w kształcie serca, zrobiłam domowe SPA i właśnie skończyłam oglądać film "Ona" i tęsknię... Może to dziwne, ale właśnie w to kiczowate święto chciałaby, żeby on trzymała moją rękę w swojej...
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa do góry Asiu. Jak mówiła moja Babcia: im dłuższe czekanie tym lepsze śniadanie ;)

      Usuń
    2. A moja mówiła, że rozłąka jest sprawdzianem prawdziwej miłości.

      No dobra. Kłamię. nie mówiła tak, ale ściema na babcię zawsze dobra. :)

      Usuń
    3. A to nie ściema :) mówiła też że lepiej wziąć książkę do łóżka niż mężczyznę ; ) bo jak już wezmę jednego to nie bedzie chciało mi się książek czytać

      Usuń
  10. W tym roku Walentynki zapowiadały się fatalnie od samego rana. Wszystko nie tak. M zamiast zawieźć mnie do pracy utknął na bliżej nieokreślonym zebraniu, bez telefonu. Nie wiedziałam co się stało. Czy znowu miał wypadek w pracy. Może samochodem. I praca... muszę być dzisiaj wcześniej niż zwykle. Biegnąc na autobus odebrałam telefon- nic mu nie jest, zwołali zebranie, nie zdążył zabrać komórki. Praca... biegnę z przystanku, od mojego podpisu rusza praca na całym oddziale. Zdążyłam. Podpisałam. Jestem. Mogą działać. W biegu na poranne zebranie poczułam potrzebę... toaletową ;) Nie zdążę do toalety! Jest na drugim końcu korytarza! Siedzę zaciskając nogi. Zdaję sprawozdanie i biegnę do toalety. Mój mały poranny fitness. W drodze do biura katastrofa... automat do kawy nie działa. Nic nie rozbudza tak dobrze jak ciepła filiżanka w dłoniach i aromat kawy rozchodzący się po całym korytarzu.
    Teraz spokój, ja i mój komputer. Planujemy. Och, zapomniałam okularów. Koło południa ich brak odznacza się rosnącym bólem głowy, jakby ktoś pompował w środku balon. Na biurko trafiają akta dziecka. 10 lat, leczenie paliatywne. Podrzucam je szefowi, za dużo wrażeń na jeden dzień. Mimo doświadczenia zawsze przykro, gdy trafia do nas dziecko. Kolejne akta. Dziewczyna w moim wieku. Chcę już iść do domu, ale walentynkowe nadgodziny zacierają serduszkowe łapska. Nadgodziny! Uśmiech ściennego zegara tyka złośliwie.
    Wieczór w domu. Po wejściu rzucam się na apteczkę jak głodny na kanapkę. Ibuflam. Nie zauważyłam wina. I kolacji. I M z kwiatami. Nie spodziewałam się Walentynek. A rano zrezygnowałam z udziału w konkursie, zła na M, stwierdziłam, że nie zasłużył na żadne perfumy. Cofam to. Nie można przestać wierzyć w partnera, nie ważne czy to Walentynki, goła niedziela czy zwykła środa.
    Głowa już nie boli, ja oddaję się lekturze bloga Sabb a M grając przy komputerze jedna ręką masuje mi stopy, na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rajusiu, ale masz flow!
      Zapytam: onkologia?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Tak, zgadza się. W jakim sensie flow?

      Usuń
    4. Płynność i potoczystość opowieści. :)

      Usuń
    5. Komplement od samej Sabbath... dziękuję

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Warsztaty z zaawansowanych metod statystycznych w innym mieście - wieczór w sali wspólnej w hostelu 150 km od męża :/

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja kocham takie dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podoba mi się Twój blog. Błagam, powiedz mi, gdzie mogę dostać próbki tych zapachów? Przymierzam się do kupienia Tiary, choć nie wiem jak pachnie (taki akt desperacji), bronię się przed tym, gdyż obawiam się zawiedzenia... Mam nadzieję, że to czytasz. maguchna@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madagaskarko, napisz proszę do perfumerii Ambrozja. Mają te perfumy w swojej ofercie i co prawda oficjalnie nie robią próbek, ale mają bardzo przyjazne podejście do klienta. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...