czwartek, 26 czerwca 2014

Warsztaty zapachowe we Wrocławiu - nowa lokalizacja


Drodzy moi, w związku z dużym zainteresowaniem zaplanowanym na 5 lipca wrocławskim spotkaniem warsztatowym, konieczne okazało się wynajęcie większej sali.

Warsztaty odbędą się w budynku SEKTOR 3 przy ulicy Legnickiej 65. Pozostałe kwestie bez zmian.



Partnerem warsztatów jest Perfumeria Quality Missala.
Po zakończeniu części programowej zespół perfumerii przygotowywał będzie bezpłatne próbki dla uczestników warsztatów.

Zgłoszenia przyjmowane są do poniedziałku włącznie.
Adres mailowy: wratislavia.fantastica@go2.pl
Tel: 500 530 509

W imieniu organizatora i własnym serdecznie zapraszam.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Nie interesuje mnie nieśmiertelność - Imperial Tea - Asian Tales by Kilian


Herbata jaśminowa to napój dla koneserów. W Chinach przez wieki była napojem zarezerwowanym dla członków rodziny cesarskiej, stąd do dziś nazywana bywa Cesarska Perłą. Jednak nawet teraz, gdy smak i aromat jaśminowego napoju dostępne są dla większości obywateli świata na wyciągniecie ręki, relatywnie niewiele osób ją pija. Bo "jest dziwna". Nawet dla tych, którzy cenią i lubią aromat jaśminu, łączenie go z substancją spożywczą jest konceptem dość niezwykłym. Podobnie jak dodawanie wody różanej do kawy i deserów.


Warto wspomnieć, że do herbat dodaje się jaśminu wielkolistnego (sambac) o łagodnym, lekkim aromacie, nie zaś jaśminu wielkokwiatowego charakteryzującego się kremowym aromatem z indolowym szczytem zapachowego spektrum.

Wbrew temu, co podają niektóre "herbaciane" strony, płatkami jaśminu aromatyzuje się właściwie wszystkie rodzaje herbaty: czarną dla pobudzenia zmysłów, zieloną i białą dla zdrowia i urody. Każdą natomiast dla przyjemności. Powiada się bowiem, że jaśmin działa na zmysły jak przeżyty orgazm. Powoduje odprężenie, obniża poziom stresu i sprzyja wydzielaniu endorfin zwanych hormonami szczęścia.

Zdjęcia wygranej


Po rozstrzygnięciu ostatniego konkursu SoS, w którym nagroda był flakon Queen Secret Ramon Molvizar na Facebooku pojawiła się sugestia, by zwyciężczyni fotograficznego bądź co bądź konkursu obfotografowała swą nagrodę po jej otrzymaniu. Zwyciężczyni obiecała i dotrzymała słowa.

Oto piękne zdjęcia wygranych perfum wykonane przez prowadzącą bloga Tasty Variations Monikę.


czwartek, 19 czerwca 2014

Sen o sandałowcu - Sacred Wood - Asian Tales by Kilian


Serię recenzji Azjatyckich kompozycji Kiliana otwierałam tłumaczeniem jedenastowiecznej legendy o zbieraczu bambusa i opowieścią o niezwykłej metodzie czynnej medytacji, jaką jest kaligrafia wodna. I tym razem także zacznę od opowieści...

Sacred Wood opowiada jedną z najstarszych legend Hinduizmu - legendę o miłości silnej i mądrej. Zawarta w będącej częścią Mahabharaty "Księdze lasu" historia Sawitiri przetrwała w kulturze do dziś i opowiadana jest hinduskim dzieciom tak, jak naszym malcom opowiada się historie o sprytnych chłopie, który przechytrzył diabła. Tyle, że Sawitiri nie była chłopem, tylko kobietą, a intelektem swoim olśniła samego boga śmierci.


Opowieść zaczyna się na długo przed narodzeniem Sawitiri. W dniu, gdy jej ojciec - potężny król Matrasu Aśwapati decyduje się poświęcić swe życie bogom i swemu ludowi. Żyjący w czystości cielesnej i duchowej władca nie jest w stanie odrzucić jednego tylko ludzkiego pragnienia - pragnienia posiadania syna, który przejmie po nim władzę i odpowiedzialność za losy kraju. Wzruszony prośbami starca bóg słońca Sawitri czyni cud - ofiaruje Aśwapatiemu dziecko - narodzoną z ducha, a nie z ciała córeczkę, której nadano imię sławiące boga.

Mijają lata. Sawitiri wyrasta na kobietę piękną, szlachetną i mądrą. W konsekwencji tej niesłychanej szlachetności i mądrości zaczyna jej w końcu grozić staropanieństwo. Kandydaci na męża onieśmieleni jej przymiotami rejterują gdzie pieprz rośnie. Czyli w sumie niedaleko - ale nie pieprz jest dziś naszym tematem przewodnim, wiec nie będziemy zajmowali się ich podróżami. :)

środa, 18 czerwca 2014

Blamaż to, czy nie blamaż? Blamage Nasomatto


Blamage to kompromitacja.

Nie, nie zapach. Blamage to po niemiecku kompromitacja. W sensie znaczenia słowa, nie kompromitowania się po niemiecku, verflucht. ;)


Blamage ma być ostatnią z dziesięciu kanonicznych kompozycji Nasomatto. Alessandro Gualtieri zapowiada efektowne zakończenie linii i planuje skupienie się na swej kolejnej marce: Orto Parisi. Jako miłośniczka dzieł Gualtieriego z pewnością przetestuję jego nowe perfumy. Mając jednocześnie nadzieję, że okażą się bardziej porywające, niż te stworzone dla marki będącej własnością małżonki mistrza: MariaLux.

W promocji wieńczącego serię perfum Nasomatto dzieła poszedł Gualtieri dalej, niż w przypadku poprzednich zapachów. Dużo szumu, film, cudowny flakon (oby w naturze wyglądał tak, jak na zdjęciach) oraz absolutny minimalizm przy podawaniu nut. Absolutny minimalizm oznacza... Brak nut. Oficjalnie bowiem nie wiadomo, czym pachnie Blamage.

Przyznaję otwarcie - irytuje mnie niepodawanie do wiadomości publicznej, czym pachną perfumy. Nie widzę w tym tajemniczości, lecz jedynie brak szacunku dla klienta, który stawiany jest w bardzo niekomfortowej sytuacji - ze względu na ograniczoną dostępność perfum Nasomatto, a także restrykcyjną politykę udostępniania próbek większość z nas może albo zamówić falkon w ciemno, bez najsłabszych chociażby poszlak na podstawie których przewidywać można, czy nam się perfumy spodobają; albo zrezygnować z poznania dobrze rokującej kompozycji.

Dlatego nie respektując życzeń Alessandro Gualtieriego napiszę Wam, czym pachnie Blamage. Dokładnie.

Szanując jednak także wolę osób, które mają ochotę radować się tajemnicą i celebrować odkrywanie Blamage na własną rękę uprzedzam, że w treści posta będą spojlery. Mnóstwo spojlerów. To, czy zechcecie czytać dalej jest Waszym wyborem.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Industriada 2014 czyli co Sabbath wyczynia w wekendy


Z racji przerwy w dostawie recenzji (w piątek i sobotę zamieściłam to, co miałam zachomikowane na dysku) pokażę Wam, co robiłam w weekend. Niezainteresowanych przepraszam za wpis nieperfumeryjny, ale wiem, że są tu osoby, które lubią moje fantastyczne (w sensie związane z fantastyką) interludy.
Dzisiejszy post jest dla lubiących. :)


sobota, 14 czerwca 2014

Dwa dobre dni na dzień dobry - Jour d'Hermes i Jour d'Hermes Absolu


Dziś będzie przepięknie. :)

Opowiadałam Wam ostatnio o perfumach mało znanych, nowatorskich i dziwnych. Dziś pora na zmianę. Zanim znów zadzwoni do mnie Pirath i obsztorcuje za zakopywanie się w niszy głębokiej jak Jaskinia Krubera. Bo Pirath dba o równowagę na SoS i od czasu do czasu popycha mnie w kierunku woni normalnie ładnych.

Dobry dzień


Dwa lata temu na rynku zadebiutował pierwszy hermesowy Dzień - Jour d'Hermes stworzony przez Jeana-Claude Ellenę od 2003 roku współpracującego z marką Hermes.

Perfumy zadedykowano paniom, choć kompozycja sprawia wrażenie uniseksu kontynuującego udaną i lubianą serię Ogródków Hermesa. Wytrawne, świetliste, cytrusowe otwarcie z długo i elegancko brzmiąca nutą grejpfruta w sercu wzbogacone zostaje akordem kwiatowym, jednak to nie kwiaty decydują o charakterze Jour. Najwyraźniej na nasz odbiór tych pogodnych, lecz niebanalnych perfum wpływają nuty zielone, jasne piżmo i subtelny, "ogródkowy" akord morski. Oraz oczywiście grejpfrut, który stanowi oś zapachu - nutę która łączy kompozycję w spójną olfaktotyczną konstrukcję.

Jour d'Hermes jest zapachem przemyślanym. To się czuje od pierwszych nut po ostatnie wybrzmiewające w nim wonne molekuły.

piątek, 13 czerwca 2014

Pełnia jaśminu trzynastego w piątek - Fleur et Feuille de Jasmin Antonio Visconti


Czy wiecie, że dziś jest nie tylko piątek trzynastego, ale też pełnia księżyca?
Przyznaję, kusiło mnie uczczenie tej okazji recenzją czegoś piekielnego, ale powiedzcie - czy istnieje większa magia, niż miłość? I większy pech niż miłość utracona?

Dlatego na tę szczególną okazję wybrałam jaśmin. Kwiat magiczny i uwodzicielski. Osoby, które były na warsztatach z okazji Dnia Kobiet znają już zapach tych perfum, ale nie znają jeszcze obiecanej wówczas opowieści o nich.


Opowieść o dziewczynce, która dorosła


Znacie Wendy Darling? Tak, tę mieszkającą w domu pod numerem czternastym. Starszą siostrzyczkę Janka i Michasia.
Urocza, miła, grzeczna. Mądra. I nad wyraz zaradna. Dziewczynka, która zawsze dokonuje dobrych wyborów. Z wyjątkiem jednego: Wendy pokochała chłopca, który nie chciał dorosnąć.

Jaśmin w Fleur et Feuille de Jasmin to Wendy. Rezolutna dziewczyna, która potrafi kochać nie wymagając niczego w zamian. Złocista pomarańcza i łagodna słodycz nut miodowych towarzysząc jaśminowi w tej kompozycji podkreślają miękką kremowość jego aromatu. Lecz w opowieści jest jeszcze Piotruś. Nie zapominajmy o Piotrusiu.

czwartek, 12 czerwca 2014

Legenda opowiedziana powtórnie - Fortis Liquides Imaginaires


Wczoraj było ładnie, dziś będzie... inaczej ładnie. Choć nie wiem, czy nazwanie zapachu zwęglonego drzewa ładnym nie jest pewnym nadużyciem.

A teraz poważnie: to jest zwęglone drzewo. Ale jest to zwęglone drzewo namalowane przez artystę. Świetliste jak anioły u Leonardo, eteryczne jak boginie Botticellego, strzeliste jak święci na obrazach El Greco.


Jak feniks z popiołów


Pierwszy akord to wyostrzony szafranem Black Afgano Nasomatto. Podobieństwo jest uderzające, choć w tym porównaniu Fortis okazuje się mniej kremowy i mniej gęsty. Nuty dymne brzmią ostrzej i, za sprawą wyraźnie wyczuwalnego rzymskiego kminu, także bardziej popieliście.

Trudno jesy opisywać Fortis bez nawiązań do Black Afgano - skupmy się jednak na różnicach. Niewielkich, lecz zauważalnych. W miarę rozwoju zapachu, nutą dominującą, decydującą o naszym odbiorze kompozycji staje się szafran. Zmysłowy, subtelnie kwiatowy, złożony aromat krokusowych znamion sprawia, że jak w legendzie o powrocie króla Gondoru martwe drzewo pokrywa się kwieciem. Tym razem złotym - bo to nie jest opowieść o Władcy Pierścieni.

wtorek, 10 czerwca 2014

Szampański Dom Rosa Liquides Imaginaires


Recenzję trzeciego zapachu perfumeryjnej trylogii Eau Sanguine - Dom Rosa miałam odłożyć na później, co u mnie często oznacza "na nigdy", lecz oto pod recenzją Bloody Wood Agata Sz. napisała, że ma ochotę na szampana. A ja przecież bloga piszę dla Agaty. I dla Ciebie, drogi Czytelniku. Tak - dla Ciebie właśnie.

Dlatego zapraszam dziś na szampana. :)


Wiecie, skąd wziął się szampan? Oczywiście z Szampanii - tu nie trzeba być detektywem. Jednak to, że wywodzi się on z klasztoru, a ojcem musującego wina jest mnich z zakonu Benedyktynów może już stanowić pewną niespodziankę. Posłuchajcie legendy...

Trzynaście wieków temu, w czasach gdy wino nie miało bąbelków ani żadnej innej barwy poza czerwoną, wina z Szampanii używane były w całej Francji jako wina mszalne. Także podczas uroczystości koronacyjnych, które począwszy od czasów Chlodwiga I aż po schyłek francuskiej monarchii zazwyczaj odbywały się w potężnej gotyckiej katedrze pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Reims.

Status wytwórców win koronacyjnych oraz win na najważniejsze państwowe święta był dla szampańskich winiarzy wielkim honorem. I odpowiedzialnością.
Wyobraźcie sobie presję, jakiej podlegali szampańscy winiarze, gdy dwór królewski ściągał z Paryża do Reims na mszę i uroczystości, a tymczasem wino nie było jeszcze dojrzałe. A czasem nie bywało.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Wino po raz wtóry: Bello Rabelo Liquides Imaginaires


In vino virtus


Druga winna kompozycja stworzona przez Sonię Constant dla Liquides Imaginaires pozornie bazuje na tych samych harmoniach, co recenzowane wczoraj Bloody Wood: wyraźna, dominująca nuta wina, akcenty owocowe, widmowe nuty kwiatowe i wyrazista, dymnie drzewna baza. Czemu więc "pozornie", skoro powyższy opis rzeczywiście pasuje zarówno do wczorajszego, jak i do dzisiejszego bohatera?

Ano dlatego, że aromat wina aromatowi wina nierówny; i podobnie jest z owocami, drewnem, dymem i kwiatami. 

niedziela, 8 czerwca 2014

Bloody Wood Liquides Imaginaires


Parę dni temu dotarła do mnie przesyłka z sześcioma małymi, czarnymi pudełeczkami skrywającymi sześć małych, czarnych fiolek. W małych, czarnych fiolkach znalazłam wielkie, barwne wizje... Płynne marzenia.


In vino veritas


Od pierwszego wdechu czuję... Spokój. Aromat drzewny, subtelnie kadzidlany, dymny dymnością lekką i sytą.

Zanurzona w miękkim dymie jak w puchowej pościeli leniwie przeciąga się owocowa słodycz. Ciepła jak ciało we śnie. Miękka jak ułożony na poduszce policzek. Jędrna jak młodość.

sobota, 7 czerwca 2014

Warsztaty zapachowe we Wrocławiu


Zapraszam serdecznie na kolejne warsztaty zapachowe. Tym razem w pięknym Wrocławiu.



Organizatorem jest stowarzyszenie Wratislavia Fantastica - warsztaty zapowiadają się więc fantastycznie. :)

Termin: 5 lipca 2014
Godzina: 14:00 - 18:00
Czas trwania: 4 godziny

Miejsce:
Ośrodek Kultury Fantastycznej
Wrocław
ul. Kościuszki 35E


Informacje i zapisy:
wratislavia.fantastica@go2.pl
tel. 500 530 509

Strona organizatora:
www.wratislavia-fantastica.pl

czwartek, 5 czerwca 2014

Nie wierzcie najeźdźcom! - Bitter Rose Broken Spear - Hylnds D.S.&Durga


Zapraszam Was dziś na kolejną wyprawę w nieznane. Olfaktoryczną opowieść o krainach czystych i dzikich.

Linia Hylnds znanej Wam już z wcześniejszych moich recenzji marki D.S & Durga jest próbą uchwycenia wspomnień dawno minionych kultur. Stworzone z najwyższej klasy naturalnych składników kompozycje przenoszą nas w świat mitów i legend północnej Europy. Powędrujemy więc dziś na wyżyny, na których schronienie znaleźli dawni bogowie Celtów, Szkotów, Piktów i Skandynawów. Pozwólcie, że będę Waszym przewodnikiem. :)

W pierwszą podróż zabiorę Was na kruczych skrzydłach Morrigan.



Broken Spear
Bitter Rose

Pierwsze nuty zabierają nas w przeszłość. Surowe, dzikie góry. Wzgórza smagane wiatrem. Gryzący dym ognisk snujący się tuż przy ziemi jak mokre zwierzę. Suszące się przy ogniskach kurty i pledy. Szczodrze sypany do kociołków z cienką, mączną polewką tymianek. Zmęczeni ludzie - smukli i cisi jak drzewa.

wtorek, 3 czerwca 2014

Warsztaty zapachowe - fotorelacja Pani Egiptolog




Lubię prowadzić warsztaty. A najbardziej na świecie lubię, kiedy uczestnicy - moi goście i współpasjonaci - uczestniczą w nich aktywnie włączając się w opowieść, dzieląc wrażeniami i zadając pytania. Tym razem przeżyłam jednak moment stresu.

Wszyscy chyba uczestnicy sobotnich warsztatów pamiętają moment, kiedy w moją opowieść o Hatszepsut włączyła się jedna z uczestniczek warsztatów mówiąc:
- Wypowiem się jako egiptolog...

Przyznaję, serce mi zamarło, pomyślałam, że teraz oto zostanę przydybana na wiedzy przestarzałej lub nieścisłej. Na szczęście Pani Egiptolog zamiast kompromitujących prowadzącą wiadomości miała dla nas uroczą anegdotę przepięknie pointującą opowiadaną przeze mnie historię.

Czemu o tym wspominam? Bo autorką zdjęć tworzących dzisiejszą galerię jest właśnie pani, z którą łączy mnie nie tylko miłość do pięknych perfum, ale także sympatia dla inteligentnej i rzutkiej faraonicy, która zapewniła Egiptowi wiele lat pokoju i dobrobytu.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Fotorelacja z warsztatów zapachowych z okazji Dnia Matki


Sabbath of Senses żyje ostatnio warsztatami. Tak się złożyło, że ostatnio praktycznie co tydzień prowadzę kolejne spotkania i wykłady - stąd mniej recenzji i artykułów. Mam nadzieję, że fotorelacja z ostatniego spotkania warsztatowego w Katowicach przekona Was, że "nie samym słowem pisanym człowiek żyje", ale także spotkaniami w realnym świecie i dzieleniem się pasją.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...