wtorek, 3 czerwca 2014

Warsztaty zapachowe - fotorelacja Pani Egiptolog




Lubię prowadzić warsztaty. A najbardziej na świecie lubię, kiedy uczestnicy - moi goście i współpasjonaci - uczestniczą w nich aktywnie włączając się w opowieść, dzieląc wrażeniami i zadając pytania. Tym razem przeżyłam jednak moment stresu.

Wszyscy chyba uczestnicy sobotnich warsztatów pamiętają moment, kiedy w moją opowieść o Hatszepsut włączyła się jedna z uczestniczek warsztatów mówiąc:
- Wypowiem się jako egiptolog...

Przyznaję, serce mi zamarło, pomyślałam, że teraz oto zostanę przydybana na wiedzy przestarzałej lub nieścisłej. Na szczęście Pani Egiptolog zamiast kompromitujących prowadzącą wiadomości miała dla nas uroczą anegdotę przepięknie pointującą opowiadaną przeze mnie historię.

Czemu o tym wspominam? Bo autorką zdjęć tworzących dzisiejszą galerię jest właśnie pani, z którą łączy mnie nie tylko miłość do pięknych perfum, ale także sympatia dla inteligentnej i rzutkiej faraonicy, która zapewniła Egiptowi wiele lat pokoju i dobrobytu.

Z cyklu Sabbath of Senses przedstawia: 
Magdalena Muraszko - Kowalska - egiptolog, miłośniczka i znawczyni perfum, zdolna fotograf oraz cudowny, pogodny człowiek, dusza towarzystwa i wspaniała gawędziarka.


Tak było:


Ponad setka flakonów:







Klasyki:



I całkowite "nieklasyki":


Czyste esencje:


I wariacje na ich temat:


Starannie wybrane przez prowadzącą warsztaty:


Pracowicie i z uśmiechem dystrybuowane przez Magdę i Serathe:



Ponad tysiąc bloterów w paczkach po 30 sztuk:


 



Skrapianych, nasączanych, moczonych i spryskiwanych przez pięć godzin:






Niektóre esencje są tak gęste, że trzeba je z buteleczek wydobywać za pomocą narzędzi:




Na tych zdjęciach widać, że opanowałam umiejętność nasączania bloterów bez przerywania opowieści. :)



Głównie jednak opowiadałam:





Nie oszczędzaliśmy perfum:


A wszystko to dla Was:


























 


Tester od nietestera różni się głównie przeznaczeniem. O tym również rozmawialiśmy. :)



Nawet w czasie krótkich przerw nie potrafiliśmy oderwać się od tematu:




Pod koniec spotkania wśród uczestników rozlosowaliśmy flakon Sol marki Ramon Molvizar:




I tym razem los nagrodził bezinteresowną pomoc:


Ciepłe pożegnania:



Artystyczne zdjęcie testowych książeczek Serge Lutens:


I sprzątanie przywiezionych skarbów:


Jak Wam się podobają zdjęcia?



Na koniec proszę: jeśli zechcecie podzielić się tymi fotografiami - nie zapomnijcie o podaniu źródła i Autora. Przypominam: zdjęcia robiła Magdalena Muraszko - Kowalska. Blog nazywa się Sabbath of Senses. ;)

11 komentarzy:

  1. bardzo zazdroszczę uczestnikom, może kiedyś i mnie uda się trafić na warsztaty:) Na razie jednak trafiłam na tę stroną z czego bardzo sie cieszę, jest fantastyczna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na kolejne spotkania. Będą na pewno. :)

      Usuń
  2. Ha, a ja byłam!! Nareszcie! I muszę popracować nad mimiką, bo wyglądam na fotkach, jakby mnie ktoś co najmniej mocno przestraszył:P

    VI4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie nie... licytacji na miny nie będzie. Już pisałam.
      Poza tym mnie się podoba to Twoje skupienie i zaduma. :)

      Usuń
  3. Kolejne piękne podsumowanie. I znów Cashmeran który jak widzać tak mnie zafascynował... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez chwilę poczułam jakbym była pośród WAS! Boskie zdjęcia, które wspaniale oddają klimat spotkania. Szkoda, że mogłam taką podróż odbyć tylko mentalnie i wyobrazić sobie te wszystkie zapachy. Kocioł pełen niespodziewanych aromatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, ze nie udało nam się nigdy spotkać. Ani na warsztatach, ani bez warsztatów. Ale nie tracę nadziei... :)

      Usuń
  5. Jest mi bardzo, bardzo miło, że mogłam uczestniczyć w warsztatach, a czuję się wyjątkowo szczęśliwa, że wrzuciłaś moje zdjęcia, to dla mnie zaszczyt :)
    Obiecuję więcej nikogo nie stresować na warsztatach, chociaż... No nie, nic nie obiecuję :D W Egipcie działo się tyle fajnych rzeczy, jeśli chodzi o zapachy... Mam nawet perfumy pachnące mumią egipską, późną, z epoki rzymskiej, ale zawsze :) To Teo Cabanel -Alahine.
    Bardzo się też cieszę, że osobiście mogłam poznać kilka osób znanych mi do tej pory jedynie wirtualnie, te warsztaty, to wydarzenie, do którego długo będę wracać wspomnieniami. I mam nadzieję odświeżać je przy każdej kolejnej okazji.
    Dzięki za wszystko, za warsztaty, za przemiłe "powarsztacie" i za ciepłe słowa, na które chyba aż tak nie zasłużyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasłużyłaś! Na te i więcej. I proszę tu ze mną nie polemizować. ;)
      Co do stresowania - to było strasznie fajne. I ta pointa dla historii - urocza. Będę Cię cytowała, jeśli zdarzy się okazja. Albo raczej zapraszała na kolejne warsztaty licząc na to, że się odezwiesz i je ubarwisz. :)

      Usuń
  6. Kiedyś będę! Swiatełko w tunelu już widzę... Tym bardziej życzę sobie i Tobie, kolejnych i kolejnych warsztatów w Katowicach :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...