wtorek, 14 października 2014

Dude, you smell like a Girl! - Pharrell Williams i Comme des Garcons


Czy znacie kampanię społeczną "Like a Girl" Always?

Jeśli nie mieliście okazji wcześniej - zobaczcie ten film teraz. Jeśli już go widzieliście, zobaczcie jeszcze raz.




Proste zadanie. Oczywiste reakcje. Powszechny ogląd kobiecości. To on kształtuje nas od dzieciństwa. To on wpływa na nasze poczucie własnej wartości. A w przypadku dziewcząt, na jego brak. Na przekonanie, że dziewczynka jest czymś gorszym, niż chłopiec. Że kobieta jest mniej godna szacunku i skuteczna w działaniu, niż mężczyzna. Że kobiecość sama w sobie jest czymś żałosnym, wstydliwym.

Występujące powszechnie w naszym języku związki frazeologiczne zawierające słowa określające płeć, wyraźnie stygmatyzują kobiecość.

Nie tylko użyte w filmie przykłady:
biegać jak dziewczyna
bić się jak dziewczyna
rzucać jak dziewczyna

Lecz także związki typu:
"Kobieca logika" i "chłopski rozum". "Babskie gadanie" i "męska decyzja". "Nie bądź baba" i "bądź mężczyzną".

"Babskie łzy" odbierane są zupełnie inaczej, niż "męskie łzy". "Kobiecy upór" inaczej, niż męski.


Dorastające dziewczynki uczą się, że gdy ktoś podkreśla ich płeć, zwykle wiąże się to z pogardą lub, w najlepszym przypadku, z ograniczeniem możliwości samorealizacji. Porównanie mężczyzny do kobiety - określenie jego cech lub zachowania jako kobiecego - to obelga. I analogicznie - gdy przypiszemy kobiecie cechy męskie, oczekujemy, że potraktuje to jak komplement. Bo to jest komplement. W naszym świecie kobiecość jest obelżywa. Męskość nobilitująca.

Język, którego używamy, zdradza nas. Pod pozorem neutralnych komunikatów tworzy schemat, który okalecza kolejne pokolenia dziewcząt i kobiet. Zabiera im przekonanie, że bycie "babą" jest w porządku. Zabiera im komfort godzenia się na swoją kobiecość.


Jak wielką szkodę wyrządza ten stereotyp dorastającym dziewczynkom i dorosłym kobietom ilustruje, między innymi, eksperyment przeprowadzony przez psychologów z University of Chicago, który do udziału w teście matematycznym zaprosili studentki wykazujące uzdolnienia w tej dziedzinie nauki.

Kobiety podzielono na dwie grupy. Jedną z grup poinformowano, że eksperyment sprawdza zdolności matematyczne, drugą z grup, że bada on "dlaczego chłopcy są lepsi z matematyki, niż dziewczynki". Ku zdziwieniu badaczy okazało się, że studentki z drugiej grupy napisały test wyraźnie gorzej, niż studentki z pierwszej grupy, choć w testach przygotowawczych miały wyniki minimalnie lepsze.

Jeśli na dorosłych, wykształconych ludzi stereotyp ten działa tak mocno, to pomyślcie, jak wpływa na dzieci i młode kobiety, których poczucie własnej wartości dopiero się kształtuje.


Feminizm jako nurt społeczny próbuje walczyć ze stereotypami piętnującymi kobiecość - także przez postulowanie zmian w języku. Bo feminizm, moi drodzy, nie polega na tym, że kobiety udają mężczyzn. Feminizm polega na tym, że nie muszą tego robić, by zdobyć szacunek.

Pomyślcie o tym, kiedy następnym razem powiecie koleżance z uznaniem, że równy z niej chłop. :)

***

Czemu o tym piszę? Bo świat się zmienia. A sztuka jest nie tylko reakcją na zachodzące zmiany, lecz także ich motorem.


Pharrell Williams - raper i producent muzyczny wprowadził w tym roku na rynek sygnowane swoim nazwiskiem perfumy o nazwie Girl. Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie fakt, że zapach jest uniseksem, a w kampanii reklamowej wystąpił sam Pharrell Williams. Osobiście. I nie na zasadzie, na jakiej wcześniej damskie perfumy reklamowali Burt Reynolds czy Brad Pitt. Dał zapachowi swoją twarz. I komunikat, że nie jest dla niego problemem "to smell like a girl".


If I was a boy


Od pierwszych chwil po aplikacji zapach przedstawia się nam jako unisex. Zdecydowane, wyraziste nuty przyprawowe owiane lawendą dają efekt wręcz męski. Kremowe akcenty kwiatowe brzmią ostrożnie i nie są w stanie zawalczyć z przyprawowym teamem. Ziemisty, kłąkowy irys pachnący zgaszoną zielenią wali się ciężko na skórę gdzieś w połowie dystansu i nie zajmuje stanowiska. To irys, jaki lubię najbardziej.

To, co dzieje się z "Girl" na skórze przypomina proces, który nazywamy "zaprzyjaźnianiem się". Nie perfumeryjnym. Normalnym - ludzkim. Bohater(ka) olfaktorycznej przypowieści Williamsa wita nas dość chłodno. Dystans, umiar w słowach i gestach, czujne spojrzenie dodają raczej charakteru, niż uroku. Nie znamy się - czego oczekiwaliście?


Z czasem zapach zielenieje. Jasne, żywe nuty pojawiają się jak uśmiech, jak żart, który jest szansą na porozumienie. I ta pogodna faza kompozycji także nie ma ściśle określonej płci. Zadziorne listki fiołka złożone z ładnie zielonym wetiwerem i suchą, przyjemną paczulą dają kompozycji życie, młodość, energię. Akord kwiatowy złożony z żywiczno piżmową, wczesną bazą jest opowieścią o jasnej skórze, złotych piegach, miękkich puklach spadających na czoło.

Z tą rudą młodością i w zielonym szalu dobrze będzie i dziewczynie, i chłopcu.


Girl nie jest kompozycją rewolucyjną. Jest normalnym, przyzwoitym uniseksem z lekkim ukłonem w stronę męskości. Szczególnie w otwarciu i bazie "Girl" puszcza oko do "Boy". I myślę, że tak miało być. Że nazwa i zapach to duet obliczony na to, by zachęcić mężczyzn do przełamania kolejnego stereotypu.

W kontekście tego, co napisałam wyżej, nie sposób nie postawić pytania oczywistego - ilu mężczyzn zdecyduje się na używanie perfum, które nazywają się Girl? Jak myślicie? Panowie, pachnielibyście like a Girl?

***

Kto na sobotnich warsztatach jako pierwszy przypomni mi o próbce, dostanie ode mnie Girl do przetestowania. :)


Data powstania: 2014
Twórcy: Christian Astuguevieille i Antoine Lie
Trwałość: dobra i nic więcej. 4-5 godzin na mojej skórze.

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: neroli, lawenda, biały pieprz
Nuty serca: irys, styraks (benzoes), fiołek
Nuty bazy: paczula, wetiwer, sandałowiec, cedr

Produkcję i dystrybucję perfum wspiera marka Comme des Garcons.


Źródła ilustracji:

  • Na zdjęciach 1,2,3 i 6 Iggy Pop. Nie sądzę, by trzeba było przedstawiać. :)
  • Na zdjęciach 4 i 5 Pharrell Williams reklamujący swoje perfumy.
  • Ostatnia ilustracja to okładka albumu Pharrella Williamsa "Girl".



50 komentarzy:

  1. Nie chcę być uznana za osobę, która przymyka oczy na ważne sprawy i zaprzecza problemom, by zamieść je pod dywan, ale osobiście NIGDY nie spotkala mnie żadna przykrość ani nie zostałam potraktowana gorzej ze względu na to, że jestem kobietą. Zarówno w szkole, jak i w pracy, w mieście czy na wsi gdzie mam rodzinę. Ale może ja mam wyjątkowe szczęscie. Oczywiście w naszej kulturze mamy łatwiej, dlatego uważam, że jest sens walczyc o prawa kobiet np. w krajach arabskich, ale u nas to wyważanie otwartych drzwi. Wszędzie zdarzają sie popaprańcy, ale to raczej ich problem niz społeczeństwa.
    Jeśli chodzi o język - przecież nie tylko "baba" jest określeniem pejoratywnym. Równie dobrze jako obraźliwe określenie moze zostać użyte słowo "Żyd" odnoszące się do narodowości lub religii albo słowa określające wygląd: gruby, chudy, łysy, stary... (A co w tym złego, że ktos ma nadwagę lub niedowagę, nie ma włosów itp, itd.. a jednak te słowa nie kojarzą się mile)Tak po prostu jest, niektórzy uważają że pewnych słow należy unikać, gdyż są one nacechowane negatywnie. Taka już cecha języka, że pewne pozornie nieszkodliwe słowa mogą być użyte w sposób raniący. Miejmy dystans do siebie. Babskość to nie to samo co kobiecość.Odpowiednikiem baby jest chyba dziad? ;)
    Mam nadzieję, że w powyższej wypowiedzi z kolei ja nikogo nie uraziłam. I pozdrawiam wszystkie równe babki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że właśnie dotknęłaś tego, o czym piszę. "Kobieta" to powinno być słowo o zabarwieniu neutralnym. Podobnie jak "Żyd". Niestety, w naszej kulturze ani Żyd, ani kobieta nie są określeniami neutralnymi. Podobnie jak nie jest nim "Murzyn", ani nawet "czarny". Są postrzegane tak, jak to napisałaś - jak łysy, gruby, chudy, stary. Jak defekty. Bo oczywiście ani kobiecość, ani otyłość, ani łysina, ani starość nie eliminuje nas z życia, ale jakoś nikt nie chce być stary, łysy, gruby.

      Zwracam uwagę na to, jak budujemy język, którym się komunikujemy. I przytaczam badania świadczące o tym, że nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy - to on na nas wpływa. były prowadzone analogiczne badania z blondynkami.
      Grupom kontrolnym opowiadano dowcipy przed egzaminem. i okazywało się, że rozweseleni studenci pisali lepiej. Z jednym wyjątkiem - studentki - blondynki, którym opowiadani dowcipy o blondynkach pisały test wyraźnie gorzej. Niestety.

      Ja sama należę do osób, które trudno dyskryminować. :) Ale zawsze, kiedy słyszę komplementy podkreślające "męskość" mojego rozumowania, działania, sposobu podejmowania decyzji - mam smutną świadomość, skąd to się bierze.

      Usuń
    2. Takie porównywanie do krajów arabskich mnie smuci i przeraża, bo pokazuje jak wielu osobom trudno zauważyć pewne zachowania jeśli są one nieco bardziej "subtelne", bo psychologiczne niż zakaz prowadzenia samochodów i brak praw wyborczych w Arabii Saudyjskiej.
      Przecież te przykłady, które podała Sabbath - szczególnie z matematyką - sa aż nadto jaskrawe i poważne. Przecież to tak samo wpływa na samorozwój i kariere jak prowadzenie samochodu czy inne bardziej fizyczne przykłady dyskryminacji. Ile dziewczyn mogłoby realizować sie w dobrze płatnych i prestizowych zawodach gdyby od dziecka nie wmawiano im, ze matematyka i przedmioty ścisłe jest dla chłopców, a humanistyka dla dziewcząt?
      Jesli 28% młodych mężczyzn głosuje na faceta, który dzieli z Talibami ich podejście do kobiet, to znaczy, ze chyba coś jest nie tak i jest jeszcze wiele do zrobienia?

      Usuń
    3. Cóż, miałam ważny okres w swoim życiu, gdy kontaktowałam się głownie z facetami. Przez całe studia należałam do chóru akademickiego i jakoś nie mogłam się dogadać z tymi wszystkimi szczebiocącymi i chichoczącymi dziewczynami z mojego glosu (sopran) Miałam dwie prawdziwe kumpele, a poza tym naprawdę lubiłam się z panami napić, posłuchac ich szorskich dowcipów. Dlatego też nie było mi wcale przykro, gdy slyszałam od nich, że mam jaja, że jestem jak mężczyzna itd. Jeszcze jedna ważna rzecz, którą zaobserowałam wlaśnie wtedy. Wiele kobiet lubi zaszeregować się jako przedmiot męskich zainteresowań. Moje koleżanki zachowywały się kokieteryjnie, głupkowato, trzepotaly rzęsami i udawały, że czegos nie rozumieją lub nie mogą sobie poradzić. Ja rozmawiałam z mężczyznami normalnie, byłam kumpelką, kompanką, a nie "laską" która może się tylko podobać, ale nie można z nia pogadać. Mam wrażenie, że zachowanie niektórych Pań może również być katalizatorem negatywnym skojarzeń z płcią piękną.

      Usuń
    4. Ale to jest właśnie skutek socjalizacji dziewcząt do roli uległej idiotki - wyuczona bezradność, udawanie głupszej, niż się jest, godzenie się na rolę istoty biernej. Kobiety tak się zachowują, bo mają przekonanie, ze tego się od nich oczekuje. Że tak wygląda modelowa kobiecość.

      Rozumując logicznie - kto chciałby się bawić w "kobiece sposoby" będące w istocie manipulacją, oszustwem, symulowaniem bierności - gdyby mógł po prostu powiedzieć, czego oczekuje i to dostać? Tymczasem kobiety tak skutecznie przyucza się do bierności i do deprywowania swoich potrzeb, do dostosowywania się do oczekiwań innych - że jako dorośli ludzie one często już nawet same nie potrafią rozpoznać, czego chcą. A nawet jeśli podejrzewają, to i tak nie potrafią się wprost do swoich pragnień przyznać. To jest efekt socjalizacji. Jako niemowlęta wszyscy tak samo domagamy się żarcia. Dopiero potem dziewczynki robią się "grzeczniejsze".

      Usuń
    5. Jasne, ze takie kokieteryjne i głupkowate zachowania są odbierane negatywnie, ale to też jest przykład pewnej dyskryminacji kobiet, bo czy młodzi faceci podrywający "laski" nie zachowują sie głupio? Wg mnie tak, ale przez społeczeństwo to nie jest postrzegane głupio, tylko jako "szorstkie", końskie zaloty.
      Każdy wie, że kobieca trzebiotliwość jest głupia, ale jakoś wszelkie objawy męskiego kozactwa nie są tak określane. Narzekamy na głupiutkie wzorce dla młodych kobiet, ale jakoś nie słychac krytyki dla głupich wzorców dla chłopków - tych wszystkich durnych i szkodliwych filmidełek w stylu Szybcy i Wsciekli gloryfikujacych źle pojętą lojalność i wyjątkowo tępe, szkodliwe zachowania przestępcze jak uliczne wyścigi. Takich przykładów jest pełno, mniej lub bardziej powaznych, ale ludzie nie widzą w tym szkodliwej i głupoty. Tak jak z rozwiązłością seksualną, gdy kobieta jest rozwiązła to szmata, gdy facet to kozak, podrywacz, prawdziwy facet, itp. - całą litania sposobów na racjonalizacje lub/i gloryfikacje takiej postawy u facetów. Po prostu podwójne standardy.

      W kontaktach z facetami mam zupełnie inne doświadczenia niż Ars. Ja w tych szorstkich dowcipach widze stereotypy, które mi nie pasują i gdy je słysze nie bede udawać "kumpeli". Z moich obserwacji wynika, że te dowcipy są zabawne dla panów jesli tylko nie ich dotyczą, jeśli tylko sytuacja sie odwróci, nagle przestaje być dowcipnie i panowie tracą ten swój dystans, którego brak tak lubią wypominać feministkom. Więc mimo, że jestem typowym babochłopem, to nie potrafie dogadać sie z tzw. "prawdziwymi facetami" - bo nie jestem ich "kumpelą", ani "laską".

      Na koniec anegdotka - przechodziłam raz koło wózka z niemowlakiem i słysze jak ciocie i wujki nad nim nachylone zachwycają sie jaka to z małej kokietka (sic!). Tak, niemowlak płci żeńskiej najwyraźniej już wie jak kokietować. przynajmniej wg dorosłych :(

      Usuń
    6. Zaczarowany pierniczku. Jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że dyskryminacja psychologiczna jest tak samo zła. Jednak nasze siostry z krajów arabskich mają nieporównanie gorzej. U nas wiele kobiet przełamuje tę barierę psychologiczną. Coraz więcej Pań spelnia się w prestizowych zawodach. Lekarek zawsze chyba bylo przynajmniej tyle co lekarzy. Wiele kobiet zajmuje stanowiska menedżerskie lub są prawnikami, politykami. A tam? Możesz zostać ukamienowana za rozmowę z sąsadem. Jednym z gigantycznych, a niedocenianych w świecie problemów jest obrzezanie dziewczynek. Wolałabym, żeby w szkole mi mówiono, że nie dam sobie rady z wyższą matematyką, niż żyć okaleczona.
      Wystarczy pomyśleć o tegorocznej laureatce pokojowego Nobla. U nas nikomu by nie przyszło do glowy, ze dziewczynki nie mogą chodzic do szkoły. W Polsce ludzie o takich poglądach to margines! A glosowanie... zawsze myslałam, że tu największe znaczenie mają sprawy gospodarcze, choc gadanie głupot (w czym akurat wielu polityków się specjalizuje) może narobic sporo szkody nawet, jeśli te głupoty nie należą do programu wyborczego a są prywatną opinią. Więc nie martwiłabym się, że 28% młodych mężczyzn identyfikuje się z liderem partii, na ktorej członkow glosowali :)

      Usuń
    7. Objawy męskiego kozactwa nie są zawsze dobrze widziane. Brawura młodych meżczyzn za kierownicą bądź konkursy w stylu "kto więcej wypije" raczej są uznawane za przejaw braku rozumu lub kultury. A ja zawsze byłam kumpelą dla facetów, bo większość rozmów nie polegała głownie na opowiadaniu sobie głupich dowcipów, tylko na szczerych dyskusjach o poważnych sprawach. Ale biję się tu w pierś - bawią mnie męskie dowcipy wykpiwające kobiety, blondynki czy rude. Bawią mnie też kawały o facetach. Śmieję się z Polakow, Ruskich, Żydów czy czarnoskorych - o ile żarty nie są krzywdzące. Uważem, że śmiać można i należy się ze wszystkiego, byle nie przekraczać granicy dobrego smaku. Nikogo ranić nie wolno, ale z drugiej strony dystans do siebie nikomu nie zaszkodził. :)

      Usuń
    8. Owszem samo kozactwo bywa krytykowane, ale w oderwaniu od płci - jeśli młody kozak rozbija samochód to krytykuje sie kozactwo - "głupota", "wariat", jesli kobieta rozbije samochód to krytykuje sie ją za jej płeć i przy okazji dostaje sie wszystkim kobietom, "eh, baba", "kobiety za kierownicą". Doskonała ilustracja: http://shankerblog.org/wp-content/uploads/2011/07/xkcd.png

      Usuń
    9. A propos krajów arabskich to raczej wątpie by w którymś z nich kamieniowanie było karą za rozmowe z sąsiadem, takie patologie z czasów biblijnych występują chyba tylko w ogarnietych wojną, rzadzonych przez plemiennych sekciarzy krajach typu Somalia czy Afganistan. Samo obrzezanie dziewczynek też nie jest praktykowane w większości krajów arabskich, jest to bardzo stary zwyczaj, jeszcze z przed początków religii monoteistycznych. Fakt, praktykowany jest głównie w krajach muzułmańskich, ale muzułmański nie jest, poddawane są mu również animistki, chrześcijanki a nawet etiopskie żydówki.
      To, że inne mają gorzej nie znaczy, że my mamy akceptować delikatniejsze formy dyskryminacji, tym bardziej, ze czasy kiedy europejskie kobiety miały źle jak dzisiaj w krajach arabskich/muzułmańskich wcale nie sa takie odległe - prawa do głosowania, edukacji, rozwodów w niektórych rejonach Europy, nawet tej Zachodniej jak Szwajcaria weszły dopiero w latach '70 czy '80. Np. we Włoszech małżeństwo naprawcze istniało w kodeksie prawnym do 1981! Jak sie trzyma u nas kultura gwałtu? Raczej dobrze - patrz ostatni tweet Ziemkiewicza, dyskusje o ratyfikacji konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet itd. w wielu polskich facetach wyraźnie siedzi nieco ukryty i przypudrowany nienawidzacy kobiet Talib.
      Naprawde nie trzeba porównywać sie z krajami arabskimi/muzułmańskich, w niedalekiej Rosji przemoc wobec kobiet ma sie dobrze.
      W Hiszpani za czasów Franco, kobiety zdaje sie nie mogły bez pozwolenia mężczyzny pracować, uczyć sie, nie miały prawa do rozwodu. W Szwajcarii gdzieś jeszcze koło lat '60 dziewczynki mogły uczyć sie w szkole tylko szycia i gotowania, czyli jak byc dobra żoną.
      Fakt, ze praca lekarza została bardzo sfeminizowana ale to tez jest zjawisko dość nowe, wciąż np. w śród starszawych chirurgów czy profesorów nie ma za wiele kobiet. To jest proces który ciągle trawa i jeszcze daleko do pełnego sukcesu. Nawet w najbardziej konserwatywnej Arabii Saudyjskich większość absolwentów uniwersytetów to kobiety, a wsród lekarzy nie brakuje kobiet, bo przecież mężczyzna nie może leczyć kobiet i dziewcząt.
      Przepraszam za ten chaotyczny strumień świadomości, ale tak czasem mam :)

      Usuń
    10. Masz rację - nie można się pocieszać, że inni mają gorzej, można jedynie z aprobatą popatrzeć jak wiele u nas sie zmienilo od XIX wieku. Przesadziłam trochę z tymi muzułmanami, racja. Ale należy przyznać że ogólnie rzecz biorąc pozycja kobiety jest tam, jak i oczywiście w wielu innych miejscach, raczej słabsza aniżeli w Polsce.
      Chodziło mi tylko to, że moje i moich znajomych obserwacje świata sugerują, że nie jest aż tak źle u nas. Ale może ja jestem w czepku urodzona, w mojej rodzinie panował matriarchat, a w szkole to dziewczynki byly prymuskami i w życiu nie usłyszałam, że dziewczynki są głupsze. W ogole, z innej beczki, do jakiegoś 15 roku życia chłopcom i dziewczynkom nie zaszkodziłaby oddzielna edukacja - moim zdaniem :)
      Pozdrawiam serdecznie i to ja przepraszam, jeśli zanadto generalizuję lub piszę jakieś głupoty.

      Usuń
    11. Ależ dziewczynki są prymuskami wszędzie. Właśnie o to chodzi. To element socjalizacji dziewczynek do spełniania oczekiwań wszystkich wokół. W szkołach dziewczynki uczą się po to, żeby mieć dobre oceny ze wszystkiego zamiast rozwijać swoje zainteresowania. Efektem jest to, że dziewczynki są prymuskami i nader często wyrastają na miernoty marnujące swój czas na to, by wszystkim się podobać; chłopcy natomiast mają swoje zainteresowania, nie marnują energii na zadowalanie wszystkich i uczenie się rzeczy, które ich nie pasjonują. W efekcie to chłopcy, a później mężczyźni statystycznie częściej osiągają wybitne wyniki w konkretnych dziedzinach. Bo dziewczynki, a późniejsze kobiety zamiast skupiać się na zgłębianiu dziedziny, która je pasjonuje, skupiają się na uzyskiwaniu dobrych ocen ze wszystkiego. We wszystkim. Przez całe życie.
      Tymczasem człowiek chcąc być w czymś wybitny, coś tam innego musi odpuścić. Olać. Uznać za niewarte czasu i energii. Mężczyznom jest łatwiej, bo nie pakuje im się do głowy, że muszą spełniać oczekiwania otoczenia. Chłopiec może być niegrzeczny, może coś popsuć, może chodzić brudny i poobijany. Może przyładować koledze w dziób, wybić szybę piłką i nawet sikać pod blokiem. Może wrzeszczeć i może mieć słabe oceny z polskiego jeśli jest dobry z matmy. Facet może nie potrafić obsłużyć pralki, nie lubić dzieci, nie gotować, nie peelingować całego ciała dwa razy w tygodniu, może mieć włosy na klacie i pod pachami i chodzić w niemodnych spodniach. Kobieta tez może. Tylko większość kobiet o tym nie wie. :D

      Usuń
    12. Ale przecież co tu tłumaczyć, każdy rozsądny człowiek to rozumie. Ja właściwie chciałam tylko powiedzieć rzecz pozytywną, że mnie i innych kobiet z mojego otoczenia te stereotypy się nie imają. Ale wiem i doceniam, że pod wieloma względami to otoczenie wyjątkowe.
      A jeśli chodzi o bycie jak chłopiec lub jak dziewczynka, przypomniala mi się może mało związana z tematem, ale zabawna opowieść. Otóż moja młodsza siostra, gdy była w wieku około 5 lat, miała zielony szalik z metką głoszącą"szalik chłopięcy" Nie chciałago nosić, dopóki metki nie odcięliśmy... ;)

      Usuń
    13. Ja też polemizuję z Twoimi odczuciami, tylko próbuję systematyzować. Sama radzę sobie z dyskryminacją skutecznie. Uprawiam męskie sporty i jestem traktowana jak normalny przeciwnik (czasem nie od razu, ale satysfakcja tym większa), pracowałam w korporacji w męskim dziale i miałam pod sobą praktycznie samych panów (i sekretarza zamiast sekretarki), mam męskie hobby. Jesli ktoś traktuje mnie jak intelektualnego ułoma - zwykle robi to krótko. Da się przez to przejść - własnie dzięki temu, ze uświadamiamy sobie to, co robi nam z mózgami stereotyp. I fajnie, że się nie dajesz. Ja też nie. :D

      Usuń
  2. Zawsze mi sie wydawało, że określenie "chłopski rozum" odnosi sie do prostego, intuicyjnego rozumowania charakterystycznego dla niewykształconego, prostego chłopa.
    Za to do bardzo irytujących, gloryfikujących stereotypową męskość zaliczam określenie "mieć jaja". Brrr

    Czy ten cały Pharell nie pojawił sie w wyjątkowo obleśnym, mizoginicznym teledysku do takoż obleśnej, mizoginicznej piosenki "good girl" (czy coś jakoś tak)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedle słownika:
      Chłopski rozum - zdolność zdroworozsądkowego myślenia, wynikająca z doświadczenia życiowego i intuicji, a nie z posiadanej wiedzy.

      Ale z "mieć jaja" masz rację. To okropnie seksistowskie. Nie pomyślałam o tym. I pewnie o wielu innych określeniach.

      Co do Pharrella - pojęcia nie mam. Nie znam gościa, jestem poza popkulturą totalnie. Opierałam się na info CdG i promocji, podczas której mówił, że sztuka powinna burzyć bariery.

      Idę oglądać Good Girl. :)

      Usuń
    2. Ja właśnie też jestem poza popkulturą, ale raz czy dwa widziałam ten teledysk i jakoś facjata mi sie skojarzyła. A że nie mam ochoty oglądać i słuchać tej najbardziej irytującej piosenki ever (już pomijając ten seksizm, ona jest fatalna pod względem muzycznym - totalna kokofonia), to pytam :)

      Usuń
    3. Piszecie tu o Blurred Lines z Robinem Thicle - nie można tego słuchać a już tym bardziej oglądać.
      Natomiast płyta Pharella G I R L jest świetna

      Usuń
    4. No i to jest dowód na to, że dobrze poczekać na opinię osoby, która wie, o czym mówi. Owszem, mam wrażenie, ze właśnie o Blurred Lines mówiłyśmy. Dziękuję Anno. :)

      Usuń
  3. Zapach zapowiada się dla mnie fantastycznie i z przyjemnością popędzę do grogerii/perfumerii żeby się z nim zapoznać z wielką nadzieją, że nie pokaleczy mi nosa. A co do nazwy, to cóż, nie poczuję się obrażona, że "pachnę jak dziewczyna" bo akurat w dziedzinie zapachów komplementem jest powyższe określenie, a stwierdzenie "pachniesz/śmierdzisz jak chłop" ma raczej znaczenie perjoratywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to chyba zależy dla kogo. :)
      A co do samego pachnienia jak dziewczyna, ja tam twierdzę, że zawsze pachnę jako kobieta. Bo na mnie każdy zapach jest kobiecy. Kropka. :)

      Usuń
  4. Moim ulubionym unisexem jest "Embers" Rouge Bunny Rouge :) Ale nie używam bo póki co mój mąż nim pachnie.

    Kampania Always świetna, zmieniła troche moje nastawienie szczególnie że wychowywałam się w rodzinie która właśnie rozumiała: jak dziewczyna = gorsza. Dziś jak ktoś powie mi że robie coś jak "baba" to zawsze odpowiadam: " A jak mam to robić? Jestem kobietą, robię to jak kobieta ale nie znaczy że gorzej."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie to samo mówię. Szczególnie kiedy słyszę, ze myślę, działam, zachowuję się jak mężczyzna. W charakterze komplementu, oczywiście. Odpowiadam, że to nie są zachowania męskie, tylko stereotypowo przypisywane mężczyznom. Niesłusznie.

      Usuń
  5. 'Girl' Pharella wydaje mi się wysokiej klasy produktem popkultury. Od strony koncepcji, dizajnu podkreśla miesznie się pierwiastka kobiecego i męskiego we espólczesnym stylu wielkomiejskim. Od strony sztuki perfumeryjnej jest to pozbawiony kontrowersji, przyjazny w odbiorze, ale jednak niebanalny zapach w stylu CdG. Mnie się podoba i jak tylko w Mood będą małe opakowania (niestety już bez nadruku KAWSa), to popędzę... polecę. Za Pharellem przepadam. Dziwię się, słysząc, że nakręcił coś antykobiecego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że ostatecznie okazało się, że to nie on. :)
      Co do perfum - zgadzam się z Twoją oceną. Nie wiem, czy chciałabym mieć, ale w kontekście kampanii uważam, ze to świetnie wybrana kompozycja. I sama kampania też mocna.

      Usuń
  6. Nie mam oporów w noszeniu zapachów o przeznaczeniu stricte damskim co jak wiemy samo w sobie i tak niewiele jest warte. Również wychodząc na ulice nie mam napisane na czole czym pachnę a nawet jeśli by tak było to tylko z własnych powodów... Jeśli zapach mnie przekonuje i czuję potrzebę to go narzucam. A że wszyscy nosimy w sobie pierwiastki obu płci a większość tego co wiemy na swój temat to tylko zbudowane i pielęgnowane od lat przekonania, nie rzadko mające korzenie z zewnątrz to mam dystans do takich ocen :) Ileż to razy słyszę że zachowuję się jak baba i wcale męski nie jestem...Dlatego wciąż nie do zaakceptowania przez co niektórych. Ale jeśli zna się swoją duchową i człowieczą wartość i idzie się wedle tego co w sercu prawe to wszelkie stereotypy znikają w mgnieniu oka a manipulacje przestają działać.

    Robię to jak jak chcę a nie jak inni robią.
    Bo czy ja naprawdę jestem Łukasz... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czymże jest imię?" :)
      Łukasz pod innym imieniem równie by był ciekawym człowiekiem, prawda?

      Ja także noszę perfumy i damskie, i męskie. Podobnie ubrania. nie ograniczam swoich lektur, pasji, upodobań. Tak, jak nie wierzę w męską muzykę, tak nie wierzę w męską sztukę z innych dziedzin. Ale taka wolność to luksus. Większość ludzi go nie ma.

      Usuń
    2. Właśnie, dla jednych ciekawym dla innych nijakim, znów wszystko zależy od punktu patrzenia i stanu świadomości :) Nawet samemu różnie siebie postrzegamy w zależności od wielu czynników choć pewna część nigdy, prze nigdy się nie zmienia. Ty wiesz która :)
      I kto ma rację, chociaż nigdy o tą cholerną rację tak naprawdę nie chodzi...

      A to co najpiękniejsze i najprawdziwsze być może jest poza nami równocześnie nas przenikając dając tą niepowtarzalną iskierkę życia która pcha nas do tworzenia, do kochania.

      Taki luksus mają wszyscy na wyciągnięcie ręki.

      Usuń
  7. Widziałam tą kampanię i owszem, daje do myślenia. Stereotypy to niestety domena naszej kultury... nie sposóbot tak wykorzenić ich z umysłów społeczeństwa choć już samo ich obnażenie i nazwanie to krok w dobrą stronę. A ten tekst o "równym chłopie" usłyszałam kiedyś jako kretyńską próbę pogodzenia się ze strony dawnego znajomego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daje do myślenia. I, mnie przynajmniej, uświadamia coś, z czym żyję od zawsze. Nie myślałam, ze mnie to tak zaboli. A jednak.

      Usuń
  8. Czemu "chłopski rozum" odnosi się do mężczyzn? To co chłopskie odnosi się do chłopa, po polsku mówimy chyba, że coś jest chłopięce? Nie chcę się czepiać, ale przecież mężczyzna, to nie jest chłop. Wiem, że czasami na Południu Polski i Kaszubach używa się słowa chłop jako mężczyzna, to chyba regionalizm? Jestem feministką, ale mówię "na chłopski rozum", bo tam skąd pochodzę chłopskość nie ma nic wspólnego z męskością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest regionalizm. Chyba, że za regionalizm uznamy coś, co występuje w większości regionów.
      Lingwistycznie odpowiednikiem "chłopskiego" jest "babski". Chłop to synonim mężczyzny. Taki rubaszny.
      Ciekawszym zjawiskiem jest to, co w ramach jednego z projektów badałam na studiach: że kiedy określa się kogoś mianem człowieka, inni ludzie sądzą, ze chodzi o mężczyznę. Nawet kobiety. I analogicznie - jeśli zawołasz "człowieku", obróci się większość mężczyzn i niewiele kobiet.
      Przy czym ja należę do tych nienormalnie zsocjalizowanych i mówię o sobie "człowiek" (co czasem prowadzi do nieporozumień, bo część ludzi nie wie, kogo mam na myśli) i używam też określenie "chłopski rozum" kiedy mówię o sobie. choć... ostatnio staram się używać "babski rozum" zamiast. :)

      Usuń
    2. Cały artykuł mi się bardzo podobał, ale do "chłopskiego rozumu" się przyczepię. Tcola ma rację, tu nie chodzi o płeć, tylko o klasę społeczną. To nie mężczyzn kojarzy się z brakiem skomplikowania i prostym życiowym doświadczeniem, tylko kmiotków.

      Usuń
  9. w kwestii sedna powiem tyle tylko, że się z Tobą zgadzam a najsmutniejsze jest dla mnie, gdy stereotypowe traktowanie podcina skrzydła tym, którzy nie potrafią jeszcze, już bądź nigdy nie potrafili zamanifestować swojej siły i poczucia niezależności - b/względu na płeć, wiek, warunki życia;
    natomiast przy okazji muszę osobiście przemyśleć czy aby feminizm nie jest przeze mnie na chwilę obecną postrzegany stereotypowo ;) i nazbyt ironicznie
    zapachu nie znam, może kiedyś...ale uczciwie powiem, że niespecjalnie mi do niego spieszno - choć przez wzgląd na kampanię, odrobinę spieszniej niż przed chwilą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama mam poważny zgryz słysząc "feminizm". Nie, nie dlatego, ze nie jestem feministką. Jestem, oczywiście. Chcę mieć prawo do edukacji, głosowania w wyborach, do pracy w zawodzie, o którym mażę, chcę mieć własne pieniądze, prawo do decydowania o swoim życiu. Rzecz w tym, że feminizm nader często bywa zawłaszczany przez ruchy, które są w istocie szowinistyczne - tylko jest to szowinizm damski, nie męski.
      Czas agresji i prowokacji minął. teraz jest czas na dyskurs. Niestety, w każdym środowisku najbardziej wybijają się ci, którzy krzyczą. Z feministkami jest podobnie. Szkoda.

      Usuń
  10. Od dwóch dni mam katar, dziś rozwinęło się toto w przeziębienie, wiec zrobiwszy, co miałam do zrobienia siedzę nad domowej roboty multiwitamnowym smoothie i oglądam wypowiedzi Chandlera Burra dla TEDx i PopTech.

    W jednej z roku 2008 (był wtedy jeszcze recenzentem perfum dla New York Timesa) wspomniał o sensowności podziału zapachów na "damskie" i "kobiece".

    Opowiedział anegdotkę, że choć dostaje rocznie setki flakonów do przetestowania, NYT zabrania mu je np. odsprzedawać, więc Burr część flakonów rozdawał. Także kurierom czy listonoszom, którzy przynosili mu kolejne paczki z egzemplarzami recenzenckimi. ;) Ci przychodzący do redakcji, wiedzieli, co dostarczają i dla kogo.
    Kiedy więc jeden czy drugi natknął się na Burra osobiście, miał go prosić o poradę. Bo tego lub następnego wieczora umówił się na randkę ze świetną dziewczyną i potrzebuje perfum, które ją zachwycą. Krótko mówiąc, prosił o "pantydroppera". ;]

    W przemówieniu C.B. wyznał, że zdarzało mu się po krótkim wywiadzie podrzucić proszącemu, steretypowemu silnemu facetowi, stuprocentowemu maczo, zapach stargetowany pod kobiety, oczywiście nie wspominając na ten temat ani słowa.
    I kiedy parę dni później taki delikwent przychodził z kolejną przesyłką, od razu wyskakiwał z podziękowaniami: że zapach rewelacyjny, że kobieta zachwycona, że zadziałał idealnie. Co to takiego i gdzie można dostać więcej??? ;)

    W tym momencie krytyk miał wyznawać, że tak naprawdę są to perfumy dla kobiet. Oczywiście na takie dictum maczo obowiązkowo zaliczał moment konsternacji, z którego często jednak wychdził dość szybo oświadczając: "Wiesz co? Ten towar jest tak świetny, że wciąż będę go używał, chociaż jest dla bab. Tylko nikomu o tym nie wspominaj, ok?" ;)

    Pomijając fakt, że jednak wspomniał, od razu polubiłam tę anegdotę i coś czuję, że zostanie ona ze mną na dłużej. :) Ciekawie - i w ramach naszej dziedziny - pokazuje, że odbiór zapachu, cały jego kontekst a nawet to, czy nam do danej osoby lub sytuacji pasuje (czy nie), zależy tylko i wyłącznie od naszych głów; od wychowania, dotychczasowych doświadczeń, utartych skojarzeń, stereotypów... Kalek myślowych, które powielamy tyleż gorliwie, co nie do końca świadomie.
    Bo chyba nie muszę (już) wspominać, że z sednem Twojej wypowiedzi zgadzam się w stu procentach? :)

    Natomiast o samym zapachu pierwsze słyszę - jednak ostatnio jestem do tyłu z premierowymi nowinkami. Nawet bardzo do tyłu, prawdę mówiąc. :/ Niemniej poszukam Dziewczyny i postaram się przetestować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anegdota zacna, zaiste. Lubię takie. To pokazuje siłę stereotypów i zarazem ich bezsensowność. :)
      Fajne jest też to, że często taka drobna demonstracja wystarczy, by coś zmienić. ja zmieniam. Prowadziłam kiedyś warsztaty dla firmy zajmującej się marketingiem. Jednym z zadań, jakie stawiałam przed uczestnikami było pogrupowanie zapachów w kategorie: damskie, męskie, unisex. I wcale, ale to wcale nie było to łatwe zadanie. :)

      Zdrowiej Wiedźmo. :*

      Usuń
  11. Eh labilna jestem ostatnio, wzięłam się pobeczałam :) Dzięki Ci za wpis przypomniało mi się moje dzieciństwo kiedy byłam typową i bardzo szczęśliwą z tego stanu rzeczy chłopczycą a potem wykluczenie z męskiej grupy w okresie ten tego dojrzewania i to jak nigdy już potem się nie odnalazłam w grupach kobiecych. W sumie dzisiaj radzę sobie prawie wyśmienicie :) choć chyba mimo wszystko nadal bardziej naturalnie czuję się w grupie zmaskulinizowanej. Teraz mam porównanie, bo pracuję w sumie niemal z samymi chłopami i startuje w zawodzie uznawanym stereotypowo za męski. I czuję jak ciężko mi jest te nakładkę kulturową przestawić w mojej własnej głowie. I pomyśleć że jako dzieciak nie miałam na tym punkcie żadnych kompleksów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu, nie martw się. ja jestem na granicy płaczu za każdym razem, kiedy to oglądam.
      Jako dziecko byłam, podobnie jak Ty, szczęśliwą chłopczycą. Choć tego tak nie widziałam. po prostu wokół byli sami chłopcy i było mi z tym normalnie. owszem, gdzieś na podwórku były dziewczynki, ale one bawiły się w niewolnice Isaurę. ;)
      Potem, kiedy zaczęłam dorastać, nadal nie bawiłam się w niewolnice Isaurę ani nie jarałam się malowaniem paznokci i kupowaniem ubrań. Ale zapisałam się do klibu sportowego 9nie było dziewczynek na mojej dyscyplinie) i do pracowni modelarskiej (też nie było dziewczynek jakoś). Dodatkowo słuchałam muzyki, której dziewczynki nie bardzo słuchały. ale i tak łapałam się na tym, ze odczuwam swego rodzaju wdzięczność wobec chłopców z klasy, którzy się ze mną bawili, grali w piłkę itp. Kiedy wchodziłam na boisko z obcymi chłopakami, zwykle zaczynało się od tego, że dziewczyny nie umieją grać.
      Teraz sobie radzę. Spoko. Ale czasem jest mi smutno, kiedy ludzie w charakterze komplementu mówią mi, że coś robię po męsku. :)

      Usuń
  12. Czy Pharella również będzie można otrzymać, choćby do przetestowania? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha! No nie. Nie mogę rozporządzać Pharrellem. Pharrell mógłby, ale nie będę ściemniać: nie będzie go na warsztatach. Tym razem. ;)

      Usuń
  13. Wiesz co Sabbath, myślę że to też w dużej mierze wina rodziców a nie tylko całego społeczeństwa. Od dzieciństwa w pewien sposób upośledzają dziewczynki wpajając im jak ma owa kobiecość wyglądać. A i z tego co zauważyłam to nieraz kobieta kobiecie gorszym wrogiem niż stado mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do samych perfum to wielu mężczyzn na pewno po nie sięgnie, gdy dostaną je w prezencie. Od kobiety oczywiście ;)

      Usuń
    2. Po dwakroć zgoda. Po pierwsze i najważniejsze - kobiety wyrastające ponad przeciętność albo w dowolny sposób nie pasujące do stereotypów zazwyczaj piętnowane są przez inne kobiety - te, które czują, że nie wyrosną i nie wyłamią się. Od zawsze tak było.
      Mężczyźni, z tego, co obserwuję, mają do sprawy podejście luźniejsze. Często pozytywne, ale moje obserwacje mogą nie być obiektywne.
      Co do wychowania i rodziców - ileż razy widuję dzieciaczki, które ledwo przestały być niemowlakami i już wprasowane zostały w schemat "małej starej", dla której imperatywem jest podobanie się. Dziewczynki w ciuchach nieadekwatnych do wieku, strojące miny, malujące paznokcie zamiast robić babki z piasku, marzące o szmince, a nie o klockach. Społeczeństwo wmawia dziewczynkom od najmłodszych lat, ze najważniejsze jest podobanie się. I premiuje to.
      Jak się potem dziwić, że kobiety wstydzą się wyjść z domu bez makijażu...?

      Usuń
  14. Nie miałam okazji jeszcze oglądać reklamy tej kampanii. Dziękuję za umieszczenie jej tutaj :) Mimo, że pochodzę z rodziny na wskroś konserwatywnej (dla większości w bonusie patologicznej, bo mam czwórkę starszego rodzeństwa, a dla wielu ludzi rodziny wielodzietne to patologia), żadne z rodziców nigdy nie dało mi odczuć, że z racji płci jestem gorsza i z powodu bycia kobietą powinnam być słaba, głupia i zachowywać się „jak przystało na kobietę”. I dotyczyło to nas wszystkich. Jeden z moich starszych braci bawił się lalkami, ja bawiłam się żołnierzykami i łunochodem i oboje jesteśmy normalni. W miarę ;) dodatkowo przynosząc do domu jakąś mierną ocenę z matematyki i tłumacząc się, że jestem za głupia na dobre oceny z tego przedmiotu zawsze słyszałam "nie jesteś za głupia tylko leniwa i ci się nie chce uczyć". Przez całe dzieciństwo nie zaznałam żadnej dyskryminacji związanej z płcią. „Duzi chłopcy i duże dziewczynki nie płaczą”. Nikt nie wymuszał na mnie "kobiecych" zachowań i nie traktował mnie jako człowieka drugiej kategorii.
    Wchodząc w życie nastoletnie, a potem dorosłe z przymrużeniem oka traktowałam komentarze, że jestem kobietą z jajami (w taki sam sposób traktuję „stalową waginę”). Ogólnie rzecz biorąc do feminizmu podchodzę trochę jak pies do jeża, bo o ile akcje taka jak ta Always są bardzo dobre i widzę wyraźnie, nawet w swoim otoczeniu, że również niezwykle potrzebne, o tyle sam feminizm, z tego co widzę, niewiele ma już wspólnego ze zrównaniem wartości kobiet i mężczyzn, a bardziej z wywyższeniem tych pierwszych. Niby jakieś ktosie wmawiają kobietom, że nie nadają się na „męskie” kierunki. Nie jest to oczywiście prawdą, mam koleżankę po budowie śmigłowców i pracę znalazła jeszcze będąc na studiach – w czasie praktyk tak bardzo się spodobała, że chcieli ją od razu zatrudnić, wymagali jedynie szybkiej obrony pracy magisterskiej, aby miała dyplom. Ale znam też przypadki z mojego otoczenia, kiedy koleżanki szły na kierunki komputerowe tylko po to by znaleźć faceta, który dodatkowo będzie dobrze zarabiał. Nie liczyły nawet na to że skończą te studia :( I nikt mi nie wmówi, że to wynik wychowania ich w poczuciu bycia gorszą od mężczyzn i stwierdzeniu, że kobieta potrzebuje mężczyzny. To po prostu pójście na skróty, bo to przecież mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Oburzam się na każdą dyskryminację. Nieważne czy kobiet czy mężczyzn. Nie podoba mi się fakt, że zatrudniając pracownika na stanowiskach, które wymagają ukończenia technicznego kierunku, na który idzie 10% kobiet, 50% muszą stanowić właśnie kobiety. To matki dostają opiekę nad dzieckiem po rozwodzie (i nieważne jak złymi matkami są). Nie tylko kobiety są ofiarami stereotypów. Czekam na podobną akcję, ale z wykorzystaniem haseł typu „co to znaczy kochać jak mężczyzna”.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nynq, ale feminizm z definicji nie zakłada, że dyskryminacja dotyczy wyłącznie kobiet. Ruch walczących o swoje prawa ojców stoi dokładnie w tej samej linii światopoglądowej. Bo w ogólnym rozrachunku, dyskryminacja płci dowolnej szkodzi wszystkim.

    Chciałabym też zaznaczyć rzecz ważną. Proszę, nie mylmy feminizmu z szowinizmem. Żeńskim tym razem - bo tak, jak rasizm nie jest wyłączną domeną białych, tak szowinizm nie jest tylko męską cechą. Niestety, współcześnie część ruchu feministycznego zawłaszczona została przez ludzi postulujących odwetową niejako dyskryminację mężczyzn. W wyniku tego powstają kuriozalne, szowinistyczne twory w typie Polskiej partii kobiet czy kuriozalne, szowinistyczne teorie w rodzaju tej, która mówi, ze każdy stosunek seksualny jest gwałtem na kobiecie. Ja przyznaję, że jako kobieta, która chce mieć prawo do stanowienia o sobie, do edukacji, do glosowania w wyborach, do własnych pieniędzy i do własnego nazwiska nie wiem, jak się do takich wybryków ustosunkować. Mówię wyraźnie, to nie jest feminizm. Ale to niewiele zmienia, bo w każdym środowisku najbardziej widoczni są ci, którzy najgłośniej wrzeszczą. Media z upodobaniem nagłaśniają wszelkie kuriozalne teorie i agresywne postulaty, konsekwentnie ignorując próby rozsądnego dyskursu.
    Mam wrażenie, że potoczny wizerunek feministki przedstawianej jako agresywna baba domagająca się wszystkiego oraz jeszcze dodatkowych 20% jest wynikiem tego, że agresywnym babom chce się krzyczeć. A nieagresywnym się nie chce, więc trudniej im się przebić do świadomości. Ja powtarzam z uporem, że istnieje coś takiego, jak żeński szowinizm i nazywanie go feminizmem jest równie błędne, jak nazywanie narodowców patriotami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zgodzę się z Tobą, że media lubią przejaskrawiać pewne sprawy. O ile ideę feminizmu popieram jeśli chodzi o równe traktowanie kobiet i mężczyzn, o tyle słysząc słowo "feministka" zawsze mam przed oczami, jak to ujęłaś, obraz "agresywnej baby". I nie jest to niestety tylko zasługa mediów. Mam (a raczej miałam) w swoim otoczeniu kilka kobiet które deklarowały, że są feministkami. I były to całkiem normalne kobiety. Ale na przykład jedna z nich przepuszczona przez mężczyznę w drzwiach potrafiła zrobić o to zachowanie niezłą scenę. Inna na wieść, że gdy ja byłam w weekend na zajęciach, mąż w tym samym czasie posprzątał na błysk mieszkanie i to z myciem okien, kiwała z uznaniem głową, ale gdy usłyszała, że uwielbiam gotować (lubię dobre jedzenie, a nie koniecznie lubię wydawać ogromne pieniądze na zrobione przez kogoś) starała mi się wmówić, że tak na prawdę to ja nie lubię gotować tylko przyjmuję rolę, którą narzuciło mi społeczeństwo. Jak dla mnie to chore. Niestety media nie są jedynym winnym utrwalania się u mnie złego wizerunku feminizmu... Mimo, że jak to szeroko mi wyjaśniłaś, niewiele ma on wspólnego z właściwym pojęciem.
      Jeśli natomiast chodzi o zapach, o którym piszesz, myślę, że mój mąż nie miałby nic przeciwko by go nosić, oczywiście jeśli dobrze by na nim leżał :) osobiście bardzo nie lubię podziału na perfumy damskie, męskie i unisex, ale jeszcze bardziej denerwują mnie opisy perfum (nie tylko recenzje, ale też opisy u producentów) - zapach jest seksowny i kobiecy/zmysłowy i kobiecy etc. Później się okazywało, że ta kobiecość zapachu nijak ma się do mnie (moja skóra jest największym wrogiem większości sephorowych perfum), bo objawia się zapachem zupy ogórkowej, a czasem nawet gorzej... Można było dojść do wniosku, że albo nie jestem kobieca albo moje miejsce jest ewidentnie w kuchni. Na całe szczęście przez przypadek (a może nie przez przypadek, jeśli wierzyć, że na świecie nic nie dzieje się przypadkiem) trafiłam na Twojego bloga :) Turmalin jest boski :)

      Usuń
    2. Czytałam ostatnio artykuł o tym, że szarmanckie zachowania ogłupiają kobiety. i mam mieszane uczucia. Bo faktycznie jest często tak, że to przepuszczanie w drzwiach czy całowanie w rękę to zasłona dymna dla mizoginii i dla światopoglądu dzielącego ludzi na ludzi i kobiety. I nader często pojawia się w wykonaniu ludzi, którzy tak naprawdę są strasznymi chamami bez szacunku dla drugiego człowieka. Na podobnej zasadzie jak noszenie muszki u Janusza K-M, który kobiety w ręce całuje i jednocześnie otwarcie mówi, ze należy je gwałcić, bo ich nie nie ma znaczenia oraz że należy odebrać im prawa wyborcze, bo są głupsze, niż mężczyźni.
      Ale często to po prostu uprzejmość. Trzeba przykładać odpowiednią miarę do zachowania. W tej materii mój feminizm pozwala mi samej nieść sobie torbę bez odwalania focha i przyjąć pomoc w niesieniu toby bez scen. To chyba kwestia bardzzej ogólnej postawy. mnie niewiele rzeczy denerwuje, niewiele uraża, jak mam do wyboru uznać coś za impertynencję albo komplement - wybieram tę drugą opcję. Jestem w ten sposób szczęśliwsza i spokojniejsza. A ludzie widzą.
      Co do zapachów - znam dziewczynę, która czuje ogórki kiszone w NU YSL. Może jej skóra tak, jak Twoja zmienia sephorowce?

      Usuń
  16. Tak po stokroć.
    Wyżej wspomniane "mieć jaja" powoduje u mnie szczere zagotowanie krwi (z ang: it boils my piss ;) )
    Serio, jeśli ktoś mi kiedykolwiek powie ażebym wyhodowała sobie parę (mieszkam w Anglii więc prawdopodobnie usłyszałabym to grow a pair, w domyśle, balls) to dostanie wirtualnego (znaczy się, w myślach) kopa w te swoje stalowe gonady. Ugh. I kopać będę jak dziewczyna, czyli z całej siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieć jaja... no tak. Że też nie pomyślałam o tym pisząc. Niestety, w naszym języku jest wiele takich "nierównych" określeń. Taka mentalność.
      Że mi się nie podoba nie muszę pisać, prawda? :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...