sobota, 31 stycznia 2015

Jestę blogerę czyli fejmem po oczach


Mam spory dystans do blogerskiego fejmu. Piszę z potrzeby serca, z miłości do zapachów - po to, by dzielić się pasją. Tak się jednak składa, że moje pisanie, poza pasjonatami, śledzą także dystrybutorzy perfum, perfumerie, czasem media. Większość kontaktów, jakie nawiązuję dzięki blogowi to relacje naprawdę dobre, oparte na wzajemnym szacunku i wspólnej pasji. Zdarzają się wszakże i wymiany zdań, które są właściwie gotowymi anegdotami.

Dzisiejszy wpis jest żartem. Krotochwilą bez ukrytych intencji i nie służącą załatwieniu żadnych porachunków. Stąd absolutny brak konkretnych danych. Po prostu uzbierało mi się tyle anegdot, że postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Mam nadzieję, że będziecie dobrze się bawili czytając. :)



piątek, 30 stycznia 2015

Intymny świat na wyciągnięcie ręki - Al Hareem Yas Perfumes


Yas Perfumes to marka od niedawna dostępna na Polskim rynku. Jest to sytuacja o tyle wyjątkowa, że sklep Sense Dubai w Warszawie przy ulicy Mokotowskiej 46 jest jest aktualnie jedynym, poza krajami arabskimi punktem, w którym można te perfumy kupić stacjonarnie. I powąchać. Nie zapominajmy o możliwości powąchania.

Opowiem Wam dziś o jednym z ciekawszych zapachów Yas Perfumes - Al Hareem. Wkrótce natomiast mam nadzieję opisać dla Was moje ulubione perfumy tej marki. Wiecie, że lubię stopniować napięcie. :)


Męska stałość


Al Hareem to perfumy kontemplacyjne. Urzekające spokojem. Zapach spokojny jak niebo, gładki jak marmur, cichy jak kwiat.

Nazwa jest myląca. W naszej kulturze harem nie kojarzy się szczególnie dobrze. Abstrahując od kwestii związanych z równością płci i wolnością jednostki - najlepszym, z czym może się Europejczykowi kojarzyć to pojęcie są zmysłowe rozkosze. Tymczasem w kulturze orientu (nie tylko krajów arabskich, ale też Chin) harem to... dom. Najbardziej intymna, osobista część świata.

środa, 28 stycznia 2015

Seks w wielkim perfumiarstwie - Rausch JF Schwarzlose


Rausch to pierwsza kompozycja Schwarzlose, która nie kłania się przeszłości, nie nawiązuje do dawnych kreacji marki. Rausch sięga w przyszłość i, powiadam Wam, jeśli wizja ta spełni się choć częściowo - apokalipsa jest blisko!


Odrodzenie Sodomy


Rausch to zapach mroczny, gorący, lepki, nieczysty. Spocony, gnany żądzą, niecierpliwy. Pełzający po ciele. Dyszący w kark.

Swąd pychy, chciwości, nieczystości i nieumiarkowania. Zapach orgii pod gwiazdami walącymi się na Sodomę.

wtorek, 27 stycznia 2015

Pachnąca morzem ektoplazma czyli Duch Czasu - Zeitgeist JF Schwarzlose


Zeitgeist do duch czasów. Z punktu widzenia filozofii pojęcie to oznacza nie tylko klimat epoki, lecz także ideę przewodnią, w nie niektórych ujęciach metaforyczną linię czasu. I ta ostatnia interpretacja najlepiej chyba pasuje do kompozycji, o której dziś opowiem.


Duch Czasu Schwarzlose opowiada o tym, że życie wyszło z wody. I, być może, do wody wróci. O ewolucji, która wystrychnęła nas na dudka wyprowadzając z oceanu na krótką ledwie chwilę. O tym, że zaleją nas masy wody z roztopionych lodowców i o tym, że wrócimy do domu. W katatoniczną ciszę dwuwodorku tlenu.


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Romeo, ach czemuż ty jesteś labdanum? - Trance JF Schwarzlose


Róża z oudem to złożenie klasyczne. Tak klasyczne, że (powiedzmy to uczciwie) mało komu burzy krew perspektywa testów różanego oudu. Mnie też nie burzyła. A jednak nie jestem rozczarowana. Bo co prawda, oudu w Trance nie znalazłam, ale za to labdanum, które wepchnęło się na oudową pozycję w tym klasycznym romansie bardzo dobrze poradziło sobie z różaną primadonną..


Ci, którzy kochają, sami sobie kształtują sny*

Pierwszy wdech, pierwszy kontakt z zapachem, jeszcze zanim ulotni się spirytus, zanim zbliżę nos do skóry... Wpadam w sidła. I tym razem to nie drzewne składniki magicznej mikstury odpowiadają za czar. To róża.


Róża aksamitna i łagodna. Słodka jak sen. Jak miękkość w ciele tuż przed przebudzeniem. Różowa jak różowość zamkniętych powiek kiedy patrzymy w słońce. Róża miodowa. Puchata jak skórka brzoskwini. Rozkosznie niewinna.

Tak... Zaczyna się niewinnie.

niedziela, 25 stycznia 2015

O ósmej tam gdzie zawsze - Treffpunkt 8 Uhr JF Schwarzlose


Wiecie, jak to jest kiedy umawiamy się z kimś, kogo znamy "od zawsze"?
- O ósmej. Tam, gdzie zawsze.
I tak w sumie można by przetłumaczyć nazwę tych perfum. Treffpunkt to punkt spotkań. Ósma, to ósma. Dobra pora na dobre perfumy.


Hello vetiver my old friend



Spotkanie o ósmej zaczyna się... koleżeńsko. Wytrawny akord w całości nieomal "ustawiony" przez imbir i nuty przyprawowe. Ziele angielskie, laur i, pojawiająca się jak wspomnienie - eteryczna szałwia. To nie jest szczególnie ciepła relacja, a ja tak czekałam na pikantny romans z mango.

sobota, 24 stycznia 2015

J.F. Schwarzlose - bynajmniej nie lipny zapach lipy


Dzień dobry.
Przedstawię Wam dziś markę, której na Sabbath of Senses jeszcze nie było. A zasługuje na to, by być.

Berlińska firma J.F. Schwarzlose tradycję ma długą - sięgającą połowy XIX wieku, jednak na rynek perfumiarski wróciła dopiero w wieku XXI. Wróciła cicho i bez fajerwerków, jak to marki prawdziwie niszowe mają w zwyczaju. Budżet idzie na perfumy, nie na reklamę.

Tymczasem tu odrobina rozgłosu się przyda, bo wśród pięciu debiutujących w 2012 roku kompozycji Schwarzlose nie ma słabego zapachu. Po prostu nie ma. Dodatkowo od pewnego czasu marka dostępna jest na Polskim rynku, a mająca ją w ofercie Perfumeria Ambrozja oferuje także porządne, spore próbki z atomizerem. No nie godzi się nie napisać o Schwarzlose. :)



1A-33

Na pierwszy ogień pójdzie kompozycja sentymentalna, której tajemniczą nazwę rozszyfrują jedynie miłośnicy motoryzacji. Kod 1A-33 nawiązuje do sposobu, w jaki tworzono oznaczenia na samochodowych tablicach rejestracyjnych w pierwszych dekadach XX wieku. W czasach, w których w Niemczech budowano dużo dróg i mało samochodów, a w Stanach zjednoczonych odwrotnie.

1A-33 to kompozycja opisywana jako oddech berlińskim powietrzem. I lipa.

czwartek, 22 stycznia 2015

Jak pachnie zwyczajne szczęście? Ombre Indigo Olfactive Studio


Wiem, nie jestem ostatnio szczególnie dramatyczna, ale trudno jest wypruwać z siebie trzewia w zachwycie, kiedy ma się głowę wpakowaną w siatkę i wygląda się jak egzotyczny (choć niezbyt ładny) owoc na sklepowej półce. Dziś znów nie będę dramatyczna. Nie będę też poprawna. :)

Olfactive Studio to marka łącząca dwie sztuki. Sztukę perfumiarską (to oczywiste na tym blogu) i fotograficzną. Ich zapachy inspirowane są fotografiami. Tak - dokładnie w tej kolejności. Najpierw powstaje zdjęcie, a później dopiero perfumiarzowi zleca się skomponowanie zapachu oddającego nastrój i charakter zdjęcia. Pomysł sam w sobie urokliwy, bo przecież perfumy nierzadko malują nam w głowach obrazy, co (przy okazji pozwolę sobie na odrobinę prywaty, ale uzasadnionej) przepięknie wykorzystuje moja osobista przyjaciółka i zarazem doskonała malarka - Justyna Neyman - twórczyni kierunku w malarstwie zwanego duftartem. Szczerze polecam galerię na stronie neyman.pl i już, już wracam do meritum.

Oto zdjęcie, które stało się inspiracją dla Ombre Indigo:


środa, 21 stycznia 2015

Ekskluzywna skóra z Dubaju - Cuir 28 Le Labo

Kochani moi, jeśli czytacie to zagajenie, to znaczy, że wciąż tu ze mną jesteście. Dziękuję za cierpliwość. I wszystkie cudowne wiadomości, które od Was dostałam na maila. Odpiszę na każdą, obiecuję. Pamiętam także o obiecanych Wam jakiś czas temu na Facebooku i Instagramie próbkach. Wyślę wszystkie. Jak tylko wyjdę z domu. Przepraszam za opóźnienia, ale (teraz już mogę się przyznać) przed zabiegiem nie ogarniałam do końca siebie ani świata. Teraz też nie ogarniam, ale szykuję łopatę do odkopania się z zaległości.
Krótko donoszę, że operacja chyba się udała. Nie wiem jeszcze do końca, ale żyję i to się raczej w najbliższych miesiącach nie zmieni.

Na początek proponuję dwie zaległe, ubiegłoroczne skórki - obie zapowiadane w podsumowaniu roku. Pierwsza skórka nie jest szczególnie tajemnicza (nazywa się Skóra 28), ani zaskakująca (pachnie skórą). Druga będzie mniej oczywista. Obie warte wyprawki. :)


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Najlepsze perfumy roku 2014


Rok 2014 był to dziwny rok... parafrazując klasyka. Dla Sabbath of Senses jeden z gorszych i lepszych zarazem.


Lepszy warsztatowo - w 2014 roku spotkania warsztatowe, wykłady i szkolenia osiągnęły natężenie, które zmusiło mnie do częściowej rezygnacji z pracy zawodowej, którą uwielbiam, ale nie tak, jak perfumy. :) Coraz częściej organizatorami prowadzonych przeze mnie spotkań są instytucje kultury - i poczytuję to sobie za wielki sukces, bo całe moje pisanie o perfumach napędzane jest przekonaniem, że perfumy to sztuka. I zgodnie z tą dewizą wybieram dzieła, o których opowiadam.
Gorzej, niż z warsztatami szło mi z pisaniem. Częściowo z powodów zdrowotnych. I dlatego teraz właśnie zamieszczam tę notkę. Jestem przed poważnym zabiegiem operacyjnym, po którym albo nastąpi renesans bloga (będę na miesiąc przykuta do łóżka i będę miała mnóstwo czasu na pisanie) albo... Nie nie. Bez albo. Będzie dobrze. :)

Krótkie podsumowanie mijającego roku to już tradycja na Sabbath of Senses. W tym roku także nie mogło go zabraknąć. Jak zawsze, skupię się na zapachach pięknych i wartych uwagi. Bo piszę po to, by dzielić się pasją, a nie po to, by zniechęcać. Miłej lektury. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...