niedziela, 14 czerwca 2015

Tworzę, żeby być kochanym - wywiad z perfumiarzem Francisem Kurkdjianem



Wywiad z Francisem Kurkdjanem to marzenie każdego chyba dziennikarza piszącego o perfumach. Moje też. Dzięki zaproszeniu Perfumerii Quality Missala udało mi się je spełnić. :)
Wprowadzeniem do tej rozmowy było spotkanie prasowe, które relacjonowałam dla Was tutaj: KLIK. Dziś już bez wstępów zapraszam do lektury.




Sabbath of Senses
: Witaj Francis. Jestem szczęśliwa, że mam okazję zadać Ci kilka pytań. Pozwolisz, że zacznę nietypowo. To, że jesteś perfumiarzem wiadome jest powszechnie. Ja jednak chcę zapytać o to, kim jesteś - poza byciem perfumiarzem. Kim się czujesz?


O sobie

Francis Kurkdjian: Myślę, że jestem w swoim czasie. Jestem tu, gdzie powinienem być. Tym, kim mogę być. Staram się służyć swojej dziedzinie, swojemu rzemiosłu najlepiej, jak potrafię. Staram się współtworzyć współczesne perfumiarstwo - to, czym jest perfumiarz w roku 2015, w XXI wieku. A kim ja jestem? Jestem związany że swoją epoką, z czasami, w których żyję. Codziennie czytam wiadomości, staram się pozostać osadzony w kontekście, w świecie. Bardzo ważne jest dla mnie to, żeby wiedzieć, co się dzieje na świecie, jacy są ludzie. Bo perfumy to odbicie czasów. i... I voila!

SoS: Powiedziałeś, że czujesz się związany z epoką, w której żyjesz. Powiedziałeś mi jednak również wcześniej, że interesuje Cię historia.

FK: Bardzo!

SoS: Zajmowałeś się odtwarzaniem historycznych zapachów, swoje ostatnie różane perfumy "zadedykowałeś" historycznej postaci. Czy wobec tego tworzysz swoje kompozycje tak, by podkreślały tę więź przeszłości i teraźniejszości?

FK: Nie. (śmiech)

SoS: Nie? No to jak to jest z tą historią?

FK: Historia jest ważna. Pozwala zrozumieć kim jesteśmy i skąd pochodzimy. I to jest ważne. Kiedy zacząłem uczyć się perfumiarstwa, zacząłem też zgłębiać historię tej dziedziny. I dotarło do mnie, że istota rzeczy, znaczenie perfum w ludzkim życiu nie zmieniło się przez wieki. Zmienił się sposób, w jaki robimy perfumy, technologia. Ale nie perfumy. Nie to, czym w istocie są.
Czym w istocie są kosmetyki? Produkty nazywane "urodowymi"?
Ich zadaniem jest sprawiać, że wyglądamy piękniej. I odwlekać starzenie, prawda? Tak było za czasów Kleopatry, za czasów Marii Antoniny i tak samo jest teraz. I dotyczy to każdej kobiety, która używając kosmetyków chce sprawić, że będzie wyglądała lepiej. I młodo. Sposoby, jakich używamy, by to osiągnąć różnią się od tych, jakich używano setki, czy tysiące lat temu. Ale zasada jest taka sama. Cel jest ten sam. I dokładnie tak jest z perfumami.
Kiedy pracowałam nad A la rose będącymi symbolem kobiecości miałem świadomość, że róża jest i była takim symbolem niezmiennie od wieków. Wielu artystów używało róży jako symbolu: pisarze, poeci, malarze. To jest pewna stała. Ikona. I skoro róża jest ikoną dla nas, jest też ikoną dla perfumiarstwa. Zmienia się sposób, w jaki na nią patrzymy. Perspektywa. Ja patrzę na różę z nowoczesnej perspektywy.
Znajomość historii pozwala mi tworzyć przyszłość. Ale moja kolekcja perfum to nie są jakieś stare zapachy. To hołd dla tradycji rozumianej jako dążenie do doskonałości. W marketingu zapachów często pojawia się informacja, że zostały one stworzone metodami tradycyjnymi, czy wręcz na przykład "w tradycji dawnego perfumiarstwa francuskiego". Co to znaczy? To nic nie znaczy!
Luksus to jakość, dbałość o detale, rzemieślnicza praca, spójność. Tak, spójność też, bo luksusowy produkt nie istnieje w próżni. Musi współgrać z potrzebami ludzi, którzy będą go używać.


O perfumeryjnej niszy

SoS: Wspomniałeś, że Maison Francis Kurkdjian nie jest marką niszową. Wspomniałeś, ale nie wyjaśniłeś dlaczego. A ja chciałabym zadać to pytanie: dlaczego Maison Francis Kurkdjian nie jest marką niszową?

FK: Dlaczego nie jest niszowa? Pojęcie niszy miało znaczenie dwadzieścia czy trzydzieści lat temu kiedy rynek był zupełnie inny. Wtedy marki niszowe były alternatywą nie tylko na poziomie kreacji i kreatywności, ale też jakościową. Czym teraz jest nisza? Marki niszowe różnią się między sobą bardzo mocno. Mamy niszę jakościową - marki oferujące produkt unikalny i wysokiej jakości, mamy też niszę popularną. Czemu Maison Francis Kurkdjian nie jest marką niszową? Jesteśmy niewielką firmą. Ale to nie znaczy, że chcemy być niewielką firmą. Nie znaczy to, że zamierzamy zostać niewielką firmą na zawsze. Kiedy Guerlain zaczynał, kiedy na początku XIX wieku otwierał pierwszą perfumerię - też był niewielką firmą. A teraz jest wielką, luksusową marką. Ja jestem Guarlainem XXI wieku. Taką mam wizję rozwoju.
Popatrz... kiedyś byliśmy małymi dziećmi. Ale dorośliśmy. Moja firma była kiedyś maluteńka. Powstała z prywatnych środków. Z moich prywatnych pieniędzy. Bez wsparcia korporacyjnego. Nie należę do Estee Lauder, ani do L'Oreal ani do nikogo innego. Nie miałem początkowo środków na wielkie inwestycje, zaczynaliśmy więc w trzy osoby; a teraz jest nas szesnaścioro. Zaczynałem z jednym sklepem w Paryżu, teraz mam ich pięć i w końcu miesiąca otwieram kolejny. Ale nie chodzi o to, żeby rozrastać się kosztem jakości. Rozumiesz?

SoS: Rozumiem. W jednym z wywiadów wspomniałeś, że powodem, dla którego nieszczególnie lubisz pracować dla dużych marek jest nie tylko to, że jako wykonawca zlecania nie masz kontaktu z kreatorem, mózgiem przedsięwzięcia, ale także to, że przez taki tryb pracy nie masz wpływu na to, jaki ma być zlecony zapach.

FK: Tak. To prawda.

SoS: Czy to właśnie skłoniło Cię do stworzenia własnej marki? Czy są jeszcze inne powody?

FK: To jeden z powodów. Obecnie współpracuję blisko z dwoma kreatorami. Z Christopherem Baileyem z Burberry i z Elie Saabem, z którym pracuję już pięć lat, bardzo blisko. I to jest wyjątkowa współpraca. Jednak nawet biorąc pod uwagę owocną i satysfakcjonującą współpracę z innymi markami, wciąż miałem w głowie pomysły, które zrealizować mogłem tylko ja sam. Na przykład pachnące bańki mydlane, produkty do prania czy w końcu aromatyzowana skóra - to są rzeczy, których nie mogłem robić pracując dla kogoś. Nie pracując w dużej korporacji. Własna firma pozwala mi tworzyć rzeczy, za które jestem w pełni odpowiedzialny. To nie znaczy, że nie lubię pracować dla innych marek. Ale to inny rodzaj pracy.


O muzyce

SoS: Twój związek ze sztuką rozpoczął się od baletu i muzyki.

FK: Tak. W tym samym czasie. Balet i fortepian.

SoS: W związku z tym nie mogę nie zadać pytania o "Pawanę na śmierć infantki" stanowiącą tło muzyczne dla Twojej strony internetowej. Czy to Twoje wykonanie?

FK: Nie. To bardzo trudny do zagrania utwór.

SoS: Wiem, że jest trudny. Dlatego o to pytam.

FK: Utwór na stronie grany jest przez jedną z sióstr Labeque. Znasz siostry Labeque?

SoS: Tak, nagrywały z Itzhakiem Perlmanem.

FK: Dokładnie te. Zrobiły mi prezent w postaci wykonania tego utworu. Został on potem zremasterowany przez Davida Sharmana. To dla mnie bardzo ważny utwór. Widzę związek pomiędzy jego strukturą a strukturą perfum. Ten motyw, który zmienia się, a jednak pozostaje taki sam. Z perfumami jest tak samo: wszyscy mamy do dyspozycji te same nuty, te same składniki. Dzięki własnej wrażliwości możemy z tych nut stworzyć coś wyjątkowego. Dobrym przykładem będzie tu fortepian. Masz te same nuty dla każdego kompozytora. Tyle samo klawiszy, tyle samo dźwięków. A jednak każdy kompozytor składa te nuty w inny sposób tworząc coś nowego.

SoS: Mówiłeś, że lubisz Chopina.

FK: Bardzo lubię.

SoS: Poza klasyką, jakiej muzyki słuchasz?

FK: Przeróżnej. Od innej klasyki począwszy, po muzykę zupełnie nowoczesną jak Pharrell Williams czy modna ostatnio we Francji Christine And The Queens. Mam też przyjaciół, którzy grają i właśnie podpisali duży kontrakt - mogę więc wyjść z nimi do klubu i posłuchać jak grają. Mam bardzo urozmaicone gusta. Muzyczne też. (śmiech)



O postrzeganiu zapachów

SoS: Urozmaicony jest też sposób, w jaki postrzegasz świat. Opisując rzeczywistość mówisz nie tylko o kolorach i zapachach, ale też świetle, fakturach, materiałach, bryłach. czy te wszystkie doznania zmysłowe łączą się ze sobą? Czy łączą się z zapachem?

FK: Dla mnie świat nie jest doznaniem zapachowym. Nie jest zapachem. Zapachy są moim sposobem mówienia. (chwila ciszy)

SoS: Tak?

FK: Zapachy są moim sposobem wyrażania tego, co czuję. Dlatego tak bardzo lubię instalacje artystyczne. Pozwalają mi mówić do wszystkich. W różny sposób. Bo przecież nie wszyscy noszą perfumy. Nie wszyscy chodzą do luksusowych perfumerii żeby nabyć drogie perfumy. Niektórzy ludzie w ogóle nie używają perfum. Nigdy. Kiedy tworzę instalację zapachową dotykam ludzi w inny sposób. Inną drogą. Trafiam do ogromnej publiczności. Także do ludzi, którzy nigdy nie weszli w świat perfum. Staram się przekładać swoje emocje na język zapachu. Ale świat jako miejsce nie jest dla mnie tak "pachnący", jak wszyscy myślą.

SoS: Wspominałeś też, nie sam nie używasz perfum.

FK: Nie używam. Nie noszę. Już. Nosiłem, zanim zacząłem je robić. Nosiłem, bo sprawiało mi to przyjemność. Od kiedy tworzenie perfum stało się moją pracą, przestałem ich używać dla przyjemności. Już mi się nie chce.
Mam przyjaciela, który jest śpiewakiem operowym. I on nie chodzi do opery w czasie wolnym. Bo to jest jego praca. Kiedy nie jest w pracy, słucha normalnej muzyki. Czemu miałby w czasie wolnym siedzieć w pracy?
Dla mnie dzień bez perfum jest jak urlop. Wakacje. Nie noszenie perfum to mój sposób na to, żeby mieć wolne od pracy. 

SoS: Od początku tak było? Czy w którymś momencie po prostu podjąłeś taką decyzję?

FK: To stało się samo. Kiedyś używałem perfum normalnie. Ale w sytuacji kiedy nie możesz używać perfum do pracy nie bardzo da się używać perfum na co dzień. Kiedy chodzisz do szkoły perfumiarskiej nie możesz używać perfum, bo mieszają się one z Twoją laboratoryjną robotą. Przestałem więc używać perfum do szkoły. Miałem wtedy ok. 21 lat.
Kiedy spędza się całe dnie wśród zapachów, jest się nimi po prostu zmęczonym i nie ma ochoty na kolejne zapachy po pracy. I tak powoli, niepostrzeżenie przestałem zupełnie używać perfum. To nie było tak, że obudziłem się pewnego dnia z postanowieniem, że od dziś nie będę się perfumował. Myślę, że trwało to ze dwa lata zanim zorientowałam się, że właściwie nie używam perfum.


O gustach

SoS: Jako człowiek zajmujący się zapachami, rozpoznający je możesz... (mina Francisa skłoniła mnie do poszukiwania innego szyku zdania) mógłbyś wyróżniać zapachy, które szczególnie lubisz. takie, w których otoczeniu lubisz się budzić albo po prostu dobrze czujesz?

FK: Nie. Nie mam takich żadnych ulubionych zapachów. To w ogóle u mnie tak nie działa. Lubię te nuty, których potrzebuję. Rozumiesz?

SoS: Chyba tak.

FK: Dziś kocham jaśmin, bo potrzebuję go do aktualnej kompozycji. Jutro nie kocham jaśminu, bo jest mi już niepotrzebny. Jutro będę kochał różę. O ile będzie mi potrzebna.
Czysta esencja to narzędzie. Popatrz... Ty piszesz, prawda? Pytanie perfumiarza o ulubiony zapach jest jak pytanie Ciebie o to, jakich słów lubisz używać pisząc. To nie ma sensu. Używasz takich słów, jakich potrzebujesz, żeby napisać swój kawałek.

SoS: Dziękuję. To było niezwykłe.
Skoro nie masz ulubionych nut, to może masz perfumy, z którymi czujesz się szczególnie związany? Masz sentyment do jakichś swoich kreacji?

FK: Nie mam. Kiedy pracuję nad zapachem, nigdy nie jestem zadowolony do końca. Zawsze mam poczucie niedosytu. Potrzebę poprawiania. I mam ją także w przypadku rzeczy, które już poszły w świat. Dlatego uznałem, że jeśli coś skończyłem, zamknąłem oddałem, poszło do fabryki i weszło na rynek... to to jest koniec. Zamknięty rozdział. Przewracam kartkę w książce i interesuje mnie tylko to, co jest na następnej.


O reformulacjach i edycjach limitowanych

SoS: I nie zdarzyło Ci się nigdy wrócić na poprzednią kartkę. Ulec pokusie poprawienia czegoś, co już "poszło w świat"?

FK: Zdarzyło mi się. W obrębie marki Maison Francis Kurkdjian. Dwie kompozycje już zmieniłem. Damskie APOM i Lumiere Noire. Zmieniłem formuły. Troszkę.

SoS: Troszkę?

FK: Troszeczkę. Jedną nutkę. Lumiere Noire było dla mnie zbyt przyprawowe, zmniejszyłam więc troszkę ilość przypraw, żeby róża ładniej wyszła. W ten sposób zapach jest bardziej zrównoważony. A w APOM zrównoważyłem akord ylang - ylang i kwiatu pomarańczy. Wcześniej był zbyt mocny i nie wtapiał się w zapach. Dodałem więc nieco mandarynki dla poprawienia balansu. Tak, zrobiłem to. Zmieniłem dwie formuły. I faktycznie, zdarzyło się, że ludzie narzekali na zmianę zapachu. Ale wytłumaczyłem im, że w ten sposób osiągnąłem perfekcję.
Na podobnej zasadzie malarz może poprawiać swój obraz. Usunąć z niego rękę albo książkę, albo coś domalować. To się zdarza. Kiedy ogląda się prześwietlone obrazy nierzadko okazuje się, że obraz ma wiele warstw nakładanych jedna na drugą przez autora dlatego właśnie, że nie był zadowolony z poprzednich wersji. Jeśli wolno to robić malarzom, czemu nie perfumiarzom?

SoS: Mówiłeś jednak, że koncepcja edycji limitowanych, pomysł wypuszczania ograniczonej ilości egzemplarzy danych perfum Ci się nie podoba.

FK: No nie podoba mi się.

SoS: Dlaczego?

FK: Czemu wypuszczać coś, do czego ludzie się przyzwyczają, nawet przywiążą, a potem im to odbierać? Perfumy to nie są dzieła sztuki tworzone w limitowanej ilości egzemplarzy, ale istniejące na wieki. Jeśli założymy, że istnieje tylko dziesięć egzemplarzy tej rzeźby (wskazuje na szklany bibelot na toaletce), to ja to rozumiem. One się nie rozpadną. Nie znikną. Będą istniały na wieki.

SoS: I można się nimi cieszyć do końca życia.

FK: Dokładnie do końca. I dlatego perfumy nie są dziełami sztuki. Perfumy się starzeją. I w końcu dochodzimy do momentu, kiedy nie można ich nosić, ani nawet wąchać. Limitowane edycje działają na zasadzie - sprzedamy 1 000 flakonów, ludzie je pokochają, a potem co? Zabierzemy im tę miłość? To nie ma sensu.

SoS: Ludzie zwykle tego nie lubią.

FK: Nie widzę sensu w tworzeniu perfum w niewielkiej ilości egzemplarzy. Nie widzę sensu w dawaniu ludziom perfum raz i mówieniu: to wszystko, dziękujemy.

SoS: A co z ludźmi, którzy przywiązali się do Twojego APOM i w kolejnej zakupionej butelce dostaną ten sam zapach, tylko troszkę inny?

FK: Ale to nie jest zmiana z czarnego na białe. To tylko drobna korekta. Drobna zmiana aranżacji. Jak gdybym wziął te same rzeczy i troszkę je poprzesuwał. <tu następuje przestawianie szklanek na tacy - dzbanek i taca zostaje w tym samym miejscu> To nie zmienia scenerii ani opowieści. Zmieniona zostaje tylko forma. Troszkę. I ja tłumaczę, ze to była właściwa forma. Że tak właśnie powinno to być zrobione.


Perfumy nie są sztuką

SoS: Dobrze, rozumiem. Wrócę jednak do tego, co powiedziałeś chwilę wcześniej. Powiedziałeś "dlatego perfumy nie są dziełami sztuki".

FK: Tak powiedziałem.

SoS: Czym więc są?

FK: Myślę, że to jest tak samo, jak z wielkim krawiectwem, modą. Yves Saint Laurent powiedział kiedyś, że moda nie jest sztuką, ale trzeba mieć wrażliwość artysty by ją tworzyć. I z perfumami jest tak samo. Perfumy są zależne od czasu. Od czasów. Nie możesz wypuścić perfum, które są zbyt awangardowe, bo nikt ich nie kupi. Ludzie ich nie zrozumieją. Ale jeśli poczekasz 20 lat te same perfumy wcale nie okażą się odkryciem i nie staną się modne, bo będą zepsute i nie będą nadawały się do noszenia. To nie jest tak, jak z muzyką, że możesz znaleźć w archiwum zaginiony utwór sprzed lat, zagrać go i się zachwycić. Jeśli stworzysz perfumy zbyt awangardowe, to nawet jeśli schowasz flakony na dwadzieścia lat, w momencie odnalezienia nie będą one odkryciem. Będą po prostu zepsute. Perfumy to sztuka chwili. Nie sztuka tak po prostu.

SoS: Wiesz, że to kontrowersyjna teza?

FK: Wiem. Ale jeśli mam być zupełnie szczery, nie rozumiem, po co w ogóle stawiać takie pytania. Bo w gruncie rzeczy, kogo to obchodzi? Czy chodzi o to, żeby być nazywanym artystą? Mnie nie zależy. Jestem perfumiarzem. I już. Nie mam ambicji "zostania artystą" i nie obchodzi mnie, czy będę tak nazywany, czy nie będę. Tworzę tak jak czuję i jak chcę. Roztrząsanie, czy to sztuka, czy nie sztuka to dla mnie pusta debata. Debata, która w ogóle nie powinna mieć miejsca, bo nie ma sensu mierzenie siebie i swojej pracy taką miarą.



O podobaniu się

SoS: Co więc jest miarą? Czy ważne jest dla Ciebie to, żeby Twoje dzieła się podobały?

FK: Oczywiście, że tak! Po co ludzie tworzą? Tworzą, żeby być kochanymi. Spójrzmy na historię sztuki - artysta, którego dzieła się nie podobają, nie są czytane, oglądane i słuchane, jest nieszczęśliwy. Spójrz, jak nieszczęśliwy był Van Gogh kiedy jego obrazy się nie sprzedawały. Podobnie Czajkowski.

SoS: Picasso...

FK: Picasso nie sprzedawał przez długie lata! I był smutny i biedny. To, że dzieła się sprzedają oznacza, że artysta jest rozumiany. Jeśli się nie sprzedają to znaczy, że nikt go nie rozumie, nie akceptuje. To straszne. Kiedy ludziom nie podoba się moja praca - jestem smutny. I odwrotnie - kiedy im się podoba jestem dumny, szczęśliwy i wdzięczny. Przecież po to to robię. Żeby się podobało. Żeby być kochanym.

SoS: Czy zmieniłbyś formułę zapachu tak, żeby perfumy podobały się ludziom?

FK: Tak. Oczywiście! Perfumy z natury wymagają kompromisów. Łatwo jest stworzyć coś unikalnego, innego, dziwnego. Bardzo łatwo. Ale perfum nie tworzy się po to, żeby stały w muzeum. Perfumy powinny być noszone na skórze. Tam jest ich miejsce. Im lepiej trafię w gust ludzi, tym częściej moje perfumy będą noszone.
Trochę inaczej jest z zapachami na zamówienie. Tymi, które nazywam zapachami na miarę. Ich zadaniem jest zadowolić jedną osobę, bez względu na to, co myślą o nich inni ludzie. Niektórych z tworzonych przeze mnie na zamówienie perfum nie sprzedałbym ani sztuki, gdybym je teraz wypuścił na rynek. Dlatego, że są zbyt wyjątkowe, za bardzo poza trendami, w pewnym sensie zbyt dziwaczne. I nikt by ich nie kupił. Jeśli natomiast wypuszczasz perfumy na światowy rynek, musisz się upewnić, że spodobają się wszystkim.  Dla mnie bycie kochanym jest częścią mojej pracy. I moją pracą jest tworzenie zapachów, które będą uwodziły ludzi.

SoS: Pisałam kiedyś, że perfumy nie noszone nie istnieją. Są jak muzyka, której nikt nigdy nie zagrał.

FK: Perfumy muszą być noszone. Podobnie jest z ubraniami. Sztuka odzieży na wieszaku jest tylko sztuką odzieży na wieszaku. Ubrania nabierają życia i znaczenia dlatego, że ktoś je nosi.

SoS: Zbliżamy się do końca naszego czasu, mam więc pytanie szczególne. Udzieliłeś wielu wywiadów i wszystkie one były wyjątkowo. Mam nadzieję, że i ten taki będzie...

FK: Jestem z niego bardzo zadowolony.

SoS; Dziękuję. Czy istnieje jednak jakieś pytanie, którego nie zadałam ani ja, ani nikt inny, a na które chciałbyś mieć możliwość odpowiedzieć. Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć, ale o co nikt nie zapytał?

FK: Nie. Ja nie działam w ten sposób.

SoS: Ok, dziękuję, przyjmuję do wiadomości. Ale ponieważ daje to nam jeszcze chwilę, pójdę w trochę inną stronę. Jaką masz radę dla ludzi noszących, lubiących perfumy?


Dobra rada

FK: Próbujcie. (śmiech) I nie słuchajcie marketingowców. Zapach musi mówić za siebie. Sam. Bez tłumaczeń, wyjaśnień i całej tej otoczki wyjaśniającej skąd, co i po co. Staram się, żeby moje perfumy mówiły za siebie. Tak, żebym nie musiał niczego tłumaczyć. Nie znoszę wyjaśniać, co miałem na myśli. Tak samo jest w przypadku dzieł sztuki: dzieło sztuki musi być wystarczająco mocne i wyraziste, żeby przemawiać własnym głosem.
Kiedy bierzesz do ręki flakon perfum, nie powinien on wymagać wyjaśnień. Perfumy nie potrzebują dowodów na to, że są ładne. Dlatego jest mi tak trudno mówić o własnej marce - bo w Maison Francis Kurkdjian to ja decyduję o wszystkim. I dla mnie wszystko to jest normalne i spójne.

SoS: Takie, jak być powinno.

FK: Takie, jak być powinno. I nie muszę niczego uzasadniać. Ani nazwy, ani visuali, ani koloru, ani zapachu, ani tego, jaki będzie ostateczny efekt. Nawet teksty sam piszę. Dlaczego więc miałbym tłumaczyć się przed sobą samym z rzeczy, które przecież są dla mnie samego oczywiste? Tak oczywiste, że często nie znajduję właściwych słów, by wyjaśnić je komuś innemu. Kiedy więc ludzie oczekują ode mnie wyjaśnień mówię po prostu: próbujcie. Doświadczajcie. I starajcie się być otwartymi. To ważne. Kiedy idziesz do muzeum albo na wystawę, powinieneś być nie tylko otwarty, ale i tolerancyjny. Sztuka uczy tolerancji. Tolerancja jest ważną kwestią w moim życiu. Ludzie zapominają o tolerancji. zapominają o tym, że jesteśmy różni, ale żyjemy razem. I moim zdaniem perfumy mogą nas tego uczyć.

SoS: Dziękuję bardzo.

FK: To już? Jeszcze jedno pytanie <tu zwraca się do zaglądającej do pokoju Asi Missali> Jeszcze jedno. Możemy jeszcze jedno?

SoS: Dzięki. Mówiłeś, że zaczynaliście jako bardzo mała firma i że chciałbyś, żeby Maison Francis Kurkdjian stała się marką wielką jak Guerlain. Jakie masz inne marzenia?

FK: To nie jest marzenie. To plan. Marzenia trzeba spełniać. Bo jeśli chcesz mieć kolejne marzenia, potrzebujesz na nie miejsca w głowie. Nie marzę więc, tylko pracuję nad tym. Nie wiem, czy kiedy będę umierał moje dzieło będzie wystarczająco wielkie. Nie wiem, czy będę jak Guerlain. Ale taki jest plan. I wraz a moim partnerem biznesowym i zespołem ciężko pracujemy nad tym, żeby było. Żeby marzenie się spełniło.



O przyjemnościach

SoS: A co z pozostałymi marzeniami, planami, rzeczami, które chcesz lub chciałbyś robić. Wspominałeś o tym, że Twój nos jest ubezpieczony i wielu rzeczy, które lubisz robić tak właściwie Ci nie wolno.

FK: No nie. Tak naprawdę robię je. Tylko muszę być super ostrożny. I wybierać odpowiednie otoczenie. Nie wolno mi jeździć na rowerze ani na przednim siedzeniu samochodu w wielkich miastach. Ale podczas wakacji, w niewielkich miasteczkach i na wsi robię to. Tylko jestem bardzo ostrożny.

SoS: Co jeszcze robisz? Dla przyjemności.

FK: Dla przyjemności? Robię wiele rzeczy. Nurkuję. Skaczę ze spadochronem. Uwielbiam gotować. Uwielbiam! Llubię zapraszać przyjaciół na obiady. W ogóle staram się mieć normalne życie. Na tyle normalne, na ile tylko to możliwe. Praca jest w moim życiu bardzo ważna. I myślę o niej i żyję nią. Na przykład wczoraj obudziłem się o czwartej nad ranem z pomysłem. Mam teraz terminowe, pilne zlecenie. Zacząłem planować zapach jakiś czas temu i w tej chwili mój umysł jest już tak obsesyjnie nastawiony na tworzenie, że musiałem wstać o tej czwartej i zacząć spisywać formułę. Poszedłem więc o czwartej nad ranem do laboratorium pracować. Nie czuję się komfortowo pracując w domu.
W szerszej perspektywie jednak moja praca wygląda tak, że najpierw dużo myślę. Im więcej myślę, tym krócej pracuję. Jak Picasso. Nagrano kiedyś proces jego pracy nad obrazem. Po obejrzeniu nagrania jeden z krytyków powiedział - Bardzo niewiele czasu zabrało panu namalowanie tego obrazu. Picasso odpowiedział - Zabrało mi sześćdziesiąt lat. I teraz, kiedy ludzie pytają mnie, ile czasu potrzebuję na to, żeby złożyć zapach albo zadają inne głupie pytania w stylu "czy formuła jest długa" i inne głupoty... nie uwierzysz, o jakie głupoty ludzie pytają... Kiedy więc pytają o to, ile czasu zajęło mi stworzenie A la rose na przykład - odpowiadam, że zajęło mi dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat doświadczenia. Nawet jeśli zaczynam od pustej kartki, to wciąż mam dwadzieścia lat doświadczenia.
Czas jest dla mnie w tej chwili czymś innym, niż kiedyś, kiedy zaczynałem. Teraz pracuję krócej, niż kiedyś. Nie mniej - krócej. I postrzegam swoją pracę inaczej, niż kiedyś. Może głębiej. Może bardziej dojrzale. Ale dojrzale nie w tym sensie, że tracę kreatywność czy radość tworzenia. Chodzi raczej o intensywność pracy, zdolność koncentracji. Nie spieszę się już. Potrafię dać sobie czas.

SoS: Jesteś szczęśliwym człowiekiem, prawda?

FK: Tak. Chyba jestem szczęśliwym człowiekiem. Choć jak każdy, miewam chwile radości i smutku. Ale nie jestem w depresji. O właśnie. Dlatego trudno mi utożsamiać się z takim prawdziwym artystą. Bycie artystą to bardzo romantyczna wizja. Wizja rodem z XIX wieku. Tymczasem kiedy spojrzymy na życie wielkich malarzy, kompozytorów, poetów, to wszyscy oni byli... pracowici.

SoS: Oczywiście. Bycie artystą wymaga pracy, warsztatu, techniki, ćwiczeń. Nie da się być muzykiem czy baletmistrzem nie ćwicząc. Nie da się być pisarzem nie pisząc.

FK: Dokładnie! A ludzie o tym zapominają. Często mawiają, że perfumiarstwo jest jak chemia, a potem o tym zapominają. Tymczasem perfumiarstwo wymaga rygoru. Wewnętrznego i zewnętrznego. Myślą, że bycie artystą to forma szaleństwa. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Artysta jest zdyscyplinowany, pracowity, świadom tego, co robi. Czasem wielokrotnie - powtarzasz coś i powtarzasz, i powtarzasz i powtarzasz. Szkicujesz, poprawiasz, szkicujesz od nowa. Żeby zostać artystą ćwiczysz do momentu, kiedy wyuczone umiejętności staną się naturalne. Bez tego nie zostaje się artystą.

SoS: I nawet kiedy już się nim zostanie, potrzeba dyscypliny, by tworzyć.


O nauczaniu perfumiarstwa

FK: Dyscyplina to warunek numer jeden. Uczę teraz młodych perfumiarzy. I uczę ich dyscypliny. I nie jest to łatwe, bo to dorośli ludzie. Uczenie dyscypliny młodych dorosłych, którzy niekoniecznie mają nawyki i predyspozycje do tego, by ją przyswoić to trudne zadanie. Wiele energii wymaga wpojenie im, że jest ona nie tylko właściwa, ale wręcz konieczna.

SoS: Ale lubisz uczyć.

FK: Kiedy uczysz kogoś, uczysz się. Kiedy uczysz, poznajesz siebie. Bardzo wiele nauczyłem się ucząc.

SoS: Czego na przykład?

FK: Prostoty. Podstaw. Nazywania rzeczy. Żeby tłumaczyć, musisz wiedzieć. A tu dodatkowo przychodzi ci tłumaczyć dwudziestolatkom świat, którego oni zupełnie nie znają. To nie jest tak, jak z kolorami, które rodzice nazywali dla ciebie kiedy jeszcze byłeś dzieckiem. Mówili , co jest zielone, a co niebieskie. Podobnie uczysz się języka - naturalnie i od podstaw. Tymczasem zapachu nikt nas nie uczy. Jako dwudziestolatek zaczynasz więc od zera. I ja pracuję z ludźmi, którzy mają ukształtowane, dwudziestoletnie umysły - w każdej materii, poza zapachem. Musisz ich uczyć podstaw i rzeczy oczywistych. Przekazywać treści w sposób maksymalnie prosty. W podobny sposób mówiłbym do swojej siostrzenicy. Właściwie moja siostrzenica już dorasta, ale istotą mojej wypowiedzi jest to, że perfumiarstwa tak samo uczy się pięciolatka i dwudziestolatka. Bo jedni i drudzy zaczynają od podstaw. Aby nauczać musisz więc zrozumieć, czym jest prostota. Musisz też nauczyć się mówić obrazami. Tak, żeby zrozumieli. Weźmy na przykład konwalię. Konwalia to kwiat bazowy. Zapach, na którym zbudować możesz wiele innych zapachów. Dodając konkretny składnik możesz uzyskać zapach goździka czy innego kwiatu. Ale esencja konwalii nie istnieje. To syntetyk. Jak wytłumaczyć komuś, że to mieszanka składników nie mających nic wspólnego z konwalią...

SoS: ... która pachnie jak konwalia.

FK: Tak. I że jeśli zmieszasz je w odpowiednich proporcjach to te nie mające nic z konwalią wspólnego składniki staną się zapachem konwalii. Musisz znaleźć paralelę. Obrazy, którymi wyjaśnisz trudny proces w prosty sposób. I ucząc innych nauczyłem się włąsnie prostoty. Nauczyłem się odrzucać detale i przechodzić prosto do sedna.

SoS: Dziękuję. Myślę, że powinniśmy kończyć...

FK: Naprawdę? A co? Patrzą już na nas wielkimi oczami?

SoS: Teraz nie, właśnie poszli.

FK: To wrócą. Nie martw się.

SoS: Nie chcę popsuć porządku dnia.

FK: Ale ja nie mam niczego w planach. Nie martw się, wrócą.




O opisywaniu zapachów

SoS: Bardzo się cieszę, że mogłam z Tobą porozmawiać, bo mówisz rzeczy, które piszę na blogu. (śmiech) Żeby opisać zapachy używam metafor, porównań, odnoszę się do innych sztuk. Opowiadam historię i maluję obrazki, bo ludzie często nie wiedzą, jak opisywać zapachy.

FK: Nie wiedzą. Ale zazwyczaj myślą, że wiedzą. (śmiech) Większość blogerów myśli, ze wie. I potem, kiedy to czytasz... To jest straszne. I smutne. Bo zamiast myśleć, powielają schematy, posługują się kalkami, powtarzają to, co im mówiono. Współczesne perfumiarstwo jest rówieśnikiem fotografii. To młoda dyscyplina - sto lat to bardzo krótki okres dla sztuki. Kiedy rozmawiamy o malarstwie czy poezji - mówimy o wiekach doświadczeń. Tymczasem perfumiarstwo takie, jakie znamy obecnie rozpoczęło się wraz z powstaniem syntetycznych molekuł dającym perfumiarzom możliwości jakich nie mieli nigdy wcześniej. I takie perfumiarstwo jest bardzo młodą dyscypliną. Porównując perfumiarstwo do języka - sto lat temu mieliśmy koło stu słów, którymi wyrażaliśmy siebie. Emocje. Treści. Sto lat temu nie mogliśmy odtworzyć zapachu konwalii. Nie mieliśmy możliwości i składników. W miarę upływu czasu chemicy tworzą nowe nuty, nowe słowa. Nie techniki - technika tworzenia jest ta sama. Wciąż liczy się intensywność zapachu, trwałość, poziom ekspansywności, nuty i to, jak je połączyć, żeby ze sobą współgrały. Zmieniają się narzędzia. Powstają nowe narzędzia. A ponieważ mamy nowe narzędzia, możemy tworzyć nowe rzeczy. Technologia określa kreację. Skąd wziął się impresjonizm? Impresjonizm powstał w końcówce XIX wieku, a nie wcześniej. Bo dopiero pod koniec XIX wieku powstała technologia pozwalająca zamknąć kolory w małych tubkach, które można było zabrać ze sobą na zewnątrz, poza pracownię. Kiedy więc Monet szedł do ogrodu, mógł zabrać ze sobą płótno i farby. Da Vinci też inspirował się naturą. Patrzył. Godzinami przyglądał się naturze, a potem wracał do swojego atelier, w którym jego pomocnicy rozrabiali dla niego farby i mieszali kolory. Kolory, których nie widzieli, bo widział je Da Vinci. Powstanie farb w tubkach pozwoliło artystom wyjść z atelier. Wtedy sztuka zaczęła widzieć naturalne światło. Wtedy artyści mogli je namalować. Ale to zasługa technologii. I tak samo jest jest w perfumiarstwie.

SoS: Dziękuję. Teraz już naprawdę musimy kończyć.

FK: Rozumiem i dziękuję.




  • Gospodarzowi spotkania z Francisem Kurkdjianem - Perfumerii Quality Missala dziękuję za zaproszenie i zdjęcia.

33 komentarze:

  1. Dziękuję za wspaniałą lekturę! I zazdroszczę takiego spotkania;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, ja już pisałam to wczesniej - sama sobie zazdroszczę tego spotkania. Do dziś nie potrafię się wyzwolić spod uroku Francisa. To naprawdę było coś wielkiego. Taki skromny, uroczy człowiek...

      Usuń
  2. Sabb wspaniały wywiad i nie chodzi mi tylko o treść rozmowy, którą jestem oczarowana, chodzi mi o formę to jak go prowadziłaś przetłumaczyłaś i ostatecznie tutaj napisałaś jest niezwykły- wielkie dzięki ! Mam Nadzieję że się nie obrazisz ale podlinkowałam i zacytowałam fragment na Fragrantice, żeby inni tez do niego dotarli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu, bardzo mi miło, ze Ci się podobał. I dziękuję za zalinkowanie. Jestem szczęśliwa, ze mogłam ten wywiad przeprowadzić. I jasne - chętnie się nim dzielę. Przecież po to się pisze, żeby ludzie czytali! :D

      Usuń
  3. Dzięki! Przeczytałam ! Zaczarowałaś swoja opowieścią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz przeczytałam. Nie mogę się nasycić. Wielki człowiek, twórca niezwykły , a tak skromny, naturalny. Można by rzec rzemieślnik o duszy artysty. Bardzo osobista rozmowa. Poprowadzona tak, że uwolniła FK z okowów stereotypowych wywiadów. Piękne podejście do pracy. I tak typowe niezadowolenie towarzyszące wszystkim procesom tworzenia. Jestem pod wielkim wrażeniem. Człowieka jaki wygląda z tego wywiadu.

      Usuń
    2. Ja też! Zupełnie mi nie przechodzi i pewnie już nie przejdzie. :)

      Usuń
  4. ...nie spytałam Cię ... a ja już link też wstawiłam na Fragrantice, bo było pytanie o wywiad...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, balet, muzyka, facet który potrafi gotować, jego perfumy jak i potrawy z pewnoscia są niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Mężczyzna, który gotuje ma + 20 do atrakcyjności. Choć... Francis nie musi. Jest absolutnie uroczy i bez gotowania. :)

      Usuń
  6. Wspaniały wywiad, Francis ma niezwykłą osobowość, aż wstyd że znam jedynie jego Herbatkę...

    WK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd. Przecież wszystko jeszcze przed nami. Możemy poznawać do woli. Teraz będzie tym milej, że wiemy, jak miły człowiek stoi za tymi zapachami.

      Usuń
  7. Z jakim wielkim szacunkiem mówi o malarstwie i malarzach i w ogóle sztuce. A do tego naprawdę skromny, nazywa się tylko perfumiarzem, a nie artystą. Jestem pod ogromnym wrażeniem. I brawo za sposób poprowadzenia wywiadu, super się czytało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również uderzyła jego skromność. I ujęło mnie to, że on skupia się po prostu na robieniu perfum. Nie na sporach definicyjnych, nie na biciu piany. Kiedy z nim rozmawiałam miałam poczucie, ze to człowiek, który wie, co jest ważne.

      Usuń
  8. Fantastyczny, fascynujący człowiek! Miałaś rację :) Choć jest kilka drobiazgów, w temacie których mam od Niego odmienne zdanie, to jednak całościowo wszystko to, o czym mówi wydaje się niesamowicie spójne, logiczne. A często jest w swoich poglądach i spojrzeniu na pewne kwestie zaskakująco... nie umiem znaleźć na to właściwego słowa, bo czuję, że "komercyjny", czy "popularny" byłoby obelgą. W każdym razie niesamowita z Niego postać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba też mam nieco odmienne zdanie w "drobiazgach". Kilka rzeczy też chyba inaczej widzę. Ale bardzo szanuję jego opinie i to, że wyraża je tak bezpośrednio. nie wszyscy przecież musimy czuć i myśleć tak samo.
      Jeśli chodzi o określenie "komercyjny" - w pewnym sensie on jest komercyjny. Ale z takich... Ładnych powodów. I tak pięknie potrafi być "popularny" i skromny zarazem. Niezwykły człowiek. Powtarzam to po raz nie wiem który, ale wciąż jestem pod wrażeniem.

      Usuń
  9. Ten gość ociera się o ideał tego co jest mi najbliższe w podejściu do świata... mimo że jak co niektórzy wyżej mam (nawet bardziej znacząco) inne podejście do pewnych spraw. Gratuluję Sabbath kolejnego spełnienia i oby więcej takich fantastycznych uniesień u boku prawdziwych ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się ociera o wszelkie ideały. Gdyby ludzie byli tacy jak on, świat byłby łatwiejszy. :)

      Usuń
  10. och, jak bardzo podoba mi się ten wywiad! przeczytałam jednym tchem - dziękuję - szczególnie za część 'o muzyce' :) ujmująca szczerość, brak nadęcia, prostota...a naprawdę mocno mnie, rozbawiło, jak bardzo nie chciał kończyć rozmowy, haha ;) świetny, naprawdę świetny tekst - tak żywy, że czuję jakbym miała włączony obraz i dźwięk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ja na końcu ro0zmowy czułam się nieuprzejma. Kiedy słucham swojego wypowiedzianego zdecydowanym tonem "musimy już kończyć" jest mi wstyd. Ale czułam się zobowiązana wobec Gospodarzy.
      Teksty wywiadów zawsze staram się tłumaczyć tak, by oddawały charakter rozmówcy. Mam nadzieję, że mi się udaje.

      Usuń
  11. Fascynujący mężczyzna :) Mam podobne zdanie na temat edycji limitowanych :) Zazdroszczę spotkania z nim, ja ze zdenerwowania prawdopodobnie pogubiłabym się zupełnie, a już na pewno nie byłabym w stanie kontrolować czasu spotkania ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Dziękuję. Zgadzam się, ze fascynujący. Na spotkanie jechałam jak... no wiesz - na spotkanie z wielkim człowiekiem. Wielkim twórcą. Wróciłam zauroczona. Człowiekiem, który nie udaje, nie pozuje, nie wywyższa się. :)

      Usuń
  12. Czytałam, parę razy - coraz bardziej zdziwiona - wywiad wspaniały, interesujący, natomiast w bardzo wielu kwestiach mam inne zdanie. To, co mówi FK czasem nawet prowokuje do dyskusji - jestem pewna, że ja bym tego wywiadu nie przeprowadziła - pokłóciłabym się z nim :) Pisze artystach, jakby nim był, a jednocześnie zarzeka się, że nie jest. Neguje istnienie dzieła sztuki, jeśli nie jest on trwałe - a jednocześnie nawołuje do otwartości w odbiorze sztuki. O reformulacji nie wspomnę - wychwyciłaś "gubienie się" w zeznaniach. No i jego pochwała dla "podobania się przede wszystkim, jak największej ilości ludzi" - jeśli chodzi o perfumy. Powaliło mnie zdanie "Bardzo łatwo jest stworzyć coś dziwacznego i unikalnego" - szkoda, ze nie bierze pod uwagę osób, które marzą, by coś takiego powąchać i nosić (włącznie ze mną). Poza tym generalizuje - mój mąż, baryton, śpiewa prawie codziennie - i w niczym mu nie przeszkadza słuchać opery. Ja maluję - a kocham oglądać malarstwo. Jeśli chodzi o swoją firmę - jako wzorzec przyjmuje Guerlaina - i dobrze, ale to nie znaczy, że KAŻDA firma czy projekt ma stawać się czymś na wielką skalę, że twórcy tylko o tym marzą. A FK robi z tego zasadę.
    I jeszcze jedno mnie zaciekawiło - Ty malujesz obrazki, by opowiadać o zapachach?
    Wywiad baaardzo ciekawy - pozostawił mnie jednak w wielkim niedosycie. Myślę, że w czasie danym Ci zrobiłaś wszystko, jak tylko można najlepiej. Brawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne Ju, ja rozumiem Twoje zastrzeżenia. - sama wyżej pisałam, że nie wiem, czy się z Francisem zgadzam, ale jego poglądy są dla mnie interesujące. I są. :)
      Tyle, że "pokłócanie" nie wchodzi dla mnie w rachubę. To jest wywiad z nim, nie ze mną. Wywiad z gwiazdą pokazać sylwetkę i poglądy gwiazdy. Osoba prowadząca jest tu tylko medium - jej zadaniem jest tak pokierować rozmową, by wywiad był ciekawy. Nie kwestionować jej opinii i w żadnym razie nie "wiedzieć lepiej". Tak ja to widzę. W wywiadach (i podczas spotkań, które prowadzę dla mediów różnych) dostosowuję się do gościa, którego sylwetkę prezentuję. Jeśli wyraża kontrowersyjne opinie - tym lepiej. Ufam w inteligencję moich czytelników - pytania o zasadność wyrażanych opinii potrafią zadać sobie sami. Jak widać w komentarzach. :)

      Usuń
    2. Oczywiście - dlatego ja bym nie mogła przeprowadzić, jako przekupka, takiego wywiadu :)
      Czytelnicy... poza mną wszyscy zachwyceni :)
      Może uważają, że z ikoną się nie dyskutuje? Może wszyscy się zgadzają? Dla mnie - gdybym była użytkowniczką Apomu/a - tłumaczenie FK byłoby nie do przyjęcia. Jeśli ktoś kupił te perfumy to dlatego, że chciał je takimi, jakie są.To właśnie błędy czasem przesądzają o charakterze kompozycji - a perfekcja jest nudna.

      Usuń
    3. Tak, jak pisałam - wycisnęłaś z niego ile się da - i chciał z Tobą rozmawiać, to najlepsze świadectwo profesjonalizmu.

      Usuń
    4. W sensie - chciał rozmawiać dłużej, niż było przewidziane

      Usuń
    5. Zachwyceni mogą być nie tylko dlatego, że się zgadzają ze wszystkim, ale coś ich ujęło a może nie każdy ma czas i ochotę polemizować z każdym zdaniem i opinią tylko dlatego żeby udowadniać swoją inteligencję. To, że ktoś w krótkich słowach ocenia pozytywnie nie znaczy, że jest jak gęś. Może wywiad wprowadził czytelników akurat w taki nastrój, ja to rozumiem, bo mnie akurat w taki wprowadził.

      Usuń
    6. Ju, Ty sama jesteś artystką. Nie musisz się miarkować. :)

      Co do zachwytu Czytelników (i własnego) - widzę to podobnie, jak Nata Pirata, która wypowiedziała się wyżej. Nie muszę zgadzać się z kimś, żeby pozytywnie ocenić jego szczerość i osobowość. Co z tego, że pewne rzeczy widzę inaczej? Przecież nie muszę się z kimś zgadzać, żeby szanować jego punkt widzenia.

      Mnie osobiście to, co powiedział Francis o sztuce, byciu perfumiarzem i artystą dało wiele do myślenia. Jego wypowiedzi sprawiły, że inaczej spoglądam na rzeczy dotychczas dla mnie oczywiste. Że mam świadomość, że można widzieć je inaczej. To fantastyczne! Uwielbiam być wytrącana z wygodnych niecek poglądowych, w których sobie komfortowo siedzę. :)

      I jeszcze raz napiszę - ludzie nie oceniają tu jego poglądów. Tylko zazwyczaj są pod wrażaniem jego szczerości, bezpośredniości i uroku. i ja też jestem!

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fantastyczny wywiad, przeczytałam go jednym tchem z ogromną ciekawością :) To jeden z moich ulubionych perfumiarzy i choć nie ze wszystkim w jego podejściu się zgadzam, to chyba polubiłam go jeszcze bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...