wtorek, 3 listopada 2015

Wywiad z Martine Micallef i Geoffreyem Nejmanem - część 2


Zapraszam Was dziś do lektury drugiej części wywiadu z Martine Micallef i Geoffreyem Nejmanem - twórcami M.Micallef Parfums.

Pierwsza część wywiadu do przeczytania TUTAJ.
Kolejna wkrótce.

***

Rzeźbienie zapachu


Klaudia Heintze: Kreatywność charakteryzuje Was nie tylko przy tworzeniu zapachów. Wymyśliliście nowy kształt kryształów Swarovskiego. Normalny człowiek nie myśli w ten sposób. Normalny człowiek bierze to, co jest. I tu przechodzimy do drugiej sztuki. Martine, Geoffrey - opowiedzcie mi proszę o związku zapachu z flakonem. Opowiadając o Akowie wspomniałaś, że choć zapach należy do konkretnej serii, flakon nie może być taki, jak inne, bo taki nie pasuje do zapachu.

Martine Micallef: Połączenie zapachu i flakonu nie wymaga długiego namysłu. To się dzieje spontanicznie. To impuls.
Kiedy odwiedziliśmy plemię Akowa, nie rozumieliśmy ich języka. Komunikowaliśmy się wzrokiem, gestem, mową ciała. I czuliśmy piękno ich życia, czuliśmy, że to są piękni ludzie. Potrafili być tak szczęśliwi mając tak niewiele. Nie posiadali rzeczy, bogactw. Mieli miłość i ona dawała im szczęście. To na swój sposób niepokojące.

Geoffrey Nejman: Takie doświadczenia są dla Europejczyka szokiem. Zmuszają do zrewidowania celów, do zastanowienia się, dokąd tak pędzisz. Po co?

Martine: Co jest naprawdę ważne.

Geoffrey: A naprawdę ważne rzeczy są tam, w tym buszu. Ci ludzie żyją z tego, co da im ziemia: jedzą ziarenka, fasolki i listki; mają zwierzęta, które hodują. Kiedyś wszyscy tak żyliśmy. I kiedy zdamy sobie z tego sprawę, pojawia się pytanie o to, czemu biegniemy. Tworząc coś w momencie, kiedy Twój umysł doświadcza rewolucji, masz szansę na to, żeby uwiecznić to, czego właśnie doświadczyłeś. Myślę, że to, co mamy przed sobą jest bardzo dobrą adaptacją tego, co przeżyliśmy w tamtym buszu. To minimalizm.

Martine: Ten flakon nie miał być olśniewający ani uwodzicielski.


Geoffrey: To zapach, który odkryliśmy tam i flakon, który opowiada o tym, co widzieliśmy. Suchą ziemię. To bardzo proste i jednocześnie bardzo cenne.

Martine: Czasem elegancja i luksus nie idą w parze z "bling bling". Czasem prawdziwa wartość tkwi wewnątrz.

Klaudia: Zawsze tkwi wewnątrz.

Martine: To prawda! (śmiech)

Klaudia: Teraz zadam Wam pytanie, na które nie musicie odpowiadać.

Geoffrey: To się jeszcze nie zdarzyło! Czy to wyzwanie?


Quo vadis, Martine?

Klaudia: Nie. Po prostu w kontekście naszej rozmowy chciałabym zapytać, dokąd Wy biegniecie? Tak naprawdę, w życiu. Mówiliście o rzeczach naprawdę ważnych. Co jest ważne dla Was?

Geoffrey: Odpowiem i to chętnie. Bo my jesteśmy właśnie w tym momencie życia, kiedy zadajemy sobie to pytanie. Zbliżamy się do sześćdziesiątki i jesteśmy doskonale świadomi tego, że biegamy. Dużo biegamy. Zatrzymanie się oznacza dołączenie do tych ludzi w buszu. To nie jest łatwa decyzja - szczególnie jeśli całe życie jesteś w pędzie. Mamy całe życie pełne odpowiedzialności różnego typu. Mamy dzieci, mamy firmę, mamy pracowników, markę. Jako biznesmen zawsze powtarzam, że kto nie idzie naprzód, ten się cofa. Musimy więc iść naprzód. Mamy coraz więcej konkurentów, coraz więcej otacza nas zazdrości i coraz więcej wrogów, bo kiedy osiągasz sukces, pojawiają się wrogowie. To jest walka.

Dla ludzi emocjonalnych - takich, którzy wciąż mają kontakt z korzeniami swojego człowieczeństwa - to jest zawsze moment kryzysu. Trudno jest konsumować sukces. Trudno zaakceptować to, co mu towarzyszy. Zadaję więc sobie to samo pytanie, które ty nam zadałaś: czemu? I nie znam odpowiedzi. Jesteśmy jak kula śnieżna. Nie możemy zwolnić. Chyba, że podejmiemy bardzo drastyczne decyzje związane ze zmianą całego życia, powrotem do natury, to prostych rzeczy. Chyba, że zatrzymamy się, sprzedamy firmę i... No zatrzymamy się. Kiedyś trzeba się zdecydować i zatrzymać.
Znam przypadki, kiedy to się udało. Mieliśmy współpracownika, który po prostu wysiadł z tego pociągu. Poślubił Filipinkę, wyjechał na Filipiny i teraz mieszka w małej chacie nad brzegiem morza, hoduje kilka krzaków pomidorów, łowi typy i czasem pisze do mnie maile, że dawno już powinienem był zrobić to samo. (śmiech)

Klaudia: A poza interesami? Co jest ważne? 

Geoffrey: Dla nas najważniejsze są dwie rzeczy. Ważne są dla nas nasze dzieci - chcemy, żeby były spełnione i zdrowe. I nasza miłość - bycie szczęśliwymi i bycie szczęśliwymi razem.
Ponieważ tak się złożyło, że nie mamy w rodzinie nikogo, kto przejmie naszą firmę, przygotowujemy się do tego, że przyjdzie nam sprzedać M.Micallef Parfums. Zamierzamy oczywiście pielęgnować ten proces, ale w końcu trzeba będzie zwolnić. Zacząć realizować inne pasje. I mamy też świadomość, że jeśli chcemy jeszcze coś z nich wycisnąć, to należałoby zacząć w ciągu, powiedzmy, pięciu lat.

Klaudia: Czy ja dobrze rozumiem, że nie macie ochoty powiedzieć, jakie to pasje?

Geoffrey: Ależ mamy! Martine marzy o powrocie do malarstwa. To zawsze była jej pasja i sposób, w który się realizowała.

Martine: Marzę o powrocie do rodziny, o spędzaniu z nią czasu. Bo kiedy biegniesz, kiedy ciągle do czegoś dążysz, tracisz wiele szczęśliwych momentów. Małych szczęść, których nigdy nie odzyskasz.
Mamy szczęśliwe życie. Mogliśmy poznać wielu wspaniałych ludzi dających nam energię, ale tak, jak Geoffrey powiedział - nie jesteśmy wieczni. Życie jest krótkie, mija szybko i jeśli chcemy coś jeszcze z niego wyciągnąć, musimy zacząć szybko.
Kiedy odwiedza się miejsca, gdzie ludzie żyją ubogo, widać doskonale, że proste rzeczy dają najwięcej szczęścia. Kiedy jesz pomidora z solą i odrobiną oliwy wiesz, że to jest proste i że to jest dobre.

Geoffrey: Dla realizacji mojego hobby nie potrzebuję wiele. Potrzebuję laptopa albo komputera z monitorem, albo nawet kartki i ołówka. Chcę pisać książki. Właściwie jedną książkę - książkę o moim życiu. Jednego czytelnika będzie miała na pewno - mnie. Bo ja lubię swoje historie.

Klaudia: Masz drugiego.

(śmiech)

Geoffrey:  I jeszcze moja żona. To jest nas troje.


Nowy James Bond

Geoffrey: Tak poważniej... chciałbym zostawić coś bliskim. Miałem ciekawe życie. Jeszcze w czasach, kiedy zajmowałam się bankowością - wiele podróżowałem, wiele przeżyłem, spotykałem głowy państw, polityków i opozycjonistów. Widziałem wiele operacji - legalnych i nielegalnych. To będzie ciekawa książka.

Martine: Nowy James Bond!

Geoffrey: Mam nawet tytuł. Bo wyznam Ci, że właściwie połowę tekstu też już mam. Tylko teraz tak zaangażowałem się w interesy, że od roku nie napisałem nawet jednej strony. Będziesz pierwszą osobą, która pozna tytuł, bo z nikim dotąd o tym nie rozmawiałem. Będzie się nazywała: "To nie zawsze był kawior".

Klaudia: Podoba mi się.

Geoffrey: Musisz przeczytać.

Klaudia : Najpierw musisz napisać.

(śmiech)


Dwie sztuki sztuki


Klaudia: Przyznaję, że miałam jeszcze pytania, ale wydają się one o wiele mniej interesujące, niż to, o czym rozmawiamy.

Martine: Spokojnie zadawaj.

Klaudia: Nie chcę zadawać. Chcę, żeby on kontynuował opowieść.

(śmiech)

Klaudia: Ale zadam. Dlaczego zniknęły serie Pór Roku (Les 4 Saisons) i Morza? Butelki Czterech Pór Roku...

Martine: Podobały ci się?

Klaudia: Były cudowne!

Geoffrey: Jesteś urocza. A tymczasem to jest nasza tragedia!

Martine: Mieliśmy za szeroką ofertę.

Geoffrey: Mieliśmy za szeroką ofertę. Kiedy przyjeżdżaliśmy do perfumerii i mówiliśmy: weźcie Micallef, odpowiadali nam, że musieliby wywalić wszystko inne, bo mamy za dużo perfum i do tego każde w innej butelce.


Martine: I tak narodził się pomysł stworzenia własnego butiku. Mamy tyle perfum, że możemy wypełnić sklep wyłącznie naszymi perfumami.

Klaudia: I się udało.

Geoffrey: Tak. Mamy cztery firmowe butiki na Środkowym Wschodzie.

Martine: Bo wiesz jak to jest z perfumeriami: mają problemy z miejscem, problemy ze zbytem, problemy z dostawami... no w ogóle mają problemy. Musieliśmy się skupić na czterech głównych kolekcjach. Z resztą - dla klienta, który nie zna marki pogrupowanie perfum w kolekcje jest sporym ułatwieniem. Wiele zapachów w wielu różnych flakonach sprawia, że marka nie jest przejrzysta. Ludzie oczekują rozpoznawalności. Spójnego stylu, który pozwoli po rzucie okiem na opakowanie od razu rozpoznać, że to Micallef.

Geoffrey: Ludzie bywają ograniczeni. Dam ci przykład, choć nie podam żadnych imion ani nazw. Istnieją marki, które mają trzydzieści pięć zapachów i jeden tylko flakon. I te flakony stoją na półkach jak żołnierze.

Martine: To łatwiejsze.

Geoffrey: Jeśli jesteś kreatywny, jak Martine, i chciałbyś tę kreatywność wyrazić, to nie zadowoli cię trzymanie się ciągle tego samego projektu. Chcesz tworzyć nowe rzeczy. Ale handlowcy nie zawsze to rozumieją. A ponieważ nie rozumieją, przychodzą do nas z żalem: czemu wasza marka jest taka skomplikowana. Jakieś kolekcje, każda flaszka inna... Czemu nie zrobicie jednej linii jak wszyscy inni?

Klaudia: Bo "wszyscy" nie mają Martine.

(śmiech)

Klaudia: To nie jest żart. Teraz wy nie rozumiecie. Normalnie to jest tak, że oferta obejmuje sztukę - perfumy - oraz opakowanie. Opakowanie po prostu. Wy sprzedajecie sztukę i sztukę - dwie sztuki. Perfumy i formę w szkle.

Geoffrey: To prawda. Tak właśnie jest.


Tu po raz pierwszy pojawia się zatroskana Gospodyni z pytaniem o to, kiedy skończymy. Obiecuję, że za dziesięć minutek kończymy. I mam zamiar dotrzymać słowa...

Martine: Kiedy tworzymy perfumy, wykonujemy określoną ich partię w unikalnych flakonach. Jeśli jest to kolekcja specjalna, to nie "dorabiamy" kolejnej partii kiedy się skończą. To daje mi możliwość zaprojektowania nowego flakonu. I za jakiś czas pojawia się nowa kolekcja specjalna. Tworzymy też kolekcje na konkretne rynki, na konkretne zamówienia.


Pytania czytelników SoS


Klaudia: Musimy już kończyć, zadam więc jeszcze tylko pytania od czytelników. A obiecali mi brak limitów czasowych tym razem...

Geoffrey: Nie spiesz się, spokojnie, pytaj ile chcesz, my odpowiemy. Zrób mi przysługę, nie spiesz się.

Martine: Albo będziemy kontynuowali w innym miejscu.

Geoffrey: Nie trzeba. Możemy kontynuować tutaj.

Klaudia: Dziękuję.
Pierwsze pytanie: czy planujecie stworzenie perfum z nutą maciejki?

Geoffrey: Nie znam tej nuty, ale rozpoznam i jeśli będzie ciekawa, to kto wie.

Klaudia: Pytanie drugie: jakie perfumy pasują do elfiej duszy?

Geoffrey: Chodzi o te zmyślone stworzenia? Martine, to do Ciebie pytanie.

Martine: To bardzo trudne pytanie. Subtelne.

Klaudia: Ale następne będzie o krasnoluda.

(śmiech)

Martine: To musiałby być zapach nieuchwytny, efemeryczny, bardzo powietrzny. I pewnie nieszczególnie trwały.

Klaudia: Teraz pytanie, które zadawałam Wam już pięć lat temu. Ale powtórzę licząc na opowieść lub przynajmniej anegdotę. Jak to się stało, że zaczęliście robić perfumy?


Geoffrey: Prawdziwą anegdotą jest to, że ja naprawdę zostałem poproszony o konsultacje finansowe przez laboratorium perfumeryjne w Grasse. Miałem renegocjować ich linie kredytowe - w tym się specjalizowałem. Zawarłem z nimi sześciomiesięczny kontrakt i naprawdę potajemnie wymykałem się z biura, zakradałem do części budynku, w której pracowali perfumiarze i laboranci i tam odkrywałem te niesamowite esencje. I buteleczki, i koreczki, i szpatułki, i wszystkie te niezwykłe rzeczy. Wąchałem, brałem próbki, wypytywałem perfumiarza. To było dla mnie takie odkrycie...

Martine: Jak na biznesmena jesteś bardzo wrażliwy, sentymentalny, podatny na wzruszenia. Często wspominasz dzieciństwo, swoją matkę, zapachy wokół niej. Nie wiem, czy wiesz, ale Geoffrey bardzo lubi zapach lakieru do paznokci. Kojarzy mu się z matką - jego mama była bardzo elegancką kobietą. Malowała się, używała perfum, lubiła też gotować i piec ciasta. Szczególnie na święta Bożego Narodzenia. Miałeś bardzo dobre dzieciństwo.

Geoffrey: Tak. I to był sygnał, że powinienem odwrócić kartę.

Klaudia: Ale impuls przyszedł od Martine. To ona powiedziała: Róbmy perfumy!

Martine: Tak. Ja znów nawiążę do naszych tegorocznych doświadczeń z Afryki. Do tego, że można być szczęśliwym prowadząc proste życie. Kiedy Geoffrey zdecydował się odwrócić kartę, wiązało się to z rezygnacją z wielu luksusów. Jako bankier prosperował świetnie. Na wiele rzeczy mógł sobie pozwolić; miał obycie, doświadczenie i pieniądze. Zmiana coś nam zabrała, ale dała nam też wiele satysfakcji, nowe wyzwania. Kiedy tworzysz coś od podstaw, od zera dosłownie, to jest trochę tak, jak gdybyś miała dziecko.

Klaudia: Z kimś, kogo kochasz.

Martine: Tak!

Geoffrey: Tak. To "z kimś kogo kochasz" jest szczególnie ważne dla mężczyzn o mojej strukturze psychicznej. Dla takich, którzy są po prostu wrażliwi. Postawa i zachowanie kobiety, którą się kocha są krytyczne. I jestem typowym przykładem słuszności powiedzenia, że kobieta może uskrzydlić albo uziemić. I ja miałem to szczęście, że mnie uskrzydliła.


Ciąg dalszy wywiadu znajdziecie TUTAJ.

12 komentarzy:

  1. Niespotykanie mili ludzie. Wiedzą, co w życiu ważne. Znakomity wywiad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ja jestem nimi zauroczona. No... Zakochałam się. W śmiechu Martine i opowieściach Geoffreya.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Neonko, dla Ciebie, co zechcesz. :*

      Usuń
    2. I mam nadzieję na spotkanie z okazji kolejnej wizyty Oliviera.

      Usuń
  3. Cudowni ludzie, nawet gdyby nie tworzyli pięknych perfum w przemyślany sposób i z miłością opowiadaliby równie ciekawie o czymkolwiek. Niektórzy już tak mają, że jest przy nich po prostu dobrze i zawsze o CZYMŚ. :)
    P.S. Jak mi znowu zaginie ten komentarz polecę go szukać choćby w samym Kosmosie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Tak się cieszę, że ta rozmowa rozwinęła się w ten sposób.
      Warto robić drugi wywiad. Z nimi... Z nimi mogłabym wywiad - rzekę robić. :)

      Dziękuję, że chciało Ci się ponownie skomentować. Ja naprawdę cenię komentarze na blogu. To one dają mu życie. I mnie. Mnie dają energię do pisania. :)

      Uściski serdeczne.

      Usuń
  4. O jest, nie uciekł! Co za ulga, nie muszę się nigdzie błąkać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowita, wiarygodna energia i szczerość oraz dużżżżeeee szczęście w życiu. Podziwiam bez zbędnej zazdrości, dzięki takim ludziom mam większą siłę by brnąć w swoje pomysły na życie...
    Klaudia, piękne i wysmakowane wdzianko, ma w sobie coś etnicznego, bardzo mi się podoba !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można to nazwać szczęściem, można odwagą, talentem i pracowitością. Nie zmienia to jednak tego, że trudno jest nie ulec urokowi tych ludzi i nie cieszyć się ich sukcesem. Tym bardziej, że dali Europejczykom oud. :)

      Za komplement dotyczący wdzianka dziękuję. :* Rzeczywiście jest etniczne, lecz zarazem w moich kolorach. :D

      Usuń
  6. Wyczuwam, ze rozmowa mogłaby nie mieć końca. To taki typ rozmowy intymnej, gdy ma sie wraźenie, ze uczestniczy się w czyjejś rozmowie balansując na granicy podsłuchiwania.
    Piękne zdanie o prostocie zycia. Poruszyło mnie. Biegniemy , gromadzimy, szukamy...a szczęście bywa tak proste. I ta świadomość, ze mię chcą biec przez całe zycie. Nasycić się chwilą. Och..jak dużo do przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Nie chcą ". , a nie "mię chcą "
    Znowu tablet rządzi...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...