niedziela, 8 listopada 2015

Zgrzyt pasa cnoty czyli żelazna nudziara - La Vierge de Fer Serge Lutens


La Vierge de Fer. Żelazna Dziewica. Iron Maiden!

Zaprawdę powiadam Wam, wielkie były moje nadzieje.

Pierwszą, spontaniczną myśl, że oto powstanie zapach porywający jak muzyka Iron Maiden i technicznie wysublimowany jak gitarowe pasaże Dave'a, Janicka i Adriana porzuciłam właściwie od razu. Gdyby za zapachem nie stał neurotyczny, zmanierowany Serge, może łudziłabym się dłużej.

Drugi pomysł, jaki kołatał mi się w głowie wydawał się równie kuszący: bezlitosny mariaż nut krwistych i dymnych; piękne, metaliczne monstrum na miarę Bitter Rose Broken Spear... Na taki zapach porwać mógłby się (w ostateczności) będący autorem wcześniejszych kompozycji matki Christopher Sheldrake, lecz skłonny do rozwodnionej nostalgii Serge Lutens... Niekoniecznie.

Pozostało mi więc ostatnie z oczywistych uzasadnień nazwy: dosłowne odwołanie do dziewictwa. Wiecznego - bo wszak dziewica ma być żelazna; ideologiczna.


Modliłam się do wszystkich perfumiarskich bóstw, by La Vierge de Fer nie okazały się perfumeryjnym hymnem ku czci hymenu.

No cóż... W tym kontekście modlitwa nie okazała się najlepszym pomysłem.


Cnota jest w sercu, a nie gdzie indziej *


Pozwólcie proszę, że przytoczę Wam pełne dossier prasowe, w jakie Mistrz wyposażył swoje dzieło. Starałam się możliwie uprościć tekst - stąd mogą pojawić się nieznaczne różnice w stosunku do oficjalnego dossier prezentowanego przez polskiego dystrybutora marki.

Niech będzie światło! A ciemności nigdy więcej. Kto tego pragnie, nie ma czarnej duszy!

“Przyjdę jako złodziej…” powiedział Chrystus; zapewne w milczeniu i prawdopodobnie w butach. Aby zasłużyć na ten tytuł, Złodziej musi działać pod szeroko otwartym okiem nieobecnych właścicieli. W tym przypadku nie chodzi o to ponure oko, którym Kain patrzy bez żalu, ale o inne, które w pewnym sensie uczyni z Abla wspólnika.

Gdyby fetysze, idole i talizmany Muzeum Człowieka w Paryżu nie doczekały dwudziestego wieku, wszystkich ominąłby ten niewiarygodny żart z Erosa, którym w oczywisty sposób są "Panny z Awinionu".
“Murzyni zrozumieli, że wszystko, co nas otacza jest naszym wrogiem” - rzekł czarownik Picasso do swojego pędzla. Kto, jeśli nie jeden z nich, zdecydowany na życie, przez śmierć, ośmieliłby się rozluźnić zęby podniety świata: strachu. Skoro jest owocem naszych trzewi, musi być wyniesiony! Dlatego, bez lęku przed kazirodztwem, obejmiemy go. W ten sposób ona powije nasze najpiękniejsze potwory.

I tak oto, krokiem trochę nadgryzionym zębem wątpliwości, doszedłem do La Vierge de Fer (Żelaznej Dziewicy); tej lilii pomiędzy cierniami.


Serge Lutens

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to nie ma sensu. Po angielsku ** nawet bardziej, niż w moim życzliwym dla autora tłumaczeniu.


Nie ma nic żelaznego w Żelaznej Dziewicy. Żadnego mroku, żadnych najpiękniejszych potworów. Chyba, że chodzi o białe kwiaty: jaśmin i lilię, które choć piękne, potrafią być potwornie męczące. La Vierge de Fer to przyjemny, kwiatowy zapach. Jaśminowe otwarcie leniwie przedzierzgające się w liliowe serce niskociśnieniowca. 

Żadnej zbrodni, żadnego bratobójstwa. W tej opowieści Abel umarł z nudów.


Ani myślę stopniować napięcia. Nie ma frajdy z wąchania - nie ma frajdy z recenzji. Żelazna Dziewica mistrza Lutensa to klasyczna historia kobiety niebrzydkiej, niegłupiej nawet, lecz w swym zapatrzeniu w siebie niemiłosiernie nudnej. Opowieść kimś, kto poświęcił radość życia dla cnoty, której nie ma w sercu.

Im bliżej finału, tym bardziej nie lubimy bohaterki. Zamiast zapowiadanych w oficjalnych materiałach kadzidła i nut metalicznych dostajemy mydło i kanciaste aldehydy. Srebrzysty nimb diabli wzięli, została żeliwna wanna pełna mydlin. Nie chcę zaglądać w pianę, ale nie zdziwiłabym się, gdyby panna Virginia zgrzytała o dno wanny pasem cnoty.
Przez koszulę.
Z długim rękawem.


Są w Dziewicy echa Zakonnicy (sporo) i Sieroty (mniej), które przyjęłam znacznie przychylniej. A jednak... Trzeci talerz zupy rzadko cieszy tak samo, jak pierwszy. Szczególnie jeśli podany zostaje na namydlonym talerzu.

Prawdopodobnie gdyby nie nazwa i opowieść, moja ocena zapachu nie byłaby tak ostra. Powiedzmy jednak uczciwie: gdyby nie nazwa i opowieść, te perfumy nie pojawiłyby się na SoS.


Data powstania: 2013 (w 2015 La Vierge de Fer zostało limitowaną edycją eksportową - stąd ich obecność w szerszej sprzedaży)
Twórca: Serge Lutens
Trwałość: koszmarnie dobra

Nuty zapachowe:
lilia, kadzidło, nuty metaliczne

* Fryderyk Hebbel
** Let there be light! And darkness no more. He who wishes does not have a black soul! “I will come as a thief…” said Christ; certainly in silence and probably, for him, wearing shoes. To deserve his title, the Thief must act under the wide-open eye of the absent owners. In this case, it is not that tenuous eye with which Cain stares without regret, but another, which in some way will make an accomplice of Abel. If the fetishes, idols and charms of the Museum of Man, in Paris, had not met the 20th century, everyone would have missed that incredible mockery of Eros which The Young Ladies of Avignon certainly is. “The Negros had understood that everything which surrounds us is our enemy”, the wizard Picasso said to his paintbrush. Who, if not one of them, decided on life, by death, would dare, to unclench the teeth of this sex of the world: fear. Since it is the fruit of our entrails, it must be elevated. For that, not fearing incest, we will embrace it. In this way, she will give birth to our most beautiful monsters. That is how, a little rusty by dint of doubts, my steps have rejoined La vierge de fer (the Iron Maiden); that lily amongst the thorns.
  • Wszystkie zdjęcia są kreacjami Serge'a Lutensa, który poza tym, że para się perfumiarstwem, jest także (a może przede wszystkim) znanym i utalentowanym stylistą, filmowcem, fryzjerem i fotografem.



28 komentarzy:

  1. Mnie również ŻDz nie chwyciła za serce.... Jaśminowa lilia ..i tyle! Przyjemne białe kwiaty...i tyle! Nie wyszarpał mojego serca (a lubuję się w kwiatkach i milusińskich kompozycjach). Nie porwał mnie. A szkoda. A tekstu dołączonego do zapachu nie czuję, nie rozumiem. Nie dociera do mnie "o co cho"....
    Ale lekką zjadliwość tekstu bardzo doceniam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, ze potrafię docenić nawet białe kwiaty (Swoją drogą powinnam się za moje ulubione białe kwiaty w końcu zabrać i obsmarować), ale tu jakoś... No nic. Nuda.

      Za docenienie zjadliwości tekstu dziękuję. Taki był plan. :D

      Usuń
  2. To samo odczucie mialam i ja. O ile hopsajaca nowicjuszka byla jeszcze zabawna, to ten caly koncept ( albo jego brak) w tej dziewicy mnie irytuje. WTF ? To nie jest lutens, ktorego znam i lucie. Od czasu gdy sam komponuje swoje mikstury, powialo nuda.... Ladne toto, ale- celebryckie pachnidelka tez tak potrafia. I nie spodziewam sie pjscia w inna strone. Mile,zachowawcze, bez wyrazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Chciałabym się z Tobą nie zgodzić. A skoro już się zgadzam, to bardzo, bardzo chciałabym, żebyśmy się obie myliły.
      Czas pokaże, ale dla mnie na razie wygląda na to, że Sheldrake robił perfumy, a Lutens całą resztę. Żeby nie było - podziwiam i szanuję jego talenty. Mam jednak obawę, że talentu do robienia perfum na miarę swojego ex partnera to on nie ma.
      I jeszcze raz napiszę: marzę o tym, żeby to wszystko odszczekać. Tyle, ze po wodach na jedno kopyto i po pannach na jedno kopyto nadzieje mam coraz mniejsze. Ale mam. Ja zawsze mam. :)

      Usuń
    2. Nadzieje tetz mam , tyle ze nie co do Sergeà . Coz, kto powiedzial , ze kazdy musi umiec wszystko ? Jedynym kto tak potrafil, bbyl Leonardo da Vinci. Ciekawa bym byla jego kreacji ;)
      No coz, podejrzewam , ze ten trend marki dopiero sie przelamie, gdy Serge wezmie sobie do pomocy jakiegos Nosa- wizjonera. Miejmy w tym nadzieje, ze bedzie to wizjoner na miare Sheldrake`a .

      Usuń
    3. A może Leonardo był po prostu na tyle mądry, że nie upubliczniał dzieł nieudanych? I skupiał się na tym, co mu wychodziło? W każdym razie... współcześnie trudno być omnibusem.
      Meh... Zawsze trudno. :)

      Usuń
  3. Przytoczona wypowiedź Mistrza, odebrała mi zdolność mowy. W pierwszej chwili, pomyślałam -Mniszkówna, ale to poszło znacznie dalej.
    Jeśli zapach jest skomponowany podobnie, jak ten zbiór słów, to to tylko zbiór nut, nie perfumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest skomponowany podobnie. i nie wierzę, że to napiszę, ale NIESTETY nie jest skomponowany podobnie. Gdyby był taki jak słowa mistrza, byłby przynajmniej ciekawy. Abel umarłby ze śmiechu może... To lepsza śmierć. :D

      Usuń
  4. Przytoczona wypowiedź Mistrza, odebrała mi zdolność mowy. W pierwszej chwili, pomyślałam -Mniszkówna, ale to poszło znacznie dalej.
    Jeśli zapach jest skomponowany podobnie, jak ten zbiór słów, to to tylko zbiór nut, nie perfumy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak będę miała okazję powącham :) Dwa poprzednie zapachy podobały mi się bardzo i z czystej ciekawości sprawdzę co sądzę o trzecim. Ale nie będę jakoś szczególnie o to zabiegać. Autora nieco poniosło, zwłaszcza w tym opisie, którego nie rozumiem, haha :) A może gdzieś ten mrok jednak się czai? Jak go odkryję, dam znać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... W mydlinach. :)
      A serio - to po prostu ładne perfumy. Gdyby nazywały się Barbie nie miałabym nic do tego. Ale Żelazna dziewica? Coś to nie koresponduje. :)

      Jak znajdziesz mrok, przyślij trochę. :) Chociaż... następną recenzją zaciemnię cały blog na miesiąc. :D

      Usuń
    2. Już się nie mogę doczekać!!!!!!!

      Usuń
    3. To ja Ci wyznam na zachętę, że to recenzja flaszkowa. Zapach trafił do mnie parę dni po teście. No. To już więcej nie powiem... :D

      Usuń
  6. Cóż za ponury bełkot :) Chodzi mi oczywiście o wypowiedź reklamową Lutensa :D Nie rozumiem dlaczego, ale niektórzy uznają za stosowne raczyć potencjalnych klientów czymś takim - to ja, szczerze, wolę już zapewnienia o luksusie i niepowtarzalności rodem z kolorowych czasopism dla Pań, niż takie smętne brednie :)

    Co do samych perfum zaś - intrygowały mnie te nuty, byłam bardzo ich ciekawa, ale akurat nie miałam sposobności powąchać. Bardzo mi przykro, że to taki klops, mogło być tak pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało, u Lutensa jest to szczere. On naprawdę jest oryginałem - ostatnim z wielkich, zmanierowanych dziwaków pokroju Dalego. I pogłębia mu się z czasem.
      Początkowo byłam zniesmaczona tym dossier. Potem... doceniłam oryginalność. Choć ciągle nie uważam, by był to najlepszy sposób reklamowania perfum. Szczególnie Panny w Kąpieli. :)

      Usuń
  7. Aż chce się napisać o zmianę nazwy do twórcy z żelaznej dziewicy na dziewicę w mydlinach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panna w kąpieli mimo wszystko brzmi jakoś ciekawiej i sympatyczniej niż dziewica w mydlinach ;)

      Usuń
    2. Bo to w sumie całkiem ładny zapach jest... :)

      Usuń
  8. Wzburzone fale mojego mózgu pozostały po tej recenzji... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Mam nadzieję, że tak pozytywnie. Wzburzanie fal w mózgu to zacne zajęcie. :D

      Usuń
    2. Moje są raczej zbyt często wzburzane...i sam już czasem nie wiem dokąd to prowadzi... :D
      Chyba pierwszy raz skutecznie mnie zniechęciłaś w stosunku do reszty wszystkich wcześniejszych kuszeń, także jakby to nie brzmiało, dzięki ;)

      Usuń
    3. Proszę bardzo. :)
      Co do wzburzonych fal... Chyba siedzimy w tym samym wzburzonym oceanie. :)

      Usuń
  9. Ależ nawiedzony ten Serge;) Zgrzytający o dno wanny pas cnoty - hahaha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez koszulę. Nie zapomnij, że przez koszulę. :D

      Usuń
  10. Matko jedyna! Aż przykro czytać słowa Mistrza (?). Ciekawe, czy tworząc ten tekst stosował się do alternatywnych zasad ortografii i interpunkcji, jak to często w internetach zdarza się osobom, które wyraźnie chcą światu coś przekazać ale wychodzi im pozbawiony sensu bełkot? ;P
    A w ogóle... odkąd Lutens osobiście usiadł był do perfumiarskich organów, jego twory kompletnie mnie nie obchodzą. Aż dziwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalny tekst jest po francusku. Sege nie pisze po angielsku - nie lubi tego języka. Dlatego angielskojęzyczne dossier, jakie znamy jest już tłumaczeniem.
      Inna sprawa, że podobno po francusku nie jest lepiej... :(

      Usuń
  11. Przetestowałam trochę. Wczoraj nosiłam w łokciu, dziś globalnie. Zainhalowałam się jeszcze "do podusi" i .....
    Jest, jest żelazna dziewica -- wszystko się zgadza. Bo wszystko zależy od rozumienia tego określenia.
    Tutaj, jest to bardzo starsza, zadbana Pani, ładna ( jak n a swój wiek ), elegancka, wyrafinowana i ....... czyściusieńka w pełni tego słowa znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...