poniedziałek, 25 stycznia 2016

Under the skin of the universe - Mortal Skin 777 Stéphane Humbert Lucas review


1

2

3

The lights go out.

You're standing naked. In absolute darkness. Feeling the infinite space of the universe with every inch of your bare skin.
Burning stars, rough nebulae, the infinite cold of the eternal night.
Space smelling with crystal.

Eons of loneliness. Supernovas wishing peace and black holes craving for warmth.


sobota, 23 stycznia 2016

Pod skórką wszechświata: Mortal Skin - 777 Stéphane Humbert Lucas


1

2

3

Gaśnie światło.

Stoisz nago. W absolutnej ciemności. Odczuwając nieskończoną przestrzeń wszechświata każdym centymetrem nieosłoniętej skóry.
Płonące gwiazdy, szorstkie mgławice, nieskończony chłód wiecznej nocy.
Kosmos pachnący kryształem.

Eony samotności. Pragnące ciszy supernowe i łaknące ciepła czarne dziury.


wtorek, 19 stycznia 2016

10 najpopularniejszych perfum celebrytów


Największą część kosztów wytworzenia i sprzedaży flakonu perfum selektywnych stanowi reklama. Nie esencje perfumeryjne, nie frymuśny flakonik, nie wynagrodzenie dla owych perfum kompozytora i nie wynagrodzenie dla frymuśnego flakonika projektanta. Reklama.


Fenomen pod lupą


Spójrzmy na Chanel No.5: marketingowcy marki z upodobaniem karmią nas opowieściami o cenniejszym od złota absolucie jaśminu z Grasse oraz bezcennej recepturze Ernesta Beaux przechowywanej w sejfie, do którego dostęp mają tylko dwie osoby. I super, wierzę im. Ale po pierwsze nikt, kto wąchał Chanel No.5 sprzed lat i Chanel No.5 oferowane obecnie nie ma wątpliwości, że to nie jest ta sama receptura. Zapach przeszedł niejedną reformulację wynikającą ze zmieniających się przepisów i nie tylko. Po drugie zaś... ileż tego jaśminu tam jest? Absolut jaśminu ma moc rażenia na miarę Fat Mana. W Chanel No.5 użyty jest w ilościach homeopatycznych. Grasse to mały region, a jaśmin z okolicy musi wystarczyć do produkcji dziesiątek tysięcy flakonów rocznie.

Nie w ilościach homeopatycznych serwuje nam się natomiast reklamy Chanel No.5. Piękne, wysmakowane zdjęcia i filmy, najbardziej chwytliwe slogany reklamowe, najlepsi reżyserzy (Ridley Scott, Baz Luhrmann, Jean-Pierre Jeunet), fotografowie i, oczywiście, najbardziej wielbione twarze popkultury: Marilyn Monroe, Catherine Deneuve, Audrey Tatou, Nicole Kidman, Gisele Bündchen czy... Brad Pitt.

sobota, 16 stycznia 2016

Trele szafranu - Santal Carmin Atelier Cologne


Santal Carmin to nie jest olfaktoryczna rewolucja. Ale przyznajmy szczerze - nie rewolucje czynią markę Atelier Cologne wartą uwagi. To uroda ich perfum.


Jeśli lubicie zapach szafranu, kompozycja Epinette podbije Wasze serca od pierwszej nuty. Przepiękny, wyrazisty, nasycony barwą, ciepły, zbytkowny aromat szafranu. Szafranu z nieutraconą subtelną, miękką słodyczą pyłku i aksamitnym, kwiatowym echem brzmiącym na skraju świadomości. Szafranu we wszystkich odcieniach karminu.

Karminowy puch


Santal Carmin to zabawa olfaktorycznymi fakturami.

Szczyt kompozycji, warstwa, która dotyka skóry i pełznie wzdłuż nerwów to ciepły, miodowo-przyprawowy szafran o fakturze miedzianego pyłu.
Drugi znaczący akord upleciony został z nut drzewnych. Miękkich jak kaszmirowa przędza, zwiniętych w krągłe motki - blade jak brzuszek skowronka.

sobota, 9 stycznia 2016

Znowu się oudało! Oud Saphir Atelier Cologne


Oud kojarzy się najczęściej z czernią. Ewentualnie z bardziej lub mniej ciepłymi odcieniami brązu. Z barwą szafiru... niekoniecznie.

Nie jestem miłośniczą niebieskich zapachów. Zielonych też nie. Jednak oud w tytule jest pokusą, której ulegam zawsze. Malkontenci mogą sobie narzekać na oudomanię i ostentacyjnie się kolejnymi oudami nudzić. Ja każde nowe perfumy z ulubioną nutą witam z radością. I nadzieją.

Zaraz... Przecież ja każde perfumy witam z radością! Nawet kwiatki - sratki, nawet ulepne landryny. Jestem jak mężczyźni, którzy kochają kobiety - wszystkie! Blondynki, brunetki i rude, grube i chude, intelektualistki i panny nieskomplikowane.



Pocałuj noc w najwyższą z gwiazd *

Pierwsze nuty Oud Saphir rozwiewają wszelkie wątpliwości - tym razem nie będzie to oud w czerni. Żadnego mroku, żadnych występnych rozkoszy. Szafirowy oud śmieje się prosto w niebo.


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Najlepsze perfumy roku 2015 i... te nienajlepsze. :)


Krótkie, lub niezbyt krótkie, podsumowanie minionego roku to już tradycja na SoS. Sama nie mogę uwierzyć w to, że piszę je już po raz ósmy.
Przy takich okazjach zawsze zastanawiam się, ilu z moich obecnych Czytelników pamięta początki mojego pisania. Krótsze teksty, małe fotki; jedną, cienką jak kiszka kolumnę tekstu...

Nie będziemy jednak dziś sięgali wspomnieniami aż tak daleko. Dziś słów kilka o tym, jak pachniał rok 2015.


Dla mnie osobiście był to rok wielkich wyzwań. Zaowocowało to mniejszą częstotliwością wpisów na Sabbath of Senses; starałam się jednak by to, co się ukazywało, było na stałym poziomie. Nie niżej.

Największymi związanymi z tematyką bloga radościami roku były dla mnie trzy rzeczy:
  1. Warsztaty, których prowadzenie daje mi wiele radości. Z pewnym żalem stwierdzam, że coraz częściej są to warsztaty komercyjne, zamknięte, organizowane dla konkretnej klienteli. Mam jednak nadzieję, że w roku 2016 uda mi się zaprosić Was na jakieś otwarte spotkanie. Lubię wszelkie spotkania perfumeryjne i każdą publiczność, ale najbardziej lubię spotykać się z Wami. :) 
  2. Instagram. Dzięki Hexxanie z bloga 1001 Pasji i mojej przyjaciółce Madzi - znanej forumowiczom udzielającym się na wizażowych Perfumach - odkryłam, jak wielką radość sprawia mi robienie zdjęć. Dzięki temu coraz więcej tekstów na SoS mogę ilustrować własnymi fotografiami.
  3.  Wywiady, które zawsze były jedną z moich ulubionych form opowiadania o sztuce perfumeryjnej i tworzących ją ludziach. Osobiste, piękne rozmowy, jakimi obdarowali mnie w tym roku Francis Kurkdjian, Martine Micallef i Geoffrey Nejman czy Olivier Durbano dają Sabbath of Senses dodatkową wartość. Ze swojej strony obiecuję, że w 2016 roku na SoS zagoszczą kolejne interesujące postacie perfumeryjnego świata. Już nad tym pracuję.

sobota, 2 stycznia 2016

Najbardziej wyczekiwana premiera 2015 - Chrysolithe Olivier Durbano


W listopadzie zapowiadałam, że wybieram się na spotkanie z Olivierem Durbano. Wybrałam się. I miałam okazję przeprowadzić kolejny wywiad z uroczym artystą. Niestety, okres przedświąteczny nie sprzyja blogowaniu. Warsztaty za warsztatami, spotkanie za spotkaniem - tłumaczenie wywiadu z premedytacją zostawiłam na "lepsze czasy". Mimo to cały czas czułam, że zapomniałam o czymś ważnym. Znacie to uczucie, kiedy tuż przed zdjęciem płaszcza zastanawiacie się, czy aby na pewno macie na sobie spódnicę?

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, w czym rzecz. Rzecz w Chrysolithe!



Wielkie mam w zapachach Olivera Durbano upodobanie i Chrysolithe był najbardziej chyba wyczekiwaną przeze mnie premierą 2015 roku. Dlatego rok 2016 otworzę tym właśnie zapachem. Zapowiadając tradycyjną gawędę podsumowującą rok miniony... Jak tylko zakończę świętowanie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...