poniedziałek, 4 stycznia 2016

Najlepsze perfumy roku 2015 i... te nienajlepsze. :)


Krótkie, lub niezbyt krótkie, podsumowanie minionego roku to już tradycja na SoS. Sama nie mogę uwierzyć w to, że piszę je już po raz ósmy.
Przy takich okazjach zawsze zastanawiam się, ilu z moich obecnych Czytelników pamięta początki mojego pisania. Krótsze teksty, małe fotki; jedną, cienką jak kiszka kolumnę tekstu...

Nie będziemy jednak dziś sięgali wspomnieniami aż tak daleko. Dziś słów kilka o tym, jak pachniał rok 2015.


Dla mnie osobiście był to rok wielkich wyzwań. Zaowocowało to mniejszą częstotliwością wpisów na Sabbath of Senses; starałam się jednak by to, co się ukazywało, było na stałym poziomie. Nie niżej.

Największymi związanymi z tematyką bloga radościami roku były dla mnie trzy rzeczy:
  1. Warsztaty, których prowadzenie daje mi wiele radości. Z pewnym żalem stwierdzam, że coraz częściej są to warsztaty komercyjne, zamknięte, organizowane dla konkretnej klienteli. Mam jednak nadzieję, że w roku 2016 uda mi się zaprosić Was na jakieś otwarte spotkanie. Lubię wszelkie spotkania perfumeryjne i każdą publiczność, ale najbardziej lubię spotykać się z Wami. :) 
  2. Instagram. Dzięki Hexxanie z bloga 1001 Pasji i mojej przyjaciółce Madzi - znanej forumowiczom udzielającym się na wizażowych Perfumach - odkryłam, jak wielką radość sprawia mi robienie zdjęć. Dzięki temu coraz więcej tekstów na SoS mogę ilustrować własnymi fotografiami.
  3.  Wywiady, które zawsze były jedną z moich ulubionych form opowiadania o sztuce perfumeryjnej i tworzących ją ludziach. Osobiste, piękne rozmowy, jakimi obdarowali mnie w tym roku Francis Kurkdjian, Martine Micallef i Geoffrey Nejman czy Olivier Durbano dają Sabbath of Senses dodatkową wartość. Ze swojej strony obiecuję, że w 2016 roku na SoS zagoszczą kolejne interesujące postacie perfumeryjnego świata. Już nad tym pracuję.



Zachwyty:


Rok 2015 był to dobry rok dla LM Parfums. W ostatnich miesiącach zadebiutowały nie tylko obłędne Malefic Tattoo, lecz także pachnące labdanum Cicatrices i naprawdę urokliwe Sensual & Decadent, o których może wkrótce szerzej. O czwartej premierze marki - Epine Mortelle - nie wspominam celowo. ;-)

 

Dobry był to także rok dla Francisa Kurkdjiana, który w czerwcu odwiedził Polskę i przy tej okazji udzielił mi przesympatycznego wywiadu. Udał mu się zarówno Oud Satin Mood, jak i Aqua Vitae Forte. Choć to zapachy zupełnie odmienne od tych, które swoim nazwiskiem firmuje Laurent Mazzone.

Jedną z najbardziej interesujących premier ubiegłego roku jest atramentowy Mortal Skin 777 Stéphane Humbert Lucas. Kompozycja jest niezwykła, wielowątkowa i iście schizofreniczna. Po pobieżnych testach w Quality miałam zamiar wziąć próbkę, ale jakimś cudem zapomniałam. Obiecuję, że do Mortal Skin jeszcze wrócę. Ten zapach za mną chodzi.

Bardzo udaną kompozycją jest Palissandre d`Or Aedes de Venustas - ciepły, miękki, krągły zapach dla miłośników nut korzennych i czerwonego drewna. Przepięknie palisandrowy i upojnie muszkatołowy. Złożony po mistrzowsku - bez ostentacji i bez nieśmiałości. Nosem stojącym za Palissandre d`Or jest Alberto Morillas. I wszystko jasne.



Martine Micallef i Geoffrey Nejman z M.Micallef Parfums w pompą wprowadzili w tym roku na rynek nowy, tajemniczy składnik perfumeryjny, na którym utkali najważniejszą ze swoich ubiegłorocznych premier: Akowa. Świetny pomysł na kampanię i naprawdę niezły pomysł na zapach. Oraz, o czym w przypadku marki M.Micallef wspomnieć nie tylko wypada, ale wręcz należy: cudowny, klimatyczny flakon.

Trio Saltus, Succus, Tellus Les Liquides Imaginaires. Zapachy więcej, niż przyzwoite. Z ukłonem w stronę niszy, choć (jak to u Liquides) noszące się łatwo i przyjemnie.

Wysyp premier Atelier Cologne. Moim faworytem jest Oud Saphir. I nie jest to niespodzianka. Wkrótce postaram się opowiedzieć Wam o tych perfumach. A także o Santal Carmin z roku 2014, który urzekł mnie piękną nutą szafranu.



Słów kilka chciałabym  poświęcić debiutującym w tym roku na rynku markom: surowym zapachom Angela Ciampagna tworzonym przez... Angelę Ciampagnę i pięknie krągłym kompozycjom Marie Salamagne tworzonym dla marki Atelier des Ors. Angela Ciampagna wciąż czeka na polskiego dystrybutora, ale Atelier des Ors możemy już do woli testować, bo markę włączyła do swojej oferty Perfumeria Quality. Szykują mi się zakupy próbkowe.

Ostatnia debiutująca marka, którą wspomnę to Tabacora Parfums - Polski projekt, w ramach którego na rynek weszły w tym roku dwie orientalne kompozycje: Anarkali i Salim. Naprawdę przyzwoite.

Udana okazała się także nowa, fabryczna wersja Sensei Piotra Czarneckiego. Zapach stał się bardziej finezyjny, bez utraty osobowości. Sensei weszło na oficjalny, komercyjny rynek. Ma go w swojej ofercie perfumeria Lu'Lua - można więc testować w Krakowie albo normalnie zamówić próbki. I flakon. W przyzwoitej cenie.

I tym radosnym akcentem kończę zachwyty.


Zrzędków będzie mniej, bo zawsze milej jest chwalić.


Nie rzuciła na kolana La Religieuse, której twórcą jest Serge Lutens. Proszę mnie źle nie zrozumieć - to przyjemny zapach. Jednak po bardzo dobrej, lecz złożonej wedle podobnej recepty L'Orpheline z 2014 i, mniej dobrej, La Vierge de Fer z 2013 (która w 2015 weszła tymczasowo do linii eksportowej) - Zakonnica jest po prostu mało odkrywcza. Ileż jeszcze eterycznych, smutnych panien przedstawić zamierza nam mistrz Serge?

 

Nie zachwyciła Colonia Ambra Acqua di Parma - trzecie perfumy ekskluzywnej Ingredient Collection. Po przyzwoitym Oudzie i świetnej zeszłorocznej Skórze, Ambra wypada blado. Jest zbyt cytrusowa i zbyt rozbełtana wodą (morską). Zbyt akuratna. Na razie najsłabsza propozycja z serii.

Miłośnikom ambry bezkompromisowej i treściwej polecam  inną premierę 2015: Ryder Ex Idolo. Tak powinny pachnieć perfumy ambrowe!

Nie urzekły mnie ani wzbudzające masowe zachwyty spożywcze Feve Délicieuse z ekskluzywnej kolekcji Diora, ani pudrowa Misia z równie ekskluzywnej kolekcji Chanel. W kategorii eksklusiowów o ograniczonej dystrybucji najlepiej chyba wypadł w tym roku Armani z przyzwoitymi, żywicznymi Sable Fume i Sable Or.



Smuteczki małe i duże:

Smuteczek mały jest taki, że nie udało mi się powąchać Boss Bottled Oud, choć się starałam. Po naprawdę udanym Damask Oud z 2013 roku przestałam się sarkastycznie uśmiechać słysząc złożenie słów oud i Boss.


Smuteczek duży jest taki, że wieści o wycofaniu z rynku wielu naprawdę dobrych, klasycznych już perfum Comme des Garcons nie okazały się snem ani czkawką marketingowców. Czerwona i zielona seria, Odorki, Playe i świetnie przez miłośników niszy przyjęty Black odchodzą w przeszłość. Wciórności!


 

Czujny Czytelnik zapewne zauważył, że w swoim podsumowaniu pominęłam wszelkie flankery i nowe wersje starych hitów. Na przykład Chanel No.5 Eau Premiere 2015, Angel Eau Sucree czy Acqua di Gio Profumo. Oraz dwie nowe Małe Czarne od Guerlaina. Kolejne dwie Małe Czarne z bogatej kolekcji Małych Czarnch, które zaczynają mnie nudzić. Wedle bazy portalu Fragrantica od 2009 roku marka Guerlain zdążyła wypuścić na rynek siedemnaście Małych Czarnych produktów i byłoby mi to zupełnie obojętne, gdyby nie fakt, że w tym roku jakimś cudem kolejna Mała Czarna oraz kolejny zupełnie do prawdziwego, vintage'owego Shalimara niepodobny Shalimar zostały najlepszymi perfumami niszowymi dla kobiet. Bo ktoś wpadł na pomysł, żeby za niszowe uznać wszystkie te marki, które zaczynały jako domy perfumeryjne. Niby metoda dobra jak każda inna, ale uczciwie mówiąc, nie widzę szans na to, by autentycznie niezależna, nie dysponująca milionowym kapitałem marka perfumeryjna zdolna była rywalizować z kombinatami kosmetycznymi w typie Guerlain, który co prawda zaczynał od "małolitrażowej" produkcji perfum, lecz obecnie produkuje zarówno kosmetyki pielęgnacyjne, jak i kolorówkę. Oraz, oczywiście, sprzedającą się na cysterny perfumeryjną popkulturę w typie nastego modelu Małej Czarnej.


Nie oceniam tu urody La Petite Robe Noire. Ani urody  La Petite Robe Noire 2, La Petite Robe Noire Couture, La Petite Robe Noire Ma Premiere, La Petite Robe Noire Eau de Toilette, Eau Fraiche, L'Extrait, de Lingerie ani żadnej innej La Petite Robe Noire. Po prostu kiedy zestawimy potencjał promocyjny Piotra Czarneckiego z machiną marketingową stojącą za kolejną wersją Małej Czarnej - wyraźnie widać, że to nie do końca jest ta sama kategoria.

Wracamy więc do rozważań o definicji perfumeryjnej niszy...



I z tą myślą zostawiam Was dziś życząc wielu pachnących odkryć w Nowym Roku, a także wielu miłych chwil z zapachami, które już dawno odkryliście. Ja dziś pachnę sentymentalnie - bohaterem pierwszej mojej blogowej recenzji: Black Cashmere, które nie miały szesnastu flankerów.

26 komentarzy:

  1. No to zacznijmy ten kaszmirowy tydzień :-)8 lat - kawał czasu. Żałuję, że wcześniej nie trafiłam na Twój blog, tylko na tego pana, wiesz kogo :-) Ale najważniejsze, że teraz nadrabiam. Dobrze, że jesteś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się po prostu cieszę, ze do mnie trafiłaś i że masz ochotę wracać.
      Udanego (nie tylko zapachowo) roku! :)

      Usuń
  2. Kurcze właśnie policzyłam, że twojego bloga podczytuję od 5 lat! Czasem znajduję na blogu recki z początku jego działania i tylko się do siebie uśmiecham bo wiem jak sie historia potoczyła dalej (np z NU EDP od YSL, dostępnością zapachów na polskim rynku, cenami... czy nawet własnymi komentarzami :P) Szmat czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięć lat. Kawał czasu.
      Sama czasem jestem zdziwiona tymi recenzjami sprzed lat. Ale staram się w nich nie grzebać. Traktuję je jak świadectwo chwili. Nie wychodzę z TAMTEJ rzeki. Niech trwają takie, jakie są.

      Wracam też do komentarzy pod recenzjami. Uwielbiam to, ze są i to, jakie są. Ich czytanie sprawia mi kolosalną frajdę. :)

      Usuń
    2. Mi też, moja świadomość rosła przy twoim blogu na wizażu i fragrantice. Jak tak czasem czytam siebie z początków to widzę takiego rozbrykanego tygryska z perfumoholicznym ADHD. Teraz to już jestem dużym leniwym tygrysem :D mało co mnie pobudza do takiej aktywności i emocji mimo to nadal jest miło zwłaszcza na twoim blogu. Pisałam już to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz. Masz bardzo dobry warsztat i czyta się twoje wpisy bardzo lekko.

      Usuń
    3. Mam to samo! Kiedyż moje perfumeryjne rządze były nagłe i wymagały natychmiastowego zaspokojenia. Teraz... Mogę czekać. Nawet niekoniecznie muszę wszystko mieć.
      Inna sprawa, że łatwiej jest zachować spokój mając w szafce kilkadziesiąt czy kilkaset flaszek, niż mając ich pięć. :)

      Usuń
    4. I bardzo dziękuję za pozytywną ocenę "warsztatu". Naprawdę bardzo to dla mnie ważne. <3

      Usuń
  3. Czyta się od roku i wszystko przeczytane :) i proszę o więcej i częściej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, dziękuję. Staram się, ale taki solidny wpis do dużo pracy. A pobieżnych po łebkach... Nie potrafię. Choć wiem, że czasem warto i że takie szybkie impresje też mają swoją wartość. Ale jakoś nie potrafię. :)

      Usuń
  4. Czyta się od roku i wszystko przeczytane :) i proszę o więcej i częściej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się. Zawsze się staram, tylko rzeczywistość nie zawsze sprzyja.

      Usuń
  5. Droga Sabbath, wywiady czytało z się z prawdziwą przyjemnością. Czuć było w nich serdeczną atmosferę panującą w trakcie rozmowy, a wywiad z Martine i Geooffreyem to już w ogóle pełnia emocji. :) Cieszę się, że założyłaś IG i że sprawia Ci frajdę robienie zdjęć, bo mnie i zapewne wielu innym frajdę sprawia ich oglądanie. ;)

    Oud Saphir to chyba mój prywatny faworyt tego roku, ulubieniec tej marki (choć ich perfumy wyjątkowo się ze mną zgadzają). Pięknie układa się też na mnie Floriental CdG, choć na początku wcale mnie nie zaintrygował.

    Rozczarowało mnie mamałygowate Palo Santo, grzeczna Zakonnica, no i Akowa też coś mi nie podeszła, chociaż ogólnie to rzeczywiście ciekawy zapach - po prostu jakiś taki nie mój. Kurkdjian nowościami nie zawiódł. :)

    A nowy Sensei i marka 777SHL czekają na swoją kolej. No i nowy Durbano.
    Ciekawa jestem, jak spodobają Ci się perfumy Atelier des Ors. :)

    Pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O atak! Mnie w zapachach AC nawet neroli ładnie leży, choć właściwie nie lubię tej nuty. Świetna marka. Ich zapachy nie są "niszowe" przez duże NI, ale są po prostu bardzo ładne. Takie... lubiące swoich nosicieli.

      AdO wąchałam i mam swojego faworyta. muszę chapsnąć próbasy.

      I... oczywiście! Zapomniałam o Floriental. Gapa ze mnie.

      Usuń
  6. Piszesz tak cudownie!Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ładne zapachowe podsumowanie roku :) Uwielbiam tutaj wpadać... Prowadź tego bloga jak najdłużej :*
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. I zapraszam nieustająco. To Wasze komentarze sprawiają, że mi się ciągle chce. :)

      Usuń
  8. Ja jestem z Tobą już od lat trzech i nic nie wskazuje na to by miałbym przerwać przygodę przebywania w tej sympatycznej i pełnej magii przestrzeni... :)

    Moim objawieniem jest bez wątpienia obezwładniający Malefic Tattoo. Poznałem też w końcu upragnionego i pięknego Yas al Malaki jak i niecodzienne Akowa przykuła swym spokojem.
    Czaję się właśnie na opisywanego z zachwytem w wielu miejscach Mortal Skin, mam nadzieje że jak dotrą paczki z daleka to się doczekam.

    No i udało się spotkać ;)

    Pozdrawiam Lucado

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero trzy lata? Ja mam wrażenie, jak gdybym znała Cię dużo dłużej.
      Bardzo lubię Twoje odwiedziny i Twoje komentarze. Dziękuję.

      Na Mortal Skin też się sadzę. :)

      Usuń
    2. Bo to jest tak że jeśli ludzi łączy ta właściwa i niewypowiedziana wibracja przez co swoiste porozumienie, mają wrażenie że znają się od zawsze i nawet jeśli nie widuja się miesiącami nic się nie zmienia, a jeśli już to na lepsze... :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Pewien punkt odniesienia wskazuje on na to że odwiedzam Cię już 5-ty rok. Ja i moja matematyka. Masz wyczucie :)

      Usuń
  9. Moja Sabbath, jak dawno mnie u Ciebie nie było :( Podczytuję, ale ostatnio mało pisałam :( A, że Cię uwielbiam, to wiesz, prawda? :)

    Piękny i pachnący miałaś rok <3 Życzę Ci aby ten obfitował w wiele cudownych odkryć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za radość o poranku! Tak dawno Cię tu nie widziałam. <3
      Rok miałam trudny. Ale zaiste - pachniał pięknie. :)

      Usuń
  10. Ha! :) pamiętam Twoje początki oraz wspaniałe opisy/recenzje na Wizażu. Czas odmierzony kolejnymi flakonami/fiolkami/premierami i nie tylko. Jest mi niezmiernie miło, że dzięki Tobie mogę odbywać tę aromatyczną podróż na SoS oraz, że przyłożyłam rękę do IG. A co za tym idzie mogę oglądać TEN świat Twoimi oczami - robisz świetne zdjęcia, które wspaniale obrazują zapachy. Masz dobre oko oraz wyczucie :)

    Moim odkryciem stał się ekstrakt Sensei i czekam teraz na przesyłkę z EDP, która niestety przez zawirowania poczty została mocno opóźniona. Mam nadzieję, że teraz dotrze już bez problemu.

    Życzę Ci, by ten oraz każdy kolejny rok był bogaty w aromatyczne odkrycia i zachwyty <3

    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...