środa, 30 marca 2016

Gruby koliber - Hummingbird Zoologist Perfumes


Pierwsza myśl po rozpyleniu Hummingbird na skórze: wreszcie jakieś zwierzę, które pachnie tak, jak powinno!
Swoim triem z 2014 roku marka Zoologist Perfumes przyzwyczaiła nas do niespodzianek. Chuda Panda, Bóbr w salonie, zadumany Nosorożec w klapkach... Po Kolibrze spodziewałam się co najmniej krowiego placka. Tymczasem Hummingbird pachnie kwiatuszkami i słodkościami. Prawie nie wierzę!



Chude grubego początki


Koliber pachnie bzem. Świetny pomysł, bo drobne kwiatki i urokliwy zapach bzu doskonale pasują do drobnego i urokliwego ptaszka.

Mimo zapowiadanego w opisie nawału nut ze śliwką, wiśnią, gruszka i kwiatami - w pierwszej fazie Hummingbird jest zapachem lekkim. Otwierające zapach bez z tulipanem rychło zyskują sympatyczne towarzystwo w postaci lekkich nut owocowych. Listki fiołka dają kompozycji charakterystyczną, chrupką cierpkość, która ładnie unosi zapach.

W otwarciu Koliber jest totalnie kolibrem: kwiatem w locie.

wtorek, 29 marca 2016

Nosorożec - gbur złowrogi - Rhinoceros Zoologist Perfumes


Powiedzmy wprost: Nosorożec królem subtelności nie jest. Musi pakować się na skórę z rozmachem i przytupem... ale czemu w plastikowych laćkach?!


Otwarcie jest potworne. Zapach tanich klapek ze śmierdzącego plastiku, artykuły chemiczne gospodarstwa domowego, jakiś Nitro czy inny rozpuszczalnik i do tego płyn do dezynfekcji w sprayu używany w szpitalach na okrasę. Pisałam, że Lizol? Właściwie pisałam w artykułach chemicznych, ale napiszę raz jeszcze, bo ten konkretny artykuł zasługuje na specjalne wyróżnienie.

Po powąchaniu Nosorożca z atomizera całe moje rozmiłowane w dziwolągach i zapachach trudnych jestestwo sygnalizowało, że nie - wcale nie chcę tego testować. Gdyby nie prawo serii i obietnica zrecenzowania wszystkich zapachów Zoologist, daję słowo, wcisnęłabym próbkę w najgłębszy kąt najgłębszej szafki i nie wracała do niej nigdy.
I byłaby szkoda.

poniedziałek, 28 marca 2016

Kto zobył "Księgę utraconych zapachów? - wyniki losowania


Dziś, zgodnie z obietnicą, wyniki losowania trzech egzemplarzy "Księgi utraconych zapachów" M.J. Rose.


Przyznaję, to najdziwniejsze rozdanie w historii SoS.

niedziela, 27 marca 2016

Recenzja do czytania w ciemności - Kalemat Wood Arabian Oud


Oficjalna lista nut zapachowych Kalemat Wood zawiera bazylię, wanilię, oud i piżmo. I jeśli mogę udzielić Wam dobrej rady - nie zważajcie na nuty. Kalemat Wood jest dokładnie tym, co zapowiada nazwa. Znanym i lubianym Kalematem z dodatkiem ciepłych, bogatych nut drzewnych. Niczym więcej. I, ku mojej wielkiej radości, niczym mniej.


Każdy zakochany jest poetą*

Złocisty, zmysłowy orient. Łagodny jak dotyk. Z wyraźną, lecz starannie wyważoną nutą miodową, pysznym akordem ambrowym i łagodnym, wytrawnym marcepanem w tle.
Czym różni się Kalemat Wood od urokliwego klasyka? Co sprawiło,  że klasyk mnie zauroczył, ale dopiero jego drzewny brat uwiódł?

Wiosno, przybywaj!




Bez względu na to, jak świętujecie wiosenną równonoc:

Życzę Wam wiosny - ciepła wokół i w sercach.
Żeby Wasze plany wzrastały i dawały plon.
Żeby Wasza praca dawała słodkie owoce, a Wasze marzenia kwitły i nigdy nie traciły barw. 
Życzę Wam uśmiechu.






sobota, 26 marca 2016

Dziś sobie pobobrujemy! - Beaver Zoologist Perfumes


Bóbr, mili Państwo, każdemu perfumaniakowi skojarzy się z kastoreum. Analogia jest prosta jak konstrukcja cepa. Bóbr i strój bobrowy chodzą w parze i dla bobrów lepiej, by tak pozostało.

Tymczasem zarówno właściciel ZOO - Victor Wong, jak i tata Bobra - Chris Bartlett zaklinają się, że w bobrowych perfumach Zoologist bobrowego stroju nie ma. Nawet w ilościach homeopatycznych. I dobrze, bo choć istnieją metody "dojenia bobra" w celu pozyskania kastoreum, są one nieopłacalne. I zazwyczaj kończy się tym, że bóbr zostaje bez stroju. I nieżywy.



Herbatka z Bobrem



Oficjalne materiały anonsują Beavera jako zapach bobrzych żeremi. Może i żeremie, ale tylko pod warunkiem, że bobry piją w nich lipową herbatkę i sypiają w płukanej w jaśminowym płynie pościeli.

piątek, 25 marca 2016

Naga kobieta, statek pod żaglami i panda w galopie - Panda Zoologist Perfumes


Zabawmy się.
Zamknijcie oczy (nie, nie teraz - po doczytaniu zdania do końca) i wyobraźcie sobie zapach pandy. Tak, takiej:


I jak Wasze skojarzenia?
Gruby futrzak, czy smukły bambus?

Pandy wszak grube są, lecz jedzą chude bambusy. I choć to teoretycznie drapieżniki, w praktyce są zbyt leniwe i nieruchawe, by na co dzień polować na pokarm, który rusza się szybciej, niż trawa. I dlatego kochamy pandy! Wcale nie dlatego, że są nieodparcie słodkie i urocze. Kochamy, je, bo są niezbitym dowodem na to, że można utyć na sałatce!



środa, 23 marca 2016

Wieści z perfumerii Oryginały.com i niespodzianki dla Was.


Trwa wciąż rozdanie "Księgi utraconych zapachów", tymczasem ja mam dla Was kolejne nowe marki i kolejne zestawy próbek. Tym razem dobre nowiny zawdzięczamy Pani Karinie z perfumerii Oryginały.com.

W ostatnich tygodniach Oryginały.com wprowadziły na rynek dwie świeżutkie marki - obie debiutujące w 2015 roku.


Rubini


Rubini posiada w ofercie jedne tylko perfumy: owocowe, energetyczne Fundamental.


Czarne serce w białym rumie - Coeur de Noir BeauFort London


Przewrotnie i nieco sarkastycznie uraczę Was dziś kolejną - nie do końca wiosenną - recenzją perfum inspirowanych morzem.

Dlaczego sarkastycznie? Bo sporo dystansu mam do stereotypowego podziału na perfumy zimowe i letnie, wedle którego jesienią i zimą nosi się ambry i przyprawy, a wiosną i latem perfumy cytrusowe i wodne.
Dlaczego przewrotnie? Bo ani recenzowane pierwszego dnia kalendarzowej wiosny marynistyczne 1805 Tonnerre, ani inspirowane szkicami jachtów, marynarskimi tatuażami i czytanymi ze szklaneczką rumu w dłoni morskimi opowieściami Coeur de Noir do perfum lekkich i świeżych nie należą.
Czy więc nadają się na wiosnę?

Drodzy moi Czytelnicy bez uprzedzeń, powiadam Wam - nadają się na każdą porę!




Port to jest poezja...


Rum, dziegieć, labdanum!
Skóra, tytoń atrament!

Żadnych kwiatków, żadnych owocków - nawet cytrusów.

Toż to gotowa pułapka na Sabbath. I Sabbath z premedytacją w nią wlazła.


poniedziałek, 21 marca 2016

Czy perfumy są sztuką - felieton z okazji Międzynarodowego Dnia Perfum


Czy wiecie, że 21 marca wypada Międzynarodowy Dzień Perfum - International Fragrance Day?


Zapytano mnie dziś, czy uważam, że takie święto jest potrzebne? Czy ma sens? Ja zaś odpowiedziałam niegrzecznie - pytaniem na pytanie:
- A czy, przypadający także 21 marca, Międzynarodowy Dzień Poezji ma sens?
- Czy ma sens obchodzony przed miesiącem Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego?
- Czy jest nam potrzebny Światowy Dzień Książki (już za miesiąc - 23 kwietnia)?

Nie - nie znam uniwersalnej odpowiedzi na te pytania. Wiem jednak, że są to okazje do świętowania pasji i wspomnienia o rzeczach pięknych. Że nikomu nie przynoszą szkody. Wręcz przeciwnie - ich obchody bywają źródłem radości. I także przyczyniają się do popularyzacji sztuki, do dzielenia się pięknem. Dla mnie to ma sens. A dla Was?


Zestawy próbek z Perfumerii Lulua wygrywają...


Kochani,

dziękuję za bardzo liczny udział w rozdaniu. Zainteresowanie było tak duże, że zrezygnowałam z przypominania o nim na Facebooku - zależy mi bowiem na tym, by próbki trafiały do osób, które naprawdę pokochały świat zapachów. I są czytelnikami SoS. :)

To nie jest losowany zestaw. Losowany zestaw będzie prawie dwa razy większy.

Dziś ogłoszę zwycięzców. Zanim jednak to zrobię napiszę, że na tym nie koniec niespodzianek.
Wciąż zgłaszać można akces do rozdania trzech egzemplarzy "Księgi utraconych zapachów", a ja lada moment ogłoszę kolejne atrakcyjne losowania. Proszę się nie smucić i nie rezygnować. :)

niedziela, 20 marca 2016

Trzy godziny, które zmieniły świat - 1805 Tonnerre, BeauFort London


Co do jasnej cholery? Poważnie - kto nosi coś takiego publicznie? Testowałam je, z resztą razem z Coeur de Noir, i oba są NIENOSZALNE.
1805 pachnie jak płonący wrak małego samolotu, który walnął w wulkan. Jedynym śladem życia w tym zapachu jest cieknąca piersiówka z brandy zanim samolot się skopci.
To nie ja. To recenzentka Curvealert na angielskojęzycznej Fragrantice. *



Wiecie, co jest największym problemem recenzenta perfum? Nie samo pisanie. Największym wyzwaniem jest wybór tematu. Odrzucenie setek próbek po to, by wybrać tę jedną, której przez czas jakiś poświęcimy całą swoją uwagę.
Miałam zamiar zacząć od uroczych zwierzaczków Zoologist, ale ta recenzja przesądziła sprawę.


Wielka bitwa - wielki zapach

Pamiętacie historię armatniego wystrzału opowiedzianą przez Geralda Ghislaina kompozycją nazwaną Ambrarem? W 1805 Tonnerre także znajdziemy proch i armaty i wystrzał. Niejeden!

piątek, 18 marca 2016

Nie boję się niczego - Wywiad z Olivierem Durbano, część trzecia - ostatnia


Dziś trzecia - ostatnia część mojej rozmowy z Olivierem Durbano. Oraz obiecana niespodzianka.

Pierwszą część znajdziecie tu: Część 1
Drugą tu: Część 2

Zapraszam!




Nie szukam zrozumienia

Klaudia Heintze: Olivierze, a gdybyśmy teraz nie przeprowadzali wywiadu; jak myślisz, o czym rozmawialibyśmy?

Olivier Durbano: Dokładnie o tym samym. Jestem pewien!

KH: Rozmawiamy o perfumach i emocjach. Perfumy to sztuka bardzo intymna. Doznania na własnej, nagiej skórze. Był może dlatego właśnie robisz perfumy i być może dlatego właśnie o perfumach lubisz rozmawiać.

OD: Tak! Oczywiście, że tak! I jeszcze dlatego, że perfumy to coś, co rozumiesz, ale tak naprawdę nie rozumiesz. Bo zawsze jest w perfumach coś, czego nie możesz kontrolować. Co po prostu czujesz i żadne próby zrozumienia nie dadzą ci nad tym władzy. Rozmowa o perfumach daje mi szansę powiedzenia: poczuj to. A czucie to emocje. Swego rodzaju smutkiem napełnia mnie kontakt z ludźmi, którzy próbują wszystko zrozumieć, i wiedzieć, i zrozumieć, i wiedzieć. Bo zrozumienie wcale nie otwiera drzwi do czucia; do emocji.

czwartek, 17 marca 2016

Wieści z Perfumerii Lulua i niespodzianki dla Was


Nie będę pytała, czy znacie perfumerię Lulua.

Perfumeria ta znana jest nie tylko z bogatego, dobrego niszowego asortymentu, lecz także z miłej i kompetentnej obsługi.
Oraz z próbek, które wyglądały tak:


Pomijając fakt, że komfort testowania z próbki lanej jest bardzo średni; wyobrażacie sobie, co się dzieje, kiedy przyczepione do opisanych bloterków nieopisane fiolki poodczepiają się od siebie nawzajem?
Oczywiście Lulua starannie pakuje próbki i nie zdarzyło mi się, żeby dotarły poodczepiane, ale kto powiedział, że ja je równie starannie pakuję idąc na przykład na perfumeryjny zlot? Kiedy zabieram ze sobą trzy wory próbek?

środa, 16 marca 2016

Mam sentyment do ludzi, nie do perfum - Wywiad z Olivierem Durbano, część druga



Zapraszam do lektury drugiej części rozmowy z Olivierem Durbano. Bez wstępów, bo ta rozmowa ich nie potrzebuje.




Nie jestem ciekaw

KH:
Jeden z moich czytelników prosił, żeby zadać Ci pytanie o to, czy używasz perfum innych marek. Pytanie dosłownie było o marki konkurencyjne, ale to przecież nie do końca jest konkurencja.

OD: To w ogóle nie jest konkurencja.

KH: Cóż więc?

OD: To po prostu... różne marki. Mamy inne historie, inną energię i jesteśmy zazwyczaj bardzo szczęśliwi, kiedy możemy się spotkać. Prywatnie albo zawodowo. Konkurencja dzieje się w ludzkich głowach. Dla mnie nie istnieje. W ten sposób moje życie jest łatwiejsze.

KH: Miło, że tak mówisz. Wróćmy do pytania: czy istnieją zapachy innych marek, do których masz sentyment, czy zdarza Ci się używać perfum, których nie stworzyłeś?

OD: Mam sentyment do ludzi, nie do perfum. [śmiech]

KH: Tak, to była sprytna odpowiedź. A może jeszcze jedno zdanie?


wtorek, 15 marca 2016

Moim celem jest wzbudzanie emocji - Wywiad z Olivierem Durbano, część pierwsza


Dziś, zgodnie z obietnicą, wyjawię Wam treść rozmowy z Olivierem Durbano, którą miałam przyjemność przeprowadzić pod koniec ubiegłego roku. Zarejestrowana za zgodą Oliviera rozmowa stanowi fragment naszego dłuższego spotkania - dlatego rozpoczyna się nietypowo. I nietypowo kończy.

Zapraszam do lektury pierwszej części liczącego ponad 30 000 znaków wywiadu.





Historia z książki


Klaudia Heintze: Olivierze, zacznę od pytania niezwykłego, gdyż temat wydaje mi się intrygujący i wart poruszenia.
Wiem, że istnieje książka amerykańskiej autorki M.J. Rose, w której to książce jedna z postaci inspirowana jest Twoją osobą i jej historia jest także historią Twojego życia.

Olivier Durbano: To bardzo ciekawa sprawa. Poznałem M.J. kilka lat temu... A właściwie nie tak... M.J. Skontaktowała się ze mną. Napisała, że opowiedział jej o mnie znajomy z Australii... M.J. Mieszka w Nowym Yorku, mnie złapała w Paryżu, więc nie jest to taka zwykła sytuacja. Zadała mi kilka pytań dotyczących perfum i tak dalej, i w końcu napisała, że wybiera się do Paryża. Zapytała, czy mam ochotę na spotkanie. Odpisałem, że chętnie. Kiedy przyjechała spędziliśmy kilka godzin na rozmowach o wszystkim. A kiedy rok później przyjechała do Paryża ponownie - podarowała mi książkę. I powiedziała, że to jej najnowsza powieść i jedna z postaci w niej opisanych jest perfumiarzem. I że jest ona efektem naszej rozmowy. Więc może jest inspirowana mną, ale ja tego nie wiem na pewno, bo nie czytałem.
Nie zrozum mnie źle - to urocza historia z tą książką, ale ja nie znam angielskiego na tyle dobrze, żeby przeczytać w oryginale, a na francuski jeszcze jej nie przetłumaczono. Przetłumaczono ją na wiele języków, ale na francuski akurat nie.

KH: Opowiedz mi więc historię, która zainspirowała M.J. Rose. Nie w sposób, w jaki opisano ją w książce, ale tak, jak jej ją opowiedziałeś.

poniedziałek, 14 marca 2016

O smutku i piciu szampana


Kochani,
dziś post osobisty. Proszę o wybaczenie, ale czuję, że tak będzie właściwie.

Pod koniec stycznia straciłam Przyjaciela. Miał 35 lat i był jednym z najlepszych ludzi, jakich miałam okazję poznać. Łączyło nas wiele wspomnień i projektów - zakończonych i nie.
Bezpośrednio po stracie dałam sobie czas na żałobę. Chciałabym powiedzieć, że minął, ale obawiam się, że tego typu rany zostawiają blizny na zawsze.

Usiłowałam wrócić do pisania już dawno. I za każdym razem, kiedy siadałam przed monitorem z pustym plikiem tekstowym czekającym na literki, myślałam tylko o tym, że pomimo, iż łączyła nas inna pasja - nie perfumy - to właśnie lucek był pierwszym obserwatorem mojego bloga; to lucek nakłonił mnie do napisania pierwszego poradnikowego tekstu o perfumach; to lucek namawiał na warsztaty dla Mistrzów Gry chcących zagrać zapachem.

Rankiem, w dniu, w którym dowiedziałam się, że mój Przyjaciel zmarł we śnie na obozie RPG, na którym był wychowawcą, otrzymałam ciepłą, pełną troski wiadomość od Oliviera Durbano. Wiadomość ta przywołała wspomnienia ostatniego spotkania, podczas którego rozmawialiśmy o trawieniu smutku i o tym, że nawet kiedy jesteśmy smutni, nawet kiedy cierpimy, warto pić szampana.

Dziś dojrzałam do picia szampana. Wróciłam do pracy nad długim (właśnie przekroczyłam 30 000 znaków, a to ciągle nie koniec) i pełnym niespodzianek wywiadem z Olivierem Durbano, który nagrałam jeszcze w roku ubiegłym. Wywiadem, który będziecie mieli wkrótce okazję przeczytać. I przy którym będziecie się, mam nadzieję, bawili tak dobrze, jak my nagrywając.

Olivier dużo i szczerze się śmieje. Szkoda, że nie mogę Wam tego przekazać na blogu. Obiecuję jednak, że całą resztę opowiem dokładnie. No, może poza tym, jak oblałam go wodą. :)

Dziękuję za wyrozumiałość i do przeczytania wkrótce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...