środa, 23 marca 2016

Czarne serce w białym rumie - Coeur de Noir BeauFort London


Przewrotnie i nieco sarkastycznie uraczę Was dziś kolejną - nie do końca wiosenną - recenzją perfum inspirowanych morzem.

Dlaczego sarkastycznie? Bo sporo dystansu mam do stereotypowego podziału na perfumy zimowe i letnie, wedle którego jesienią i zimą nosi się ambry i przyprawy, a wiosną i latem perfumy cytrusowe i wodne.
Dlaczego przewrotnie? Bo ani recenzowane pierwszego dnia kalendarzowej wiosny marynistyczne 1805 Tonnerre, ani inspirowane szkicami jachtów, marynarskimi tatuażami i czytanymi ze szklaneczką rumu w dłoni morskimi opowieściami Coeur de Noir do perfum lekkich i świeżych nie należą.
Czy więc nadają się na wiosnę?

Drodzy moi Czytelnicy bez uprzedzeń, powiadam Wam - nadają się na każdą porę!




Port to jest poezja...


Rum, dziegieć, labdanum!
Skóra, tytoń atrament!

Żadnych kwiatków, żadnych owocków - nawet cytrusów.

Toż to gotowa pułapka na Sabbath. I Sabbath z premedytacją w nią wlazła.




Coeur de Noir otwarcie ma lżejsze, niż zapowiadają nuty.
Jako pierwszy w nozdrza uderza piękny, jasny aromat rumu. Żadnych ciemnych, brudnych bełtów niewiadomego pochodzenia. Aromat pachnący jak dobry, szczery grog z pomarańczową skórką i śladem anyżu. 
Na drugim planie brzmi akord mineralny z czasem ewoluujący w zapach zmrożonego atramentu.

 

Akord serdeczny Czarnego Serca nie jest tak czarny, jak można by oczekiwać. Emanuje czernią spłowiałą i zmęczoną. Daleką od władczej zachłanności prawdziwego mroku.
Zapach starej skóry pachnącej czasem i kurzem oraz odległy, subtelny jak wspomnienie aromat waniliowego tytoniu splatają się akord niedoskonale, karykaturalnie krągły. Akord balansujący na skraju turpizmu, pokaleczony ostrym jak opiłki platyny imbirem.

Jednak dopiero ostatni pęk nut przesądza o tym, czy pokochamy Czarne Serce, czy nie.

Po pierwsze uświadamiamy sobie, że w Coeur de Noir nie ma morza. Ani kropli słonej wody, ani śladu morskiej bryzy.
Statek cumuje w porcie - wyciągnięty na brzeg jak wielka ryba; tkwiący w suchym doku z podbrzuszem wystawionym na widok zbyt wielu oczu.

W powietrzu unosi się aromat smoły, smarów, bitumin i... Dziegciu. Eteryczny, słodko - gorzki, wsiąkający w nuty skórzane jak atrament w bibułę. Przybrany akordem żywicznym złożonym ze styraksu, labdanum i najprawdopodobniej także odrobiny balsamu kopaiba. Podbijający chłodne nuty metaliczne i atramentowe. Dający kompozycji fakturę źle wytopionego, szorstkiego żelaza.


Coeur de Noir to zapach, który rozwija się jak powieść. Pierwsze godziny spędzamy podglądając nielicznych marynarzy oddelegowanych do pilnowania statku podczas dokonywania napraw po długim, pełnym przygód rejsie. Pijemy z nimi grog, słuchamy opowieści, przeżywamy chwile grozy i chwały.

Przyglądamy się okrętowi przez wiele miesięcy będącemu ich domem, wplatamy w zasłyszane historie zapach sezonowanego drewna, fakturę szorstkich lin i szorowanych przez lata z taką samą sumiennością desek. I stukanie drewnianej nogi bosmana też.
Wstydliwie dotykamy wyrwanych przez muszkietowe kule szczerb i chowamy do kieszeni spłaszczone kule.

 

A kiedy już nasycimy się gawędą i ubrudzimy ręce - po wąskim trapie zejdziemy na ląd. Miniemy czekające na portowym nabrzeżu beczki dziegciu i skrzynie żaglowego płótna i powędrujemy do domu. 

W zaciszu przytulnego gabinetu sięgniemy po papier i kałamarz, by jeszcze bardziej ubarwić wszystkie te morskie opowieści pełne męstwa i dumy. Opowieści o ludziach morza, nie o morzu.



Data powstania: 2015
Trwałość: bez zarzutu, powyżej 10 godzin
Projekcja: w pierwszych godzinach wyrazista (choć bez ogona) w nutach bazowych (kiedy schodzimy ze statku) przyskórna

Nuty zapachowe:
Nuty głowy:
Rum, imbir, atrament
Nuty serca:
papier, skóra, wanilia
Nuty bazy:
cedr, tytoń fajkowy, smoła brzozowa



Źródła ilustracji:
  • Na pierwszej ilustracji Cutty Sark w doku
  • Drugie zdjęcie pochodzi z artykułu o korzyściach płynących ze spożywania alkoholu zamieszczonego na Date Ko Update Kar. W sumie polecam: KLIK
  • Grafika nr 4: Frank Myers Boggs: "Sailing Ship in Dry Dock at Le Havre"
  • Autorem zdjęcia nr 5 jest Claus Jørstad. Link do galerii: KLIK
  • Twórcą ostatniej grafiki/instalacji jest Marc Hermann. Galeria autora: KLIK

10 komentarzy:

  1. spodobałby mi się ten zapach ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niezwykły. Spokojny, eteryczny, a jednak bardzo wyrazisty, ostry wręcz.
      Warto poznać.

      Usuń
  2. Z nutami mi tak pół na pół ale sama koncepcja opowieści o ludziach zamiast o morzu - to do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na dziegieć reaguję jak kot na kocimiętkę, więc dla mnie nuty... Mrrr...

      Usuń
  3. "Kto nie wierzy, niech spróbuje, jak piwo smakuje!" .

    OdpowiedzUsuń
  4. Atrament? Ciekawam jak pachnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak mrocznie, jak się wydaje. Słodkawo, nieco eterycznie, trochę jak woda utleniona na brudnej skórze. :)

      Usuń
  5. Tak jak poprzednio nie czułem ogromu chcenia tak tutaj już czuję się jak w domu. Postaram się porzucić to co przeczytałem tutaj (choć niezwykłe) i nanieść własną historię co zapewne nie trudne będzie. Wyobraźnia daje czadu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te zapachy naprawdę karmią wyobraźnię. Może i nie są śliczne, ale przecież nie zawsze o to chodzi.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...