piątek, 23 września 2016

Perfumeryjny savoir vivre



Czy lubisz perfumy? 
 

Gdyby ktoś zapytał mnie,  czy lubię perfumy - odparłabym, iż lubię wielce. Gdyby zapytano, jakie - odpowiedziałabym, że każde.

Jestem jak ci mężczyźni, kochający kobiety za ich kobiecość po prostu. Blondynki, brunetki i rude, smukłe i krągłe, piękne i... te mniej piękne także. Kocham perfumy za to, że istnieją. Kocham zapach za to, że pachnie. A jednak...

Zdarzają się sytuacje, gdy nawet mnie zapach perfum przeszkadza. Nie ze względu na nuty czy typ kompozycji. Ze względu na okoliczności. I o tym słów kilka pozwolę sobie dziś napisać.


Mieć zasady

Podstawową zasadą savoir vivre jest to, by być nieuciążliwym dla innych. Nieuciążliwym, a jeśli jest ku temu okazja, to nawet miłym.
Nie krzyczeć, nie trącać, nie molestować słowem ni gestem. Dobrze wychowany człowiek nie osacza innych, nie zabiera im przestrzeni ani swobody. Nie tyka bez pozwolenia, nie ociera się, nie obłapia i nie przymusza do zachowań niechcianych. Jednym słowem: gentleman jest gentle. Gentlewoman takoż.

Savoir vivre uczy szacunku dla innych i uczy oczekiwania szacunku od innych. I warto napisać wprost, że w świecie perfum ta zasada także obowiązuje.


Kluczem do zrozumienia kwestii używania lub nieużywania perfum w towarzystwie jest prosta zasada: o ile dobór zapachu jest kwestią gustu, o tyle jego intensywność jest kwestią taktu.


Jak daleko sięgać?


Wedle obiegowej opinii zapach perfum powinien być wyczuwalny na odległość wyciągniętej ręki. Nie dalej, ale też nie bliżej - otoczenie wszak winno zauważać, że pachniemy. I jest to metoda dobra... w wielu sytuacjach. I niedobra w wielu innych.

Zacznijmy od zasady podstawowej: pachnijmy tak, jak chcielibyśmy, żeby pachnieli przy nas inni.

Perfumy wyczuwalne na odległość wyciągniętej ręki są zazwyczaj piękną i elegancką wizytówką przy powitaniu. Nie wyczują ich osoby, z którymi nie wchodzimy w interakcję, wyczuje tylko rozmówca. Czy aby na pewno?


Dystans personalny


W codziennym życiu często zmuszeni jesteśmy do przebywania bardzo blisko innych ludzi. Nasz dystans personalny kurczy się w kinie i teatrze, w windzie, w komunikacji miejskiej, samochodzie czy pociągu. Często także podczas spotkań w niewielkich salach konferencyjnych, w poczekalni u lekarza czy w świątyni. Aplikując perfumy pamiętajmy o tych okolicznościach.

Najpiękniejsze nawet i najcenniejsze pachnidło; najneutralniejszy pozornie zapach może stać się uciążliwy w ośmioosobowym przedziale czy w zatłoczonej sali konferencyjnej. Tak samo, jak najpiękniejsza nawet muzyka staje się nieznośna, jeśli puścimy ją głośno w tramwaju.


O czym nie pamiętamy?

Zasady zapachowego savoir vivre dotyczą nie tylko perfum. O zapachach fizjologicznych, zapachu zwierzątek domowych czy kulek na mole wszyscy <dobrze wychowani ludzie> pamiętają. Przygnębiająco często zapominamy jednak o aromatach jedzenia - wnoszenie do pociągu smażonego kurczaka z KFC jest nagminne i przerażające. Na dłuższej trasie uciążliwy może być nawet zapach truskawkowej gumy do żucia - jeśli na trasie Katowice - Warszawa zużywamy trzy paczki. To autentyk - nie wymyśliłabym tego.



Na obcym terytorium


Warto zwrócić uwagę na moc zapachu kiedy udajemy się z wizytą. Niektóre perfumy zostawiają ślad zapachowy, który trwa wiele dni. Jeśli odwiedzana osoba nie zachęci Was do tego wyraźnie - warto zachować umiar przy aplikacji.  Zwłaszcza jeśli odwiedzamy osoby chore, alergiczne lub kobiety w ciąży.

Szczególnym przypadkiem są okazje, podczas których zdecydowanie nie wypada intensywnie pachnieć: pogrzeb, odwiedziny u osoby ciężko chorej lub w połogu oraz, co ważne, odwiedziny w domu osoby, która nie toleruje perfum z powodów zdrowotnych lub jakichkolwiek innych.


Czyj to problem?

Wszelkie rady w typie - jeśli komuś przeszkadzają twoje perfumy to jego problem - dowodzą braku nie tylko taktu, ale i empatii.

Oczywiście nie oznacza to, że powinniśmy rezygnować z używania wyrazistych perfum czy perfum w ogóle. Oznacza to tylko, że warto brać pod uwagę okoliczności i komfort osób, które będę przebywały w naszym towarzystwie. A jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - pomyślcie o ludziach puszczających głośno muzykę w autobusach. Z pewnością są przekonani, że "jeśli przeszkadza wam ich muzyka, to wasz problem".


Czy nie znaczy nie?


Odmienną kwestią podnoszoną czasem przez speców od savoir vivre jest dobór perfum do okazji.

Zasady typu "kwiatowe perfumy przed południem, orientalne na wieczór" pominę. Autorytarne dyktowanie ludziom, jaki rodzaj sztuki ma im się podobać uważam za nietakt. Odniosę się jednak do kilku innych powszechnych przekonań.

Często cytowaną mądrością ludową jest reguła, że na weselu nie wypada pachnieć intensywniej i wyglądać piękniej, niż Panna Młoda. O kryteriach urody Panien Młodych wyrokować się nie podejmuję; warto jednak rozważyć sytuację, w której Panna Młoda nie używa perfum. Postulat perfumeryjnej abstynencji dla wszystkich gości wydaje się w tej sytuacji bezzasadny.
Poradniki dobrych manier postulują również powstrzymanie się od użycia perfum przed wizytą u starszej osoby lub w kościele (w odróżnieniu do ogólnie pojmowanej świątyni, o którym to przypadku wspominałam wyżej mając na uwadze na przykład meczety). Osobiście nie uznaję tej reguły za sztywną i, przy zastosowaniu zasad dotyczących odwiedzin i miejsc publicznych przytoczonych wyżej, uważam dyskretny zapach perfum za absolutnie dopuszczalny przy powyższych okazjach.
Podobnie jak użycie perfum przed posiłkiem, które jeden z polskich specjalistów od jedzenia zupy savoir vivre'u, perfum, futer i tysiąca innych kwestii uznaje za absolutnie niedopuszczalne. Oczywiście warto pamiętać, że nazbyt intensywny zapach może wpłynąć na apetyt i przyjemność z jedzenia, jednak postulat jedzenia obiadu wyłącznie w sytuacji kiedy nie użyliśmy perfum wydaje się zbyt rygorystyczny.


Hulaj dusza!


Kiedy więc można intensywnie pachnieć?
Przede wszystkim na własnych gruncie. We własnym domu możemy sobie pozwolić na więcej.
Na świeżym powietrzu, w miejscach nietłocznych i przewiewnych. W sytuacjach, w których nikt nie jest skazany na przebywanie blisko nas przez dłuższy czas bez przerwy.
Jestem zwolenniczką otaczania się chmurą zapachu także z okazji wszelakich imprez towarzyskich. W klubie, na koncercie czy dyskotece raczej nie spotykamy osób obłożnie chorych ani niemowląt. Otaczający nas ludzie nie są skazani na bezruch - mogą się dowolnie przemieszczać i taktycznie regulować odległość od nas czy dowolnej innej pachnącej osoby. Poza tym zapach jest częścią rytuału uwodzenia, elementem budowania wizerunku - tego wieczorowego, wyrazistego, jakże odmiennego od służbowej poprawności, na którą skazana jest większość z nas.


Bądź uważny - dąż do szczęścia *


Proszę nie traktować tych reguł sztywno. Jak wszystkie zasady współżycia społecznego - wymagają one dostosowania do sytuacji. Nadrzędną zasadą jest tu życzliwość wobec innych.

Kultura nie polega na bezdusznym powielaniu schematów, lecz na wytyczaniu granic. Dlatego nie istnieje jednoznaczna odpowiedź na pytanie - Czy wypada perfumować się do pracy? Jeśli ktoś jest pisarzem i pracuje w domu, albo ogrodnikiem i pracuje wśród cyprysów i modrzewi - najintensywniejsze nawet perfumy są wyłącznie jego sprawą. Lecz już posada pielęgniarki lub telemarketera pracującego w jednym pomieszczeniu z trzydziestoma innymi telemarketerami - wymaga wzięcia pod uwagę odczuć innych ludzi. Lub zwierząt, jeśli pracujemy ze zwierzętami.

Najważniejszą konkluzją, która wynika z powyższego tekstu jest myśl, że żadne sztywne zasady, żadne cenne akcesoria i wyrafinowane rytuały nie zastąpią wrażliwości i empatii. Bądźmy gentle.


  • Cytat jest pointą poematu "Desiderata" Maxa Ehrmana. Jeśli, skutkiem jakiegoś strasznego zbiegu okoliczności, ktoś z Was nie miał okazji poznać - gorąco zachęcam do nadrobienia.

18 komentarzy:

  1. Przyznam że dość rzadko jestem molestowana czymś co mi przeszkadza. Czasami mam ochotę zapytać czym ów osobnik pachnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też!
      Mnie w ogóle niewiele rzeczy w życiu przeszkadza, ale nie jeżdżę komunikacją miejską i nie pracuję w pomieszczeniu z innymi ludźmi. Jest mi łatwiej. :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą. Jednak jest tu wiele pułapek - wydaje mi się, że ludzie nadużywają perfum nie dlatego, żeby byli pozbawieni taktu, lecz dlatego, że sami ich nie czują. Wiadomo, że gdy używamy zawsze tego samego zapachu, nasz nos przyzwyczaja się do niego... nawet choćby był to najmocarniejszy killer. Również z wiekiem stępia się węch i też stąd bierze się problem....
    Ja sama mam bardzo suchą skórę i wiecznie niskie ciśnienie, w związku z czym, jak mi się wydaje, nie emituję zapachu perfum szczególnie długo i intensywnie. Ale jak jest naprawdę? Tego nie wiem... nie odsunę się od siebie na odległość wyciągniętej ręki, aby się powąchać. Zawsze mnie to martwi - że tak naprawdę nie wiem, czy to, co dla mnie jest dyskretną aplikacją, nie przeszkadza właśnie komuś obok mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozumiem, zgadzam się. Ten wpis jest jednak nie tyle o przyczynach, co o reakcjach. Gdyby kolejny raz ktoś zwrócił Ci uwagę, że zapach mu przeszkadza, albo gdyby ludzie w sposób powtarzalny odsuwali się od Ciebie w biurze albo zatykali nosy w komunikacji miejskiej, to co yś zrobiła?
      Jeśli Twoje perfumy są uciążliwe w sposób powtarzalny, to zazwyczaj wiesz o tym, dostrzegasz reakcje. I ja piszę o tym, co wtedy zrobić. Moja propozycja nieodmiennie brzmi: be gentle. :)

      Usuń
  3. A zapach perfum innych ludzi nigdy mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi tylko brak higieny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już pisałam, ze jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie korzystam z komunikacji miejskiej i pracuję we własnym gabinecie. Ale kiedy kobieta jadąca obok mnie pociągiem wyciągnęła trzydziestą truskawkową gumę do żucia miałam ochotę się rozpłakać.

      Usuń
  4. Może dodam od siebie jeszcze jedną sytuację, w której wypada przemyśleć użycie perfum - wybierając się do kogoś, kto ma małe dziecko.
    Niemowlęta mają bardzo wyczulony węch a otoczone intensywnym zapachem odbierają go jakby całym sobą. Nie potrafią się jeszcze odciąć od bodźców i źle znoszą ich nadmiar.
    Mój syn zareagował potwornym wrzaskiem na zapach dziadków. I to nie tylko na perfumy babci ale i kosmetyki po goleniu dziadka. W ilości chyba hurtowej :) I tak przez dwie wizyty, yeah..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wspominałam o ciąży i połogu (w kontekście noworodka), ale i starsze dzieci mogą reagować na zapachy. To wpisuje się w ogólną radę, żeby nie szaleć z perfumami kiedy odwiedzamy kogoś w domu. Ale tak - szczególnie jeśli ma małe dzieci.

      Usuń
  5. Muszę jeszcze dodać, że fajne są te Twoje zdjęcia z flaszkami!Szczególnie podoba mi się, jak w tym Lutensie w korku widać Twoją twarz w wersji mini, do góry nogami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie jest totalnie spontaniczne, ale faktycznie fajnie ten efekt wyszedł. :)

      Usuń
  6. Super wpis, opowiedziałaś wszystko z dużym wdziękiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Temat zaiste niewdzięczny, ale czasem trzeba... ;)

      Usuń
  7. Super wpis. Moja ex-szefowa uwielbiała skrapiać się perfumami. Robiła to kilka razy dziennie w biurze. W sumie używała pięknych perfum, które bardzo mi się podobały, ale jak zlewała się nimi kilka razy na dzień we wspólnym pokoju niczym maratończyk wodą po wyczerpującym biegu a do tego nie pozwalając na otwarcie okna bo hałas i zimno to znienawidziłam te jej piękne perfumy i teraz jak je gdzieś wyczuwam to mnie aż wzdyga. Ech były chwile, że czułam że nimi sama przesiąkłam, albo czułam też ich posmak. Była też taka druga delikwentka z innego biura o też tak postępowała. W sumie można było poznać po zapachu którą trasą szły bo ten zapach długo się unosił w powietrzu. Te dwie się wyniosły. Można używać perfum jakich się chce, byleby z umiarem. Sama lubię różne zapachy, które nie wszystkim się podobają. Moja Mama nie bardzo przepada za moimi dymami strasznymi, a ja nie bardzo lubię jej Chanelki. Obydwa zapachy są piękne, ale jakże różny odbiór. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?! Ja mam podobnie - noszę konkretny typ perfum, ale na kimś lubię każde, każdziutkie. Spotkałam kiedyś kobietę, która z takim wdziękiem nosiła Boss Femme, że do dziś mam sentyment do tego zapachu. Spotkałam ją raz z dekadę temu, a wspomnienie (bardzo miłe) wraca do dziś.

      Usuń
  8. Fajnie, że poruszyłaś kwestię zapachów jedzenia. Zauważam od pewnego czasu, że to zdecydowanie bywa uciążliwe! Mam w swoim otoczeniu kilka osób, które lubią częstować inne nosy swoim jedzeniem...
    Czysto perfumeryjnie, łapię się na tym, że niesamowicie przeszkadzają mi zapachy typowo "chłodno-kwiatowe", albo takie, które kojarzą mi się ogórkowo. Mają tendencję do nieprzyjemnego świdrowania mnie w nosie, czasami do tego stopnia, że mam ochotę powstrzymać się od oddychania :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie zapominają często, ze prawdziwa elegancja jest dyskretna, a prawdziwa kultura polega na tym, żeby być... kulturalnym, nie wyniosłym. Gdyby ludzie byli dla siebie po prostu mili, gdyby byli wrażliwi na uczucia innych - wszystko byłoby łatwiejsze.

      Usuń
  9. Często bywa też tak, że wychodząc z domu nie przewidzimy wszystkich sytuacji które nas spotkają, więc wtedy mamy utrudniony wybór jeśli o uniwersalność chodzi. Nie wszyscy też posiadają tak obfitą kolekcje by wybierać konkretne pachnidło do danej sytuacji. Bo co kiedy ktoś ma tylko jedno pachnidło i ono pachnie jak pachnie...hmm, np. Joop Homme, którego nie trzeba uzupełniać w trakcie dnia by pokazał swoje? :D
    Poza tym, nawet jeśli współczuję, odczuwam innych a jednak po prostu mam dzień i ochotę na chociażby Dhana od Rasasi(co naturalne i zdrowe) to miałbym autobusem nie podróżować tylko dlatego że 98% społeczeństwa najprawdopodobniej będzie oburzona, nawet kiedy będę miły i zwolnię miejsca symbolicznej staruszce?
    Nadal to przecież nam noszącym ma się podobać i nigdy nie zadowolimy innych w tej kwestii.

    Próbuje całościowo to sobie uzmysłowić... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narde, ale ja nie piszę o tym, jaki typ zapachu nalezy wybierać. Wręcz przeciwnie, piszę wprost: o ile dobór zapachu jest kwestią gustu, o tyle jego intensywność jest kwestią taktu.
      Każde perfumy, nawet najintensywniejszy ekstrakt, można aplikować ostrożnie, z umiarem albo obficie. I o tym jest ten wpis. Nie o tym, ze nie lubi tuberozy, a ktoś inny nie lubi oudu.

      I jasne, pewnych sytuacji nie przewidzisz. Ale to są wyjątki.

      Co do Dhana - odpowiem tak samo, jak w przypadku innych perfum. Nie przesadzać przed podróżą autobusem w godzinach szczytu. I już.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...