wtorek, 20 grudnia 2016

Złoty wiek perfumiarstwa? Art & Gold Exclusive Scent Ramon Molvizar




Złoty wiek perfumiarstwa właśnie trwa. Nie dawajcie posłuchu malkontentom opiewającym wiek miniony i wieszczącym koniec prawdziwej sztuki. Nigdy jeszcze oferta perfumeryjna nie była tak bogata i różnorodna, jak dziś.
Być może nie do końca widać to w perfumeriach selektywnych, których repertuar kłania się głównie gustom niewymyślnym, ale taka jest natura sztuki. Popkultura tworzona jest dla odbiorcy poszukującego doznań łatwych. Dla koneserów tworzone są dzieła szczególne. A najpiękniejsze jest to, że nie musimy wybierać pomiędzy sztuką łatwą, a sztuką elitarną. Możemy mieć wszystko.


Ramon Molvizar to marka łącząca to, co w perfumiarstwie istotne: dobre kompozycje i aurę luksusu. Perfumy tworzone z wysokiej jakości składników. Bez kompromisów i bez kunktatorstwa. Prezentowane z pewną dozą ostentacji.


Opowieść tysiąca i jednego dnia


Pierwsza aplikacja nowych Art & Gold na skórę przywołuje myśl prostą i nieszczególnie głęboką - że jeśli jakimś perfumom przystoi złoto w buteleczce, to tym właśnie.

Zapach jest bogaty, gęsty i ciężki. Wyzłocony szafranem, wysłodzony karmelem, dociążony agarem. I wyraźnie, ostentacyjnie wręcz zaostrzony piżmem dającym kompozycji fakturę liścia dziewanny. Albo skórki wyjątkowo zadziornej moreli.


Art & Gold w wersji Exclusive Scent to kompozycja bez pośpiechu dryfująca od złocistego szafranu przez złocistą morelę ku złocistej ambrze. Rozświetlona bladozłotą nutą waniliową, dopieszczona złotym karmelem, dopełniona herbacianą różą.

Zmysłowy ten, monochromatyczny obraz ujęto w  ramy czerni i bieli. Piżmo i oud. Ostre światło i lepka ciemność w starciu tytanów utrzymującym kompozycję w chwiejnej, pełnej napięcia równowadze. 


Art & Gold 2016 to podróż na złotym latającym dywanie płynnie i łagodnie przecinającym światło i mrok. To miękkość aksamitnego hamaka zawieszonego w chmurach. Złoty sen o potędze rozpoczynany piżmowym świtem i trwający aż po oudowy zmierzch. A gdy senna podróż kończy się w łagodnym mroku, gdy złoty dywan osiada na czarnej ziemi - tęsknimy za kolejną.




Tym, którzy mają ochotę na podróż latającym dywanem przypominam, że dziś wieczorem ukaże się ostatnie z trzech pytań konkursu o flakon Art & Gold Exclusive Scent Ramon Molvizar. Ogłoszenie wyników 24 grudnia. Ktoś dostanie piękny prezent gwiazdkowy.



Data powstania: 2016
Twórcy: Guillaume Flavigny, Jordi Fernandez i Diana Rafael
Trwałość: powyżej 10 godzin

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: szafran, róża, morela
Nuty serca: cedr, agar (oud), karmel
Nuty bazy: piżmo, wanilia, ambra, czekolada

15 komentarzy:

  1. Ojej brzmi dobrze... tylu chętnych a tylko jeden flakon zazdroszczę i wszulczuje tobie jako organizatorce konkursu. Ja raz tylko coś losowałam wśród ludzi i bylo mi milo i przykro jednocześnie, dziwne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo. Uwielbiam rozdawać prezenty, ale samo losowanie to trauma.
      Stąd pomysł na konkursy wieloetapowe. Zazwyczaj na koniec zostaje parę osób i ból jest... nieco mniejszy.

      Usuń
  2. Zgadzam się, nie mamy może najlpszych lat perfumiarstwa za sobą, ale mimo to nisza wygląda coraz bardziej jak mainstream, jest za dużo marek, za dużo nowych zapachów, za mało jakości i mimo wszystko trudno znaleźć coś oryginalnego.
    Zapachó RM jeszcze nie testowałam, aż wolę nie czytać Twoich opisów, żeby nie narobić sobie smaka za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nisza się różnicuje. Nie tylko klasycznie - na niszę nowatorską i niszę dystrybucyjną. Powstaje wiele marek nie tyle niszowych, co ekskluzywnych. Kuszących klientów jakością, nie rewolucyjnością zapachów. Oraz powstaje wiele marek, które są niszowe głównie ze względu na kanał dystrybucji. Albo klasyfikowanych jako nisza ze względu na to, że właścicielem jest perfumiarz, który wyznacza kierunek rozwoju. Nisza to teraz pojęcie tak szerokie i tak nieostre, ze chyba nikt nie zna dobrej definicji. Na Fragrantice na przykład, niszową marką jest każda, która zaczynała od perfum. Pisałam, ze w ten sposób w kategorii perfum niszowych z niewielkimi manufakturami rywalizuje moloch Guerlain. I niby wiemy wszyscy, ze Małe Czarne d Guerlaina to żadna nisza, ale do definicji pasują. :/

      Usuń
    2. Absolutnie zdaję sobie z tego sprawę- mydaje mi się jednak, że samo słowo 'nisza' stało się magnesem, który cynicznie wykorzystują twórcy coraz to nowych marek perfumeryjnych. Fragrantica to właściwie małżeństwo o twardych głowach, które wszystkicm zarządza, więc ich osobista definicja akurat jest niezbyt interesująca :) Ukazał się tam jednak ostatnio fajny artykuł napisany przez kogoś innego, kto różnicuje między niszą, mainstreamem, high street, artisan perfumers (nie znam niestety polskich odpowiedników wszystkich tych terminów niestety- nawet nie wiem, czy istnieją?) itp, i mnie te definicje nieco bardziej pzrekonały.
      Chodziło mi raczej jednak o to, że pod płaszczykiem niszy, jakkolwiek byśmy jej nie widzieli (drogie skłądniki dobrej jakości czy perfumy trudne, czy zapachy ekskluzywne) w wielu przypadkach nie są ani z dobrych składników, ani nie są ekskluzywne, ani się niczym nie wyróżniają. Wiadomo jest sporo wyjątków, ale coraz trudniej mi znaleźć coś ciekawego, a przy takiej ilości premier niby nie powinno to być trudne :)

      Usuń
    3. Ja często w ogóle nie piszę o niszy, tylko o niszy cenowej, perfumach ekskluzywnych, autorskich czy takich o ograniczonej dystrybucji. W ogóle definicja niszy jest trudna.
      I oczywiście, zgadzam się, ze nie cała nisza to majstersztyki. Zarówno w niszy, jak i w "głównym nurcie" zdarzają się zarówno kompozycje dobre, jak i słabe.
      Czasem zastanawiam się też nad tym, o czym wspominasz - czy to nie jest tak, że coraz trudniej jest się zachwycić? Przeżyć olśnienie. I... Nie. Mnie nie jest trudniej. Może i pierwszego kontaktu z Black Tourmaline nic nie przebije (nawet nowy black Tourmaline mu nie dorównuje), ale to nie kwestia braku nowych, genialnych kompozycji, tylko raczej tego, że nie można drugi raz przeżyć pierwszego razu. Ale mnie kolejne razy wystarczą. I wyobrażam sobie, że ktoś, kto nie zna niszy po kontakcie z 1805 Tonnerre BeauFort London może być równie zaskoczony, jak ja kiedyś po kontakcie z Turmalinem. Albo bardziej. :)

      Usuń
    4. Pewnie masz rację.
      Mnie pasja do perfum nie przechodzi, ale o dziwo, zamiast w szeroko pojętą niszę (bo pojawiają się interesujące mnei zapachy, ale raczej w kategorii cenowej typu powyżej 1500 złotych, to nawet nie testuję, żeby nie narobić sobie smaka :)), powracam za to do starych dobrych zapachów typu Słoń, albo JPG Classique- czasem to są moje największe olśnienia, że tyle lat stały na półkach perfumerii, a ja je zupełnie ignorowałam.
      Może jest po prostu tak, że jest wszystkiego za dużo i czasem trudno mi znaleźć w natłoku premier coś naprawdę fajnego i innego.
      Pamiętam, jak rozmawialiśmy kiedyś z moim Tatą o telewizji. Jak to kiedyś były 3 kanały i ludzie siedzieli z wypiekami na twarzy, czekając na ulubiony serial albo dobranockę (sama pamiętam to jako dziecko) a teraz jest sto tysięcy kanałów, i nie ma co oglądać. :)
      Wiadomo, trochę to takie uogólnienie, bo są ciekawe premiery w świecie perfum, i jest sporo starszych nawet zapachów, których nie znam, albo takich, które są wciąż w Europie niedostępne i czekają na poznanie. Ale co tydzień pojawia się chyba z 10 nowych marek perfumeryjnych, i czasem mam wrażenie, że to taki przerost formu nad treścią.
      Ale mimo to cieszę się, że tak bogaty jest świat perfum, ogólnie, smutno by bez zapachów było :)

      Usuń
  3. Jak tu nie odlecieć...

    Ten ogron otulenia emanuje z samej już materii flakonu i kuszącego ciepłem wnętrza a co dopiero po rozpyleniu płynu dającego doświadczenia jakże ponad materialne. Ba, to wydaje się być bardzo spójne, bardzo moje (bogaty, gęsty i ciężki)
    Ojej... wyobraźnia pracuje jak przy recenzji Oud Royal. Wysokie obroty ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogaty, gęsty, ale to piżmo daje mu zadziora. Nie jest mdły dzięki temu. I piszę to ja - człowiek, który się piżmu nie kłania.

      Usuń
  4. Jestem miłośniczką zarówno wytrawnych, jak i słodkich zapachów, choć czasem mam wrażenie, że perfumoholicy bardziej zaprawieni w boju;), trochę deprecjonują tę drugą kategorię i czasami przechodzi mnie myśl, że chyba mój gust nie jest jeszcze doszlifowany;). Przykładem niech będzie Lira marki Xerjoff, która została okrzyknięta cukrem we flakonie, a dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych zapachów, na jaki trafiłam:) - żaden nie dostarczył jeszcze tylu emocji. W Art&Gold znowu widzę ten intrygujący z Liry duet karmelu i wanilii, więc podejrzewam, że jest niesamowity:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, z tego, co pamiętam - ja akurat recenzowałam Lirę bardzo pozytywnie. :)

      Art & Gold są mniej słodkie. Ale jest w nich coś podobnego.

      Usuń
    2. Pamiętam, pamiętam:) - czytałam Twoją recenzję i również uważam, że jest to gourmand z charakterem;), ponieważ czuć w nim pewną dozę kwiatowej świeżości.

      Usuń
  5. Ja jestem łasa na ten zapach :D
    pierwszy raz spotykam morelę w nutach może być ciekawie :) Nic też z oudem nie znam tym lepiej ;)

    A co do zapachów popularnych hmm wąchałam nową 5 Chanel pospolita Nowy Boss oklepany i na tym zakończyłam poszukiwania czegoś 'cool' ostatnio ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dobrze zrozumiałem, odwiedzając przeważnie perfumerie selektywne w poszukiwaniu nieodkrytych dotąd klasyków i wartych uwagi premier, dostępnych dajmy na to w sieci Douglas, czy w gruncie rzeczy kwalifikuje się jako fan łatwego i niewymagającego repertuaru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak się chcesz kwalifokować Tomku, ale w moim tekście tego nie ma.
      Jest konkluzja będąca raczej truizmem - że sztuka popularna obliczana jest raczej na popularne gusta. I nie jest to sąd wartościujący, jedynie banalna obserwacja. Beyonce ma więcej fanów, niż Lisa Gerrard. Taka natura ludzka, że pewne rzeczy są łatwo przyswajalne dla dużej ilości ludzi - ergo: popularne - a inne niekoniecznie.
      Natomiast to, że piszesz o poszukiwaniu nieodkrytych dotąd klasyków i wartych uwagi premier świadczy o tym, że także niekoniecznie trafia do Ciebie większość nowości. Bo do mnie (tu piszę o sobie wyłącznie) większość nie do końca trafia. Ale także poszukuję wartych uwagi premier. I nawet je znajduję. Tak, jak w muzyce POP znajduję rzeczy, które uważam za interesujące, choć koneserem tego akurat nurtu nie jestem.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...