środa, 4 stycznia 2017

Wiatr, który nie przemija - Nightingale Zoologist Perfumes


Jest zima. Przesilenie już za nami, więc dni stają się coraz dłuższe, jednak do wiosny jeszcze daleko. Ciepłe, gwiaździste noce pachnące kwiatami i słowicze trele to wciąż (relatywnie) odległa przyszłość. Ale oczekiwanie na nią umilić sobie można zapachem. W sumie... Wszystko umilić można zapachem, prawda?



Mdlej. Jesteś do tego stworzona.*


Nightingale to zapach, który zaczyna się bez przygrywki. Pierwszy wdech i... wchodzimy w samo serce wyśpiewanej z całych sił arii. O sentymentalnej miłości i spacerach w świetle księżyca. Drżeniu serc, drżeniu dłoni, drżeniu ust. O spontanicznie recytowanej poezji i o milczeniu z braku słów. O tęsknych westchnieniach i tęsknych spojrzeniach i tęsknych westchnieniach... I o namiętnych westchnieniach także, ale o niczym ponad to.

Nightingale to perfumy o uczuciu zapierającym dech w piersi tak, że aż boli.


Pierwszy wdech zalewa nas falą zapachu. Jak powiew gorącego wiatru niosącego ostre drobiny piasku.

Najpierw do świadomości trafia krągły, obłędnie aromatyczny, słodki akord kwiatowy - wedle nut bazujący na kwiatach japońskiej śliwy, lecz zaprawdę powiadam Wam, aromat kwiatów drzew i krzewów owocowych bywa zwodniczy, więc wyobraźcie sobie po prostu kwitnący sad. Kuliste korony starannie przycinanych drzewek obsypane kwieciem, które pragnie stać się owocem. Akord gęsty, napierający jak fala. Zwalający z nóg.

Po sekundzie ledwie, u kresu pierwszego wdechu dostrzegamy coś więcej... Szorstkie ziarna goryczy niesione przez słodką falę. Wytrawne, żywiczne cytrusy trące po skórze jak drobiny miałkiego piasku. Ślad rozsądku w miłosnym uniesieniu. Jak przeczucie bólu.


I paradoksalnie - ten właśnie, podbity nutami mszystymi i żywiczną goryczą, niebanalny akord cytrusowy brzmiący jak zabłąkany z innej opowieści ustawia kompozycję. Nie słodkie kwiaty. Nie złoty szafran. I także nie pięknie drzewna baza; rdzawa jak zachód słońca i równie późna.

Ten pięknie poprowadzony, trwający po sam kres trwania perfum na skórze wytrawny - żywiczno mszysty akord skryty pod cytrusową skórką daje kompozycji Tomoo Inaby retro sznyt charakterystyczny dla szyprów z dawnych lat.

 

Nightingale to pozorna sielanka. Obrazek uroczy i statyczny. Dwoje kochanków? Niech będzie, że dwoje i że kochanków. Rzecz w tym, że w tym zapachu wszystko dzieje się w głowach. A może w sercach ściśniętych lękiem i przeczuciem bólu. Sercach gotowych na złamanie.



Data powstania: 2016
Twórca: Tomoo Inaba
Projekcja: bardzo wyrazista
Trwałość: kilkanaście godzin. Naprawdę wspaniała.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamotka, cytryna, szafran
Nuty serca: kwiat japońskiej śliwy, róża, fiołek
Nuty bazy: oud, paczula, drewno sandałowe, mech, kadzidło, białe piżmo*, labdanum, ambra*

* Nuty syntetyczne. Nightingale nie zawiera produktów pochodzenia zwierzęcego.



* Rhett Butler do Scarlett w "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell.
  • Wszystkie zdjęcia do tekstu pochodzą z opartego na powieści filmu w reżyserii Victora Fleminga, George'a Cukora o Sama Wooda z 1963 roku.

8 komentarzy:

  1. Nie za bardzo lubię kadziło, wręcz omijam perfum jak wiem że jest wymienione w nutach P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj ono jest bardzo dyskretne. Ale rozumiem, ze można nie lubić. I że jeśli się jest wrażliwym na konkretną nutę, to może ona przeszkadzać nawet w niewielkim natężeniu.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam na tę recenzję, odkąd się Nightingale w Polsce pojawił :). Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, kiedy, poinformowana o zabójczej mocy pachnidła, ostrożnie psiknęłam na nadgarstek, brzmiała mniej więcej: ojej, różowa Mitsouko? Nie wiem, na ile trafne było to skojarzenie, żadna ze mnie znawczyni :). Samą Mitsouko znam niestety tylko we współczesnym wydaniu EDT. Szkoda tylko, że o ile przy pierwszym teście byłam oczarowana Słowikiem, następny bardziej mnie zmęczył, niż zachwycił. Mam nadzieję, że to był po prostu gorszy dzień. Trwałość cudowna, sam blotter utrzymywał wcale nie taki wątły ślad zapachu jeszcze następnego ranka.

    Jak ja lubię tu zaglądać, chociaż zazwyczaj nie udzielam się w komentarzach. Każda recenzja tak działa na wyobraźnię, że natychmiast chcę brać się za testy. I zawsze mam nadzieję odnalezienia tych wszystkich obrazów na własnej skórze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei miałam odwrotnie - pierwszy test (jeszcze w perfumerii) wypadł tak sobie. Kiedy poświęciłam Słowikowi trochę czasu i uwagi - usłyszałam zapach. Ale wciąż - to nie są "moje" perfumy.

      Bardzo dziękuję, że zaczęłaś udzielać się w komentarzach. Ja dla komentarzy piszę. ;-)
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  4. Tak, wszystko można zapachem umilić... :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozostając w duchu zwierząt, dzisiaj mam na sobie Pandę. Żaden zapach mnie jeszcze tak nie zdziwił. Wolę zapachy cięższe, gęste i ciemne. Ale ten świeżak, tak typowo lekki mnie uwiódł. Trochę kwaśny, trójkę mokro-ogórkowy, ale naprawdę świetny. Beaver mnie mocno zdystansował do firmy, ale Panda jest niesamowita.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...