czwartek, 27 kwietnia 2017

Maison Gabriella Chieffo - ostatnie recenzje i rozdanie


Dziś ostatnie dwie recenzje w cyklu poświęconym Maison Gabriella Chieffo - jednej z najbardziej kreatywnych i odważnych młodych marek na rynku.

Od trzech wpisów nie kryję swojego zachwytu - jestem zakochana w kompozycjach Luki Maffei (w kompozycjach Maurizio Cerizzy ciut mniej, ale także doceniam) i, przede wszystkim, w wizji stworzonej przez Gabriellę Chieffo, która nie tylko stoi za koncepcją marki, nie tylko osobiście nadzoruje (i wspiera) powstawanie podpisywanych jej nazwiskiem kompozycji, lecz także firmuje je - dosłownie - własną twarzą będąc modelką wszystkich olśniewających visueli promujących zapachy Maison Gabriella Chieffo.

Zapraszam Was do lektury ostatnich dwóch recenzji oraz do udziału w kończącym serię rozdaniu przygotowanym przez Sabbath of Senses wraz z Perfumerią Quality Missala mającą perfumy Maison Gabriella Chieffo w swojej bogatej ofercie.


Ragù


Ragu to mięsny sos (głównie) do makaronu. I opis perfum oraz visuel zapachu - kolejny śliczny obrazek przedstawiający piękną Gabriellę Chieffo w, pasującej do kompozycji, baśniowej odsłonie - rozwiewają wątpliwości, czy może chodzić o cokolwiek innego. Lądujemy w kuchni. Przy garach.

Ja Wam jednak powiem jedno - nie wiem, co ona tam pichci, ale ja bym tego nie jadła.


Otwarcie Ragù zawiera dokładnie to, czego nie chciałabym widzieć w garnku z moim ragu. I nie mam tu na myśli mięsa, którego też nie chcę widzieć w swoim garnku, lecz rzeczy statystycznie konsumowane znacznie mniej chętnie, niż mięso.

Smar, guma, olej maszynowy, a trochę poważniej gwajakol (z całą mocą swojego kontrowersyjnego aromatu), może isoraldeina, może rozyran - nuty brzmiące jak porąbane tasakiem i wrzucone w metalowy garnek. I nie sposób, na tym etapie, uniknąć porównania Ragu do kompozycji z serii Synthetic Comme des Garcons, choć mnie dzieło Luki Maffei przypomina raczej abstrakcyjne, intrygująco toporne kreacje Gezy Schoena dla Ephemera by Unsound - dalekie od skojarzeń z domem, jak granatnik przeciwpancerny od talerza owsianki.


Nawet pojawiający się tuż za chemicznym zwiadem wspaniale pikantny i wspaniale żywy pieprz nie kojarzy się kulinarnie. Szczególnie, że towarzysząca mu wyraźna, eteryczna nuta goździków brzmi w tej kompanii jak gdyby chodziło raczej o gwoździki - na których ugotować można co najwyżej zupę z gwoździa. I taboretu. I używanego paska klinowego. Z dodatkiem gumowców i starego popręgu od siodła.

Z czasem pieprz, popręg i taboret dominują zapach. Czyli nuty pikantne, skóra i drewno, którym towarzyszy słodki zapach siana. A z czasem także pojawia się, charakterystyczna dla kompozycji Maffei, syntetycznie drzewna baza, która tym razem bazuje na ambroksanie, nie kaszmeranie.
Na tym etapie Ragù zaczyna brzmieć przyjemnie. Szczególnie dobrze robi zapachowi względne wyciszenie nuty goździkowej, która - paradoksalnie - okazała się najmniej przyjaznym elementem tej ekscentrycznej układanki. Mniej przyjaznym, niż smar i gumowce, które mnie się w sumie podobały. Tyle, że nie w garnku.


Wygrzane, przereagowane z chemią skóry Ragù morfują, nabierają formy i krągłości. Zaczynają żyć - jak niesamowita, napędzana pieprzem maszyna zbudowana z gwajakowych listew i skórzanych pasków. Niepokojąca, lecz majestatyczna i na swój, obcy sposób piękna. I już nie przeszkadza mi fakt, że nie do końca wyobrażam ją sobie w tradycyjnej kuchni tradycyjnego domu.


Data powstania: 2014
Twórca: Luca Maffei
Trwałość: Bardzo dobra.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: pomarańcza, bergamotka, różowy pieprz
Nuty serca: czarny pieprz, gałka muszkatołowa, goździki, elemi, kardamon, szafran
Nuty bazy: skóra, cedr, drewno kaszmirowe, paczula, cypriol, piżmo



Variazione di Ragu to wariacja w znaczeniu muzycznym. Inaczej zagrany motyw - z charakterystycznymi punktami wspólnymi i własnym charakterem. Szanuję.


Variazione di Ragu


Od pierwszej chwili nie mam żadnych wątpliwości, że Wariacja na Temat Ragu kłania się starszej o dwa lata kompozycji stworzonej przez tego samego olfaktorycznego czarodzieja Lukę Maffei. Kompozycja jest podobnie ekspansywna, podobnie potężna i bazuje na tym samym, charakterystycznym złożeniu: syntetyki plus goździk. Jednak Maffei i Chieffo nie stworzyli kopii Ragù. Stworzyli dokładnie to, co zapowiedzieli - wariację na temat.
Variazione di Ragu są ostrzejsze i łagodniejsze zarazem. Bardziej bezkompromisowe, bardziej eteryczne - w otwarciu wręcz zimne - i jednocześnie bardziej swojskie, niż ekscytująco obce Ragù.


Pierwszą wyczuwalną i wiodącą prym do końca nutą są tu goździki. Niesamowite, ostre jak stłuczone okno turbogoździki o mocy zimnego frontu atmosferycznego.

Tuż za nimi napiera pieprz. Mocarny i butny, ale wobec turbogoździków raczej bezradny.

A na trzecim planie czuję chlor. Połączenie eterycznych nut przyprawowych z, wczesną tym razem, chemiczną bazą tworzy efekt "Kobiety w błękitnej wodzie". Interesujący bardziej, niż piękny. Ale za to jak interesujący!


Oczywiście - tak się ta historia skończyć nie może. Kompozycje Luki Maffei są nie tylko niebanalne, lecz także ruchliwe - tak więc i ta musiała wykonać kolejną woltę. Po tym totalnie ożywczym olfaktorycznym happeningu zapach powoli i łagodnie zastyga. Drewnieje. Jak zaklęty.

Gnane wiatrem molekuły zastygają w bezruchu tworząc strzelistą strukturę przypominającą bezlistną brzozę. Eteryczny, drzewny zapach białego drewna wysmaganego wichurą do gładkości. Niespodziewanie komfortowy i nadspodziewanie ładny. Chemiczne niuanse tworzą - wraz z nutami drzewnymi i popielistym, odrealnionym kminem - harmonię przypominającą, kultowe już obecnie, Black Comme des Garcons. Zapach oślepiająco jasny i niepokojąco mroczny zarazem.


Data powstania: 2016
Twórca: Luca Maffei
Trwałość: dobra, choć nie tak olśniewająca, jak w Ragù

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: pomarańcza, bergamotka, różowy pieprz
Nuty serca: czarny pieprz, gałka muszkatołowa, goździki, elemi, kardamon, szafran
Nuty bazy: skóra, cedr, drewno kaszmirowe, paczula, cypriol, piżmo, kmin, wanilia 




Rozdanie

Zgodnie z obietnicą - mam dla Was prezenty. Cztery zestawy po siedem próbek zawierających wszystkie zrecenzowane przeze mnie kompozycje Maison Gabriella Chieffo.



Zasady zabawy:

Pierwsze dwa zestawy próbek wędrują, bez losowania, do dwóch osób, które wykazały największe zainteresowanie perfumami tej marki i skomentowały oba poprzednie wpisy. Te osoby to:

Pola
Narde

Pozostałe dwa zestawy rozlosuję wśród obserwatorów SoS, którzy pod tym postem:
- po pierwsze wyrażą chęć udziału w zabawie
- po drugie napiszą, który zapach Maison Gabriella Chieffo kusi je najbardziej i dlaczego, oraz który budzi najmniej nadziei i dlaczego.

Proste, prawda?

Czas trwania:

Zabawa trwa do 2 maja włącznie. 3 maja - pod koniec bardzo długiego weekendu - ogłoszę zwycięzców. Wyłonię ich drogą losowania, ale zastrzegam sobie prawo przyznania dodatkowych losów za fajne odpowiedzi. :)



  • Na zdjęciach do recenzji Ragù kinetyczne rzeźby Theo Jansena (do podziwiania na stronie www.strandbeest.com) oraz gif z filmu "Wild Wild West".
  • Na ilustracjach do Variazione di Ragu plakat oraz kadr z filmu "Kobieta w błękitnej wodzie" M. Night Shyamalana.

21 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej dziękuję! Właśnie liczyłam że uda mi się refleksem wygrać zestaw. I nawet byłam pierwsza :) ale doczytałam co i jak i po prostu napiszę - Dziękuję!
    Ilustracje jak zwykle boskie te ruszające się konstrukcje poruszane siłą wiatru widziałam już jakiś czas temu i są zachwycające...a oba Ragu brzmią bardzo interesująco! Kurde odważny perfumiarz i odważna marka. Po tych opisach nie dziwię się że jesteś fanką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z przyjemnością biorę udział w rozdaniu. Zaintrygowało mnie Variazione do Ragu, jego skład pomieszanie chemi i magi kuchni.
    Opis niezwykle kusząco brzmi. Może to ja będę tą szczesciarą i wypróbuję je na własnej skórze .

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie oprę się pokusie i spróbuję szczęścia w konkursie. Najchętniej poznałabym Hysterę bo irys nawet blady to jest to za czym się uganiam. Natomiast Lye irys z lodówki ? dalipan, wzdragam się i pewnie bym nie zdzierżyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo, podobnie jak Pola pomyślałem że to pierwsze dwie osoby z refleksem flasha goerdona będą pewniakami a biorąc pod uwagę moje tempo ostatnio... Jednak taka niespodziewajka.
    Po dzisiejszym wpisie najbardziej mnie naszło, wiesz, te nuty, skojarzenia, ruchome surrealistyczne obrazy jak z najdziwniejszych mokrych snów. To będą, to są moje klimaty. Dziękuję Klaudia. :-)
    Obym pod ich wpływem nie zaczął się zmieniać w coś... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. gumowce, smar, popręg i taboret :-D moja bajka! :-D jakiż to musi być cudowny zapach! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje opisy jak zawsze intrygują, więc trudno byłoby nie chcieć spróbować szczęścia. Najbardziej pociąga mnie Ragù i wariacja na jego temat. Lubię takie abstrakcyjne historie, a "ruchome obrazki" jakimi okrasiłaś ten pierwszy zapach również mnie fascynują: trochę skojarzyły mi się z Beksińskim, a z drugiej strony z światami kreowanymi przez Lema. To musi być niebanalny zapach.
    A najmniej? Chyba Maisia... ale to nie jej wina, tylko moja, bo figi zarówno w postaci liści jak i owoców to jeden z najmniej przeze mnie lubianych składników perfum. I tu nic twórczego nie wymyślę.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A jeszcze ciekawostka perfumeria Quality ma teraz promocje na te perfumy, do flakonu dodawana jest miniaturka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam z ogromną ciekawością poznałabym Ragu, mimo iż zawsze jestem uprzedzona do nut metalicznych, a jednocześnie pociągają mnie one swoim specyficznym charakterem i liczę, że kiedyś odkryję taki zapach, w którym nuty kojarzące mi się z lizaniem "nóżek" tych starych, dużych baterii będę w stanie zaakceptować zamiast odrzucić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sprobuje, bo jestem ciekawa tego Ragu. Lubie metalicznosc - od zapachow, po posmak w alkoholach. Najmniej (chyba) interesuje mnie Taersia, bo nie przepadam za tuberoza.

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja spróbuję - gratulując na początku Poli i narde :)
    Wszystkie z opisanych zapachów brzmią hiperinteresująco!
    Z przyjemnością przetestowałabym Acquasala, bo nie znam jeszcze żadnego morskiego kadzidła. To połączenie wydaje mi się tak kontrowersyjne, jak pociągające. :) Moją ciekawość nakręca postać kompozytora. Oud Imperial jest przecież doskonały.

    Maisia druga na liście! Ponieważ nadal szukam swojej idealnej figi.

    Podobnie jak maestranadiapb mówię "nie" Lye. Zemdliło mnie przy czytaniu recenzji gdzieś na etapie pomiędzy cytryną a gnijącą sałatą w brudnej lodówce. :D To wyobrażenie chyba już ze mną zostanie. A szkoda, bo kalafonii szukam od dawna.

    Dziękuję za te recenzje i wzbudzenie ciekawości, znów!
    Ściskam,
    Kosmo

    OdpowiedzUsuń
  12. Po raz kolejny nie wiem czy jestem bardziej urzeczona wpisami na blogu, czy zafascynowana wyobrażeniem o samych zapachach, które opisujesz.

    Bardzo chętnie wezmę udział w losowaniu próbek, właściwie głównie dlatego aby poczuć jak pachną zapachy, które opisujesz i opracowujesz tak, że kuszą niesamowicie i grają na mojej wyobraźni.

    Nie jestem specjalistką w zakresie perfum, nie znam się na nich dobrze, myślę że nie mam tak wyrafinowanego nosa aby docenić kunszt w pełni, ale wiem, że zapachy oddziałują na moje przeżycia, emocje, wspomnienia i że tworzą po prostu impresje, których nie potrafię rozpracować, ale które zostają ze mną na bardzo długo. Chciałabym doświadczyć jak przeżyję te, o których piszesz, także nie ukrywając że raczej mój portfel nie pozwala na takie eksperymenty na codzień.

    Z zapachów o których pisałaś najpiękniej moją wyobraźnię poruszyły dwa zapachy z części pierwszej - Acquasala i Camaheu.

    Ostatnio przeżywam jakiś taki wewnętrzny renesans dziewczęcości i kobiecości w sobie, odkrywając beztroskie cieszenie się takimi swego rodzaju banałami, jak różane kosmetyki, słodkie waniliowe balsamy i sukienki. Z tym, że jest to kobiecość z podkładem, drugim dnem, która nie boi się tych banałów pobrudzić dla zabawy. I z tym właśnie mocno kojarzy mi się Twoja recenzja Camaheu.

    Opis drugiego zapachu, Acquasali, budzi we mnie ogromną tęsknotę do wolności, słonego, wzburzonego morza, historii Lovecrafta o podwodnym, mrocznym, ale dziwnie romantycznym życiu. Ahoj, dziwna przygodo.

    Najmniej chyba moje nadzieje obudził zapach Lya, może dlatego że do Californi mi daleko, a najgorsze co można zobaczyć i poczuć to rzeczy, które na świeżo uwielbiasz, ale z czasem zaczynają się rozkładać w brudnej lodówce - wizja obrzydliwie sugestywna :).

    Pozdrawiam ciepło i czekam z przyjemnością na kolejne wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Acquasala mnie woła i choć możliwe, że to syreni śpiew, to nawet zgubne skutki nie odwiodą mnie od chęci poznania tej woni...

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywiście wyrażam chęć udziału w zabawie :) Nie znam zapachów Maison Gabriella Chieffo dlatego, też z ogromną przyjemnością przeczytałam jakże barwne i sugestywne Twoje recenzje.
    Z opisanych zapachów najbardziej zainteresowała mnie Acquasala dlatego, że perfumy z nutami morskimi zawsze stanowią dla mnie jedną wielką niewiadomą. Z reguły wynik jest prosty i z reguły na nie, ale są wyjątki np. wspomniane Eau des Merveilles Bleue Hermesa. I dlatego chętnie sprawdziłabym, czy ja dałabym radę unieść więcej nut morskich w Acquasala. Tym bardziej, że pozostałe nuty kadzidło, irys, paczula i nawet ostre piżmo brzmią dla mnie interesująco. Nie wiem, czy ja mam otwartą głowę, więc może warto by się przekonać :)
    Natomiast najbardziej przestraszył mnie opis Lye. Może i przetrwałabym brudną lodówkę, ale organiczne wyziewy z oczyszczalni ścieków z fermentującą sałatą w foliowym worku to już chyba dla mnie zbyt wiele. Nie wiem czy w tym przypadku chciałbym porywać się na testy i sprawdzać otwartość mojej głowy, a konkretnie wytrzymałość mojego nosa. Ale kto wie, wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chętnie bym przetestowała te zapachy.
    Ciężko powiedzieć, który budzi moje największe nadzieje. Najbardziej noszlana wydaje się Maisia. Ma moje ulubione nuty - figa, gwajak, dym to zdecydowanie moje klimaty, choć trochę się boję akordu kwiatowego, z którym mi zwykle nie po drodze.
    Jednak jako fanka zapachów nienoszalnych podwijam rękawy na myśl o Ragu - smoła w tartaku, brzmi świetnie. W Acquasali interesuje mnie jak można uzyskać morski efekt z gałki muszkatołowej, pieprzu i kadzidła. Chciałabym też powąchać Hysterę, jeśli ma pachnięć jak hamadriada, to ma szansę mi się spodobać.
    Najbardziej zniechęciła mnie cytrynowa brudna lodówka, chyba bym się nie skusiła nawet na testy. Zimno-cytrynowo-gnilne zapachy wywołują u mnie nieprzyjemne fizjologiczne odruchy. W odróżnieniu od "torfowego" smrodku gnijących roślin, który nawet lubię.

    OdpowiedzUsuń
  16. I ja chętnie wezmę udział w rozdaniu.
    Najmniejsze nadzieje budzi we mnie Ragu - nie przekonuje mnie kuchnia w warsztacie mechanika i te wszystkie mazisto-oleiste składniki.
    Najbardziej kuszą mnie dwa zapachy - Camaheu i Hystera - sama nie wiem, który bardziej. Camaheu ze względu na dżdżownice w bagnisku. Jestem ciekawa tego zapachu i chociaż wiem, że będę tego żałować, to nadal chcę wiedzieć, powąchać, poznać. Natomiast Hystera - bo kurz. Kurz pięknie pachnie (zwłaszcza taki, który długo leży na słońcu).

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawy i opis i intrygujące ilustracje... Zadziwiający jest fakt, że tak ciężkie "militarne" elementy, wyciszone słodkim zapachem siana, otoczonym goździkową aurą, która zmienia partnerów podążając za różnymi składnikami, daje tak udaną kompozycję. Wiem, że ten konkurs już się zakończył, ale mimo to, skusiłam się na komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dopiero teraz odkryłam ten blog, więc mimo iż konkurs zakończony pozwolę sobie skomentować te arcydzieła. Intryguje mnie fakt, że tak ciężkie "militarne" nuty mogą dać się oswoić słodkiemu zapachowi siana oraz ekscentrycznej grze goździków, które podążając za innymi składnikami, na samym końcu są w stanie zapanować nad ogólnym, finałowym smakiem "Rogu". Opis doskonały, a motywy graficzne w pełni odzwierciedlają tę zapachową ucztę! Smacznego wszystkim, którzy mają okazję wypróbować zapach na własnej skórze ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...