wtorek, 11 kwietnia 2017

Zapach dla domu na miarę moich marzeń - kula ceramiczna Madlennn



Pachnący dom to temat większości z nas bliski. Bo domy pachną. Każda siedziba ludzka ma swój zapach. I ten zapach wiele mówi o ludziach, którzy ją zasiedlają.

Temat nadawania zapachu domowi i przedmiotom pozornie z zapachem i perfumami niezwiązanym pisałam szerzej kilka lat temu w artykule o pozaperfumeryjnym żywocie perfum.


Od razu na wstępie wyznać muszę, że nie lubię kadzidełek - ani pałeczek, ani stożków. Proponowane kompozycje zapachowe rzadko mi odpowiadają - choć, oczywiście, zdarzają się wyjątki - na przykład kadzidła z serii Incense Comme des Garcons pachnące bardzo podobnie do perfum z tej serii.
Nie lubię też wosków i świec zapachowych, które - poza wszystkimi innymi zaletami - pachną woskiem.

Z przyjemnością za to używam prawdziwego kadzidła - grudek żywicy lub szczapek drewna sypanych na żarzące się węgielki. Z przyjemnością, lecz relatywnie nieczęsto, bo z kolein za dymnym kadzidłem nie przepadają moi domownicy.

Alternatywą są kominki zapachowe, w których podgrzewamy czyste olejki. Oraz kule zapachowe takie, jak cuda od L'artisan Parfumeur. Niestety, kule zapachowe - w przeciwieństwie do kominków - pachną stale. I to bywa problemem.
Dlatego kiedy odkryłam coś, co łączy urodę kuli zapachowej z funkcjonalnością kominka - po prostu musiałam to mieć.



Kule Madlennn to małe dzieła sztuki ceramicznej. Krótkie serie, piękne wzory, precyzyjne wykonanie. Od początku do końca ręczna robota.

Kiedy odkryłam stronę Madlennn - chciałam wszystkie. Zdecydowałam się na Japan Tree - ze względu na oszczędną formę i klasyczną urodę wzoru.


Najważniejsze jest jednak to, że kule ceramiczne Madlennn są elektryczne. Niewielki zasilacz i prosty wyłącznik dają komfort dawkowania zapachu bez konieczności biegania z (całkiem sporą) kulą po domu i chowania jej do pudełka.

Jedyne zastrzeżenia, jakie mam do kuli Madlenn to uboga oferta kompozycji zapachowych, które zamówić można wraz z kulą. W standardowej ofercie mamy olejek lawendowy i rumiankowy. Mnie dodatkowo dosłano zapach cytrusowy, który także nieszczególnie mnie usatysfakcjonował.

Niby rozumiem wybór - zapachy popularne, wyciszające i bezpieczne - a jednak... ja mogę sobie namieszać własny olejek, ale czy innym nabywcom będzie się chciało? A przecież takie kule aż się proszą o artystyczne, niebanalne zapachy.


Jeśli macie ochotę przejrzeć galerię kul zapachowych Madlennn, jest ich sporo na stronie madlennn.pl. Podkreślam jednak, że oferta bardzo szybko się zmienia i większości tych, którymi zachwycałam się parę tygodni temu dziś już nie ma.

Jak Wam się podoba moja nowa zabawka?



12 komentarzy:

  1. Też nie lubię świec zapachowych. Moja niechęć wzmogła się jeszcze bardziej, kiedy przeczytałam jak bardzo są szkodliwe dla zdrowia. I choć na rynku jest kilka firm, które oferują naturalne świece, to jednak wolę olejki eteryczne, które kupuję od dobrych kilku lat i podgrzewam w kominku do aromaterapii:).
    Kul zapachowych jeszcze nie miałam, ale mogłabym się zdecydować właśnie na elektryczną:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę piękny przedmiot. Jest ogromna. I wygląda na coś robionego ręcznie. Cudo.

      Usuń
  2. Wow nie słyszałam o takim czymś i sądzę że to fajne :) ja obecnie używam kominku i olejków :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wcześniej nie słyszałam.
      Ogólnie kominki i olejki to spora radość.

      Usuń
  3. OMG! Ale cudo! Piękna jest ta kula. Uwielbiam kadzidło ♥

    Natomiast jeżeli chodzi o świece, to lubię, ale tylko te sojowe z naturalnymi olejkami eterycznymi :) Sojowych nie czuć woskiem. Olejki eteryczne też używam, ostatnio moją ulubioną firmą jest Biopark :)

    Nie lubię, wręcz nie znoszę sztucznych, chemicznych zapachów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że cudo? :)
      Dodam jeszcze, że jest naprawdę wielka. :)

      Usuń
  4. Fajna zabawka, bardzo ładna kula, piękne sztuki :) Za kadzidełkami też nie przepadam, ale jakiś czas temu kupiłam kawałki drzewa Palo Santo i powiem Ci, że przepadłam. Wystarczy je lekko podpalić i zadymić, są bardzo wydajne. No i ten zapach, nie do opisania i nie do pomylenia *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak podpalam szczapki oudu i czerwonego sandałowca. Żadne kadzidełka się nie umywają. :)

      Usuń
  5. Fajna sprawa, estetyczna i harmonijna.
    Czy nie będzie problemu z czyszczeniem przed umieszczeniem kolejnej kompozycji własnej?

    Kadzidełka tradycyjne do dziś oferują kilka wybitnie pachnących i działających na ducha kompozycji. Pozostaje jednak częściej po stronie żywic. Podczas ich spalania uwalnia się życie... koloryt zapachu jaki według mnie jest nie do uzyskania za sprawą olejków w kominku.

    Ale faktycznie bywam wtedy osądzany o próbę otrucia... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapach prawdziwego kadzidła zostaje na dłuuugo. Kiedy już wszystko zgaśnie i kiedy wszystko wysprzątasz - tkwi gdzieś, nieokreślony, wyczuwalny podprogowo, dający spokój.

      W kwestii czyszczenia: pojemniczek jest metalowy. Czyści się szmatką bez problemu.

      Usuń
  6. Och, ta kula jest cudowna, kiedyś sobie taką sprawię!
    Mam podobnie z kadzidełkami i woskami, nie znoszę tych zapachów i sztucznych kompozycji.Z kadzidłem żywicznym też to samo - ja uwielbiam, ale mąż nie znosi dymu. Zawsze palę jak go nie ma, potem wietrzę, ale jak wchodzi to od razu czuje i od progu zaczyna mi śpiewać pieśni kościelne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Ja na węglach kopcę różne rzeczy, więc mogę śpiewać pieśni niekoniecznie kościelne.
      I to prawda, że kadzidło zostaje w pomieszczeniu - nawet po tym, kiedy już wysprzątasz kadzielnicę. Uwielbiam ten ślad zapachu.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...