środa, 27 września 2017

Hiszpańskie opowieści część 2: Flaming Red Santi Burgas


Drugi odcinek hiszpańskich opowieści to opowieść o róży. I jeden tylko zapach, bo przecież to Róża. Nie zniosłaby konkurencji. A poza tym zasługuje. Tak, jak i kolejne perfumy Santi Burgas, które pojawią się solo.

Przypominam o zapowiedzianym rozdaniu i zapraszam do poznania Damy w Czerwieni.



Flaming Red



Flaming Red wchodzi na skórę z uśmiecham od ucha do ucha i szeroko otwartymi ramionami. Zapach jest śliczny od pierwszego wdechu. Słodki, z subtelnie kwaskowym akcentem owocowym, miękki, ciepły, wygodny.


Kompozycja bazuje na krągłym i tłuściutkim akordzie różanym. I - uprzedzając trochę fakty - rzeczywiście pojawia się w niej akcent oudowy. Nie jest, zdecydowanie nie jest jednak kolejnym bujnie dumnym, epatującym zmysłowością różoudem do wąchania na kolanach. Flaming Red oczarowuje swojego nosiciela.

Przynajmniej w początkowej fazie znajomości.


Gdy już pokochamy Czerwonego Flaminga (tak, wiem, że to nie tak się tłumaczy ale licentia poetica i tak dalej) - ptaszysko zaczyna zachowywać się jak typowa żona z anegdot o typowych żonach. Zagarnia przestrzeń.

Wszędzie rozstawia swoje rzeczy: puzdra przypraw, wielkie słoje irysowego kremu, flaszki słodkich syropów na kaszelek, migrenkę, zmęczenie ogólne i ból egzystencjalny. Te ostatnie są najsmaczniejsze.


Kiedy wprowadza się z wielką oudową szafą w stylu gdańskim orientujemy się, że urocza ptaszyna zorganizowała życie nie tylko nam, ale też naszej rodzinie i sąsiadom. Bo moc ma Flaming Red pioruńską - podobnie jak pozostałe kompozycje tej marki. I to nie jest wada, warto jednak pamiętać o ostrożności przy aplikacji.

Aplikowane rozrzutnie Flaming Red to olfaktoryczna bomba o mocy zmiatającej z fotela i urywającej głowę.


Aplikowane z rozwagą, w ilościach nieomal aptecznych, Flaming Red to piękna, czerwona róża zaokrąglona tłustą nutą irysa i oudem. Zapach jest wyraźnie matowy - jak gdyby oprószono go aksamitnym pyłem z kakao i muszkatu.

O wyjątkowości kompozycji duetu Burgas - Maurice przesądza nuta owocowa, która wcale owocowa nie jest. Jest syropowa. Pachnie jak syropek Pini, który pijałam jako dziecko, kiedy bolało mnie gardło. Był słodki, lekko kwaśny i pyszny.

Aplikowane z rozwagą Flaming Red to perfumy, które zaczynają się ślicznie, a kończą pięknie.


Data powstania: 2015
Twórcy: Santiago Burgas Bou i Chris Maurice
Trwałość: na Fragrantice trwałość Flaming Red określono jako "poor". Nie wiem, jak to możliwe. Na mnie trwa i trwa i trwa. I trwa.

Nuty zapachowe:
róża, kłącze irysa, marakuja, oud, bursztyn, wanilia


  • Autorem wszystkich towarzyszących recenzji obrazów jest Giovanni Boldini - włoski portrecista przełomu XIX i XX wieku.

16 komentarzy:

  1. Dzięki! Obśmiał się człowiek o poranku i już mu trochę lepiej :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że człowiekowi lepiej. Lubię, jak człowiekowi jest lepiej. :)

      Usuń
    2. Ptaszysko każdemu poprawi nastrój, szczególnie ptaszysko z szafą gdańską :-*
      Skojarzyło mi się z tym gołębiem, który siedział u mnie na balkonie i łypał, jakby się chciał wprowadzić, a ja mu tłumaczyłem, że nie jestem gotowy na związki :-D
      To musi być fenomenalny zapach.

      Usuń
    3. Poprawi jak będziesz ostrożny. Nieostrożnym urywa łeb.
      #wiemcomówię

      Usuń
  2. Ciekawa ta róża :) Lubię zapachy o wysokim tonażu, mam jedynie w ich przypadku pecha do atomizerów. Najpierw się taki blokuje, a potem funduje bicz wodny (czy raczej perfumowy) przez co pole rażenia mam niezwykle rozległe... Nie raz mi się zdarzyło przez to przebierać się i brać prysznic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wiem, jak sprawują się atomizery Santi Burgas. Nigdy nie miałam w ręku ich flakonu. I niestety, nie przewiduję, by to się zmieniło w najbliższym czasie. :/

      Usuń
  3. Zaciekawił mnie ten dodatkowy walor zapachu, czyli aksamitny pył z kakao i muszkatu *_*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kakao wykorzystałam raczej fakturowo, ale jest w tym zapachu coś kakaowego. Nie jak napój kakao, tylko jak pył kakao.

      Usuń
  4. Jest dokładnie tak jak piszesz, nawet ilustracje są perfekcyjnie dobrane 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!
      I od razu napiszę, że ilustracje do Oud de Burgas wybrałam równie starannie. :D :D :D

      Usuń
  5. Róża jako panosząca się czerwona ptaszyna i apteczny syropek brzmi dla mnie nawet bardziej niż ciekawie. Jak nic trzeba będzie ją poznać :) Ilustracje drapieżne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafiłam nie skojarzyć z flamingiem. :)
      A zapach wart jest poznania. Zdecydowanie.

      Usuń
  6. Mogę być wściekła, zniechęcona i zirytowana, a wystarczy, ze wejdę i Cię poczytam - i od razu mi dooooobrze .....
    Nie znam tych cudowności, ale Twoje opisy to rozkosz dla wyobraźni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Totalnie. W tym wypadku ta matowość wydaje się być oryginalnym posunięciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalnym. Tak. Ale umiarkowanie. To nie jest rewolucja.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...