sobota, 9 września 2017

Olibere Parfums: Escapade a Byzance, Midnight Spirit i Paradis Lointains


Druga część cyklu recenzji Olibere Parfums. Bez wstępów, bo dziś trzy kompozycje. Wszystkie z 2015 roku.


Escapade a Byzance


Szanując zamysł Marjorie Olibere - najpierw zapraszam na film.




Bertrand Duchaufour rzekł był, iż Escapade a Byzance jest "historią niezwykłego spotkania, które miało miejsce w Bizancjum". Oczywiście nie chodzi o bazową parę, tylko o zmysłowa tancerkę, którą przypadkowo spotkał główny bohater. 

Cóż za zwrot akcji! Cóż za niecodzienna sytuacja! Opowieść, w której mężczyzna przypadkowo spotyka i przypadkowo ulega urokowi roznegliżowanej, egzotycznej tancerki to prawdziwy Everest oryginalności.


Ja się zastanawiam, kogo ten film ma zachęcić? Kto ma ulec opowieści i uznać, że to właśnie historia jego marzeń?
Mężczyzna, który podczas romantycznej podróży odkrywa, że jego ukochana jakoś nieszczególnie go kręci? Kobieta, której ukochany przeżywa (wcale nie tajemne) zauroczenie inną kobietą? Przy ludziach. Przy niej samej. Czy może zarabiająca na życie egzotycznym tańcem pani, dla której nagła erupcja zachwytu (bynajmniej nie będącego zachwytem jej osobowością) u obcego, zajętego faceta na pewno jest czymś niezwykłym. No przecież to się nie zdarza. Right?

Mówiąc krótko, film mnie nie urzekł.

Za to zapach...


No ok, Ameryki nie odkrywamy. Ale Orient trochę tak...

Przyprawowe otwarcie Escapade a Byzance nie pozostawia śladu wątpliwości, że oto kolejna starannie przemyślana i wyważona "podróż" Bertranda Duchaufoura.
Złożony, szorstki jak listki leszczyny akord przyprawowy natychmiast osadza Wyprawę do Bizancjum w kontekście stworzonych dla L'Artisan Parfumeur podróżniczych kompozycji w typie Timbuktu czy Traversee du Bosphore.
Subtelne kadzidełko brzmi jak podpis twórcy.


A jednak tym razem olfaktoryczna kartka z podróży przysłana przez utalentowanego Bertranda mnie nie urzekła. Zapach jest ładny. Aż ładny i tylko ładny.
Paradoksalnie, najciekawszą nutą jest (niewymieniony w opisie zapachu) rezynoid irysowy pojawiający się w otwarciu i brzmiący jak dalekie echo Dzongkhi - kolejnego symbolu wielkości i talentu Twórcy.

Escapade a Byzance to potężne, ekspansywne nuty przycięte tak, by tworzyły grzeczną, niezbyt ekspansywną kompozycję. Eteryczny pieprz, gorący cynamon, zmysłowy szafran, blady jak słońce w zenicie imbir, dymne kadzidło - wszystko to ucywilizowane, uczesane, upozowane. By nie rzec skarlałe.

Kompozycji Duchaufoura brakuje mocy. Ale nie tylko. Brakuje jej również wielowymiarowości. Escapade a Byzance kładzie się na skórze płasko i... i leży.


Mówiąc krótko po raz wtóry: zapach też mnie nie urzekł.


Data powstania: 2015
Twórca: Bertrand Duchaufour
Trwałość: Słabiutka, no słabiutka. Jak na takie nuty... Ech.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: cynamon, czarny pieprz, szafran, tymianek, imbir, nuty cytrusowe
Nuty serca: goździki, cyprys, kadzidło
Nuty bazy: benzoes, heliotrop, piżmo, wanilia, paczula, ambra, cedr, wetiwer





Midnight Spirit


Zapowiedź filmu:
Noc opada na Kuala Lumpur. Mike spotyka grupę przyjaciół w barze.


Film:





Zapach:

Po pierwsze nie zważajcie na nuty. Cytrusowe otwarcie (cytryna, limetka, grejpfrut) nie jest tym, czym być się wydaje. Piramidy nut często łudzą i to jest ten przypadek.


Nocny Duch (po naszemu raczej Nocny Marek) z opowieści Amelie Bourgeois zjawia się odziany w szarości i brązy.
Eteryczny, popielisty akord drzewny tworzy całą opowieść. Jasny cedr złożony z dymnym gwajakolem. Wetiwer, z którego uszła cała zieloność. Ślad woni skóry brzmiącej gdzieś pomiędzy spektrum tekowca, a labdanum. Ambrowa woń piżmianu.

Stanowiące szczyt piramidy zapachowej cytrusy nie decydują ani o charakterze zapachu, ani o jego barwie. Dają mu fakturę - to, czego tak bardzo brakowało mi w Escapade a Byzance.
Są to cytrusy ukryte, przemalowane, udające akord ziołowy, nie owocowy. Pięknie matowe, suche, podbite wytrawnym zapachem piołunu. Oprószone szczyptą soli. Piękne!


Midnight Spirit ma wszystko: szczyt i głębię; kształt i fakturę; charakter i urodę.
Ciśnienia mi ten pan nie podnosi, burzy krwi nie wywołuje, ale przecież nie musi. Lubimy się. Czasem to wystarczy. Czasem nawet tak jest lepiej.



Data powstania: 2015
Twórca: Amelie Bourgeois
Trwałość: powyżej 5 godzin, co jest niezłym osiągnięciem, jak na tę markę.
Za to projekcja bardzo taka sobie.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: włoska cytryna, limetka grejpfrut
Nuty serca: geranium, bylica
Nuty bazy: wetiwer, cedr, ambra, nuty drzewne




Paradis Lointains




Raj jest kobietą!
Wcale nieodległą. Bliską wręcz. Na tyle, że widać kwiaty w jej włosach.

Kwiatowo - owocowa kompozycja podbita kremowym miodem jest miękka jak kobiece ciało. Takie idealne, wymarzone, nierealne - bez mięśni i ścięgien pracujących pod skórą, bez naturalnych fałdek, bez niedoskonałości. Ale za to z piegami!

Z wyczuciem i umiarem sypnięte nutki przyprawowe dają rajskim perfumom Olibere pozór prawdopodobieństwa. Są jak piegi na nosie idealnej dziewczyny. Nie sprawiają, że ona istnieje. Ale pozwalają uwierzyć... w raj, w ideał, w spełnienie marzeń.


Kto zna film pilotujący zapach wie, że raj i spełnienie marzeń oznaczają (w tym przypadku) romans. I jeśli to romans opowiada nam Duchaufour swoją kompozycją, to jest to romans miękkiej tuberozowej dziewczyny ze słodkim chłopcem o oczach niebieskich jak niebo i jagody jałowca.

Romans zmysłowy, lecz nie gorący. Bez przysiąg i zobowiązań, choć tuberozowa panna większą przywiązuje wagę do sprawy. Tuberozy tak mają - wszystko traktują z poWAGĄ.

A jak się kończy? Chłodno. Zapach przygasa tak jak gdyby Tuberozie brakło samozaparcia, a Jałowcowi entuzjazmu. Harmonia nut blednie, rozmywa się w błękitnej wodzie i w końcu porasta mchem. Nie za bardzo. Tylko troszkę.

To nie jest jakieś bardzo złe zakończenie romansu.



Data powstania: 2014
Twórca: Bertrand Duchaufour

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: jałowiec, kurkuma, różowy pieprz, bergamota, passiflora
Nuty serca: wosk pszczeli, goździki, gardenia, tuberoza, ylang-ylang, nuty ozonowe
Nuty bazy: miód, mech dębowy, sandałowiec, wanilia



12 komentarzy:

  1. Powinnaś pisać poezję: te szorstkie listki leszczyny... mmmmm :-)
    Tak na marginesie, nie wiem dlaczego perfumy mają *zawsze* dotyczyć seksu/romansu, jakoś mnie to nie przekonuje, bo nie tego oczekuję od erfum, żeby się na mnie ktoś ze ślinotokiem rzucał :-P
    Może mam problem, a może światem faktycznie rządzi dupa *przprszm* (seks i jego podmioty, choć raczej przedmioty, jak się tak spojrzeć z bliska) i jest to dla mnie raczej przykre.
    Bah...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sex sells. Stara prawda.
      Ale mam podobnie. Perfumy, które mają uczynić mnie pociągającą dla wszystkich panów w okolicy mnie nie interesują. Po pierwsze dlatego, że to upokarzające. po drugie dlatego, że nie potrzebuję protezy. Po trzecie - to nie działa.
      Jestem trochę zasmucona "romansowymi" konotacjami tych kompozycji. Jak gdyby marka uparła się eksploatować najtańsze, najbardziej zużyte chwyty.
      Szkoda.
      Ale już dziś piszę, że kolejny odcinek będzie zupełnie inny. Lepszy po stokroć!

      Usuń
    2. Ale ten mech i te liście leszczyny to wiesz :-) ja może jestem jakaś wersja leśnego dziadka, bo mnie kręcą takie zapachy :-D

      Usuń
    3. Tam nie ma liści leszczyny. Tylko faktura.

      Usuń
  2. Szkoda, że rozwiewasz moje nadzieje co do Escapade a Byzance. Za to nadzieja została na nowo rozbudzona przez Paradis Lointains. Tuberoza i inne tropikalne kwiaty to dla mnie tytułowy raj. Po nazwie obawiałam się nadmiaru owoców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Escapade są ładne. Mogą się podobać i mam na to dowód. Mogą się też nieszczególnie podobać i też mam na to dowód (nie o sobie mówię, jak się domyślasz).
      Ale uczciwie pisząc - też miałam wielkie nadzieje związane z tym zapachem...

      Usuń
  3. W wielu perfumach brakuje mi wielowymiarowości. Szkoda, że Escapade a Byzance układa się płasko, bo widzę w składzie jedną z moich ulubionych nut, czyli cynamon;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na innej skórze ułoży się lepiej? Ja testowałam na dwóch.
      Przy czym z tego, co pisała Pola wynika, że i na niej zapach szału nie robi.
      Straszny smuteczek.

      Usuń
  4. "Escapade a Byzance" - testowane. Tak, dziękuję. To dzięki Tobie miałam okazję poczuć na skórze. Niestety dla mnie nic ekscytującego. Pachnie ładnie - poprawnie. Nie zmusza jednak do refleksji, anie też nie ekscytuje. Układa się płasko i szybko też znika. Po około trzech godzinach został tylko i wyłącznie wspomnieniem. I chyba dobrze, bo nie zatęskniłam, ani też nie zamarzyłam o falkonie. Po prostu był, nijaki taki - dzienny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia. To ładny zapach i noszenie go nie jest nieprzyjemne. Ale nie jest ekscytujące.
      I niestety, też ze mnie znika. Choć na FB chyba Pola pisała, że u niej z trwałością jest lepiej.

      Usuń
  5. Jakoś tak znów blado... Idę czytać dalej. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...