poniedziałek, 25 grudnia 2017

Twilly d'Hermes czyli trele tuberozy


  • Po pierwsze marka: Hermes, która trzyma poziom i klasę. Co w roku 2017 bynajmniej nie było oczywiste.
  • Po drugie (ale w sumie też pierwsze) nos: Christine Nagel. Czarodziejka zapachu stojąca za takimi dziełami sztuki jak Theorema Fendi, Madness Chopard, Histoire d`Eau i Mauboussin od Mauboussin, In Black Jesus Del Pozo, klasyk John Galliano i Narciso Rodriguez For Her. Za bardzo udanymi Ambre Soie z serii Armani Prive i Eau des Merveilles Bleue Hermes. A także za hitami jak Si Armani, Delices de Cartier czy Miss Dior Cherie.
  • Po trzecie tuberoza. Da się zrobić tuberozę na miękko, ale to nie jest łatwa nuta. Ani do pracy, ani do noszenia.

A po piąte przez dziesiąte Twilly d'Hermes jest moim skromnym zdaniem najlepszą damską premierą selektywną 2017. O czym szerzej napiszę pewnie w okolicach Sylwestra. Dziś skupię się na Twilly, których nazwa rzeczywiście brzmi jak z "Ptasiego radia".



Twilly to perfumy inspirowane najpopularniejszym z gadgetów Hermesa - barwnymi, jedwabnymi apaszkami zwanymi... a jakże: twilly właśnie.

Link do strony Hermes z apaszkami: KLIK

Pierwszy test mnie zaskoczył. Spodziewałam się tuberozy - zapachu kremowego, narkotycznego, ciężkiego jak szal. Tymczasem z flaszki najpierw wyskakuje pomarańcza, a raczej ładnie zrównoważony akord cytrusowy z niezobowiązująco złotą nutą pomarańczy. Przyjemny, bardzo subtelnie pikantny, gładki jak w Jour d'Hermes Absolu.

Twilly wita nas uśmiechem.


Drugi plan to tuberoza. Ale nie taka, jakiej się wszyscy spodziewamy - zwalista i nieruchawa. W Twilly tuberoza jest zielona. Kwiaty wraz z liśćmi - świeże i wilgotne. Młode, żywe, zakochane w pomarańczowym słońcu.

Trzeci plan - sandałowiec. Waniliowy i blady. Dający kompozycji kremową miękkość i ciężar charakterystyczny dla zapachów z nutą białych kwiatów. To właśnie sandałowiec zmienia zapach powoli wypierając pomarańczę, imbir i żywą zieloność. Jak gdyby śliczny podlotek w zabawnym meloniku przypomniał sobie, że jest kobietą.


Dalej historia toczy się tak, jak większość takich historii: dziewczyna przestaje śmiać się głośno i przeskakiwać kałuże. Maluje usta. Poznaje znaczenie słów powściągliwość i samokontrola. I staje się damą. Bardzo piękną, lecz na kremowo - kwiatowym etapie kompozycji ja osobiście tęsknię za słodką pomarańczą i pikantnym imbirem. Tęsknię za podlotkiem, który powitał mnie niepowściągliwym uśmiechem.

Dobrze, że mogę spotkać go kolejny raz naciskając atomizer. Że tak łatwo mogę kolejny raz przeżyć przemianę uroczego kaczątka w pięknego łabędzia.


Data premiery: 2017
Twórczyni: Christine Nagel
Projekcja: nieostentacyjna
Trwałość: dobra, lecz nieimponująca

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: imbir, bergamota, gorzka pomarańcza
Nuty serca: tuberoza, jaśmin, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: sandałowiec, wanilia

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi się spodobała, a jednocześnie trochę rozczarowała - bo po tuberozie, która należy do ścisłej czołówki moich ulubionych nut, spodziewałam się, że będzie bardziej posągowa, a mniej frywolna. Ale lubię, gdy zapachy mnie zaskakują, a poza tym nie zawsze muszę pachnieć jak aktorka kina niemego ;) Dlatego Twilly pewnie kiedyś dołączy do mojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie zaskoczył pozytywnie. Tym, że ta tuberoza taka inna, lekka, młoda. Po tym, jak zaskoczyło mnie to, ze w ogóle ktoś porwał się na tuberozową premierę dla młodych. W świecie landrynkowych ulepków to jest coś.

      Usuń
    2. Wąchałam, a raczej wąchnęłam. Wydawał mi się taki... no mało odkrywczy. Przegapiłam coś wielkiego Twoim zdaniem?

      Usuń
    3. Wielkiego może nie. Też tuberoza gra pierwsze skrzypce i tez jest dość delikatna jak na siebie. Wiosenna i dziewczęca. Dla mnie mogłaby być na upały ;)
      Testowałam też nieco pobieżnie, ale przyznam, że białe kwiaty zawsze mają u mnie punkty za samo bycie białymi kwiatami :)

      Usuń
  2. Roześmiany podlotek - jakie to ładne :-) Człowiek powinien częściej się śmiać. Zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?
      Twilly sprzyja uśmiechom. Fajny jest po prostu.

      Usuń
  3. Do tuberozy podchodzę ostrożnie. Robiłam lata temu za dwa podejścia do tej nuty i za każdym razem czułam się w niej jak za 20 lat starsza kobitka przesadzająca ze wszystkim, jeśli wiesz co mam na myśli... Interesująco brzmi to zestawienie z cytrusami, mimo to jakoś nie jestem przekonana w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak uroczo opisujesz Twilly, takie w nim widzisz radosne zapachowe ćwierkadełko, że aż mam ochotę znów podejść do testów.
    Żywię ogromną sympatię wobec zapachów Hermesa; czy rzucają mnie na kolana (jak ogródki czy Ziemia), czy tylko budzą szacunek dla kunsztu, choć nie są moje (np. Amazonka czy Caleche).
    A Twilly zrobiło mi numer niewiarygodny, bo stało się nawet nie gourmandem, ale czymś całkowicie jadalnym: razowym chlebem z masłem i szczypiorkiem. Nie będę się upierać, może w tym szczypiorku jest też starty świeży imbir.
    Jest radośnie? Jest. Jest słonecznie i porannie? Jak najbardziej. Ćwierka coś w tle? Och i to jak!

    Sprawdzę jeszcze raz, poszukam tam kwiatów. Może stoją na stole, tylko mi kromki chleba je zasłoniły...


    OdpowiedzUsuń
  5. Takie podejście w komponowaniu z udziałem tej białej kilerki zapewne wnosi nowoczesny sznyt i łamie poniekąd konwencję, pokazujac że można inaczej. Chętnie poznam dla samego poznania, a kto wie może będę wiedział komu później polecić.
    Póki co, czaje się w kwestii tuberozy na nowego Durbano, bo tam raczej coś więcej dla mnie będzie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...