czwartek, 1 lutego 2018

Barbarzyńca z PRLu - Viking Creed


Tej recenzji miało nie być.

Creed to marka z tradycjami. Symbol elegancji i klasycznego sznytu. Biblioteka perfum ponadczasowych i dość akuratnych. I to nie jest zarzut. Chyba, że perfumy nazywają się Viking. Bo, powiedzmy to uczciwie, Creed i Wiking to nie jest skojarzenie oczywiste. A jednak... kiedy doczytałam, że będzie to Wiking pachnący różami - musiałam go poznać!


I od razu przyznaję, że moje intencje nie były czyste. Wymuskany Wiking w różach - to brzmi jak żart.


Już w pierwszych sekundach po aplikacji pożałowałam szyderczych skojarzeń i braku zaufania do marki.

Papryka!
Pikantna papryka w ostrym proszku. Ożywcza, stymulująca, ognista. Z wyczuciem przestudzona gorzkim, absyntowym powiewem mięty. Podkolorowana różowym pieprzem - bo czarny to byłoby zbyt wiele, a różowy jest w punkt po prostu. Może i nie jest to Wiking na miarę moich oczekiwań, ale jako współczesna interpretacja tematu, Viking brzmi wiarygodnie. I pięknie.

Do czasu.


Tak, jak w pierwszych sekundach i minutach pożałowałam tego, że nie zaufałam Olivierowi Creedowi w temacie Wikingów, tak w kolejnych minutach pożałowałam pożałowania.

Bo Viking jest jak Wiking. Na pierwszy rzut okaz może i przystojny, blond i zgrabny, ale na dłuższą metę wytrzymać z nim nie sposób. Po kwadransie zapach robi się koloński i z Vikinga wyłazi Brutal. Wcale nie wyrafinowany, tylko po prostu przebrany w garnitur.


W prostych, godnych Wikinga słowach: to nie są brzydkie perfumy. Viking jest po prostu poprawny, wtórny i bez polotu. Na tle klasycznie eleganckich kompozycji marki zdaje się... zwykły. 

Właściwie każde znane mi perfumy Creed układają się lepiej, bardziej elegancko, ładniej po prostu. Nie sadzę, by o ten efekt chodziło z nazwą.


Cóż z tego, że nie ma róży? Wolałabym różę. Wolałabym cokolwiek niebanalnego: Sigurda z różą w zębach, Haralda w różowym pieprzu, Olafa czującego miętę... Tymczasem spotkałam pana Józka z sąsiedniego bloku przebranego (nie ubranego) w garnitur z sieciówki. No fajnie. Ale nie za tę cenę.


Data premiery: 2017
Kompozytor: Olivier Creed
Projekcja: poza pierwszym uderzeniem raczej kiepska
Trwałość: normalna, sieciówkowa. Jak i zapach.

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamotka z Kalabrii, limonka z Sycylii, różowy pieprz
Nuty serca: chili, róża bułgarska, mięta pieprzowa
Nuty bazy: drewno sandałowe z Indii, wetiwer z Haiti, indyjska paczula, lawenda (absolut)
 
  • Fantastyczne zdjęcia towarzyszące recenzji pochodzą z Instagrama The Gay Beards - panowie są genialni. Za dobrzy na ten zapach, ale nie mogłam się oprzeć.

9 komentarzy:

  1. Mwahahahaha :-D cuuuuuuuuuuuudne! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pomyślałam, że skoro wąchanie takie sobie, to czytanie powinno być przyjemniejsze. ;)

      Usuń
    2. Wielkie dzięki ♥ dobrze mi zrobiło :-D

      Usuń
  2. Uśmiałam się! I ulżyło mi jednocześnie 😊. Też się napaliłam na jakiegoś rudobrodego ale za pana z sąsiedniego bloku to ja podziękuję. Ciekawe moze na facecie pachnie to jednak znośnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też pachnie ZNOŚNIE. Ale do kroćset - za 1 135 złociszy ZNOŚNIE nie wystarcza.

      Usuń
  3. Jakoś nic mnie od Creeda nie powaliło na kolana, jest tyle piękniejszych zapachów.
    Za to zdjęcia mnie urzekły, panowie są fantastyczni, uwielbiam brodaczy, szczególnie z poczuciem humoru i dystansem do siebie :)
    Dzięki za tę recenzję, rozweseliła mój wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doceniam klasę kompozycji Creed. Większości w każdym razie. Choć to rzeczywiście nie są zapachy, które powalają. i chyba nie o to w nich chodzi.
      Tu mamy trzy elementy, które w zestawieniu mnie zniechęciły: butna nazwa, wyjątkowo (nawet jak na Creeda) wysoka cena i zapach, który jest jakiś taki... zwykły.

      Usuń
  4. Nie bardzo wiem co napisać...hmm. Dobra, bo radosna recenzja ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...