niedziela, 29 kwietnia 2018

Miłość, Niebezpieczeństwo i Zauroczenie - trzy nowe ekstrakty Olibere Parfums


Olibere Parfums to marka znana już czytelnikom Sabbath of Senses - w roku ubiegłym recenzowałam pierwsze siedem firmowanych nazwiskiem Marjorie Olibere kompozycji i zapowiadałam kolejne trzy. Zapachy i recenzje. Tymczasem na targach w Mediolanie zadebiutowały nie trzy, lecz aż siedem nowych "Oliberów".


Do kolekcji Les Mythiques doszły trzy ekstrakty autorstwa Luki Maffei (i te zapowiadałam). Pojawiła się także zupełnie nowa seria perfum, o opinii bardziej przystępnych: Les Insoumises Collection. W jej skład wchodzą cztery "ogródki": Le Jardin De Madame Chan (ylangowy), Le Jardin De Marie-Antoinette (oczywiście piżmowy), Le Jardin De Mistinguet (mimozowy) i Le Jardin D’Amelie (rabarbarowy, mój ulubiony).

Mogłabym zadać Wam pytanie o to, której serii przyznałam pierwszeństwo recenzyjne, ale w sumie... po co?

Zapraszam do lektury opowieści o trzech miłościach: niebezpiecznej, zgubnej i fatalnej.

piątek, 27 kwietnia 2018

Orient pełnym pyskiem - Camel Zoologist Perfumes


Pana Wielbłąda poznać chciałam bardzo. Bardziej, niż wypada przyznać damie.

Zrozumcie jednak: "perfumeryjna okolica", z której pochodzi ma mnóstwo zalet. Niebanalni mieszkańcy w niebanalnych sztafażach. I - co najważniejsze - niebanalne o nich opowieści, które snuły mi się po wyobraźni od chwili, w której pachnące ZOO pojawiło się na pachnącej mapie świata.


Pragnęłam romansu. Najpierw liczyłam na Pana Nietoperza. Ba! Pewna byłam zauroczenia; jeśli nie wręcz miłości. Niestety, Pan Nietoperz okazał się miłym chłopcem, a miłych chłopców, to ja lubię w życiu, nie w perfumach.
Pewne nadzieje budził Nosorożec. Choć niewielkie, bo to jednak gruboskórny gość. Ostatecznie jednak gruboskórność wybaczyłabym mu łacniej, niźli chłód.
Zaliczyłam kilka schadzek z bardzo miłym Makakiem, jednak najbliższa mojemu sercu okazała się Cyweta. Zrozumcie jednak - nie sposób pokazać się publicznie z babą w futrze.

Padło więc na Wielbłąda. Bo jak nie Wielbłąd, to kto?

czwartek, 26 kwietnia 2018

Mleko z krwią czyli wspomnienia mistrza Lutensa - Dent de Lait Serge Lutens


Dent de Lait to perfumy, które powinno się wąchać bez znajomości prasowego dossier stworzonego przez ekscentrycznego Serge'a Lutensa, bez znajomości nut, nawet bez znajomości nazwy. A przynajmniej bez jej zrozumienia.

Wąchane bezprogramowo Dent de Lait to zapach zupełnie inny, niż Dent de Lait oprotezowane opowieścią o Zębowej Wróżce, końcu dzieciństwa i mieszaniu mleka z krwią.



Przejdźmy do rzeczy.
Po pierwsze Dent de Lait to pierwsza premiera marki Serge Lutens, która debiutowała w nowej - bardzo ładnej - szacie graficznej i w nowej pojemności 100 ml.

wtorek, 24 kwietnia 2018

Wyniki rozdania, zapowiedź wykładu otwartego i inne aktualności


Kochani, przepraszam za milczenie. Źle ze mną ostatnio było, ale chyba się pozbierałam. I, poza recenzjami, będę dla Was miała pachnącą relację z jednego z najpiękniejszych miast Europy.
Tylko musicie dać znać, czy chcecie serię podróżniczo - perfumeryjną, czy tylko perfumeryjną. Ograniczenie będzie trudne, bo (tradycyjnie już) śledziłam pachnące atrakcje także w nieperfumeryjnych miejscach i udało mi się znaleźć rzeczy niezwykłe.



Z opóźnieniem rozstrzygam dziś rozdanie z marką Tabacora Parfums i - przy okazji - zapowiadam krótki wykład w Katowicach.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...