wtorek, 8 maja 2018

Najpopularniejsze perfumy początku roku czyli szpiegowanie w Sephorze. ;)


Dziś będzie wpis POP.

Chodzi głównie o repertuar, nie formę. Choć oczywiście mam nadzieję, że będzie lekki, łatwy i przyjemny. :)


Chadzam sobie od czasu do czasu do Sephory. Na zakupy. Jednak nie potrafię się zwykle oprzeć także miłej pogawędce z paniami i panami (głównie paniami) konsultantami. Bo to zazwyczaj mili ludzie są, a tematyka sama się pcha na usta. PERFUMY.

Podpytuję zwykle o sprzedażowe hity, spodziewane dyskontynucaje i inne ciekawe rzeczy. Podczas ostatniej wizyty (tak z miesiąc temu, bo ileż człowiek może kupować kremów do twarzy) podpytywałam o hity początku 2018 roku. I okazało się, że pierwszy i początek drugiego kwartału to triumf zapachów słodkich, bezpiecznych i mało rewolucyjnych.
Najlepiej sprzedaje się Mon Guerlain i Gabrielle Chanel. Chciałabym być zaskoczona.



Mon Guerlain


Reklamowany twarzą (i nie tylko twarzą) Angeliny Jolie. Kobiety mogącej pochwalić się nie tylko olśniewającą urodą, lecz także niezwykłą inteligencją, stalowym charakterem, wspaniałą osobowością i sporą listą osiągnięć nie tylko zawodowych. Jej działalność humanitarna budzi szacunek.

Dla mnie Angelina to wymarzona "twarz" perfum. Jeśli dodamy do tego jej niezwykły, odważny gust i fakt, że Angie wielokrotnie przyznawała się do romansów z perfumeryjną niszą - Mon Guerlain musiał, po prostu musiał budzić nadzieje. Szczególnie kiedy Guerlain sprytnie puścił w sieć plotę, że wielki Thierry Wasser tworzył tę kompozycję specjalnie dla swej muzy.


Co dostał klient?
Odgrzewanego słodziaka rżniętego z wycofywanego Mon Exclusif Guerlain.

Wanilia, tonka, lawenda. Subtelnie siankowo, dość ciężko, słodko, choć nie ZA słodko. Szczególnie jak na obecne selektywne standardy.

Największym atutem Mon Guerlain jest miękka, kremowa, irysowo drzewna baza wychodząca dość wcześnie i ładnie kontrastująca z kwiatowo chłodną lawendą. Subtelny, świetlisty jaśmin daje kompozycji kobiecy sznyt.
Największą wadą Mon Guerlain jest... wszystko inne. Zapach nijak ma się do Angeliny i ja osobiście jej w nim nie widzę. Nie jest nowością w znaczeniu nowej kompozycji. To flanker. Nie jest także oryginalny - w zalewie słodkich przyjemniaczków zajmujących aktualnie większość półek po prawej stronie Douglasów i lewej Sephor jest Mon Guerlain po prostu kolejnym słodkim przyjemniaczkiem. Może nieco lepiej poskładanym i nieco lepiej reklamowanym ale... Napisałabym, że po marce Guerlain należy oczekiwać więcej, ale chyba już nie.


Dowodem na to, że Mon Guerlain sprzedaje się dobrze jest szybkie pojawienie się Mon Guerlain Florale. Zakładam, że to nie ostatni kupon, jako odetnie Guerlain od tego sukcesu. Będzie jak z Małymi Czarnymi Sukienkami, które wypuszczane są na rynek jedna po drugiej jak totalna masówka.


Data premiery: 2017
Kompozycja: Thierry Wasser i Delphine Jelk

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: lawenda, bergamota
nuty serca: jaśmin, irys, róża
Nuty bazy: wanilia, sandałowiec, bób tonka, benzoes, lukrecja, paczula



Gabrielle Chanel


Olivier Polge osiągnął absolutne mistrzostwo w komponowaniu hitów sprzedażowych. Wystarczy wspomnieć o La Vie Est Belle (i flankerach), Flowerbomb (i flankerach), Jimmy Choo czy Code Armaniego. Czapki z głów.

Na przełomie 2014 i 2015 roku uśmiechnęła się do niego marka Chanel. Słyszałam pogłoski, że to dlatego, że niepokonana Piątka zaczęła tracić hegemonię, jednak o wiele bardziej wiarygodna (choć mniej sensacyjna) wydaje się opcja, że Olivier po prostu zastąpił ojca - Jacquesa Polge, który dla Chanel pracował przez ponad trzy dekady. Inna sprawa, że o wypuszczeniu przeboju na miarę LVEB marzy każda chyba selektywna marka.

W każdym razie w 2015 roku zadebiutowały pierwsze perfumy skomponowane przez Polge juniora dla Chanel i od tego czasu współpraca trwa. W ostatnich latach Olivier Polge stworzył dla Chanel 10 kompozycji - w tym aż 4 premiery już zapowiedziano na rok 2018. Myślę, że możemy się spodziewać kolejnych.


Wśród najbardziej lubianych perfum stworzonych przez Oliviera Polge dla Chanel prym wiedzie, wchodząca w skład kolekcji Les Exclusifs, Misia (a raczej dwa Misie, bo Polge jest autorem obu wersji - edt i edp) oraz Gabrielle właśnie. Debiutująca na początku roku Coco Mademoiselle Intense raczej do nich nie dołączy, a szkoda, bo mnie akurat ta wersja do gustu przypadła bardziej, niż klasyk. Ale też raczej nie jestem targetem.

Wróćmy do Gabrielle.


Chanel stawia ostatnio na młodą klientelę. Odmładzanie Piątki poszło dobrze - Chanel No 5 Eau Premiere sprzedaje się rewelacyjnie do dziś, Chanel No 5 L'Eau też, choć kompozycja jakby nieco mniejszego kalibru. Zupełnie niemroczna Coco Noir też raczej adresowana jest do kobiet młodych. A Gabrielle... Gabrielle to już w ogóle!

"Twarzą" perfum została idolka pokolenia obecnych dwudziestolatek - w tym oczywiście dwudziestolatek z hakiem - Kristen Stewart. Postać kontrowersyjna, mająca tyluż przeciwników, co fanów.


Wybór nieprzypadkowy, lecz powiedzmy wprost, w pożerającym gargantuiczne sumy marketingu selektywnych perfum nic nie jest przypadkiem. Wybór na "twarz" Gabrielle aktorki kojarzonej głównie z rolą Belli w bestsellerowej sadze "Zmierzch" to jasny, przemyślany sygnał wysyłany przez marketingowców Chanel do szerokich mas: nie gardzimy popkulturą, jesteśmy z wami dziewczyny, robimy perfumy dla młodych. Wynika z tego jasno, że Chanel doskwierać zaczął wizerunek marki "elitarnej". Szczególnie, że szanelowska elita nader często utożsamiana była przez młodzież ze starszymi paniami w pachnących naftaliną futrach.


Kompozycja Gabrielle nie jest rewolucyjna. Nie jest szczególnie szanelowska. Nie jest nawet szczególnie charakterystyczna, ale też wcale taka nie miała być. Gabrielle miała być ładna - i jest. A w każdym razie na pewno nie można o niej powiedzieć, że jest brzydka.


Gdybym miała określić Gabrielle jednym słowem powiedziałabym, że to perfumy... umiarkowane.

Od pierwszych nut wszystko jest umiarkowane właśnie. Jest mandarynka, bo słodka i lubiana. Ale nie przesłodzona, bo złamana całkiem umiarkowanym grejpfrutem. Jest kremowy kwiat pomarańczy i chanelowski jaśmin, ale w złożeniu z cytrusami obie te ciężkie nuty są odkremowane i odciążone. Na tyle, że brzmią... umiarkowanie. Jest do cna klasyczna drzewna baza na (syntetycznym) sandałowcu i (syntetycznym) drzewie kaszmirowym, które nie istnieje. Od banału oddziela ją najpierw subtelnie pikantna nutka bladego różowego pieprzu, a w późniejszych etapach rozwoju mydlana nuta syntetycznego jak pomysł na reklamę Gabrielle piżma.

I już.
Przepis na sukces dużą sprzedaż.


Na Gabrielle powieszono chyba wszystkie możliwe psy, jakie w światku perfumeryjnym zwykło się wieszać. Że banał, że nijaka, że mydło i dla osób "bez gustu". O tym, że "bez gustu" używane potocznie oznacza zwykle "w złym guście" już pisałam. Tymczasem ja wyznać muszę, że jako człek  co z niejednego pieca chleb jadł i z niejednego atomizera perfumy wąchał nie tylko nie mam złudzeń co do tego, jakie perfumy sprzedają się najlepiej, lecz także chyba nie miałabym nic przeciw temu, by młode dziewczęta przygodę z perfumami zaczynały od Gabrielle. Bo to fajnie, że w ogóle zaczynają. I nie od podrób. Ani od ulepów, od których zęby wypadają. Może jakiś procent pójdzie dalej.

Powiedzmy to wprost: człowiek na początku drogi nie będzie narzekał na to, że tyle już razy wąchał podobne nuty, bo ich nie wąchał. I nie będzie skarżył się na banał, bo dla niego każdy zapach będzie odkryciem. I jeśli to odkrywanie zacznie od reklamowanej przez Kristen Stewart Gabrielle de Chanel to i tak jest to opcja o niebo lepsza, niż zaczynanie przygody z kinematografią od "Zmierzchu". Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. :)


Data premiery: 2017
Kompozycja: Olivier Polge

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: mandarynka, grejpfrut, czarna porzeczka
nuty serca: tuberoza, ylang - ylang, jaśmin, kwiat pomarańczy, różowy pieprz, konwalia
Nuty bazy: sandałowiec, piżmo, kaszmeran, irys


W następnym wpisie opowiem Wam o bardziej niebanalnych nowościach damskiej strony selektywnych perfumerii. Szczerze mówiąc, od początku do nich zmierzałam, tylko mi się wstęp rozrósł. Bo pisanie o perfumach jest jak nałóg. Człowiek nie może tak po prostu przestać.

Miłego dnia!

21 komentarzy:

  1. Wedle przypuszczeń, nie mam tu czego wąchać... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest co wąchać. Nawet jak nie ma czego wąchać. :)

      Usuń
    2. Co racja to racja :-)

      Usuń
  2. "Powiedzmy to wprost: człowiek na początku drogi nie będzie narzekał na to, że tyle już razy wąchał podobne nuty, bo ich nie wąchał. I nie będzie skarżył się na banał, bo dla niego każdy zapach będzie odkryciem."
    O to to! I niech sobie pachnie banalnie przez całe życie, jeśli mu się tak podoba. O!
    Nie każdy będzie wybitnym pianistą, ani literatem, ani czymkolwiek innym, nie każdy też musi być znawcą tematu (jakiegokolwiek). Co dla jednych ładne, dla innych jest odstręczające. I dobrze, niech żyje różnorodność.

    OdpowiedzUsuń
  3. A może napiszesz post w stylu 10 zapachów, które powinien powąchać fan niszy w Sephorze? Niestety po kilku niuchach przestaję czuć cokolwiek, więc przekopywanie się na ślepo musiałby mi zająć kilkadziesiąt wycieczek. Na pewno Gucci Guilty Absolute jest super (chyba zresztą też z Twojego polecenia :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jest super.
      Za wersję damską wezmę się lada dzień.
      A pomysł na posta świetny. Tylko... ja z jednej strony boję sie odpowiedzialności. Bo "a jak o czymś zapomnę". Z drugiej pomysł na post w stylu "10 zapachów poprawiających humor" ostatnio skończył mi się setką. :)

      Usuń
  4. Wąchałam oba. Głównie z ciekawości. Miłe, ale szału nie ma. Za to ciekawią mnie bardzo tegoroczne pszczółki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie mam już wielkich nadziei związanych z Guerlain. Przynajmniej na razie. Może się odbiją.

      Usuń
    2. Nowy chyba Shalimar ma być?

      Usuń
  5. Pewnie je powącham przy okazji wizyty w Sephorze, chociaż raczej nie chciałabym nimi pachnieć.
    Bo ja lubię wąchać perfumy, poznawać nowe zapachy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy ostatnim zdaniu z recenzji parsknęłam sobie radośnie na głos:D

    Co do Mon Guerlain- ładne, bezpieczne, testowałam kilka razy. Podobnie jak u ciebie jednak, osoba Angeliny nijak ma mi się do tej kompozycji ;) Co do Gabrielle to przyznam, że początkowe nuty mnie mocno rozczarowały, później jest "troooooochę" bardziej ciekawie. Nie mój typ ale ujmę to tak - gdybym jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności została obdarowana flaszką, może i bym zużyła. Po prostu nie jestem na nie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, ze ktoś zauważył moją złośliwostkę. ;)
      Ale czyż nie mam racji? :p

      Bo Gabrielle jest taka, że trudno być na nie.

      Usuń
  7. Zupełnie szczerze... Byłam rozczarowana w przypadku obu tych zapachów. Kiedyś trafiłam przypadkiem na kanał YT jakiegoś faceta z Niemiec, który zajmował się m.in. recenzowaniem perfum (w mniej lub bardziej serio lub nie-serio sposób).

    Łomatkoicórko, jak on się rozpływał nad Mon Guerlain! No prawie wyszedł z siebie i stanął obok. Że takie piękny, cudny i och, ach zapach. Że kobiecy, że taka dziewczyna z sąsiedztwa, ale z potencjałem bycia narzeczoną albo i żoną. Że cudnej urody zapach, że choć może i nie odkrywczy, to taki, jakim chciałby, żeby pachniała jego kobieta. I że ponoć pytał wielu mężczyzn i od każdego słyszał to samo. To jak się nasłuchałam takich peanów, to stwierdziłam, że się chociaż sztachnę, żeby zobaczyć, czym tak się męska część populacji zachwyca. Poszłam, powąchałam i co? Kwiatki. Niby było jakby słodkawo i jakby ciepławo, ale mnie osobiście te perfumy kojarzą się ze słodkawymi kwiatkami, które są poprawne, ale kompletnie nijakie. Zapach, jakich jest całą masa, kompletnie nic, co zapadałoby w pamięć i miało potencjał bycia zapachem-wizytówką.

    Co do Gabrielle to mam jeszcze większy problem, bo perfumy Chanel jako całość nie są z mojej bajki. Żaden z nich nie utrafił jak dotąd w mój gust i podobnie mam z Gabrielle, która bardzo się ze mną "gryzie" i męczyłabym się nosząc ją na skórze cały dzień. Mój pierwszy odruch był wręcz na zasadzie "jakie to brzydkie"... za co pewnie dostałabym po nosie od niejednej osoby.

    Reasumując mój przydługi wywód, nie po drodze mi z żadnym z tych zapachów. Jest natomiast inny, również dość mainstreamowy i popularny (i jak sądzę oklepany, prawdopodobnie przez wielu uznawany za banalny) zapach: Decadence od Marca Jacobsa i ten z kolei, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, bardzo mi się spodobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam rozczarowana obydwoma zapachami. A teraz najciekawsze - Mon Guerlain rozczarowały mnie bardziej, choć moim zdaniem to dużo ładniejszy zapach, niż Gabrielle. Rozczarowały mnie dlatego, że miałam niebotycznie wyśrubowane oczekiwania.

      Decadence wąchałam niedawno i byłam zaskoczona pozytywnie. oczekiwałam czegoś bardzo na nie. I chyba o to w tym przypadku u mnie chodzi. O kontrast w stosunku do oczekiwań.

      Usuń
  8. Lubię Mon, lubię Guerlain ale do wersji Florale mnie nie ciągnie ;) mam flakon Mon i starczy, wybija mi się na skórze lawenda, której nie lubię więc jak dla mnie mają to 'coś' ale nigdy nie rozważałam czy Jolie mi do nich pasuje, po prostu jej nie widzę w tym ;) a Gabrielle i z całym szacunkiem jest oklepane i brzydkie chociaż ja Chanel nie lubię w ogóle ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie - ja się bardzo mocno zasugerowałam Angeliną. Bardzo ją cenię, co napisałam. Pewnie dlatego chciałam, żeby te "jej" perfumy były bardziej angelinowe. :)

      Usuń
  9. Mon Guerlain w ogóle nie pasuje mi do Angeliny. Ja bym ją w jakiejś krwawej niszy widziała ;) Zapachu już nie pamiętam, wydał mi się wtórny i nijaki. Trochę lepiej wypadł Tiffany, ale tylko trochę. Za to z wiosenna beztroską kojarzą mi się nowe perfumy Miu Miu, o :) i całkiem udane moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz! Po Miu Miu nie sięgnęłam. Obadałam nowe Si za to.
      O Mon Guerlain jaką opinię mam - widać. Jest ładny, ale dla Angeliny to o wiele za mało.

      Usuń
  10. Oh jak ja dawno u Ciebie nie byłam aż wstyd się przyznać ;) Jeszcze pod starym nickiem (SexiChic) ale na szczęście znowu wpadłam więc pewnie zostanę ;)
    Co do Mon Guerlain to całkowicie się z Tobą zgadzam. Ani to zapach na miarę Guerlain ani na miarę Angeliny. Szczerze mówiąc gdy go pierwszy raz wąchałam to odniosłam bardzo silne wrażenie, że to zapach wprost ze stajni Avonu i niestety taki jego odbiór już mi pozostał. O ile do Avonowych zapachów nic nie mam tak tutaj zdecydowanie stwierdziłam, że selektywnym zapachem to on nie jest (poza ceną oczywiście).
    Gabrielle za to uważam za ładną. Zupełnie niepodobną do zapachów Chanel i całkowicie nie w ich stylu ale jednak ładną. W sumie to jest prawie całkiem "moja" bo mój nos stanowczo się opiera uznaniu typowych Chanelek choćby za noszalne. Niestety jednak pomimo ogromnych wysiłków ze strony twórców reklamy zupelnie ten zapach mi do Kirsten nie pasuje ani tym bardziej do Belli.
    Za to ogromnie ze Zmierzchem (nie z konkretną postacią ale ogólnie z całą aurą filmu/książek) kojarzy mi się Chloe Nomade. Zapach, aura jaką za sobą niesie, nasycenie no perfekcyjnie trafione ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...