Koncertu życzeń część pierwsza – Quai des Lices Il Profvmo

Dziś pierwsza recenzja będąca skutkiem obecności SoS na Instagramie. Ponieważ zdarza mi się „zawiesić” przy wyborze perfum do opisania, postanowiłam skorzystać z Waszej pomocy. Pierwsza pomocną rękę wyciągnęła Lukrecja Borgia, której dedykuję poniższą recenzję.

Quai to nabrzeże, Perfumy z morskimi skojarzeniami w tytule nie rokują dobrze. W każdym razie nie rokują u mnie. A jednak… Tym razem nabrzeże nie straszy nutami morskimi i banałem. Choć nie do końca także spełnia moje marzenia o morzu stalowoszarym i ponurym.

Kremowe chmury pachnące mimozą

Quai de Lices to pochmurny letni dzień. Słońce przywalone chmurami jak zbyt ciężką pierzyną, powietrze ciepłe jak wełniany sweter, ocean nieruchomy jak śpiące zwierzę.

Nuty cytrusowe otwierające kompozycję złożono z ostrymi aromatami sosny i eukaliptusa oraz z wczesnym, matowym, kudłatym jak wełna akordem paczulowo – tytoniowym. Jak gdyby Silvana Casoli na swej olfaktorycznej palecie żółtą farbę rozrobiła tylko po to, by natychmiast splamić ją ciemną, brudną zielenią. Efektem jest otwarcie niszowe, trudne i nader dla mnie satysfakcjonujące.

I kiedy już, już zdawało się, że oto wybrzeże inne, niż wszystkie ładne perfumeryjne wybrzeża – wokół zakwitły kwiaty. Pęki drobnych, żółtych kwiatków mimozy i nieco mniejsze pęczki kwiatów magnolii.

Niebo rozjaśnia się i, nachylając nad uśpionym oceanem, przykrywa smoka jasnym woalem światła. Przez chwilę kompozycja łamie się, stoi na skraju niszy, gdzieś pomiędzy chmurną zielenią a ciepłymi kwiatami… A potem rzuca się w ocean kremu.

Przyprószone tabaką kwiaty tworzą akord kosmetyczny w sensie nie do
końca perfumeryjnym. Pachną jak krem lub jak śmietankowy, gęsty balsam
do ciała. Pudrowo – kremowe nuty rozbielają kompozycję, pożerają i
stalowe niebo, i zielone nabrzeże, i żółte kwiaty – jak widmo bieli
pozostałe barwy.

Ta pudrowa, kremowa kwiatowość nie jest wadą. Nie obiektywnie i nie definitywnie. Takie perfumy trzeba lubić, a ja niestety nie lubię. Nawet wówczas, gdy zapach ponownie ciemnieje wchodząc w fazę bazy, nabierając barw w sposób podobny do tego, w jaki je tracił – stopniowo, leniwymi smugami sącząc cienie i półtony – nawet wówczas nie potrafię mu zaufać i podświadomie wciąż podejrzewam go o to, że chmury okażą się tłuste, a smok lepki. Bo dobra wiadomość jest taka, że w bazie wracają chmury i wraca smok. Tylko nakremowany.

Data powstania: 2014
Twórca: Silvana Casoli
Trwałość: do 5 godzin

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: limonka z Malezji (owoce i liście), czerwona pomarańcza z Sycylii
Nuty serca: igły sosnowe, liście eukaliptusa, kwiaty i liście mimozy
Nuty bazy: biała tabaka z Wirginii, paczula z Indonezji

Źródła ilustracji:

Zdjęcie pierwsze: KLIK

Zdjęcie drugie z zasobów Wikimedia Commons. Autorką fotografii jest Vera Buhl.

Oststnie zdjęcie z bloga Zeeny Burse: zeenatburse.com

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

5 komentarzy o “Koncertu życzeń część pierwsza – Quai des Lices Il Profvmo”

  1. Dziękuję Sabbath, czuję się zaszczycona dedykacją.
    Jak zwykle działasz na wyobraźnię…nie mogę zliczyć ile razy wodziłaś mnie na pokuszenie swoimi recenzjami; do ilu udanych zakupów zapachowych zainspirowałaś.
    Jestem szalenie ciekawa otwarcia tego zapachu, prawie go czuję po Twoim sugestywnym opisie. Obawiam się jednak tej późniejszej kremowości…W każdym razie próbka w drodze 😉
    Mało się udzielam i nieczęsto komentuję, ale jestem wierną czytelniczką. Niesamowicie się cieszę, że założyłaś profil na Instagramie. Jeśli mogę się tak wyrazić, to na swój sposób jesteś teraz "bliżej". To jest świetne.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za świetną recenzję
    martyna vel lukrecja.borgia

    1. Martyno, dziękuję Ci za ujawnienie się. To zawsze jest wielka radość.
      Rzeczywiście mam taki plan, żeby profil na Instagramie był mniej "zdyscyplinowany" tematycznie. Będą się tam pojawiały okruchy prywatności – z moich obserwacji wynika, ze taka jest natura instagramowych profili.
      Mam nadzieję, że skoro już się troszkę poznałyśmy także w drugą stronę (bo przecież kiedy piszę, to Wy poznajecie mnie, a ja was tylko jeśli mi pozwolicie), nie skończy się na jednej wymianie myśli. 🙂
      Pozdrawiam cię Serdecznie.

  2. Nakremowany smok? Ciekawe porównanie :D. Hmmm patrząc obiektywnie pewnie bym nie posiedziała dłużej przy tym zapachu, tyle że z przeciwnych powodów bo akurat magnolię bardzo lubię. Morskie klimaty już mniej. No nic, może trafi się kiedyś okazja żeby sprawdzić te perfumy osobiście 🙂
    Ps. Mogłabyś sprawdzić maila? 😉

    1. Hihi! Moja wyobraźnia bywa figlarna. 🙂
      W Quai nie ma morskich klimatów. Il Profumo ma dwie inne kompozycje w morskim klimacie – Pioggia Salata i Voile Blanche. Ale że i ja nie przepadam za morskimi klimatami, następna będzie czekolada. 🙂
      Już pędzę sprawdzać maila. Wciąż regeneruję się po stresie związanym z targami książki.

  3. Otwarcie zdecydowanie zachęca najbardziej choć i całość wydaje się nie wiać banałem. Pewnie jednak nie byłbym w stanie unieść tej kompozycji globalnie, za to chętnie poczułbym ją na płci pięknej. Początkowo patrząc na zdjęcia spodziewałem się mroku w opisie… 😉

    P.S. BA też przecież tłusty, tak wiemy że wynika ona z innej barwy – tej nam bliższej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Rochas Pour Lui

Dziś pachnidło ani niszowe, ani nowe, ani szczególnie niedostępne. Za to z nutą trawy żubrowej, znanej doskonale wszystkim miłośnikom Żubrówki i bazującego na niej drinka

Czytaj więcej »

Przypomnienie o rozdaniu

Moi Drodzy, ponieważ ostatni konkurs został przeze mnie nader skwapliwie przywalony kolejnymi wpisami przypominam, że jeszcze tylko przez parę godzin zgłaszać można swój akces do

Czytaj więcej »

Dusza drzewa – Odoon Pekji

Wszyscy znamy platońską metaforę jaskini, wedle której rzeczywistość postrzegana zmysłowo jest jedynie cieniem, zniekształconym odbiciem idei. Odoon znaczy drewno. Sam kompozytor mówi o swoim zapachu,

Czytaj więcej »