Nissaba Provence

Lawenda to bardzo dziwna nuta.
Kwiat, którego zapach – nawet w europejskiej kulturze nie sprzyjającej dawaniu mężczyznom kwiatów – uważany jest za męski.
Kwiat, a jednak zupełnie nie uwodzicielski.
Kwiat zdystansowany, wręcz zimny.

Przez jednych uwielbiany, przez innych postrzegany jako „ten zapach na mole”.

Do której frakcji ja należę? Do żadnej. Jak zwykle, chadzam własnymi drogami.
Doceniam niezwykłość aromatu lawendy i nawet nietypową jej urodę. Ale nie noszę. Bo mi w niej zimno. Bardziej, niż w perfumach miętowych, kamforowych czy eukaliptusowych. Lawenda powoduje u mnie nieprzyjemne wrażenie, że marzną mi paluszki. Bim bom.

Provence pachnie jednak nie tylko lawendą. I chyba nawet nie głównie lawendą, choć chłodny aromat tych niezwykłych kwiatów daje zapachowi barwę.

Pierwszy akord, który skupia moją uwagę to hyzop z bergamotą. Pięknie pikantny, nieco ziemisty zapach hyzopu „uzdatniony”, upiększony, rozświetlony miłym akordem cytrusowy. Wcale nieszczególnie wytrawnym i wcale nieszczególnie męskim.

I lawenda.

Po chwilach kilku pojawia się mięta. Pięknie eteryczna, podbita szczyptą – dosłownie szczyptą pieprzu do smaku.

I lawenda.

Po kolejnych chwilach więcej-niż-kilku wybrzmiewa akord kadzidlany. Kadzidlany w sposób absolutnie niezwykły, pozbawiony żywiczności, upleciony z białego dymu szałwii i niezwykłego, pięknego, złożonego aromaty muszkatu, który w złożeniu z chłodną wyniosłością szałwii – traci ciepło.

I lawenda.

Czas płynie. Jest chłodny, lecz słoneczny dzień gdzieś w Prowansji. Raczej jesień, niż wiosna. Lawendowe pola kwitną bez eksytacji, hysop kwitnie z umiarkowaną ekscytacją, szałwia chyba już przekwitła i też nie jest szczególnie podekscytowana.
Ślad emocji przejawia akord cytrusowy który coś tam nuci ku czci słońca, ale brakuje mu rozmachu, bo słońce też świeci raczej na luzie. Bez ekscytacji.

Jego promienie kładą się na listkach i kwiatkach ogrzewając kompozycję, ale – mimo tego spokojnego wzrostu temperatury – kompozycja Oliviera Crespa utrzymuje się poniżej ciepłoty ciała.

Obraz Vincenta van Gogha Farma w Prowansji
Vincent van Gogh: Farma w Prowansji

Odbieram Provence jak chłodne powietrze na skórze. Eteryczne nutki kładą się na ciepłej, lekko pikantnej drzewno – muszkatołowej bazie przykrywając ją i czyniąc nieomal niezauważalną. A jednak! Ten ślad ciepła drzemie gdzieś w sercu zapachu czyniąc jesienną Prowansję chłodną, ale nie zimną. Nie ma chmur w tych perfumach.

Provence należy do perfum „podobających się”. W taki sam spokojny, zadumany nieco sposób, w jaki urzekają nas lawendowe krajobrazy Prowansji. Łagodne wzgórza, kamienne budowle, aleje cyprysów i pola jak plamy kolorów.

I lawenda.

Data premiery: 2023
Kompozytor: Olivier Cresp
Projekcja: spokojna, ale szeroka
Trwałość: zaskakująco dobra. Powyżej 10 godzin

Nuty zapachowe:
lawenda Diva, lawendina, hyzop, mięta, czarny pieprz, bergamota, kolendra, szałwia muszkatołowa, gałka muszkatołowa

 

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Poprawka do rozdania

Post aktualizujący. Na moją prośbę perfumeria Yasmeen rozszerzyła swoją ofertę w ogłoszonym rano rozdaniu dodając drugi zestaw zapachów opcjonalnie do wyboru. W jego skład wchodzą,

Czytaj więcej »